11:47 10 Grudzień 2019
Wagony z węglem w obwodzie swierdłowskim

Dlaczego polskie spółki wydobywcze nie boją się uzależnienia energetycznego od Rosji?

© Sputnik . Paweł Lisicyn
Opinie
Krótki link
Autor
0 281
Subskrybuj nas na

Jak twierdzą niektórzy eksperci, wydobycie węgla na świecie będzie stopniowo spadać. Paliwa kopalne ostatecznie ustąpią miejsca odnawialnym źródłom energii.

Ale tego typu zmian nie doświadczy raczej sektor energetyczny Polski, która nie jest jeszcze gotowa na jego transformację i rezygnację z węgla – tym bardziej rosyjskiego.

Import węgla rzeczywiście bije rekordy. Jak wyjaśnia portal tvn24bis.pl, w 2016 roku Polska kupiła 8,3 mln ton węgla, w 2017 roku import wzrósł do 13,3 mln ton, z czego prawie 9 mln ton surowca sprowadzono z Rosji. Wzrost dostaw odnotowano też w zeszłym roku: na 20 mln ton węgla importowanego przez Polskę, prawie 12,5 mln pochodziło z Rosji – pisze Dziennik Gazeta Prawna. Rosyjski węgiel trafił również do danych statystycznych z 2019 roku. Według informacji portalu Bankier.pl od stycznia do maja tego roku Polska kupiła od Rosji 4,8 mln ton węgla, tj. rosyjski surowiec pokrył w 2/3 zapotrzebowanie Polski na surowiec.

Energetyka węglowa odejdzie w przeszłość, ale nie w Polsce

Jednocześnie zdaniem niektórych ekspertów za 20 lat sytuacja z węglem może ulec zmianie. Jak wynika z prognozy rozwoju światowej i rosyjskiej energetyki do 2040 roku, przygotowanej przez Instytut Energetyki RAN we współpracy z Centrum Energetyki Szkoły Biznesowej „Skołkowo”, do tego czasu węgiel może zmniejszyć swoją rolę w generowaniu energii z 35% (w 2015 roku) do 22%. Zmniejszy się też udział węgla w strukturze zużycia energii na świecie – z 28% do 19%, czyli z 5,5 mld ton do 4,4 mld ton umownego paliwa. Co więcej uczeni uważają, że państwa Ameryki Północnej, Japonia i Chiny swój szczyt zużycia węgla osiągnęły już w 2015 roku, a w Europie i WNP w ogóle nastąpił on przed 1990 rokiem. Pozostałe kraje i regiony najprawdopodobniej również zmniejszą zużycie węgla, a nastąpi to przed 2040 rokiem. Wyjątkiem będą państwa Afryki i Indie. Nota bene, uczeni sądzą, że to właśnie Indie, które ponad połowę energii elektrycznej produkują z węgla, staną się w przyszłości kluczowym importerem tego surowca.

Tylko w 2017 roku państwo kupiło ponad 200 mln ton surowca, a jego własna produkcja wyniosła około 730 mln ton.

W tym, że Polska wciąż idzie „tropem węgla”, nie widzi nic dziwnego kierownik działu inwestycji „BKS Broker” Narek Awakjan. Jego zdaniem węgiel jest w dalszym ciągu surowcem najbardziej dostępnym, i cenowo, i w sensie przetwórstwa.

„Z jednej strony wszystkie kraje, które nie są jeszcze państwami rozwiniętymi, z reguły używają węgiel. Z drugiej strony zużycie węgla rzeczywiście będzie maleć. Nawet Chiny zaczynają już zmniejszać import węgla, żeby podjąć walkę z wiecznym smogiem w swoich megalopolisach” – zauważa w rozmowie ze Sputnikiem Narek Awakjan. Jego zdaniem Warszawa opieszale podchodzi do działań mających na celu rezygnację z węgla, choć kłóci się to z realizowaną przez Unią Europejską polityką redukcji emisji CO2 do atmosfery. „Myślę, że dopóki jest zapotrzebowanie, Polska nie zrezygnuje z węgla. To normalna praktyka. Z drugiej strony Niemcy mają też bardzo dużo elektrowni węglowych. Dlatego grzechem jest narzekać na jedną tylko Polskę” – zauważa rozmówca Sputnika.

Czy Polska porozumie się z Komisją Europejską?

Starszy pracownik naukowy Uniwersytetu Finansowego przy Rządzie Federacji Rosyjskiej, ekspert Fundacji Państwowego Bezpieczeństwa Energetycznego Stanisław Mitrachowicz, przyznaje, że Polska odstaje na tle innych państw w kontekście Coal Exit - wychodzenia z energetyki węglowej. Położenie Polski jest niejednoznaczne. Z jednej strony żąda od Komisji Europejskiej, by naciskała na Niemcy, aby te ograniczyły wykorzystanie Nord Stream 2 i jego odgałęzienia, a z drugiej strony ta sama Komisja Europejska konfliktuje z Polską w kwestii węglowej. Im bardziej Polska konfliktuje z KE, tym bardziej pozbawia się możliwości ograniczenia wykorzystywania okólnych rosyjskich gazociągów” – mówi rozmówca Sputnika.

Jego zdaniem Polska nie należy do tych państw, które mogą pozwolić sobie na szybkie przejście z ogrzewania węglem na odnawialne źródła energii – słońce czy wiatr. „Właściwie na gaz też nie może się przeorientować. Gazyfikacja w Polsce oczywiście się dokonuje, ale wymaga dużych nakładów pieniędzy i zwiększenia wolumenu zakupu gazu. Im większe będzie zużycie gazu, tym więcej trzeba go będzie sprowadzać, a zwiększenie jego importu wymagać będzie najprawdopodobniej zawarcia nowego kontraktu z Rosją na dostawy gazu, co kłóci się z przekazanym przez PGNiG oświadczeniem woli zakończenia z dniem 31 grudnia 2022 r. obowiązywania kontraktu z Gazpromem na dostawy gazu do Polski. Byłoby to niezręczne w sensie politycznym” – uważa Mitrachowicz.

Rosyjski węgiel – dobrej jakości, tani i na wyciągnięcie ręki

Jednocześnie, jak przekonuje ekspert, Polska nie przestaje czerpać korzyści z importu rosyjskiego węgla.

„Rosja jest blisko, węgiel jest dość tani, infrastruktura pozwala na zapewnienie w optymalnym terminie dostaw surowca do Polski. Dlatego Warszawa w dalszym ciągu będzie go kupować, udowadniając po raz kolejny, że niezależnie od licznych politycznych potyczek Polska nie jest gotowa na rezygnację ze współpracy z Rosją” – uważa Mitrachowicz.

Narek Awakjan również skłonny jest tłumaczyć zainteresowanie Polski rosyjskim węglem korzyściami finansowymi. „Kiedy mowa o handlu czy zakupach, to w takich demokratycznych państwach jak Polska panuje podejście pragmatyczne. Sankcji w związku z zakupem rosyjskiego węgla nie ma i ograniczeń także nie ma” – przypomina rozmówca Sputnika.

Rosja z kolei coraz bardziej przeorientowuje swoje rynki na państwa sąsiednie. Z inicjatywy holdingu „RŻD” i Kuzbaskiej Spółki Paliwowej w transportowo-logistycznym centrum „Kaliningrad” zaplanowano wprowadzanie nowych czynności: sortowania węgla ze względu na frakcje oraz szybkiego przeładunku węgla z rosyjskiej kolei na europejską w celu dalszej wysyłki surowca do Polski.

Ukraina chciała kupić – Polska nie mogła sprzedać

Eksperci uważają, że z powodu toczących się w Polsce reform politycznych wzrasta zapotrzebowanie na węgiel. „Reformy liberalne doprowadziły do tego, że Polska porzuciła własną produkcję węgla, choć w ostatnich dziesięcioleciach i w okresie istnienia Bloku Wschodniego Polska była bardzo dużym producentem węgla. Był nawet czas, że Ukraina planowała sprowadzać go z Polski, ale potem okazało się, że Polska nie może sprzedawać go w dużych ilościach, dlatego musi importować go z Rosji. Mimo to nie uważam, aby Polska w najbliższej przyszłości zamknęła swoje kopalnie. Dla niej to też kwestia społeczna” – tłumaczy Stanisław Mitrachowicz.

Mimo zapewnień Andrzeja Dudy, że Polsce starczy zapasów węgla na 200 lat, wydobycie własnego węgla kosztuje państwo dużo drożej.

„Koszty własne wydobycia węgla w Polsce są półtora razy wyższe niż w Rosji: droższa jest siła robocza, wyższe są podatki, a także koszt związanych z nim usług technicznych – transportowych, wiertniczych” - mówi Narek Awakjan. I dodaje, że jeśli pojawi się godny konkurent, to całkiem możliwe, że import węgla z Rosji się zmniejszy. „Od innych dostawców Polska może zacząć kupować mniej ekologiczny węgiel brunatny. Nie robi tego jednak, co oznacza, że import surowca z Rosji opłaca się finansowo” – wyjaśnia rozmówca Sputnika.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Uzyskiwanie światła z ciemności: wynaleziono nowe źródło energii
Deal czy próba „ujądrowienia” polskiej energetyki
Media: Fukushima stanie się centrum energetyki odnawialnej
Tagi:
Rosja, Polska, węgiel
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz