11:42 10 Grudzień 2019
Donald Tusk

Bolączki nie tylko nierozwiązane, ale i zignorowane, czyli co Tusk wniósł do UE

© Sputnik . Aleksej Witwickij
Opinie
Krótki link
Autor
8142
Subskrybuj nas na

Oceniając swój pięcioletni pobyt w Brukseli na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej, Donald Tusk zaznaczył, że kluczem do zrozumienia jego pracy w Unii jest słowo „jedność”. Czy Brexit nie zaprzecza temu stwierdzeniu?

Dobiega końca kadencja Donalda Tuska w kierownictwie Unii Europejskiej. Wczoraj pojawił się on na inauguracji roku akademickiego w College of Europe w Burgii. Tam przypomniał swoje przemówienie z 1 grudnia 2014 roku, kiedy obejmował funkcję. Tusk kładł już wówczas nacisk na to, że Europa potrzebuje jedności, szczególnie w świetle zagrożeń wewnętrznych i zewnętrznych.

Czy udało się osiągnąć zamierzony cel? Sputnik rozmawiał o tym z byłym posłem na Sejm, prezesem Ruchu Sprawiedliwości Społecznej Piotrem Ikonowiczem.

– Jak ocenia Pan Donalda Tuska jako polityka na skalę europejską?

– Funkcja Przewodniczącego Rady Europejskiej w dużej mierze sprowadza się do udzielania głosu. On, oczywiście, ma pewne funkcje reprezentacyjne i wygłasza jakieś zdania, ale ja, nawet gdyby on był brylantowy i genialny, nie zauważyłem, żeby spisał się jak polityk. Od niego jako Przewodniczącego Rady Europejskiej nic nie zależy, natomiast on jakby promuje linię urzędowego optymizmu. Bo niewątpliwie Brexit to taki duży cios w Unię Europejską. Ale ja nie zauważyłem tu jakiejś aktywności ze strony europejskiej, którą mógłby się pochwalić Donald Tusk. Wielka Brytania wyjdzie i Unia się pomniejszy. Jeżeli chodzi o jedność, to na razie minus jeden.

Natomiast trudno tutaj obarczać winą Donalda Tuska, bowiem nie miał zbyt wiele do powiedzenia, ale to, co mówił, a deklaracje to przecież nie decyzje, nie wskazywały jakiejś innej, lepszej drogi. Więc to, co w sensie politycznym, ideowym reprezentował Donald Tusk, to nie tyle jedność, co kontynuacja. Kontynuacja polegająca na tym, że właściwie wszystkie bolączki Unii Europejskiej pozostały nie tylko nierozwiązane, ale również niezauważone.

Jednym z najważniejszych problemów UE jest tak zwany deficyt demokracji. To znaczy, że Parlament Europejski, który pochodzi od obywateli i powinien mieć mocny mandat, po prostu staje się wyłącznie klubem dyskusyjnym. W związku z czym mamy do czynienia z komisarzami, z Komisją, która nie jest z demokratycznego mandatu, tylko jest jakoś tam mianowana, i w tym sensie UE, która głosi idee demokracji, praworządności, sama jej nie spełnia, bo jest ciałem, jak bym powiedział, nie do końca demokratycznym. Tego akurat Donald Tusk nie zechciał zauważyć w czasie sprawowania swego mandatu.

Ja nie znam żadnej inicjatywy czy pomysłu Donalda Tuska, która by wykraczała poza to, co robili jego poprzednicy i co robili kolejni szefowie Komisji Europejskiej. A to jest takie trwanie. Natomiast UE ma wiele problemów związanych z wojnami handlowymi, z tym ciągłym atakiem ze strony Donalda Trumpa, z konkurencją, często nieuczciwą, ze strony gospodarki chińskiej. I to prawdziwe wielkie wyzwanie dla UE, bo tutaj tym największym wyzwaniem są zabiegi wokół PT, tego układu o wolnym handlu, który ma praktycznie załatwić korporacjom wielką władzę.

UE ma ten problem, że bardzo duża część dyrektyw europejskich jest wynikiem lobbingu ze strony międzynarodowych, światowych korporacji. I znowu, zamiast tego, aby obywatele kształtowali swój los, robi to wielki kapitał. I Komisja Europejska jest jedynie komitetem wykonawczym interesów tych wielkich korporacji, a mniej swoich własnych obywateli. Ta idea obywatelskości jak gdyby obumiera. I ja rozumiem, że ktoś taki jak Donald Tusk, stojąc na swoim formalnym stanowisku, które jednak nie daje władzy, mógł przynajmniej, korzystając ze swojej widoczności w życiu publicznym, zwracać uwagę na pewne problemy, które trapią UE. Ale wolał, że tak powiem, odwracać wzrok wtedy, kiedy widać było problemy. Tutaj ta funkcja regulacyjna, broniąca konsumentów, broniąca pracowników, obywateli, czy wszelkich mniejszości UE, raczej słabnie, niż jest wzmacniana.

To jest przecież nie przypadek, że w wyborach do Parlamentu Europejskiego frekwencja w większości krajów jest stosunkowo niższa. Bo ludzie widzą, że ten parlament nic nie może, jest tylko atrapą demokracji. A tak naprawdę ci politycy z Komisji Europejskiej prowadzą jakieś tajne konszachty z korporacjami kosztem środowiska naturalnego, kosztem standardów zatrudnienia, czy kosztem interesów konsumenckich. Tak jak chociażby działania tej międzynarodowej Rand Corporaction, ale i wielu innych korporacji, które mają za nic standardy europejskie. I tutaj Donald Tusk znowu o tych rzeczach nie mówi, a mógł mówić. I na pewno jego głos byłby słyszalny właśnie ze względu na sprawowaną funkcję.

– Były polski premier część swego wystąpienia poświęcił polityce Kremla. Według Tuska Rosja nie jest unijnym „strategicznym partnerem”, lecz „strategicznym problemem”. Jest to akcent, który kłóci się z podejściem do Federacji Rosyjskiej i jego prezydenta niektórych przywódców krajów do Unii należących. Więc jak to pogodzić?

– Polska w bardzo wielu znaczących sprawach polityki międzynarodowej raczej realizuje rację stanu USA niż Europy. Jesteśmy bardzo nielojalnym członkiem UE. Niektórzy nawet wskazują Polskę jako swego rodzaju „piątą kolumnę” USA w Unii. Tutaj z punktu widzenia interesów europejskich normalizacja i rozwój stosunków, zwłaszcza gospodarczych, z FR, jest czymś naturalnym i zgodnym z interesami polskich rolników, polskich producentów, a także obywateli.

Co do bezpieczeństwa, trzeba pamiętać o tym, że my wydajemy w tej chwili 2% na zbrojenia, tworząc armię, która w przypadku konfliktu wojennego z Federacją Rosyjską niczego nie zmieni, bo ona wciąż jest mikroskopijna. W moim najgłębszym przekonaniu jest tylko jeden sposób, żeby polska armia nie przegrała z FR: po prostu ma nie dojść do tej wojny. Bo jeżeli do niej dojdzie, to Polska przegra. A co do lojalności sojuszników, to już przekonaliśmy się w 1939 roku, że nie bardzo można na nią liczyć.

Nie uważam, żeby istniało duże czy nawet małe ryzyko konfliktu. To nie jest w interesie FR - napadanie na jakieś państwo należące do NATO. Mówienie, że Rosja jest problemem, jest trochę myśleniem w stylu kolonialnym, czyli znaczy to, że my narzucimy swój wzorzec, a jeżeli nie możemy narzucić swego wzorca systemowego, to uważamy, że tutaj jest problem.

Było ostatnio kilka wojen w imię demokracji i nie zwiększyło to obszaru demokracji, przeciwnie, wtrąciło kraje zaatakowane w mrok średniowiecza, jakiejś ortodoksji religijnej. Wiadomo przecież, że Rosja nie jest krajem w pełni demokratycznym. I pewnie większość Rosjan nie ma co do tego wątpliwości. Natomiast jest to problem wewnątrzrosyjski, a nie polski. I niech Rosjanie ten problem rozwiązują. To nie jest nasza para kaloszy.

– Relacjonując wystąpienie Tuska, dziennikarz „Politico” zauważył, że „Donald Tusk jest teraz bardzo kulawym kaczorem, posługując się angielskim określeniem, które opisuje bezsilnego na końcu swej kadencji polityka”. Więc, Pana zdaniem, co dalej z tym „kulawym kaczorem”? Czy ewentualny powrót do kraju, jeżeli on się na to decyduje, wróży mu jakąś ważną rolę jako polityka?

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej
© AFP 2019 / Janek Skarzynski
– Wszystkie takie dziennikarskie epitety moim zdaniem są nieeleganckie i nie widzę powodu, żeby się do tego odnosić. Natomiast czy Tusk jest do końca przegranym politykiem? Można na to patrzeć różnie. Był przecież 8 lat najważniejszą osobą w państwie, bo przecież nie Komorowski. Było też prestiżowe stanowisko w strukturach europejskich. I można by powiedzieć o Donaldzie Tusku, że jest politykiem spełnionym. Pytanie, czy człowiek do końca życia musi być na szczycie? Nie musi. Może pisać pamiętniki, być bardzo zadowolony, że tyle dokonał. To wszystko zależy od tego, czy on ma jeszcze jakieś wielkie ambicje, no, to wtedy będzie cierpiał, czy też uważa, że wykonał swoją robotę i teraz ma czas na odpoczynek, na rodzinę i na piłkę nożną. Jego powrót do polityki oznaczałby jakąś nieprawdopodobną wojnę wewnętrzną z Grzegorzem Schetyną, który zawsze był jego oponentem, a teraz stanął na czele partii. Czy on pójdzie na taką bratobójczą walkę, żeby de facto zniszczyć formację, jaką on tworzył? Sądzę, że nie.

Zniszczenie PO powitałbym z radością, bo jestem przeciwnikiem tej formacji. Tusk na pewno jest zbyt rozsądny, żeby iść na taką walkę, w związku z czym nie zabierze Platformy Schetynie. Raczej nie przypuszczam, żeby założył kolejną neoliberalną partię, która będzie z Platformą konkurować. W kraju on raczej już nie znajdzie dla siebie miejsca. Bo zbyt długo go nie było, a życie nie stoi w miejscu. Jak mówił Heraklit, nie można wejść dwukrotnie do tej samej rzeki.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Tusk o starcie w wyborach prezydenckich: Nikt nie powinien się wahać
Donald Tusk: Rekomenduję UE przyjęcie wniosku Wielkiej Brytanii o opóźnienie Brexitu
Tusk żegna się i ostrzega: Kolejnego razu może nie być
Tagi:
Donald Tusk, UE, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz