07:45 07 Grudzień 2019
Katolicki ksiądz

Stanisław Michalkiewicz przesadził. Jego słowa potępia Tomasz Terlikowski, a nawet własny syn

© Depositphotos /
Opinie
Krótki link
Autor
202018
Subskrybuj nas na

Publicysta Radia Maryja został ukarany przez sąd za swoje wcześniejsze wypowiedzi na temat Katarzyny, ofiary pedofila, księdza Romana B. Komornik zajął publicyście konto, więc ten w akcie zemsty postanowił ujawnić dane kobiety. To działanie potępił Tomasz Terlikowski, a także Towarzystwo Chrystusowe.

Prawicowy publicysta twierdzi, że został bez środków do życia i apeluje do swoich czytelników oraz widzów o dołożenie się do zbiórki.

W internecie ogłosił, że zaskoczył go zarówno wyrok, jak i zajęcie konta. „Nic nie wiedziałem ani o procesie, ani o wyroku, który był zaoczny, a dopiero przypadkiem dowiedziałem się o egzekucji. Z telefonicznej rozmowy z informatorką niezawisłego Sądu Okręgowego w Poznaniu dowiedziałem się, że pisma – owszem – były do mnie wysyłane, ale na adres, pod którym nie mieszkam już od ponad 11 lat” – napisał na swoim blogu.

„Katarzyna” wytoczyła mu proces za jego wcześniejsze słowa, porównujące ją – ofiarę księdza pedofila do prostytutki. Publicysta Radia Maryja około rok temu w jednym ze swoich nagrań powiedział między innymi: „Żadne k…y nie są tak wynagradzane na całym świecie”.

„Katarzyna” wygrała. Sąd uznał, że Michalkiewicz posłużył się mową nienawiści. Odszkodowanie wynosi 150 tys. zł. To właśnie tę sumę usiłuje ściągnąć z kont dziennikarza komornik.

„Katarzyna” jako 13-latka była przez wiele miesięcy więziona i gwałcona przez księdza Romana B. Wygrała przed sądem proces o rekordowe, milionowe odszkodowanie z Towarzystwem Chrystusowym. Cała Polska śledziła jej spór z zakonem, który do zapłaty absolutnie się nie palił, twierdząc iż ksiądz B. swoich obrzydliwych czynów dopuścił się „prywatnie”, więc kościół nie powinien ponosić za nie odpowiedzialności.

Michalkiewicz ujawnił dane personalne Katarzyny. Niestety, nie on jeden

We wpisie, w którym Michalkiewicz skarżył się na swoją sytuację, znalazły się dane osobowe pokrzywdzonej kobiety. To wywołało w świecie mediów powszechne oburzenie, ponieważ naraziło kobietę na dodatkową stygmatyzację.

„Z racji tego, że nie byłam żadną kurwą tylko dzieckiem, kiedy gwałcił mnie ksiądz, to wytoczyłam Panu Stanisławowi Michalkiewiczowi proces cywilny o naruszenie dóbr osobistych. Mówiłam o tym od początku, że zamierzam tak zrobić. Więc to nie jest nic nowego. (…) Michalkiewicz po tym, jak mój prawnik się nie zgodził na płacenie w ratach, gdyż nie można jemu ufać i oczywiste jest, że będzie próbował zrobić wszystko, aby mi nie zapłacić, po prostu się na mnie zemścił. Upublicznił moje imię i nazwisko… Kolejny raz wiedział, co zrobić, aby mnie zabolało” – napisała kobieta na Facebooku.

Michalkiewicz nie był pierwszy. Media od razu zwróciły uwagę na to, że dane pokrzywdzonej widnieją także w archiwalnej publikacji „Faktu” z 2009 roku. Gazeta szybko zamieniła je na pseudonim.

„Nie ma w słowniku ludzi cywilizowanych odpowiednich słów...”

Ujawnienie danych „Katarzyny” potępiło wielu publicystów, między innymi Tomasz Terlikowski:

Nie ma w języku ludzi cywilizowanych odpowiednich słów na określenie kogoś, kto najpierw nazywa ofiarę księdza pedofila k..., a potem – gdy zostaje za to skazany – ujawnia jej dane. I nie ma dla tego usprawiedliwienia. Żadnego – napisał zdecydowanie katolicki publicysta. Poparły go setki fanów.

W podobnym tonie wypowiedzieli się na Twitterze inni dziennikarze, między innymi Agnieszka Gozdyra i Michał Szułdrzyński.

​Do sprawy odniósł się także rzecznik Towarzystwa Chrystusowców dla Polonii Zagranicznej ks. Marek Grygiel.

„Towarzystwo Chrystusowe stoi na straży szacunku wobec ofiary byłego zakonnika i przysługującego jej prawa do anonimowości. Dlatego w odniesieniu do dzisiejszych doniesień medialnych o ujawnieniu danych personalnych informujemy, że nie akceptujemy tego typu zachowań” – napisał w oświadczeniu. 

Po lewej stronie internetu również wrze. „Jeszcze raz, popatrzcie na tę twarz, bo trudno o wstrętniejszego człowieka” – napisał na Facebooku pisarz Jakub Żulczyk. Inni lewicowi komentatorzy złośliwie przypominają, że Stanisław Michalkiewicz, proszący teraz odbiorców o datki, jeszcze do niedawna promował ideę wolnego rynku oraz self-made mana. Powinien więc znać sposoby na samodzielne pokonanie nagłych problemów finansowych. 

Mateusz Michalkiewicz: Przepraszam za słowa mojego ojca

Syn publicysty jeszcze w 2018 roku napisał poruszający list do ofiary księdza pedofila. Stało się to zaraz po słowach porównujących ją do prostytutki.

„Chciałbym przekazać, że odcinam się całkowicie od słów, które na Pani temat padły z ust mojego ojca. Zapewne wysłuchanie ich było dla Pani bardzo bolesne” – napisał Mateusz Michalkiewicz, syn kontrowersyjnego publicysty.

Dzięki Pani odwadze przełamana zostaje zmowa milczenia na temat pedofilii w polskim Kościele. Dzięki Pani odwadze przełamywane są niezrozumienie i pogarda dla ofiar seksualnej przemocy. Myślę że Pani przykład przywraca im nadzieję na sprawiedliwość – dodał.

„Katarzyna” odpisała mu w podobnie serdecznym tonie, dziękując za wsparcie.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Były urzędnik ONZ skazany za pedofilię
Wtopy pana marszałka seniora
Rząd szuka pieniędzy. Ciekawe, w czyich kieszeniach
Radosław Sikorski zaproszony na pierwsze posiedzenie Sejmu… po czasie
Błaszczakus corpus tekturus, czyli tekturowy najeźdźca trafia do prokuratury
Tagi:
kościół katolicki, pedofilia, Radio Maryja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz