21:30 13 Grudzień 2019
Polski premier Mateusz Morawiecki. Zdjęcie archiwalne

„Macron nieszczególnie przejmie się tym, co mówi premier Morawiecki”

© AP Photo / Alik Keplicz
Opinie
Krótki link
Autor
5562
Subskrybuj nas na

Premier Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla „Financial Times” oskarżył Emmanuela Macrona o nieodpowiedzialność po tym, jak francuski prezydent powiedział o NATO, że cierpi na „śmierć mózgu” i zakwestionował efektywność zobowiązań członków sojuszu do wzajemnej obrony.

Korespondencję Polskiej Agencji Prasowej z Londynu portal Fakt 24 opatrzył tytułem „Morawiecki uderza w Macrona. Francji zrobi się gorąco, jak to przeczyta”.

Sputnik rozmawiał na ten temat z publicystą Januszem Niedźwieckim, prezesem Stowarzyszenia Europejska rada na rzecz Demokracji i Praw Człowieka.

– Nie ma wątpliwości, że w Paryżu już to przeczytano, ale czy Francji z tego powodu rzeczywiście zrobiło się gorąco?

– Uważam, za prezydent Macron nieszczególnie przejmie się tym, co mówi premier Morawiecki. A to z dwóch konkretnych przyczyn. Po pierwsze, stanowisko Polski w kwestii sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi jest doskonale znane. W USA wypowiedź premiera Morawieckiego nie jest ani zaskakująca, ani niczym nowym. W zasadzie wpisuje się w koncepcję Polski odnośnie bezwzględnego opierania swojej strategii obronnej na sojuszu z USA. I to bez względu na fakty.

Na przykład, fakt, w jaki sposób Kurdowie zostali potraktowani przez Amerykanów, w Polsce właściwie przeszedł bez echa. Być może paru ekspertów wypowiedziało się krytycznie na ten temat, natomiast czołowi politycy nie zabrali głosu, ignorując to, jakby nie miało znaczenia. A powinno nas co najmniej zastanawiać, na ile ten sojusz z USA w sytuacji zmieniających się realiów międzynarodowych bezwzględnie będzie trwał tak, jak by nasze elity chciały to widzieć.

Po drugie, należałoby też powiedzieć, że od dłuższego czasu ta diagnoza, jaką postawił prezydent Macron, jest zbieżna z diagnozą, jaką stawiają polscy politycy, tylko rozwiązanie jest inne. Otóż fakt, iż Polska tak bezwzględnie chce związać się z USA, wynika również z tego, że nie do końca wierzy ona w to, iż NATO jako całość może zagwarantować jej bezpieczeństwo.

Sojusz rozrósł się na tyle, że wewnątrz niego jest szereg sprzecznych interesów, co najbardziej widać ostatnio na linii Stany Zjednoczone – Turcja. Przypomnijmy, że Turcja ma drugą co do wielkości armię NATO, więc bynajmniej nie można zrelatywizować tych napięć i rozbieżności w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi jako mało znaczących. Podważa to całą spójność Sojuszu. I właśnie ze względu na brak tej spójności w obrębie NATO Polska postanowiła bardziej oprzeć się na USA, żeby niejako kompensować niepewność względnie samego Sojuszu. To znaczy należy pamiętać, że żeby sojusz mógł zareagować w sytuacji agresji na któregoś z członków, musi być  jednomyślność, a ostatnimi czasy wiele wskazuje na to, że ta jednomyślność nie jest tak bezwzględnie pewna, jakby wielu chciało ją widzieć.

W moim odczuciu diagnoza odnośnie sytuacji w Sojuszu jest bardzo podobna i w Polsce, i we Francji. Natomiast recepta diametralnie się różni. Macron chciałby widzieć receptę w budowie armii europejskiej, europejskiej struktury bezpieczeństwa, w oparciu o Unię Europejską. I to się pokrywa z jakby paralelną polityką tejże Unii Europejskiej, czyli pogłębioną integracją europejską i przekształcaniem Unii Europejskiej w superpaństwo federalne. I Macron jest pod tym względem konsekwentny. Natomiast Polska równie konsekwentnie opowiada się przeciwko pogłębionej integracji europejskiej. Nie chce widzieć wspólnej armii europejskiej. I dlatego szuka sojuszników poza granicami Europy, w Stanach Zjednoczonych. Więc nic szczególnie zaskakującego premier Morawiecki nie powiedział. Z punktu widzenia Unii Europejskiej głos Polski jest dość marginalny i to w zasadzie na nasze własne życzenie.

– Jako kolejny przykład braku spójnego działania krajów UE premier Morawiecki przytoczył zaangażowanie francuskiego biznesu w Nord Stream 2. I tutaj cytuję pana premiera: „Jak niektórzy bez ogródek mówią, Nord Stream 2 płaci naszymi europejskimi pieniędzmi za rosyjską broń i rosyjskie zbrojenia. Uważam więc, że to naprawdę frustrujące, gdy widzimy, że taki projekt cieszy się takim poparciem ze strony kluczowych państw członkowskich UE” – ubolewa premier Morawiecki. Ale przecież biznes to biznes, i co tu poradzisz?

– Generalnie rzecz biorąc, sytuacja z Nord Stream 2 wygląda tak, że Polska bardzo dużo wysiłku włożyła w to, żeby razem ze Stanami Zjednoczonymi przekonywać, iż ten projekt ma charakter podważający bezpieczeństwo Unii Europejskiej. Na użytek tego stworzono takie pojęcie jak „bezpieczeństwo energetyczne”. I o ile początkowo ta koncepcja była związana z dywersyfikacją źródeł zaopatrzenia, o tyle stopniowo przekształcała się w pojęcie czysto antyrosyjskie. To znaczy wrócono do podejścia „zimnowojennego”, że od Rosji nie powinno się niczego kupować. Nie że się powinno dywersyfikować źródła, czyli kupować surowce od Rosji i od innych państw tak, żeby zabezpieczyć się przed możliwymi przerwami w dostawach, ale przeciwnie, trzeba zerwać kontrakty z Rosją i szukać innych źródeł zaopatrzenia. Oczywiście, Stany Zjednoczone ochoczo oferują swój gaz, który, jak szacują eksperci, jest około 30% droższy. Amerykanie ostatnio nawet przy okazji zmasowanej krytyki Trumpa przyznali, iż ekonomicznie de facto sprowadzanie gazu z USA nie do końca jest opłacalne i nie może być alternatywą dla surowców dostarczanych gazociągami z Rosji. Ale jeżeli przyjąć, iż rezygnacja z surowców rosyjskich, mimo iż ekonomicznie się nie opłaca, wynika ze względów bezpieczeństwa, wówczas naturalnym staje się jak gdyby powiązanie jej z NATO.

Oczywiście, ten pogląd jest całkowicie odrzucany w Europie. Po pierwsze, dlatego iż budowanie we współczesnym świecie konkurencyjnej gospodarki wymaga dostępu do możliwie najtańszych surowców energetycznych. Niemcy to rozumieją, dlatego pracują nad projektem Nord Stream 2. Austria też to rozumie, natomiast Polska stara się ze wszelkich sił ten projekt sparaliżować. Na dzień dzisiejszy wydaje się, iż ostatecznie to się nie udało, ponieważ ostatnie z państw, które mogło zablokować Nord Stream 2 – Dania – zgodziła się na realizację tego projektu. Natomiast z twierdzeniem, iż zaangażowanie się w ten projekt Francji jest podważaniem spójności, ja bym się nie zgodził, ponieważ, patrząc z perspektywy Unii Europejskiej, w zasadzie przeciwko temu projektowi szczególnie ostro wystąpiły tylko Polska i Stany Zjednoczone.

– I jeszcze jeden postulat premiera Morawieckiego: „Prezydent Macron nie czuje gorącego oddechu rosyjskiego niedźwiedzia na karku”. Ale czy Polska rzeczywiście go czuje?

– Niestety politycy się zagalopowali. O ile NATO oczywiście uważa Rosję za potencjalnego przeciwnika, czy też za wyzwanie militarne, jak każde, zresztą, państwo, które nie jest członkiem sojuszu, a więc potencjalnie może być stroną w konflikcie, jednak jako wroga Rosji nie postrzega. W Polsce natomiast od jakiegoś czasu stosuje się retorykę rusofobiczną na użytek wewnętrzny, aby „dopieścić” elektorat pisowski.

Ta postawa w żadnym wypadku nie jest podzielana ani przez UE jako całość, ani przez Francję. Francja dodatkowo ma historycznie dobre relacje z Rosją. I nie dziwi to, że prezydent Macron tak bardzo zabiega o ocieplenie relacji całej UE z Rosją i powrotu do współpracy handlowej. Dodatkowo należy zwrócić uwagę na fakt, że w kuluarach UE otwarcie się mówi, że sankcje mają być zniesione, i musimy powrócić do rozmów z Rosją, szczególnie po tym, jak również w polityce Stanów Zjednoczonych doszło do istotnego przewartościowania. Mianowicie, Stany Zjednoczone obecnie nie uważają Rosji za główne wyzwanie i głównego wroga. Tym głównym wyzwaniem czy przeciwnikiem geostrategicznym USA są obecnie Chiny. I aby całkowicie móc się zaangażować i przerzucić wszystkie środki na odcinek chiński, USA potrzebują niejako odblokować się na odcinku rosyjskim i muszą zmniejszyć zaangażowanie w trwający konflikt z Rosją.

Wszystko wskazuje na to, że wszystko idzie w tym kierunku, tym samym takie ostre wypowiedzi antyrosyjskie są dla naszych władz dość nieodpowiedzialne, ponieważ w możliwej do przewidzenia przyszłości najprawdopodobniej dojdzie do ocieplenia stosunków nie tylko między Francją i Rosją, ale również między USA i Rosją.

A zwiastunem tego może być chociażby ostatnia wypowiedź prezydenta Trumpa, iż nie wyklucza on swojej obecności 8 maja w Moskwie na obchodach rocznicy zakończenia II wojny światowej. To wszystko nastąpi w najbliższej przyszłości. Natomiast kiedy to już nastąpi, będzie nam bardzo trudno dokonać korekty naszej polityki, ponieważ będzie to dość niepoważne, kiedy po takich ostrych antyrosyjskich wypowiedziach będziemy za swoimi sojusznikami chcieli ocieplać stosunki. Będziemy potrzebowali na to dużo więcej czasu, niż gdybyśmy byli bardziej powściągliwi w swych wypowiedziach, w moim odczuciu, zupełnie niepotrzebnych.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Mówiąc o „śmierci mózgu” NATO, Macron włożył kij w mrowisko
Trzy scenariusze rozwoju: co Macron poradził Rosji
Macron przeraża proamerykańską Polskę
Tagi:
NATO, Emmanuel Macron, Mateusz Morawiecki
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz