07:44 07 Grudzień 2019
Iskander-M

„Iskander-M”: broń niejądrowa, która może przesądzić o wyniku wojny

© Sputnik . Ramil Sitdikov
Opinie
Krótki link
Autor
7922
Subskrybuj nas na

Przezbrajanie rosyjskich wojsk rakietowych na systemy „Iskander-M” dobiega końca. Kolejna brygada rakietowa Zachodniego Okręgu Wojskowego, która wcześniej miała na uzbrojeniu zestawy „Toczka”, otrzymała „Iskandery”. Można się było tego spodziewać – dokładnie tak miało się stać, zgodnie z planami rozmieszczenia nowego systemu rakietowego.

Interesujące są następujące kwestie: niektórzy rosyjscy eksperci ds. wojskowości uważają, że niejądrowe „Iskandery” są porównywalne pod względem możliwości do broni jądrowej. Prześledźmy, czy tak jest w rzeczywistości.

Podczas tworzenia zestawu Iskander-M wdrożono od razu kilka dość rewolucyjnych rozwiązań.

  1. Tworzono system gwarantujący zniszczenie szczególnie ważnych celów przez dwa pociski.
  2. Pociski te wystrzeliwano przy użyciu jednej wyrzutni.
  3. W systemie można używać różnych rodzajów pocisków.
  4. System miał stać się głównym komponentem systemu rozpoznawczo-uderzeniowego, który pozwala na operatywne przeprowadzenie ataku na wykryte przez wywiad cele.

Co daje siłom zbrojnym rozwiązanie wyżej wymienionych zadań?

Iskander-M

„Toczka” nie nadawała się na III wojnę światową

Pod koniec lat 70. XX wieku wojska rakietowe Związku Radzieckiego dysponowały dwoma podstawowymi systemami rakietowymi: już całkowicie przestarzałym operacyjno-taktycznym systemem rakietowym 9K72 „Elbrus”, lepiej znanym jako SCUD, oraz stosunkowo nowoczesnym taktycznym systemem rakietowym „Toczka”.

Charakterystyczną cechą „Toczki” była znacznie większa autonomia - wyrzutnia nie wymagała dużej liczby maszyn i agregatów, które towarzyszyły bojowemu użyciu starych systemów rakietowych, takich jak 9K72. Wyrzutnia systemu „Toczka”, po otrzymaniu współrzędnych obiektu, samodzielnie naprowadzała pocisk na cel, który znajdował się w pozycji poziomej w zamkniętym przed wpływami zewnętrznymi korpusie.

Po uruchomieniu instalacji system mógł natychmiast opuścić miejsce przeprowadzenia wystrzału. Było to możliwe dzięki zastosowaniu kompaktowej małej rakiety z silnikiem rakietowym na paliwo stałe, a także nowoczesnego sprzętu do naprowadzania pocisku.

Wystrzały testowe operacyjno-taktycznego kompleksu rakietowego "Toczka-U"

Jeden minus: „Toczka” miała niewielki zasięg (w pierwszych modyfikacjach do 70 km) i stosunkowo słabą głowicę. Oczywiście system mógłby zrekompensować niską siłę rażenia głowicy bojowej poprzez możliwość użycia głowicy nuklearnej, ale to całkowicie eliminowało jego użycie w konfliktach, których nie planowano doprowadzać do III wojny światowej.

Dwa pociski – dwa cele

W rezultacie postanowiono stworzyć system rakietowy, na którego wyrzutni można byłoby umieszczać nie jeden, a dwa pociski. Pociski te powinny mieć większą siłę rażenia i rozwiązywać zadania nie tylko z odległości taktycznej (do 150 km), ale także z operacyjnej i taktycznej głębokości obrony wroga (do 300-500 km). Miało to zagwarantować zniszczenie prawie wszystkich celów, nawet bez użycia głowic nuklearnych.

Ponadto rosyjscy naukowcy pracowali nad zwiększeniem wydajności systemu, nie tylko poprzez zmniejszenie liczby niezbędnych środków pomocniczych oraz agregatów, ale także poprzez zastosowanie bardziej zaawansowanych urządzeń do naprowadzania pocisków i cyfrowych systemów przesyłania informacji.

Początkowo planowano nawiązać współpracę z samolotem rozpoznawczym M-55, który miał wykrywać cele w głębi obrony wroga i przekazywać informacje o ich położeniu nowym systemom rakietowym „Iskander”, które z kolei miały natychmiast niszczyć wykryte obiekty. Takie możliwości przewidywano w systemie na wczesnych etapach jego projektowania - na przełomie lat 80. i 90.

Jedno trafienie może zadecydować o wszystkim

Pod koniec lat 90. XX wieku w zmodernizowanych „Iskanderach-M” pojawiła się możliwość użycia, oprócz balistycznych, pocisków manewrujących. Co więcej, można było je wystrzeliwać z jednej wyrzutni bez dokonywania zmian, co znacznie rozszerza zakres nowego systemu wielofunkcyjnego.

Na przykład, pociski manewrujące mogły być używane przeciwko okrętom lub do przeprowadzenia maksymalnie tajnego ataku. W warunkach, gdy wystrzelenie pocisków balistycznych można wykryć za pomocą kosmicznych środków rozpoznania przeciwnika.

Pozostaje dodać, że we współczesnych warunkach, przy odpowiednim wyposażeniu i oprogramowaniu, nawet jeden celowniczy (operator - red.) może poprzez specjalny terminal obserwować cel, formować i wysyłać za pośrednictwem bezpiecznego kanału komunikacyjnego do wyrzutni rozkaz wystrzelenia pocisków.

Po co? Na przykład, aby zniszczyć bardzo ważne cele, które tymczasowo znajdują się w strefie rażenia systemu rakietowego. Jedno takie precyzyjne uderzenie może zadecydować o wyniku całej operacji, a nawet wojny. Oczywiście tak imponujące niejądrowe możliwości „Iskandera-M” są bardzo istotne w sytuacji, gdy strategicznym siłom jądrowym zagraża - powiedzmy – nowo rozmieszczony system obrony przeciwrakietowej lub lotniskowiec, który nagle pojawił się w pobliżu naszej linii brzegowej. W ten sposób niejądrowy system staje się środkiem strategicznego odstraszania. I to jest coś zupełnie nowego.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

W obwodzie kaliningradzkim odbyły się ćwiczenia „Iskanderów”
Rosja przezbraja się na „Iskandery”
„Polonezy” i „Iskandery” - jak Białoruś może obronić się przed Polską?
Ekspert: „Północnokoreańskie Iskandery” mogą rozbroić amerykańskie oddziały w Korei Południowej
Tagi:
konflikt, obrona przeciwrakietowa, Iskander-M, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz