21:43 13 Grudzień 2019
Prezydent Francji E.Macron

Niemcy i Polska vs. Emmanuel Macron?

© REUTERS / Michel Euler/Pool
Opinie
Krótki link
Autor
9618
Subskrybuj nas na

Emmanuel Macron znalazł się w izolacji. Na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych NATO w Brukseli nikt nie poparł jego wizji przyszłości NATO. Ponadto szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas zaproponował powołanie grupy roboczej, która opracuje nową strategię Sojuszu.

Kontrowersje wokół wizji przyszłości Sojuszu powstały, kiedy na początku listopada w wywiadzie dla tygodnika „The Economist” prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział o „śmierci mózgowej” NATO. Jego zdaniem, przyszedł czas, aby budować niezależną europejską armię, bo na Ameryce Donalda Trumpa polegać już nie można.

Tymczasem w środę szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas powiedział „Rzeczpospolitej": „Jest jasne, że Ameryka pozostaje naszym najważniejszym sojusznikiem".

Czyżbyśmy byli świadkami tego, jak Francja i jej najbliższy sojusznik w Unii – Niemcy – otwarcie starły się ze sobą? O opinię w tej sprawie Sputnik zwrócił się do politologa prof. Adama Wielomskiego.

– Co, według Pana profesora, różni obecnie te kraje?

– Powiem szczerze, polityka francuska od czasów de Gaulle’a polegała na tym, że Francja nie chciała się pogodzić z sytuacją powstania świata dwubiegunowego, czyli z pozycją dominującą, z jednej strony, Stanów Zjednoczonych, a z drugiej, Związku Radzieckiego. Więc od kilkudziesięciu lat polityka francuska skierowana była na budowanie niezależnej „trzeciej siły” europejskiej. Z tego powodu Francja przez wiele dziesięcioleci popierała powolną emancypację Niemiec spod dominacji amerykańskiej będącej wynikiem II wojny światowej właśnie celem stworzenia takiej siły, zarówno politycznej, jak i militarnej, pomiędzy – nazwijmy to w ten sposób – Moskwą a Waszyngtonem. Francuzi zawsze byli przekonani, że Niemcy ten projekt poprą, choćby z tego powodu, że wielokrotnie sygnalizowały swoją chęć stworzenia jakiejś siły europejskiej. De facto, oczywiście, oznaczało to dezintegrację NATO.

Tymczasem za czasów prezydenta Donalda Trumpa Stany Zjednoczone również wielokrotnie wyraźnie dawały do zrozumienia, że oczekują większych inwestycji swoich sojuszników w zbrojenia, a przede wszystkim w kupowanie amerykańskiego sprzętu. Stąd też dla polityki francuskiej stało się jasne, że być może jest to moment, w którym polityka europejska powinna stworzyć własny podmiot polityczny i militarny, niezależny już od Sojuszu Północnoatlantyckiego. Oczekiwano od Niemców poparcia tego projektu.

Niemcy zaś cały czas gdzieś tak puszczając oczko dają do zrozumienia, że popierają ten projekt francuski, w rzeczywistości boją się podjąć ostatecznej decyzji. Dlatego, że w związku z amerykańskim „parasolem ochronnym” mają bardzo wymierne korzyści ekonomiczne, bo same nie muszą wydawać dostatecznie dużych kwot pieniędzy na swoje siły zbrojne i mogą te kwoty poświęcić na swój wzrost gospodarczy, budowę państwa socjalnego itd. Niemcy stanęły w tej chwili w pewnym rozkroku, nie potrafią się zdecydować, czy lepiej jest stworzyć wraz z Francją niezależną „trzecią siłę”, czy też już kolejną siłę, bo właściwie świata dwubiegunowego nie mamy. Czy jednak zdać się na amerykańską opiekę, dzięki której oszczędzają – co tu dużo mówić – dziesiątki miliardów euro rocznie.

– Prezydent Macron twierdził, że on sam nie może być pewny, czy atak na jeden z krajów Sojuszu zostanie uznany za atak na wszystkich. Ma na myśli artykuł 5. Traktatu północnoatlantyckiego. Do jakiego stopnia stawia to pod znakiem zapytania obecną architekturę bezpieczeństwa Europy?

– Przede wszystkim dotyczy to sprzecznych koncepcji stosunków międzynarodowych. Są w tej chwili dwie dominujące teorie stosunków międzynarodowych: tak zwana teoria liberalna i teoria realistyczna, czasami też zwana neorealistyczną.

Teoria liberalna zakłada, że stosunki polityczne pomiędzy państwami opierają się, po pierwsze, na prawie międzynarodowym. Po drugie, na istniejącym systemie traktatów i sojuszy, gdzie zakłada się, że wszystkie strony tych traktatów i sojuszy, również sojuszy obronnych, będą wypełniały literę tych traktatów kierując się dobrą wolą w stosunkach międzynarodowych. Jest to wizja stosunków międzynarodowych, dominująca od dziesięcioleci w Europie Zachodniej i również we współczesnej Unii Europejskiej. Stąd w Unii Europejskiej, w krajach należących do NATO panowało przekonanie, że Pakt Północnoatlantycki jest gwarancją bezpieczeństwa, ponieważ inne państwa wykonają swoje zobowiązania. I atak na jedno z państw sygnatariuszy będzie oznaczał atak na wszystkie inne kraje, które wywiążą się ze swoich sojuszniczych zobowiązań i przyjdą zaatakowanemu państwu z pomocą.

Problem polega na tym, że w Stanach Zjednoczonych nie dominuje jednoznacznie tak pojęta doktryna, a tylko teoria realizmu, która zakłada wyższość racji stanu państwa nad prawem międzynarodowym, a także nad zawartymi przez to państwo traktatami sojuszniczymi. Innymi słowy, wspomniany artykuł 5 układu natowskiego zostałby przez Stany Zjednoczone wypełniony wyłącznie wtedy, gdy by interes Stanów Zjednoczonych pokrywał się z ich zobowiązaniem prawnym.

I w Europie Zachodniej zaczęto sobie ostatnio zdawać sprawę z tej sytuacji. Co więcej, nie jest przypadkiem, że prezydent Macron wspomniał tu przy okazji o prezydencie Donaldzie Trumpie, ponieważ koncepcja realizmu politycznego i dominacji racji stanu państwa dominuje przede wszystkim w administracjach prezydentów republikańskich, George’a Busha, a w tej chwili Donalda Trumpa.

Dlatego też sojusznicy europejscy doszli do wniosku, że należy mieć ograniczone zaufanie do pewności o wykonaniu amerykańskich zobowiązań. W moim przekonaniu, jako osoby zajmującej się naukowo teorią stosunków międzynarodowych i widzącej coraz większą popularność realizmu w stosunkach międzynarodowych właśnie wśród polityków amerykańskich, uważam, że to stanowisko Macrona nie jest całkowicie bezzasadne.

– Tym czasem Niemcy uznały, że „tym razem nie da się uniknąć otwartego starcia z Emmanuelem Macronem. Stawką jest bezpieczeństwo Republiki Federalnej i całej zachodniej Europy" – pisze "Rzeczpospolita. "Dwa tygodnie przed szczytem przywódców sojuszu w Londynie Berlin szuka krajów, które obronią pakt przed atakami prezydenta Macrona. Warszawa zgłosiła się jako pierwsza – czytamy w artykule Jędrzeja Bieleckiego pod tytułem „Niemcy ratują NATO. Polska pomoże”. Czyżby Niemcy i Polska są contra Emmanuel Macron?

– Chyba tak ta sytuacja wygląda. Dlatego, że Niemcy okazały się niezdolne do podjęcia decyzji, że wykorzystają sytuację, w której Donald Trump zdecydowanie zwrócił się przeciwko krajom zachodnioeuropejskim, szczególnie tzw. Starej Unii, i podejmą wraz z Francją próbę zbudowania niezależnego ośrodka kierowniczego, współtworzącego politykę światową. Tak się jednak nie stało.

Nie ukrywam, że jestem bardzo zaskoczony stanowiskiem Niemiec, które podejrzewałem o to, że jako pierwsze będą chciały wyemancypować z NATO, z amerykańskiej kurateli.

Niemcy nie spełniły marzeń, które pokładała w nich polityka francuska jeszcze od czasów de Gaulle’a. Nie zdecydowały się wyjść spod opieki amerykańskiej, bo tak we Francji postrzegane jest NATO. Więc można powiedzieć, zawiodły swego francuskiego sojusznika. A jest to polityka zdecydowanie odpowiadająca Polsce. Ponieważ Polska właściwie całość swej polityki bezpieczeństwa związała z NATO i amerykańskimi gwarancjami wynikłymi z zobowiązań natowskich, czyli z wiarą w to, że amerykański sojusznik podejmie decyzję polityczną o obronie innych zagrożonych czy zaatakowanych państw, będących członkami Sojuszu.

– Jak Pan profesor sądzi, czy Sojusz Północnoatlantycki rzeczywiście można zreformować?

– Powiem tak: Sojusz w tej chwili znajduje się w sytuacji dość niezręcznej. Dlatego, że, z jednej strony, mamy Turcję, która, co tu dużo mówić, praktycznie przestała być jego członkiem. Po drugie, mamy próbę Francuzów zrzucenia „parasola ochronnego” Stanów Zjednoczonych nad Europą Zachodnią, której Niemcy nie podchwyciły. Co, myślę, jest dla Francuzów olbrzymim zawodem. Po trzecie, mamy skomplikowaną sytuację dla samego NATO w zmieniającym się świecie; mianowicie, stopniowe topnienie potęgi Stanów Zjednoczonych. Mam przede wszystkim na myśli wzrost z roku na rok gospodarki chińskiej, która chyba dwa lata temu przegoniła w swojej wielkości gospodarkę amerykańską. I z każdym rokiem ta różnica się zwiększa.

W związku z tym pojawia się pytanie: czy NATO w istniejącej formule jako sojusz dominujący nad światem militarnie rzeczywiście ma jeszcze zastosowanie, dlatego, że jest to jednak sojusz państw rozwijających się stosunkowo wolno. Pojawiają się nowe ośrodki imperialne, takie, jak właśnie Chiny, odbudowująca swoją potęgę Rosja, kraje BRICS-u. To, oczywiście, wymaga przeformatowania poglądów polityków kierujących Paktem Północnoatlantyckim na rolę NATO w świecie.

Istnieje kilka możliwości. Pierwsza możliwość związana jest z tym, że NATO po prostu się rozpadnie i Amerykanie będą mieli swoje interesy, Europa Zachodnia będzie miała swoje interesy, a może być też tak, że nastąpi centralizacja NATO pod amerykańskim kierownictwem, i NATO wtedy stanie się militarnym sojuszem państw Zachodu zagrożonych w swej pozycji światowej przez rosnące potęgi, które w tej chwili pojawiają się w różnych częściach globu.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Macron krytykuje Polskę, Dudzie jest przykro
Macron: Potrzebujemy Rosji, aby zapewnić Europie pokój
Media: Macron podarował Rosji „prezent”
Tagi:
NATO, Emmanuel Macron, Francja, Polska, Niemcy
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz