08:12 07 Grudzień 2019
Włoski karabinierzy w siedzibie NATO Defense College w Rzymie, Włochy

70. rocznica powstania NATO: czas na egoizmy narodowe?

© AP Photo / Gregorio Borgia
Opinie
Krótki link
Autor
1173
Subskrybuj nas na

Szefowie państw i rządów 29 krajów członkowskich Sojuszu Północnoatlantyckiego czczą w Londynie 70. rocznicę powstania NATO. Polska oczekuje, że podczas szczytu jego uczestnicy podejmą decyzję ws zwiększenia równowagi w podziale obowiązków sojuszniczych, a także zwiększenia zdolności Sojuszu do szybkiego reagowania na sytuacje kryzysowe.

Polskę reprezentuje prezydent Andrzej Duda, któremu towarzyszy szef MSZ Jacek Czaputowicz, minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, szef BBN Paweł Soloch oraz szef Sztabu Generalnego WP gen. Rajmund Andrzejczak.  

O tym ważnym wydarzeniu politycznym Sputnik rozmawiał z publicystą prof. Adamem Wielomskim.

- Spotkanie przywódców NATO w Londynie w 70. rocznicę powstania Sojuszu. Jak Pan uważa, jest dziś co „świętować”?

Samochód prezydenta USA Donalda Trumpa na szczycie szefów państw i szefów rządów państw członkowskich NATO przy kwaterze głównej NATO w Brukseli
© Sputnik . Alexey Vitvitsky
- To nie jest proste pytanie, dlatego, że jeżeli jakaś organizacja ma 70 lat, to można świętować wydarzenia związane z tą organizacją w przeszłości, można świętować również, lub nie świętować, tego, jak ona dzisiaj wygląda. Myślę, że Pakt Północnoatlantycki może z pewnością świętować fakt zakończenia zimnej wojny ze Związkiem Radzieckim. Ale myślę, że oceny muszą być zdecydowanie bardziej umiarkowane, kiedy przejdziemy do współczesności, dlatego, że Pakt Północnoatlantycki przeżywa w tym momencie znaczący kryzys tożsamości. To bierze się z tego, że różni członkowie paktu po upadku Związku Radzieckiego i zniknięciu wspólnego wroga w tej chwili często mają różne interesy i duże kłopoty z wyrażeniem jednej opinii w różnego rodzaju kwestiach.

- A więc mają rację ci, którzy twierdzą, że Sojusz Północnoatlantycki obecnie pęka w szwach? Jest też mowa nawet o „śmieci mózgowej” NATO. Według Pana profesora, ile jest w tym racji?

- Ja bym powiedział w ten sposób, że może nie od razu „pęka”.

Widać postępującą powoli dezintegrację, dlatego, że sojusz państw po obydwóch stronach Atlantyku mógł być zwarty i spoisty tylko w obliczu wspólnego wroga. W tej chwili poszczególne państwa członkowskie mają duże problemy ze znalezieniem tego wspólnego wroga.

A Stany Zjednoczone same nie wiedzą, kto jest w tej chwil dla nich największym problemem na świecie, dlatego, że propagandowo, z jednej strony, często wskazują na Rosję, ale jak się spojrzy na rzeczywiste działania amerykańskie, to widać, że największym niebezpieczeństwem i problemem są Chiny i projekt nowego Jedwabnego Szlaku.

Państwa zachodnie, takie, jak Niemcy czy Francja, nie bardzo widzą zagrożenie, ani w Rosji, ani w Chinach, i najchętniej współpracowałyby handlowo, ekonomicznie i politycznie zarówno z Rosją i z Chinami, uczestnicząc właśnie w projekcie Jedwabnego Szlaku.

Z kolei są Polska i niektóre inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, które widzą zagrożenie przede wszystkim w Rosji. Są też takie państwa, jak Turcja, które nie widzą zagrożenia ani w Rosji, ani w Chinach, i zaczynają rozgrywać swoją własną mocarstwową politykę. I to jest generalnie największy w tej chwili problem Paktu Północnoatlantyckiego, że pod nieobecność jednego wroga każdy zaczyna mieć swoje interesy, które niekoniecznie między sobą się łączą w jedną całość.

- Panie profesorze, po 2014 roku - mam tu na myśli sprawę Krymu - Polska i kraje bałtyckie zaczęły domagać się opracowania planu militarnego, gwarantującego obronę ze strony NATO. Dokument ten teraz ma zostać podpisany w Londynie przez wszystkie kraje. Turcja na tę godzinę podpisywać tego nie chce. Jakie tego mogą być skutki?

- To mogą być skutki troszeczkę podobne do tego, kiedy Francja de facto wyszła ze struktur militarnych NATO. Mieliśmy taką sytuację w czasach rządów Charles’a de Gaulle’a. Sytuacja jest podobna, gdyż świadczy po prostu o tym, że interesy Turcji stają się coraz bardziej odmienne od interesów ogólnonatowskich.

Dlatego, że Turcja współdziała z Rosją na terrenie Bliskiego Wschodu, nie widzi w Rosji ani konkurenta, ani przeciwnika. Wprost przeciwnie, widzi partnera. I dlatego też wojskowi tureccy w polityce tureckiej nie bardzo widzą, z jakiego powodu mieliby brać udział w obronie Europy Środkowo-Wschodniej przed ewentualną agresją rosyjską, ponieważ sami nie czują się w żaden sposób zagrożeni.

Uważam, że wojskami, które brałyby udział w tej ewentualnej obronie Polski i inhych krajów Europy Środkowo-Wschodniej przed Rosją, to byłyby tylko i wyłącznie wojska amerykańskie. Ja mam wątpliwości, czy wojska hiszpańskie, francuskie, już nie wspominając o tureckich, wzięłyby udział w takiej obronie. A jeśliby wzięły, to byłaby to obrona całkowicie symboliczna w postaci jednego batalionu łącznościowego albo coś w tym rodzaju.

Tak, że jedynym mocarstwem natowskim w rzeczywistości zainteresowanym problemem są Stany Zjednoczone, a inne kraje z zachodniej części Europy, tak naprawdę traktują to tylko i wyłącznie jako pewien symbol polityczny znamionujący, że NATO jeszcze istnieje. Bo ja odnoszę wrażenie, że ich zainteresowanie konfliktem z Rosją jest niewielkie.

- Prof. Roman Kuźniar, były dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, a także doradca prezydenta Komorowskiego do spraw międzynarodowych, dziś w wywiadzie dla Newsweek.Polska twierdzi, że Sojusz Atlantycki przestał być wspólnotą wartości. Według niego, z Traktatu Waszyngtońskiego został tylko biznesowo rozumiany art.5 - czyli, jeśli zapłacicie, to, może, będziemy was bronić. Jak Pan profesor to skomentuje?

- Całkowicie zgadzam się z tą opinią dlatego, że Pakt Północnoatlantycki z punktu widzenia ideologicznego był sojuszem państw liberalno-demokratycznych przeciwko komunizmowi. W tej chwili ideologia liberalno-demokratyczna przeżywa na Zachodzie, zresztą, nie tylko na Zachodzie, w ogóle na całym świecie, zdecydowany kryzys. Donald Trump głosi hasło „Ameryka First” - czyli nie demokracja i liberalizm, tylko amerykański interes, który wiąże się z eksportem broni.

Można powiedzieć, że Erdogan głosi podobne hasło „Turkey First” i podnosi przede wszystkim swój własny interes narodowy. Takie kraje, jak, na przykład, Węgry, działają podobnie, w związku z czym wspólnota polityczno-ideologiczna wyraźnie zmierza w kierunku podkreślania własnych narodowych egoizmów.

Tylko, że ja egoizmów nie traktuję jako rzeczy negatywnych, uważam, że taka jest po prostu rzeczywistość polityczna. W momencie, w którym jednolity wróg spajający NATO przez kilkadziesiąt lat, przestał istnieć, podniesienie się własnych narodowych interesów jest czymś jak najbardziej naturalnym, zdrowym i normalnym.

- Dziękuję bardzo za rozmowę.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Trump: Nikt nie potrzebuje NATO bardziej niż Francja
Erdogan: Turcja nie „zamienia” NATO na Rosję
Estonia: Rosja jest zagrożeniem, potrzebujemy NATO
Tagi:
zimna wojna, ZSRR, Jacek Czaputowicz, stosunki dyplomatyczne, polityka, II wojna światowa, NATO, rocznica, Londyn, Wielka Brytania, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz