11:14 10 Grudzień 2019
Donald Tusk z Federicą Mogherini Bruksela, 30 sierpnia 2014

Test na odpowiedzialność polityków i mądrość narodu

© AP Photo / Yves Logghe
Opinie
Krótki link
Autor
0 175
Subskrybuj nas na

To, że Tusk osiągał kolejne poziomy wtajemniczenia i urosło to do takiej rangi, że cała Polska czekała na jego decyzję, świadczy o poziomie klasy politycznej, nie o wielkości Tuska.

Burdel, dla wrażliwych bałagan, w Platformie Obywatelskiej po oświadczeniu Donalda Tuska pozostaje na ustach wszystkich komentatorów politycznych i niepolitycznych. Każdy chce dołożyć swoje „pięć groszy”. Rzecz w tym, że w każdym groszu brak krzty obiektywizmu, nawet sam zainteresowany wygłaszając oświadczenie prześliznął się po przyczynach decyzji, za to inni, ponoć lepiej poinformowani, starając się złagodzić wydźwięk sprawy, wypuszczają coraz to nowe „szczegóły” tej heroicznej decyzji. Ostatnia z przeczytanych to „lojalność wobec rodziny”.

Rodzina jest najważniejsza

Jak wiadomo – w Polsce – wszystko co wiąże się z rodziną zasługuje na szczególne uznanie, bo rodzina jest najważniejsza. Zniewoleni Tuskiem, zwolennicy PO, nauczyli się czekać na wodza, a każdy jego ruch przyjmowali jako wyraz wizjonerskiej koncepcji.

Stworzyli sektę na czele z guru i teraz pozostając bez drogowskazu, zachowują się jak dzieci we mgle. Komizm sytuacji polega na tym, że wszystko to, co dzieje się obecnie w PO jest kalką stosunków w PiS, z których platformersi szydzili przy każdej okazji. Sytuacja w rodzaju: „Uczył Marcin Marcina, a sam głupi…” i tak dalej.

Nie zachłystywałem się zdolnościami Tuska oraz jego osiągnięciami, ponieważ większość z nich była przy udziale państwa polskiego, a nie wynikała z jego unikalnych zdolności czy predyspozycji.

To, że Tusk osiągał kolejne poziomy wtajemniczenia i urosło to do takiej rangi, że cała Polska czekała na jego decyzję, świadczy o poziomie klasy politycznej, nie o wielkości Tuska.

Okazuje się, że dumny polski naród, nie ma wśród wszystkich godnych, godnego kandydata na prezydenta, a jedyny godny „zbiesił się” i teraz trwają gorączkowe poszukiwania a raczej łapanka, kandydata na kandydata.

Szukanie w pośpiechu nie wróży niczego dobrego

Wybór oczywisty, tzn. przewodniczący PO nie wchodzi w rachubę, bo przewodniczący największej partii opozycyjnej nie może startować, ponieważ jest lubiany tylko przez członków swojej partii, a nie większość narodu. Zacni kandydaci nie wychylają się, bo nie stoi za nimi żadna partia, a jeśli nawet pojawiłaby się taka osobowość, to właśnie wszelkiego rodzaju partyjni krzykacze zaszczują ją przy udziale zawsze usłużnych mediów.

Czas ucieka, a szukanie w pośpiechu nie wróży niczego dobrego, chyba że – nic dobrego – zaspokaja ambicje nowo wybranych posłów i senatorów opozycji.

Napięcie, które budował Tusk było bezproduktywne i niepotrzebne. Jego rozterki i wypuszczane sygnały dymne, że jeszcze się zastanawia, dawały zwolennikom Platformy Obywatelskiej fałszywą nadzieję i w końcu góra urodziła mysz.

Grzegorz Schetyna
© AFP 2019 / ATTILA KISBENEDEK
Jedni poczuli się oszukani, inni zdradzeni, a adwersarzom dostarczył amunicji, utwierdzając ich w przekonaniu, że wszelka krytyka głoszona pod jego adresem nie miała znamion jedynie walki politycznej, a była tylko realną oceną poziomu osobowości byłego premiera i jego politycznej odpowiedzialności.

Tusk zaorał się przed swoimi ku uciesze wszelkiej maści przeciwników. Prezentował się na „zegarmistrza Polski”, a okazał się zwykłym godziniorzem.

Z traumy nie wyleczył się do dzisiaj

Donald Tusk zaszalał w 2005 roku i z traumy nie wyleczył się do dzisiaj. Stracił polityczny wigor na rzecz urzędniczych przywilejów i jeśli prawdą jest, że „prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna” to Tusk skończył gorzej niż autor tej frazy.

Mimo wszystko, Tusk uczynił bardzo znaczący krok w kierunku ucywilizowania polskiej sceny politycznej i ze wszystkiego, co zrobił do tej pory jest to rzecz największa, która w przyszłości bez głębszej analizy, wpłynie na ocieplenie jego wizerunku wśród Polaków i będzie fałszywym dowodem jego politycznej dalekowzroczności. Pomijając didaskalia i koncentrując się na tekście głównym trzeba przyznać, że pierwszy krok w kierunku normalności został wykonany.

Korzystając z terminologii piłkarskiej, która jest bliska Tuskowi, można powiedzieć, że piłka jest teraz po stronie całej opozycji, i to ona jako całość będzie odpowiedzialna za przegrane wybory, bo, że zostaną przegrane – jeśli nie zmienią swojego podejścia politycy opozycji – nie ma wątpliwości.

Zachowania poszczególnych wodzów partii opozycyjnych świadczą, że już postawili krzyżyk na tych wyborach i nie ma się co spodziewać olśnienia, bo właśnie zaćmiła ich wizja budowania własnego wizerunku w elektoracie swoich partii. Zasada, że każda licząca się partia powinna wystawić swojego kandydata lub jakieś tam wydumane prawybory, zrobione przez ośrodki badawcze, są potwierdzeniem, że wszyscy przebierają nóżkami, aby spróbować sił, a nuż się uda.

Pałac Kultury i Nauki w Warszawie
© Sputnik . Jekateryna Bespałowa
Im szybciej dotrze do rozgrzanych opozycyjnych głów, że żadna partyjna kandydatura nie ma szans i nie zmobilizuje elektoratu na tyle aby pokonać Dudę, tym większa szansa na pokonanie Dudy.

Czekanie na boską interwencję

Sytuacja nie jest prosta, bo partykularyzmy partyjnych wodzów i ich ego, są większe, w sensie przenośnym i dosłownym, niż Polska.

Gdyby pomyśleli o Polsce i na chwilę zapomnieli o swoich „czterech literach”, to dotrze do ich głów, że prezydent spoza PiS może przyspieszyć normalizację polityczną w kraju i dać impuls do większej aktywności obywatelskiej. A tym samym do wyłonienia ruchów politycznych, które będą odchodziły i wychodziły ze schematów odziedziczonych po „solidarnościowej rewolucji”.

Czekanie na boską interwencję, kryzys gospodarczy czy jakiś inny kataklizm, który wyrwie Polskę z okowów szerzącego się obskurantyzmu jest przyznaniem się do własnej niemocy, która jeśli jest uświadomiona, powinna być dyskwalifikująca.

Politykom powtarzającym, że należy odczekać jeszcze jedną kadencję i wszystko wróci do normalności, należy przypomnieć, że procesy biologiczne ich także dotyczą, a „kto stoi w miejscu, ten się cofa”.

Fetyszyzowanie wątpliwej większości w Senacie i robienie nadziei na „mieszanie Senatem” jest płonne i nieproduktywne, to tak jakby wkładanie kija w szprychy miało unieruchomić rower. Opóźni, ale nie zatrzyma. Deklaracje Pań i Panów Senatorów zapewniające o ich nieprzekupności i politycznej uczciwości brzmią jak zaklęcia, a „koń jaki jest, każdy widzi”.

Obecne ich deklaracje o niezmienności postanowień, że „nigdy z PiS” może dobrze brzmią, ale nic nie znaczą i są zapowiedzią wielkich targów w przyszłości.

„Polak mądry po szkodzie”?

Emblemat samochodu Wołga przed startem na corocznym wyścigu pojazdów zabytkowych GUM-rajd w Moskwie
© Sputnik . Evgeniy Odinokov
Choć zabrzmi to trochę górnolotnie, to sprawdzianem odpowiedzialności za państwo, będzie wyzbycie się przez grupy partyjne ambicji prezydenckich dla swoich przedstawicieli i powrót do korzeni, tj. do konsensusu, jakiego dokonano przy wyborze pierwszego prezydenta II RP.

Tylko ponadpartyjny Prezydent może ustawić na normalne tory polską politykę w wewnętrznym, jak i zewnętrznym aspekcie, dlatego przed wyborcami w Polsce stoją dwa zadania: wybrać niepartyjnego kandydata; kiedy kandydat stanie się Prezydentem, postawić przed Pałacem Prezydenckim strażników, aby patrioci go nie zabili. Oba zadania są w zasięgu możliwości Polaków, najgorzej jest z zadaniem numer jeden, którego wypełnienie należy do polityków.

Jeśli partykularyzm partyjny nadal będzie czynnikiem dominującym w podejmowaniu działań, a naród będzie zmuszony upartyjniać się, to wszystko pozostanie tak jak jest.

Wybór siódmego Prezydenta III RP to test na odpowiedzialność polityków i test na mądrość narodu i aby, kolejny raz nie triumfowała prawda zawarta w Pieśni 5, Jana Kochanowskiego.

„Cieszy mię ten rym: „Polak mądr po szkodzie”;

Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,

Nową przypowieść Polak sobie kupi,

Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”.

Czas najwyższy wyrwać się z tego kręgu niemożności i Pieśń 5, odczytywać jako dzieło literackie, nie jako – ciągle aktualną –  charakterystykę narodu.

Choć już teraz można przeczytać uwagi wielu wyborców/fejsbukowych komentatorów, że idea wspólnego kandydata jest chybiona, bo nie odzwierciedla preferencji ideologicznych, to lepiej zaryzykować, zwłaszcza, że mając świadomość przegranej, można tylko wygrać.

Możliwość oddania głosu na Yeti jest, w samej rzeczy zabawna ale nieodpowiedzialna, tym bardziej, że polityków krytykujemy właśnie za brak odpowiedzialności. Ideowość jest ważna, potrzebna i jest dobrym świadectwem, ale powinna być umocowana na fundamencie rozumu, a nie rujnującej dezynwoltury.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

„Czas nagli”: Tusk rezygnuje, Kidawa-Błońska ma chęć
Komorowski o prezydencie: Jest problem z panem Andrzejem Dudą
„Lwowski żulik musi odejść”
Macron przeraża proamerykańską Polskę
Polak w Abchazji: Niesamowita okazja, aby poznać „gust i upodobania Boga”
Wycofać się, by zwyciężyć?
Tagi:
Donald Tusk, Andrzej Duda, wybory prezydenckie, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz