11:50 10 Grudzień 2019
Protesty w Moskwie

Polska w podręczniku RAND Corporation

© Sputnik . Władimir Astapkowicz
Opinie
Krótki link
Autor
9552
Subskrybuj nas na

Amerykańskie instytuty poświęcają miliony dolarów na przygotowanie scenariuszy destabilizacji sytuacji w różnych krajach, które Stany Zjednoczone mogą uznawać za nieprzyjazne. Eksperci znanej RAND Corporation w ostatnich miesiącach publikują swoiste „podręczniki” wskazujące, jak przeprowadzić „kolorową rewolucję”.

Nad tym, czy jest to groźne dla państw europejskich, w tym Polski, zastanawia się politolog i publicysta Mateusz Piskorski.

— Co to takiego RAND Corporation i czy jej działalność jest niebezpieczną?

— RAND Corporation to centrum analityczno-eksperckie, które powołane zostało jeszcze w 1948 roku do prowadzenia konfrontacji zimnowojennej na różnych polach. Jej sponsorami były wówczas wielkie korporacje związane z przemysłem zbrojeniowym, które chciały przekonywać władze do większych wydatków na nowoczesne uzbrojenie. Później ten ośrodek się usamodzielnił i dziś finansowany jest głównie z amerykańskiego budżetu.

W 2018 roku wpłacono na jego konta darowizny w wysokości 345 mln dolarów, z czego 282 miliony pochodziły od instytucji państwowych – armii, służb specjalnych (w tym wywiadu), Departamentu Stanu, Departamentu Obrony i wielu innych. RAND zatrudnia ponad 1800 ekspertów na całym świecie, poza Stanami Zjednoczonymi, m. in. w Brukseli, Cambridge i w Australii.

Mateusz Piskorski i Piotr Ikonowicz
© Sputnik . Jarosław Augustyniak
 Działalność RAND jest o tyle niebezpieczna, że jest to instytucja opracowująca najbardziej agresywne plany ekspansji amerykańskiej na całym świecie, dość otwarcie promująca ingerencje w sprawy wewnętrzne suwerennych państw. Jej forma prawna pozwala przy tym na dużo większą swobodę ruchów niż ta, którą cieszą się struktury państwowe. Dlatego RAND i podobne do niej instytucje są tak naprawdę dużo bardziej niebezpieczne od CIA czy innych służb specjalnych i wywiadowczych.

— Ale przecież RAND udostępnia opinii publicznej większość swoich raportów i rekomendacji. Nie działa w sposób tajny.

— Nie jest tak do końca. Duża część materiałów opracowywanych przez ten ośrodek to analizy na potrzeby wywiadu amerykańskiego, które oczywiście jawne nie są. Otrzymujemy zatem tylko jakąś część rezultatów ich pracy. I może dobrze, że tak się dzieje, bo ostatnie publikacje RAND wskazują, że amerykańskie środowiska neokonserwatywnych jastrzębi gotowe są do zdestabilizowania połowy świata w specyficznie przez nich rozumianym interesie Stanów Zjednoczonych.

— Jakie dokumenty ma Pan na myśli?

— W tym roku ukazało się opracowanie zatytułowane „Wyczerpanie Rosji. Konkurencja na polach przewagi” (ang. „Extending Russia. Competing from Advantegous Grounds”, Santa Monica 2019). Oczywiście, głównym adresatem tego instruktażu są ci, których celem jest wyeliminowanie Federacji Rosyjskiej z areny globalnej. Mamy tu kontynuację myślenia zaproponowanego niegdyś przez Zbigniewa Brzezińskiego: państwo rosyjskie trzeba maksymalnie osłabić, by doszło w perspektywie do jego całkowitego rozkładu.

W tym kontekście wcale się nie dziwię senatorowi Andriejowi Klimowowi z Rady Federacji, który zauważył, że ostatnie niepokoje społeczne w Moskwie związane z wyborami władz miasta, aktywność Nawalnego i jego zwolenników to w sumie realizacja scenariusza nakreślonego w dokumentach RAND. Czyli z dużą dozą prawdopodobieństwa trzeba przyjąć, że znaczna część rosyjskiej opozycji, która – co ciekawe – niedawno miała swój zlot w Polsce, sterowana jest zewnętrznie…

 Jakie są cele polityki amerykańskiej wobec Rosji proponowane przez RAND Corporation?

— Jak wspomniałem, maksymalne osłabienie tego kraju za pomocą wszystkich dostępnych środków. We wspomnianym raporcie czytamy o czterech podstawowych dziedzinach, w których miałoby się to odbywać. Pierwsza to sfera gospodarcza: eksperci RAND proponują utrzymywanie sankcji ekonomicznych wobec Rosji, nakłanianie do tego europejskich „sojuszników” Stanów Zjednoczonych, eliminowanie Rosji z europejskiego rynku surowców. Druga to kwestie wizerunkowe; otwarcie piszą, że trzeba uderzać wizerunkowo w prezydenta Putina, osłabiać jego pozycję na arenie międzynarodowej, ale też wewnętrznie, odbierać mu legitymizację poprzez lansowanie tezy o fałszowaniu przez władze rosyjskie wyborów. Trzecia to działania na rzecz osłabienia potencjału demograficznego i kapitału społecznego państwa rosyjskiego: wprost nawołują do inspirowania emigracji najwybitniejszych umysłów z Rosji, do spadku liczby urodzeń.

Dopiero czwarty obszar to kwestie militarne, gdzie kolejne kroki Stanów Zjednoczonych miałyby prowokować Moskwę do zwiększania budżetu obronnego i tym samym zmniejszania wydatków na inne cele.

— Czy w kontekście tej strategii wymierzonej przeciwko Rosji pojawia się w opracowaniu RAND Polska?

— Oczywiście, i to na kilku płaszczyznach. Najważniejsza to uczynienie z Warszawy oręża do walki z importem przez Europę rosyjskiego gazu i wymiany go na gaz skroplony importowany ze Stanów Zjednoczonych. Rząd Prawa i Sprawiedliwości desperacko realizuje taką właśnie strategię, nie tylko kupując drogi amerykański gaz, ale na dodatek namawiając do tego inne kraje regionu i dodatkowo sabotując inwestycje w sieci przesyłowe łączące Europę z Rosją.

Kolejna kwestia to wspieranie tendencji antyrosyjskich na Ukrainie; autorzy raportu zwracają uwagę, że Waszyngton może tu liczyć na warszawskie „jastrzębie”. Następna to angażowanie Polski do realizacji scenariusza zmiany władzy na Białorusi; eksperci RAND dostrzegają brak perspektyw trwałego skonfliktowania prezydenta Łukaszenki z Kremlem, więc zakładają jego obalenie. Zarówno w sprawie Ukrainy, jak i Białorusi polskie władze lojalnie wykonywały tego rodzaju zadania.

Kolejna sprawa jest trudniejsza, bo dotyczy rozbudowy potencjału militarnego NATO na Bałtyku z zamiarem docelowego zamknięcia tego akwenu dla Rosji. Plany rozbudowy polskiej marynarki wojennej pozostają tylko planami, więc zapewne Amerykanie będą naciskać na zwiększenie wydatków w tej sferze. Dalej mamy zwiększenie obecności wojsk lądowych NATO na tzw. wschodniej flance, z czym mamy ostatnio bez wątpienia do czynienia. Towarzyszy temu wezwanie do organizowania kolejnych manewrów wojskowych na wielką skalę, właśnie z udziałem Polski i krajów bałtyckich i na ich terytorium. I na koniec, propozycja rozważenia rozmieszczenia amerykańskiego arsenału nuklearnego m.in. na terenie Polski. Wspomniał o tym jakiś czas temu minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz.

— Czyli RAND Corporation kształtuje polską politykę w wielu kwestiach?

— Może nie sama RAND Corporation, ale na pewno środowiska neokonserwatywnych, prących do wojny „jastrzębi”, którzy działają pod jej szyldem, ale też pod wieloma innymi szyldami rozmaitych ośrodków analitycznych kształtujących amerykańską politykę.

Pozostaje liczyć na to, że te kręgi nie będą miały decydującego głosu w sprawach polityki amerykańskiej w najbliższych latach. Bo na rozsądek, opanowanie i odrzucenie wizji starcia zbrojnego z Rosją przez warszawskich decydentów na razie raczej nie ma większych nadziei.

— Bardzo dziękuję za rozmowę.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Zbezczeszczony cmentarz w Trzciance: będzie proces
Korwin-Mikke: Telewizja Polska kłamie. To skandal!
Joanna Senyszyn: PiS szuka wokół Polski samych wrogów
Umiarkowana krytyka to nie przełom
Konfederacja na celowniku PiS
Tagi:
Warszawa, Rząd RP, Mateusz Piskorski, kolorowa rewolucja, Polska, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz