21:35 09 Grudzień 2019

Warszawa: „Pinochet” musi odejść – wideo

© AFP 2019 / Pedro Lopez
Opinie
Krótki link
Autor
6263
Subskrybuj nas na

Na całym świecie trwają demonstracje i pikiety wsparcia dla narodu Chile, w którym od strzałów wojska w ulicznych manifestacjach zginęło już ponad 50 osób. Taka demonstracja pod Ambasadą Chile odbyła się również w Warszawie.

Minęło wiele lat od końca krwawej dyktatury Augusta Pinocheta. Okazuje się jednak, że w wielu sprawach od czasu dyktatury niewiele się zmieniło. Nadal w Chile obowiązuje konstytucja z 1980 roku, którą uchwalono jeszcze za czasów dyktatury Pinocheta, a gdy lud się buntuje wysyła się przeciw niemu wojsko.

Chile od lat 70’ jest miejscem neoliberalnych gospodarczych eksperymentów. To tam Pinochet, bez żadnej kontroli społecznej nie mówiąc o jakiekolwiek dyskusji o drogach rozwoju tego kraju, sprowadził Miltona Friedmana, który razem ze swoimi „Chicago boys” przeprowadzał eksperymenty gospodarcze na żywym ciele społeczeństwa. Celem było sprowadzenie państwa do jego minimum. By zajmowało się tylko wojskiem, policją i sądami. Taki ideał Janusza Korwin-Mikke. Resztę miał załatwić wolny rynek. Nie załatwił.

Chile przezywa dziś ostry gospodarczy i społeczny kryzys w każdej dziedzinie. Nasza służba zdrowia, na którą tak u nas narzekamy, przy tamtejszej wydaje się wyjątkowo nowoczesna i sprawną. Leży edukacja i leży system emerytalny.

Warto przypomnieć, że to ten sam system, na którym w Polsce za czasów AWS wzorowały się polskie władze, którym pozwala kosztem emerytów bogacić się jeszcze bardziej korporacjom i bankom. Więc podobne problemy czekają również nas wszystkich.

W Chile przeciętna pensja to 300 000 pesos, a kilogram chleba kosztuje 30 000 pesos. Tak nie da się żyć. Kroplę goryczy przekroczyła nieznaczna podwyżka cen biletów na metro. Ludzie wyszli w końcu na ulice. Przeciwko nim władze wystawiło wojsko. Wojsko zaczęło do demonstrantów strzelać. Także z karabinów maszynowych, jak za czasów Pinocheta. Prezydent, Sebastián Piniera, wprowadził stan wojenny i godzinę policyjną. Ludność stołecznego Santiago i wielu innych miast, ponownie wyszła na ulicę. W samym Santiago w miniony weekend demonstrowało ponad 1 200 000 obywateli.

Przestraszony siłą demonstracji prezydent zniósł stan wojenny i odwołał kilku ministrów zastępując ich takimi samymi. Za późno.

Następna, zapewne równie liczna demonstracja, została zwołana przez oddolnych ruch społeczny, który organizuje te protesty, pod pałac prezydencki, gdzie będą się domagać ustąpienia Piniery, zmiany konstytucji i systemu społecznych nierówności. Mój chilijski rozmówca powiedział, że to początek pokojowej rewolucji.

Demonstrację pod chilijską ambasadą zorganizował żyjący od lat w Polsce Chilijczyk, Jimmy. Pod ambasadą demonstrowali głównie członkowie Ruchu Sprawiedliwości Społecznej. Przyszło też czterech członków Razem. Oni jednak zrobili sobie tylko selfie przed budynkiem i po zrobieniu sobie zdjęć odeszli zanim pikieta się rozpoczęła.

Pikieta pod ambasadą Chile

Wznoszono znany w całej Ameryce łacińskiej okrzyk: „El pueblo unido jamás será vencido” co po polsku oznacza – lud zjednoczony, pozostanie niezwyciężony. Pod murem ambasady zapalono znicze.

Wszyscy obecni podpisali petycję, którą przekazali ambasadorowi Chile. W petycji domagali się zaprzestania represji, ukarania winnych śmierci demonstrantów i ustąpienia prezydenta Piniery.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

„Merkel zamierza emigrować do Chile"
Szczenięta rekruci gwiazdami parady wojskowej w Chile
Prezydent poszedł na ustępstwa: w Chile zostanie zniesiony stan wyjątkowy
Tagi:
Polska Razem, Ruch Sprawiedliwości Społecznej, stan wojenny, medycyna, gospodarka, Polska, Warszawa, stosunki międzynarodowe, protest, ambasada, demonstracja, Chile
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz