15:28 14 Listopad 2019
Pałac Kultury i Nauki w Warszawie

Warszawska szkoła politycznego realizmu

© Sputnik . Jekateryna Bespałowa
Opinie
Krótki link
Autor
5262
Subskrybuj nas na

6 listopada na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się prezentacja nowej książki pod redakcją prof. Stanisława Bielenia pt. „Polityka wschodnia Polski – między fatalizmem geopolitycznym a klątwą niemocy”.

Wzięli w niej udział nie tylko warszawscy naukowcy, ale też przedstawiciele mediów i eksperci. O tym, czy w Warszawie możliwe jest powstanie nowej szkoły politycznego realizmu z politologiem, uczestnikiem prezentacji dr Mateuszem Piskorskim rozmawiał Igor Stanow.

– Twierdzi Pan, że prezentacja nowej książki pod redakcją prof. Bielenia była istotnym, a może wręcz przełomowym wydarzeniem. Dlaczego?

– Zacznijmy od samej książki, którą zaprezentowano. Piętnaście rozdziałów, każdy poświęcony jakiemuś fragmentowi polskiej polityki wschodniej, materiał podzielony pod względem geograficznym, ale też tematycznym – od analizy programów partii politycznych, przez myśl polityczną i wdrażanie konkretnych modeli polityki, aż do dość marginalizowanej problematyki granicy jako zjawiska kulturowego. Praca interdyscyplinarna, większość autorów naprawdę na najwyższym w swoich dziedzinach poziomie. To zresztą nie pierwsza publikacja Katedry Studiów Wschodnich na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW, która tak wysoko podnosi poprzeczkę standardów naukowych. I wszystko to w okresie, gdy do nauki wkracza z butami polityczna poprawność, a czasem wręcz ordynarna cenzura… Taka publikacja jest już sama w sobie wydarzeniem.

Stanisław Bieleń.
Stanisław Bieleń

– W polskiej nauce funkcjonuje cenzura?

– Naukowcy z UW mówili o tym otwarcie. Prof. Ryszard Zięba, znakomity badacz stosunków międzynarodowych wspominał, że w okresie Polski Ludowej nie ocenzurowano mu żadnego artykułu, a w ostatnich latach III RP to się już zdarza. No i jest jeszcze system nieformalnego represjonowania niepokornych naukowców. Tym, którzy ośmielają się krytykować aktualne władze, odmawia się uczestnictwa w programach badawczych, nie otrzymują grantów z przyczyn politycznych. Strach pomyśleć, jak to będzie wyglądać po wdrożeniu do końca pomysłów ministra Gowina, który najwyraźniej pozazdrościł Ziobrze akcji pacyfikacyjnej przeciwko sędziom i to samo chce zrobić z uczonymi.

– I w tych ponurych okolicznościach można liczyć na przełom?

– Otóż prezentacja książki tchnęła we mnie iskierkę nadziei. Przede wszystkim okazało się, że wśród profesorów średniego i starszego pokolenia są ludzie prawdziwej nauki, wręcz intelektualiści, dla których wartością absolutną jest wierność kryteriom naukowym i niezależność. To są najczęściej ludzie ukształtowani w czasach, gdy konformizm nie był jeszcze cnotą, jak dziś. Ale ich rolą dzisiaj jest wychowanie kolejnych pokoleń ludzi myślących podobnie, kierujących się podobnymi zasadami. Skoro oni nadal są na placu boju o umysły, to jest jakaś nadzieja.

– Czy książka zapowiada jakiś zwrot w podejściu do polskiej polityki wschodniej?

– Przede wszystkim wielu jej autorów nie obawia się iść pod prąd narracji o wielkim sukcesie uprawianej przez obóz rządzący. Prawda jest bolesna, ale obowiązkiem naukowca jest o niej mówić, posiłkując się faktami i ich odpowiednią analizą. Prof. Zięba wspomniał, że Warszawa nie prowadzi dziś żadnej polityki w stosunku do wschodnich sąsiadów, bo przede wszystkim jej wszystkie działania przekształciły się w funkcję, instrument służący realizacji jednego celu: zabiegom o osłabienie pozycji Federacji Rosyjskiej na obszarze postradzieckim. Czyli, na przykład, polska polityka wobec Ukrainy ma tylko jeden priorytet: utrzymać Kijów w orbicie państw o nastawieniu antyrosyjskim…

– No, ale to przecież stały dogmat polskiej polityki na Wschodzie, „Kultury” Jerzego Giedroycia i jej kontynuatorów…

– Tak, tak. I prometeizmu, czyli chorej odmiany misjonizmu, mającego za wszelką cenę prowadzić do wbijania klina między Rosję i sąsiadujące z nią lub ją zamieszkujące narody. Na prezentacji arcyciekawe wystąpienie miał autor jednego z rozdziałów omawianej książki Jarosław Dobrzański. To, nawiasem mówiąc, uczeń wybitnego polskiego znawcy Rosji profesora Andrzeja Walickiego. Mówił właśnie o tym, że archaiczne koncepcje Giedroycia są nadal niepodważalnym dogmatem, że w polskiej nauce w praktyce zakazane jest krytyczne spojrzenie na dorobek i dziedzictwo „Kultury”. Zresztą w książce znalazł się jego znakomity, liczący ponad 100 stron tekst na ten temat. Mówił też o ignorancji połączonej z arogancją jako cesze charakterystycznej polskich decydentów ostatnich lat. Wreszcie, podobnie jak prof. Bieleń i prof. Zięba, zauważył, że polska polityka wschodnia to w zasadzie działania dyktowane interesami „sojuszniczego” mocarstwa czyli Stanów Zjednoczonych. W ogóle, należy zwrócić uwagę, że uczestnicy spotkania nie obawiali się o tym mówić, choć to też temat tabu nie tylko wśród polskich polityków i dziennikarzy, ale też – niestety – naukowców.

– Na czym może polegać fenomen nowej szkoły Realpolitik powstającej na Uniwersytecie Warszawskim?

– Przede wszystkim na tym, że jej przedstawiciele nie ulegają emocjom, resentymentom i naiwnemu naśladownictwu, tylko starają się analizować politykę zagraniczną przez pryzmat jej skutków, korzyści i strat, jakie ona przynosi dla Polski. I to powinno być jedyne kryterium obiektywnej oceny. To warszawskie środowisko naukowe przywraca wiarę w to, że nauki polityczne i nauki o stosunkach międzynarodowych mogą znów stać się nauką, a nie kolejnym polem panowania ideologii obozu rządzącego i miejscem powstawania panegiryków na cześć elit politycznych. W gmachu UW zobaczyłem wybitne umysły – to rzecz w takim miejscu naturalna – ale zobaczyłem też ludzi o ogromnej odwadze intelektualnej. Za to dziś można słono zapłacić. Á propos, prof. Bieleń wspomniał o losie rosyjskiego naukowca prof. Dmitrija Karnauchowa, który został wydalony z Polski na mocy decyzji troglodytów z ABW tylko dlatego, że prezentował podobno inną narrację historyczną od tej forsowanej przez obecną władzę. Za uczciwość, odwagę i wierność faktom słono się dziś płaci…

– Jakie są perspektywy rozwoju nauki w tej sytuacji?

– Jeśli chodzi o politologię i stosunki międzynarodowe, to szczerze mówiąc mam nadzieję, że środowisko tworzone dziś na UW przez prof. Bielenia będzie w stanie nie tylko wykształcić kolejne pokolenia, ale tez wywrzeć jakiś wpływ na kształt debaty publicznej w Polsce. To może się stać ośrodek inteligencji promieniujący na różne grupy społeczne, niekoniecznie tylko naukowców. Kiedyś, przy ogromnym udziale wspomnianego prof. Walickiego Warszawa była znana jako miejsce ukształtowania się warszawskiej szkoły historyków idei, która wypracowała znakomity własny warsztat naukowy i metodologię. Dziś to samo może się stać, jeśli nadal trwać będzie rozwój Katedry Studiów Wschodnich; może powstać taka warszawska szkoła realizmu politycznego, analizująca krytycznie naszą politykę zewnętrzną pod kątem obiektywnych kryteriów, a nie fobii i emocji.

– Czyli warto czytać kolejne publikacje tych uczonych…

– Tak, mam ogromną nadzieję, że wkrótce pojawią się następne. Nawet nieśmiało zasugerowałem podczas prezentacji, że można by na przykład przeanalizować takie problemy, jak wpływ polskiej polityki wschodniej, jej odbiór w Rosji; a z drugiej strony wpływ ośrodków analitycznych i think tanków zza oceanu na politykę polską. No i cały ten dorobek propagować za pomocą mediów niezależnych, w tym Sputnik Polska, ale też tych drukowanych, jak „Myśl Polska” czy „Przegląd”, których redaktorzy, na marginesie, też wzięli udział w prezentacji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Wszystkich Świętych na cmentarzu żołnierzy radzieckich w Warszawie – wideo
Polski weteran przyparł do muru przewodnika Muzeum Powstania Warszawskiego
Rosyjski deputowany: Paryż nie powinien być uzależniony od Warszawy
Tagi:
szkoła, polityka, Uniwersytet Warszawski (UW), Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz