14:23 06 Czerwiec 2020
Opinie
Krótki link
Autor
4803
Subskrybuj nas na

4 lata temu, w grudniu 2015 roku z Polski bez żadnych podstaw wydalono red. Leonida Swiridowa, wieloletniego korespondenta rosyjskich mediów w Europie Środkowej, przede wszystkim w Warszawie. Sprawie towarzyszyła bezprecedensowa nagonka na dziennikarza.

Polski porządek prawny nie przewiduje możliwości obrony przed tego rodzaju prześladowaniami obcokrajowców.

O tym, czy to się może zmienić, z politologiem dr Mateuszem Piskorskim rozmawia red. Igor Stanow.

— Nie bardzo wiadomo, czy mojemu redakcyjnemu koledze Leonidowi Swiridowowi przypominać o wydarzeniach sprzed czterech lat, czy może lepiej taktownie mu nie przywracać w pamięci tych dni…

— Dni? Redaktora Swiridowa w Polsce najpierw poddano nagonce trwającej piętnaście miesięcy, pozostawiając go w całkowitej niepewności, co do jego przyszłości zawodowej, życia w Polsce.

Mateusz Piskorski, a Polish political activist
© Sputnik . Leonid Sviridov
Mateusz Piskorski

W kraju, z którym przecież był związany przez długi czas, według mnie, również emocjonalnie.

To była rzecz niespotykana nie tylko w najnowszej historii naszego kraju, ale też w innych krajach europejskich…

— Słyszałem, że był Pan jedną z nielicznych osób, które 13 grudnia 2015 roku odprowadziły red. Swiridowa na lotnisko Okęcie i pożegnały w dniu, gdy opuszczał Polskę. Pięć miesięcy później trafił Pan do aresztu, w którym przetrzymywano Pana przez trzy lata właściwie pod zarzutem głoszenia nie odpowiadających władzom poglądów…

— Pamiętam, że z Leonidem żartowaliśmy jeszcze, że może to i lepiej, że nie ma polskiego obywatelstwa, choć – moim zdaniem – ono by mu się w oczywisty sposób należało.

Praktyka pokazała, że posiadanie tego obywatelstwa jest dziś rzeczą niebezpieczną. Polskie służby doskonale wiedzą, że nie mogą sobie pozwolić na bezprawne działania wobec obywateli innych krajów, bo wywołałoby to międzynarodowe reperkusje.

Pamiętajmy jednak o jednym: jeśli ABW miałaby jakiekolwiek dowody niezgodnej z prawem polskim działalności redaktora Swiridowa, to postawiono by mu zarzuty określone w Kodeksie karnym. Nie chronił go przecież żaden immunitet, nie był dyplomatą.

W historii mamy do czynienia z sytuacjami, w których zatrzymywano nie tylko dziennikarzy, ale nawet polityków z innych krajów. Pod warunkiem, że popełnili jakieś przestępstwo.

W przypadku Leonida Swiridowa wszyscy doskonale wiedzieli, że nie da się nic takiego mu przypisać.

Leonid Swiridow
© Zdjęcie : Leonid Swiridow
Leonid Swiridow

— Leonid Swiridow wyczerpał krajową ścieżkę odwoławczą i zaskarżył działania polskich władz do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Czy te działania przyniosą jakiś efekt?

— Nie jestem prawnikiem, by dawać tu jakieś prognozy. Ale cała ta sytuacja pokazała, że polskie przepisy w żaden sposób nie zabezpieczają praw znajdujących się na naszym terytorium obcokrajowców.

Każdy z nich, nie znając dnia ani godziny, może zostać w każdej chwili wydalony z Polski, nawet jeśli związał z nią swoje życie zawodowe, prywatne, nawet jeśli mieszka tu od wielu lat. Wystarczy arbitralna decyzja szefa ABW, wydana na określone polityczne zlecenie.

W cywilizowanych krajach w takiej sytuacji przedstawia się zainteresowanemu i jego prawnikom dowody jego, rzekomo niezgodnej z prawem, działalności. Daje mu się prawo do obrony, polegające na tym, że może odnieść się jakoś do dokumentów, które stanowiły podstawę do podjęcia decyzji o jego wydaleniu. Bo przecież, jak można skutecznie skarżyć jakąś decyzję, podważać ją prawnie, jeśli nie ma się pojęcia o tym, co znajduje się w tajnych aktach, a właściwie, czy w ogóle takie akta istnieją.

Osobiście liczyłbym na to, że orzeczenie trybunału w Strasburgu zmusi polskie władze do dostosowania przepisów do standardów obowiązujących w krajach członkowskich Rady Europy.

Pytanie, czy takie orzeczenie rzeczywiście wywrze skutecznie wpływ na polskich ustawodawców. Tutaj, biorąc pod uwagę doświadczenia ostatnich lat, mam już pewne wątpliwości…

— Załóżmy, że wszystko potoczy się pomyślnie i Leonid Swiridow wkrótce będzie mógł wrócić do Polski. Czy sądzi Pan, że znów pojawi się w Warszawie?

— Wiele lat temu Leonid opowiadał mi historię o swoim spotkaniu z nieżyjącym już kanclerzem Niemiec Helmutem Kohlem w Pradze.

Ten znany europejski polityk powiedział rosyjskiemu dziennikarzowi:

Nie można stale poniżać Rosji. Mówię to Panu jako Niemiec.

Kanclerz zjednoczenia doskonale wiedział, co mówi, bo przecież to właśnie on prowadził z Rosjanami dialog, który pozwolił na powstanie republiki federalnej w obecnym kształcie.

Mogę się tylko domyślać, co czuje Leonid Swiridow. Najpierw zniszczono jego życie, którego centrum od lat była Warszawa. Później, konsekwentnie, przez lata opluwano go przy każdej możliwej okazji w polskich mediach, często w publikacjach, które zapewne powstawały na zlecenie polskich służb, albo w wyniku kontrolowanych przecieków od ich funkcjonariuszy.

Leonid znakomicie mówi po polsku, lepiej niż niejeden Polak, zna polską kulturę, ma polskich przyjaciół. Doznał jednak bezpodstawnego upokorzenia od polskich władz i pewnie ciężko byłoby mu wrócić do kraju, który tak go potraktował.

Przypomnę tylko, że on nie wracał w 2015 roku po prostu do siebie, do domu w Moskwie, tylko w zasadzie musiał z dnia na dzień urządzać sobie całe życie na nowo. Myślę, że sobie to życie w Rosji już urządził. I – przykro mi to stwierdzić – ale z Polską będzie miał już chyba zawsze skojarzenia niezbyt dobre, choć przecież spędził tu tyle, także dobrych lat.

— Będzie go Pan, mimo wszystko, namawiał do powrotu?

— Panie Redaktorze, to bardzo trudne pytanie. Odpowiem tak: jako Polak bardzo chciałbym, żeby Leonid był z nami w Warszawie.

Nie tylko dlatego, że jest znakomitym dziennikarzem, ale również dlatego, że to jest człowiek, który mógłby pomagać w nawiązywaniu prawdziwego dialogu polsko-rosyjskiego.

Ostatnio w Londynie prezydent Andrzej Duda napomknął o potrzebie partnerstwa z Moskwą. Ale jak ma wyglądać takie partnerstwo, jeśli jego potencjalnych zwolenników po prostu z Polski wyrzuciliśmy? Kto ma dziś tłumaczyć Rosjanom polską politykę, życie społeczne i gospodarcze, jeśli nie ma tu Swiridowa i jemu podobnych?

W polskim interesie leży to, by tacy ludzie, jak Leonid byli wśród nas i pomagali budować mosty. Jako przyjaciel Leonida od wielu lat, powiem tylko, że rozumiem jego emocje. Wiem, że – nawet gdyby mógł – nie wsiadłby w pierwszy samolot do Warszawy na wieść o tym, że jego sprawa została załatwiona pomyślnie.

Myślę, że miałby rację, nie spiesząc się. Ale jednocześnie bardzo liczę na to, że kiedyś będzie u nas taka atmosfera polityczna, w której redaktor Swiridow sam stwierdzi, że może warto znów uprawiać swój dziennikarski fach właśnie w Polsce.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Wstyd w Imieniu Rzeczypospolitej Polskiej
Krzysztof Bosak mówi o Rosji. W Polsce następuje dobra zmiana?
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Polska zakazała dziennikarzowi Leonidowi Swiridowowi wjazdu do Schengen do 2020 roku
Andrzej Rozenek: Polska lewica wygrywa, gdy jest połączona i idzie razem
Rozmowa kontrolowana: „Szpieg" rozmawia z senatorem
Dlaczego Małgorzata Gosiewska ma zakaz wjazdu na teren Rosji?
Tagi:
Helmut Kohl, rusofobia, Leonid Swiridow, MSZ Rosji, MSZ RP, Rząd RP, ABW, atak na dziennikarzy, dziennikarz, Moskwa, Rosja, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz