12:25 10 Grudzień 2019
Kibic z Polski i z Rosji na meczu w piłkę nożną

Z Rosją się rozmawia: polskie media w panice

© AP Photo / Alik Keplicz
Opinie
Krótki link
Autor
181436
Subskrybuj nas na

Reakcje polskich dziennikarzy i komentatorów na wydarzenia międzynarodowe coraz bardziej charakteryzuje panika, która zazwyczaj związana jest z pojawieniem się szans dialogu różnych państw z Federacją Rosyjską.

Czy ton medialnych komentarzy w Polsce ma jeszcze cokolwiek wspólnego z racjonalną analizą sytuacji, czy raczej całkowicie zależy już od stanów emocjonalnych autorów komentarzy zapytałem politologa Mateusza Piskorskiego.

– Ostatnio pojawił się kolejny komentarz dziennikarza, tym razem samego dyrektora programowego Onetu, w którym czytelnicy przekonywani są o realności zagrożenia „rosyjską agresją”. Skąd bierze się taka retoryka u autorów, którzy reprezentują bardzo różne orientacje i środowiska?

– Nie do końca wiem, o którą wypowiedź chodzi, bo szczerze mówiąc lektura tekstów odzwierciedlających fobie red. Węglarczyka nie należy do moich priorytetowych zainteresowań…

– Zatem cytuję: „Nikt, kto śledzi poczynania Rosji pod rządami Władimira Putina nie może mieć wątpliwości, że geostrategiczne zwycięstwo na Ukrainie zachęci tylko Kreml do dalszych działań, coraz bliżej polskiej granicy”…

– W zasadzie to nic nowego, o tym mówi zdecydowana większość polskich polityków i mediów głównego nurtu. Przede wszystkim, piszący te słowa sugeruje, że „śledzi poczynania Rosji”. Nie przywołuje jednak żadnych faktów, tylko po prostu próbuje przekonać czytelników, że jest w jakiejś dziedzinie ekspertem i wie najlepiej. Czyli to nie jest artykuł, w którym autor stara się kogoś do czegoś przekonać, wskazując na racjonalne argumenty. Tu jest stwierdzenie ex cathedra, że Rosja agresywna jest, i basta! Koniec dyskusji, bo to dla takich ludzi aksjomat.

– Jakie działania mógł mieć na myśli red. Węglarczyk?

– O to już trzeba by zapytać jego samego. O ile wiem, Federacja Rosyjska jest jedynym krajem powstałym po rozpadzie Związku Radzieckiego i graniczącym z Polską, w którym nie pojawiły się żadne środowiska mające wobec naszego kraju roszczenia terytorialne. Z takimi roszczeniami występowali i nadal występują nacjonaliści ukraińscy, kiedyś występowali litewscy, a nawet skrajnie prawicowe skrzydło opozycji białoruskiej. W Rosji takich postulatów nikt nie zgłaszał, choć – szczególnie w latach 90-tych – także tam funkcjonowała cała paleta środowisk skrajnych, dziś powiedzielibyśmy ekstremistycznych.

Z kolei opinia o tym, że Kreml będzie podejmował jakieś niesprecyzowane działania „coraz bliżej naszej granicy”, również jest oderwana od rzeczywistości.

– Bo niby gdzie miałby takie działania podejmować? Na Białorusi, która związana jest z Moskwą ścisłym sojuszem? Na Litwie, wobec której nie zgłasza żadnych roszczeń, poza żądaniem poszanowania praw mniejszości, na czym zresztą równie mocno powinno zależeć Polsce?

– W tym samym artykule Bartosz Węglarczyk alarmuje, że Ukraina pozbawiona wsparcia zewnętrznego będzie musiała pogodzić się z utratą Krymu na rzecz Rosji oraz z trwałym brakiem kontroli nad Donbasem…

– Co do Krymu, to nie ma żadnych przesłanek, by uznawać, że kiedykolwiek znajdzie się on poza Federacją Rosyjską, chyba że w wyniku jakiegoś globalnego konfliktu, na którym raczej nikomu w Polsce zależeć nie powinno. Red. Węglarczyk powinien też zdawać sobie sprawę, że 9 grudnia w Paryżu odbędzie się szczyt normandzkiej czwórki, że dochodzi coraz częściej do - może na razie nieśmiałych, ale jednak - prób dialogu na linii Moskwa-Kijów. A może właśnie jego historyczna reakcja stanowi wynik paniki spowodowanej tym, że wkrótce Polska będzie w regionie jedynym państwem nieutrzymującym żadnych bieżących relacji z Rosją? Jakakolwiek perspektywa negocjacji rosyjsko-ukraińskich, wszelkie nieco łagodniejsze niż u jego poprzednika słowa i gesty prezydenta Władimira Zełeńskiego, powodują w polskich kręgach politycznych i medialnych nadmierne pocenie się rąk i umysłów, czyli skrajną nerwowość.  

– W mediach społecznościowych tekst Węglarczyka wywołał burzliwe reakcje, w tym często sprzeciw. Redaktor naczelny tygodnika „Myśl Polska” napisał o dziennikarzu Onetu: „chyba naprawdę uważa, że Krym jest (był) do odzyskania przez Ukrainę, choć wiadomym jest już od 2014 roku, że to miraż. Dokonując antyrosyjskiego przewrotu sami to sprokurowali i dziwią się, że Rosja tak zareagowała. Tylko po jakiego diabła ten podżegacz pisze, że jest to dla Polski "katastrofa"?”.

– Jest w Polsce niewielka grupa mediów, w tym prasy, stojącej na pozycjach realistycznych. Jednym z takich tytułów jest właśnie „Myśl Polska”. Jest też tygodnik „Przegląd” i oczywiście „Sputnik Polska” jako medium elektroniczne. Redaktor Jan Engelgard skomentował stanowisko Węglarczyka dosadnie, ale zasadnie.

– Na czym polega problem polskiego dziennikarstwa z obiektywnym opisem realiów międzynarodowych?

– Kłopot ten ma co najmniej trzy aspekty. Pierwszy polega na kanonach politycznej poprawności narzuconych przez świat polityki, tej polskiej, i tej amerykańskiej.

Dziennikarze stosują zatem na szeroką skalę autocenzurę, by nie narazić się na ataki i w konsekwencji nie stracić pracy. Część z nich wykonuje przy tym polityczne zamówienia, pisze artykuły i komentarze pod określoną tezę wymaganą przez zamawiającą lub zatrudniającą ich redakcję.

– Jako dyrektor programowy red. Węglarczyk zapewne też ustala te standardy innym, ulokowanym niżej w hierarchii autorom Onetu. Ale jednocześnie nie możemy wykluczyć, że obowiązuje go też linia polityczna wielkiego koncernu, do którego portal należy, i który z obiektywizmem ma konsekwentnie problemy. Drugi problem to ideologiczne ukształtowanie polskiej klasy dziennikarskiej. To są ludzie wychowani często wyłącznie na lekturze paryskiej „Kultury” i Jerzego Giedroycia, wprawdzie bardzo selektywnej; na jakichś wybranych wątkach przedwojennego prometeizmu, wreszcie na autorach amerykańskich, i to tych najbardziej prowojennych, jak popularni w Polsce Zbigniew Brzeziński czy George Friedman. Po trzecie, może akurat nie w przypadku Węglarczyka, ale na pewno wielu jego kolegów po fachu, mamy do czynienia z przerażającą ignorancją. Proszę sobie wyobrazić, że większość polskich dziennikarzy piszących o Rosji nie tylko nigdy w tym kraju nie była, ale nawet nie zna w stopniu podstawowym języka rosyjskiego. Skazani są zatem na powielanie tez mediów głównego nurtu, z zagranicznych przede wszystkim amerykańskich.

Problem jest zatem szeroki, a rozwiązania przychodzące na myśl wcale niełatwe.

– Czy można liczyć na to, że czytelnicy takich autorów, jak Bartosz Węglarczyk, sami wyciągną wnioski i sięgną po inne lektury?

Sprzęt wojskowy na paradzie na cześć Dnia Niepodległości Abchazji
© Sputnik . Tomas Tkhaitsuk
– Oczywiście, dużą rolę ma tu do spełnienia Internet. Przynajmniej część jego zawartości pisana jest nie przez dziennikarzy, którzy uważają się za oficerów frontowych w tzw. wojnie informacyjnej, lecz ludzi mających nieco szerszy ogląd sytuacji. Musimy jednak wychodzić poza medialny mainstream. Nawiasem mówiąc, przytoczona przed chwilą wypowiedź dyrektora Onetu, mogłaby równie dobrze pochodzić z łamów „Gazety Polskiej”, albo być cytatem wypowiedzi któregoś z polityków partii rządzącej; w sumie jest bardzo podobna do tej, którą w 2008 roku wygłosił ich nieżyjący już guru Lech Kaczyński w Tbilisi. Nie wykluczam, i mam wręcz nadzieję, że czytelnicy oczekują czegoś więcej i będą tego szukać.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Łukaszenka: Polska popełniła rażący błąd
Rosja wyśle do Polski bazyliszka. Polacy odpowiedzą pancernikiem
Rosja buduje nowe okręty podwodne. Czy Polska powinna się martwić?
Tagi:
Myśl Polska, Onet.pl, Ukraina, polityka, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz