11:10 10 Grudzień 2019
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej

Kto „zgarnie fotel” marszałka seniora Sejmu

© AFP 2019 / Janek Skarzynski
Opinie
Krótki link
Autor
273
Subskrybuj nas na

Trwają dyskusje, kto zostanie marszałkiem seniorem Sejmu. Z pewnością nie Jarosław Kaczyński - ma оn bardzo duży elektorat negatywny i źle odbierają go wyborcy – uważa prof. Adam Wielomski.

Pełnienie obowiązków marszałka seniora stanowi wyróżnienie, ma wymiar prestiżowy i w pewnym stopniu symboliczny. Prezydent Andrzej Duda poprosił o listę 10 najstarszych wiekiem posłów, spośród których dokona wyboru. Wśród posłów nowej kadencji Sejmu najstarsi są Janusz Korwin-Mikke i o rok od niego starsza Iwona Śledzińska-Katarasińska. Są jednak też inne kryteria wyboru. Ważniejsze z nich - zasługi w odzyskaniu przez Polskę niepodległości.

Jak stwierdził szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski, w tym roku Polska obchodzi 30. rocznicę wychodzenia Polski z komunizmu, przemian demokratycznych.

„Pan prezydent w rozmowie z nami, w kancelarii, powiedział, że chciałby iżby marszałek senior (Sejmu) był osobą, która będzie - tak, jak wcześniej śp. Kornel Morawiecki - w pewnym sensie personifikować ten wysiłek Polaków w walce o wolność, wysiłek Polaków w tym, żeby Polska była krajem demokratycznym i wolnym. Chciałby zatem, żeby ta osoba była osobą w tym sensie w jakimś stopniu symboliczną” – powiedział Krzysztof Szczerski.

Jednak nie wiadomo jakie kryterium weźmie pod uwage prezydent Polski. O opinię w tej sprawie Sputnik zwrócił się do polskiego politologa, prof. Adama Wielomskiego.

- Kto Pana zdaniem ma największe szanse?

- Uważam, że samo pojęcie «marszałek senior» już oznacza, że marszałkiem powinien zostać senior, czyli najstarszy parlamentarzysta w Sejmie. Moim zdaniem to powinno być jedynym kryterium, inaczej mamy do czynienia z różnymi kryteriami politycznymi. W moim przekonaniu, widać to w dyskusjach, które w tej chwili trwają. One zresztą są bardzo charakterystyczne dlatego, że o ile wiem, pan prezydent Andrzej Duda chce na to stanowisko mianować posłankę Koalicji Obywatelskiej, a więc przedstawicielkę nurtu, który media związane z PiS określają jako opozycję totalną. A to jest dla mnie świadectwem tego, że istnieje coś takiego, jak tak zwany POPiS, czyli nieformalny sojusz PiS-u i Platformy Obywatelskiej, przy czym obydwie te partie starają się nie pokazać, że taki sojusz istnieje.

Ale on istnieje i opiera się na kilku elementach. Po pierwsze, elementem tego sojuszu jest, nazwijmy to tak – wspólne kombatanctwo z okresu Solidarności i odwoływanie się do tej tradycji. Można powiedzieć, że jest to kryterium o charakterze historyczno-towarzyskim. A drugie kryterium - to wspólny interes zarówno Platformy Obywatelskiej, jak i Prawa i Sprawiedliwości, aby z polskiej sceny politycznej wykluczyć wszystkie ugrupowania, które nie odwołują się do tradycji solidarnościowej, i których liderzy nie mają związków personalnych z tak zwaną opozycją demokratyczną.

- A może Jarosław Kaczyński? On przecież jest na liście piąty.

- Jarosław Kaczyński raczej nie, dlatego, że Jarosław Kaczyński nie bardzo lubi pokazywać się publicznie. Poza tym jest to elementem strategii Prawa i Sprawiedliwości, która zakłada nieeksponowanie Jarosława Kaczyńskiego z tego powodu, że ma on bardzo duży elektorat negatywny i źle odbierają go wyborcy. Stąd nie sądzę, żeby Jarosław Kaczyński mógł być takim kandydatem i żeby chciał.

Jarosławowi Kaczyńskiemu bardziej odpowiada taka pozycja Józefa Piłsudskiego XXI wieku, czyli siedzącego w Sulejówku i stamtąd manipulującego sceną polityczną, a przede wszystkim, obozem rządzącym. Myślę, że takiej możliwości nie ma.

- Panie profesorze, gdyby zadać takie dość enigmatyczne pytanie: co dziś w Warszawie „piszczy”?

- Ja myślę, że dzisiaj w Warszawie przede wszystkim „piszczy” kwestia rządu. Dlatego, że wybory zakończyły się niby zwycięstwem PiS-u, ale nie tak, jak Jarosław Kaczyński to zaplanował. Po pierwsze, dlatego, że PiS nie zdobył większości konstytucyjnej, po drugie, nie posiada większości rządowej wobec „przystawek” jak to się mówi w polskiej polityce. Czyli z jednak strony, Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry, a z drugiej - Porozumienia Jarosława Gowina. Powoduje to, że de facto rząd PiS-u będzie rządem koalicyjnym. Zwróćmy uwagę, że w poprzednim Sejmie tak zwane „przystawki” (czyli Solidarna Polska i Porozumienie) miały, jeśli się nie mylę, po 5 mandatów, a teraz obydwie te partie mają po 18 - razem 36.

W związku z tym bez nich nie ma rządu większościowego. Jest to szczególnie problematyczne w związku z pozycją Porozumienia Gowina. O ile moim zdaniem jakiekolwiek alternatywne koalicyjne możliwości Solidarnej Polski są nikłe, dlatego, że jest to partia, która, nazwijmy to tak umownie, jest na prawo od Prawo i Sprawiedliwości. O tyle możliwości koalicyjne Porozumienia Jarosława Gowina są znacznie większe, dlatego że jest to polityk, który wyszedł z Platformy Obywatelskiej i swoimi poglądami mu bliżej do Platformy Obywatelskiej, niż do Prawa i Sprawiedliwości.

Dlatego, myślę, że najważniejszym w tej chwili problemem „piszczenia w trawie” jest to, w jaki sposób zarówno Zbigniew Ziobro, a przede wszystkim Jarosław Gowin zostaną zaspokojeni w swoich roszczeniach tak, aby stworzyć trwałą większość rządową.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Nowe święto w Polsce: Sejm popiera
Najtańszy schabowy w mieście: tylko w Sejmie
Nowy Sejm zajmie się małżeństwami homoseksualnymi
Tagi:
Józef Piłsudski, Solidarność, Krzysztof Szczerski, Andrzej Duda, Kornel Morawiecki, Janusz Korwin-Mikke, Sejm, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz