21:33 09 Grudzień 2019
Różaniec

Wrogom wolności wzniesiona pięść

© Sputnik . Maksim Bogodvid
Opinie
Krótki link
Autor
153113
Subskrybuj nas na

Głosiciele ewangelii spod znaku Marszu Niepodległości wywołali niejakie poruszenie publikując logo tegorocznego marszu: wzniesioną pięść, oplecioną różańcem niczym kastetem.

Antynacjonalistyczni obrońcy tradycji zakrzyknęli z oburzeniem, że to profanacja, na co nacjonaliści odrzekli rezolutnie, że „wzniesiona pięść jest symbolem zwycięstwa”.

Groźny ów wizerunek zdobi podpis: „Miej w opiece naród cały” – cytat z popularnego w polskich kościołach zapiewania „Z dawna Polski Tyś Królową” – choć, jako żywo, znać w nim inspiracje znacznie wznioślejszą pieśnią.

Komsomolcy na czele

To ten unifikujący moment w historii, kiedy jedni i drudzy Polacy mają rację. Wzniesiona pięść jest symbolem zwycięstwa, a oplatanie jej różańcem zaiste stanowi profanację – ale bynajmniej nie paciorków do katolickiego mantrowania.

To, czego chłopcy z krótkimi włosami nie wiedzą – bo i skąd, musieliby coś czytać – to fakt, iż gest wzniesionej pięści w istocie jest uniwersalnym symbolem zwycięstwa, a w każdym razie walki i oporu – ale bynajmniej, Drodzy Naziole, nie Waszym.

Wasz różni się tym, że dłoń jest otwarta i wyciągnięta do przodu – w geście znanym powszechnie jako „salut rzymski”, a w wykonaniu Obozu Narodowo-Radykalnego jako „poproszę pięć piw” – i, jako żywo, mogę zrozumieć, dlaczego nawet organizatorzy Marszu Niepodległości nie uznali za stosowne wymalować różańca na hailującej łapie. Ale obiektywnie rzecz biorąc, jest to pewien oportunizm.

A także zwykła kradzież.

Idą silni, promienni, odważni

Wzniesiona pięść była po raz pierwszy użyta jako symbol rewolucyjnych anarchosyndykalistów z Industrial Workers of the World w 1917 roku – ale swój prawdziwy ciężar gatunkowy zawdzięcza hiszpańskiej wojnie domowej, gdzie „umierający republikanie, brocząc po bruku krwią swoich ran” odpowiadali tym gestem na frankistowskie hailowanie.

30 lat później, drzeworyt ze wzniesioną pięścią, autorstwa amerykańskiego artysty o swojsko brzmiącym nazwisku Frank Cieciorka, stał się uniwersalnym symbolem Nowej Lewicy lat 60. – ruchu postępu, równości, walki z opresją.

Historia lewicy pełna jest wizerunków bojowników ze wzniesioną pięścią. To gest, którego używali ludzie, którzy walczyli, ginęli, oddawali zdrowie i wolność za lewicowe ideały: Che i Fidel, Mandela po wyjściu z więzienia i Chavez, kiedy chciał pokazać, co myśli o USA.

Jako „Black Power Salute” – symbol walki o równouprawnienie Afroamerykanów – przeszedł do historii po proteście dwóch czarnoskórych triumfatorów olimpiady w Meksyku w 1968 roku, Tommiego Smitha i Johna Carlosa, którzy wznieśli dłonie w czarnych rękawiczkach podczas odgrywania hymnu amerykańskiego, za co zostali wywaleni z igrzysk. W 1971 roku ikoniczne zdjęcie białej Glorii Steinem i czarnej Dorothy Pitman Hughes ze wzniesionymi pięściami na okładce magazynu „Esquire” stało się symbolem feminizmu ponad podziałami rasowymi.

Do dziś na każdym bazarze z souvenirami w każdej lewicowej republice Ameryki Łacińskiej znajdziecie choć jedną wzniesioną pięść – jako pamiątkę tego, co turysta powinien wywieźć z krajów, gdzie CIA obalało demokratycznie wybrane rządy i szkoliło prawackie szwadrony śmierci.

Dalej, młodzi Słowianie

Fakt, że nasi prowincjonalni naziole – z miękkim podbrzuszem i heroiczną odwagą, która pozwala im rzucić się w ośmiu na śniadego nieznajomego – mają czelność sięgać po ten symbol w swojej katolsko-narodowej propagandzie jest, jako żywo, profanacją.

Ale skoro już się tak zgadało o profanacji: czy macie pojęcie, jak fatalną historię niesie w sobie różaniec?

Począwszy od tego, że powstał z myślą o tych, którzy nie umieli czytać i pisać, jako koncepcja zerżnięta podczas wpraw krzyżowych ze sznurów modlitewnych mordowanych przez krucjatorów muzułmanów – co samo w sobie jest, przyznacie, niezręcznym kulturowo pochodzeniem.

Cała idea „rozważania tajemnic różańcowych” jako modlitwy połączonej z medytacją jest oczywiście absurdalna – bezmyślnie trzepanie 212 zdrowasiek, przeplatanych kilkudziesięcioma innymi zaklęciami, jest niejaką obelgą dla starożytnego rytuału medytacji i służy wyłącznie kontroli nad czasem i zajęciem wiernych. Ale to pół biedy.

Robotników i chłopów synowie

Skoro mówimy o różańcu – warto wspomnieć, że był to jeden z ulubionych instrumentów zboczeńców w habitach, którzy znęcali się na dziećmi w katolickich irlandzkich ochronkach od lat 40. XX wieku. Trafiały tam dzieci niemoralnych (czytaj: niezamężnych) matek, sieroty, dzieci z ubogich domów, przyłapane na kradzieży, najczęściej jedzenia czy paru pensów. To ujawnienie panujących tam warunków, sadyzmu, przemocy, gwałtów i wyzysku sprawiło, że Irlandia jest dziś w czołówce ateistycznych krajów świata.

Nie tylko ciężkie drewniane różańce, zakończone wielkimi krzyżami, służyły do bicia dzieci – ale także te same dzieci, w ramach pracy wyczerpującej wszystkie znamiona pracy niewolniczej, musiały nizać te różańce – 600 paciorków dziennie w ciągu tygodnia; 900, na chwalę pańską, w niedzielę.

Potem ich rękodzieło – z wyjątkiem tych używanych do bicia – zakonnice sprzedawały z zyskiem szkołom i parafiom, przekonując, że zakup jest aktem miłosierdzia.

Wygramy walkę o trwały pokój

No i niewątpliwie godny wspomnienia jest ksiądz Patrick Peyton, twórca ruchu o nazwie „Family Rosary Crusade” – „Rodzinna Krucjata Różańcowa”. Ten amerykański duchowny irlandzkiego pochodzenia kreatywnie współpracował z niejakim Peterem Gracem, szefem amerykańskiej korporacji czerpiącej olbrzymie zyski z kopalni i plantacji trzciny cukrowej w krajach Ameryki Łacińskiej – jak niełatwo się domyśleć, niekoniecznie przywiązanej do zasady uczciwego płacenia pracownikom.

Razem spotkali się z Richardem Nixonem, który wyraził entuzjazm dla idei wykorzystania Krucjaty Różańcowej do walki z komunizmem. 

Przez kilkanaście lat wyprawy różańcowe Peytona były organizowane i finansowane przez CIA. To CIA wysłało go do Chile, Wenezueli, Brazylii i Kolumbii – wszędzie, gdzie rósł w siłę tzw. Kościół Wyzwolenia, wspomagający lewicowe ruchy niepodległościowe. „Krucjata” Peytona była w tak oczywisty sposób polityczna, że nawet ówczesny Watykan dostrzegł w tym coś niestosownego i nakazał mu zaprzestania agenturalnej działalności.

Choć – warto wspomnieć – papież Franciszek nie tylko go rehabilitował, ale w 2017 roku rozpoczął proces jego beatyfikacji.

Świat młodzieży nam gromko odpowie

Toteż i nie dziwota, że Watykan nie czuje się speszony dwuznaczną historią różańca. Właśnie ruszyła sprzedaż adresowanego do millenialsów urządzonka o nazwie „Click to Pray eRosary” („E-różaniec: kliknij żeby się pomodlić”) – kompatybilnej ze smartphonem bransoletki, którą uruchamia się wprawiając w ruch znany wśród katolików jako „znak krzyża”.

Po aktywacji użytkownik może wybrać jedną z trzech opcji modlitwy: standardowy różaniec, różaniec kontemplacyjny lub różaniec tematyczny, regularnie aktualizowany.

Paciorki symbolizują postępy użytkownika w modlitwie, a smartkrzyż odnotowuje i przesyła do smartphona każdą zaliczoną zdrowaśkę.

To interaktywne narzędzie posłuży jako metoda nauki odmawiania różańca w intencji pokoju na świecie – głosi komunikat Watykanu.

Projekt – powstały w ramach „Papieskiej Światowej Sieci Modlitewnej” – „łączy w sobie to, co najlepsze w duchowej tradycji Kościoła z najnowszymi osiągnięciami świata technologii” – orzekł z dumą Watykan. 10 kamiennych kulek i krzyżyk z czipem kosztuje ok. 420 złotych.

(Tytuł i śródtytuły pochodzą z pieśni „Pochód przyjaźni” z 1951 roku).

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Marszu niepodległości w Warszawie nie będzie
Marsz Niepodległości: razem, a jednak osobno
Logo Marszu Niepodległości budzi kontrowersje. Różaniec jak kastet
Tagi:
symbolika, wiara, komunizm, Lewica, religia, Marsz Niepodległości, Dzień Niepodległości, Polska, polityka
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz