05:41 26 Styczeń 2020
Opinie
Krótki link
Autor
Rosyjsko-polskie forum medialne w Soczi „Klimat może być lepszy” (14)
16688
Subskrybuj nas na

„Nie trzeba negować faktu, iż rzeczywiście żołnierze Armii Czerwonej wraz z żołnierzami Wojska Polskiego rozbili III Rzeszę Niemiecką w ramach wzajemnego braterstwa broni. I pomnik upamiętniający rzeczone braterstwo miałby sens w polskiej przestrzeni publicznej jako hołd dla tych zwykłych żołnierzy”.

Ostatnie wypowiedzi w Sejmie posła Krzysztofa Bosaka na temat Armii Czerwonej wywołały wiele pytań w Rosji i napotkały na brak zrozumienia.

Komentator agencji Sputnik Leonid Swiridow rozmawia o tym z polskim politologiem i publicystą portalu kresy.pl Marcinem Skalskim.

— Chciałem zapytać o kilka wypowiedzi pana Krzysztofa Bosaka, bo parę tygodni temu pan Poseł mówił rzeczy bardzo przyjemne dla rosyjskiego ucha. Zacytuję: „W polskim interesie jest bezpieczeństwo państwa, a nie wkurzanie Rosji”. Rzeczywiście, to, co powiedział pan Bosak w wywiadzie dla radia „Wnet”, było zauważone wszędzie, i w Polsce, i w Rosji również. I w różny sposób było to komentowane. Powtórzę raz jeszcze, że dla ucha rosyjskiego było to bardzo przyjemne. Ale kilka dni później oglądaliśmy to, co pan Bosak mówił w Sejmie nie tylko o Czarzastym, bo chodziło już o wyzwolenie Polski przez Armię Czerwoną. Pan Bosak powiedział, że to nie było wyzwolenie: to było „zajęcie terenu”.  

Powiem szczerze, że jako obywatel Federacji Rosyjskiej nie zgadzam się z takim stwierdzeniem. Tą drugą wypowiedzią panu Bosakowi udało się „wkurzyć Rosję” naprawdę.  Czy mógłby Pan to skomentować?

— Myślę, że w środowisku politycznym Konfederacji nie do końca jest jeszcze dopracowana kwestia stosunków polsko-rosyjskich i doboru właściwego języka w opisie tychże stosunków tak, aby rzeczywiście utworzyć klimat do ich poprawy.

© Zdjęcie : Zbiór prywatny Marcina Skalskiego
Polski publicysta i politolog Marcin Skalski

Główny problem z rozstrzygnięciem sporu o to, czy miało miejsce wyzwolenie, czy nie miało, jest sama definicja terminu „wyzwolenie”. Jak mówi Słownik Języka Polskiego, wyzwolić to znaczy „przywrócić wolność i niezależność”.

Tutaj trzeba postawić pytanie, czy rzeczywiście Polsce i narodowi polskiemu przywrócono pełną wolność, czy przywrócono mu pełną niezależność? Czy też tejże wolności i niezależności jednak w pełni nie przywrócono? Wolność -ponownie odwołam się do Słownika Języka Polskiego PWN - jest to „możliwość podejmowania decyzji zgodnie z własną wolą”. W warunkach powojennych, kiedy utworzono państwo niemalże totalitarne, jakim była Polska Ludowa w okresie stalinizmu, trudno mówić o tym, że naród polski miał wolność ekspresji swojej tożsamości narodowej.

Natomiast, niewątpliwie fakt, iż żołnierze Armii Czerwonej walczyli z III Rzeszą Niemiecką na ziemiach polskich, skutkował tym, że naród w swojej masie przetrwał biologicznie. Zatem w przytaczanej wypowiedzi zabrakło uwzględnienia kilku istotnych detali.

Tradycja narodowo-demokratyczna, której reprezentantem jest poseł Krzysztof Bosak, zawsze cechowała się tym, że narzucała realistyczne spojrzenie na stosunki międzynarodowe. Albowiem Polska w tym momencie, postrzegając Rosję jako nieustające egzystencjalne zagrożenie dla swego istnienia, staje się tak naprawdę narzędziem w rękach Stanów Zjednoczonych czy też państw Europy Zachodniej.

Dlatego, z jednej strony, tradycja narodowo-demokratyczna wykazuje się realizmem politycznym w ocenie stosunków międzynarodowych, z drugiej zaś strony pryncypialnie reprezentuje suwerenny polski punkt widzenia na historię. Myślę, że Krzysztof Bosak nie został po prostu dobrze zrozumiany. I na pewno ta wypowiedź nie miała na celu negowania tego, że dzięki zwykłym żołnierzom Armii Czerwonej naród polski biologicznie przetrwał.

— Mowa była o „nowej okupacji”, ja cytuję pana Bosaka. On powiedział, że nie było wyzwolenia, to było „zajęcie terenu” i nastąpiła „nowa okupacja” Polski. Jak można zrozumieć to inaczej?

— Sądzę, że między okupacją a wyzwoleniem jest jeszcze dużo przestrzeni pomiędzy.

Jest uratowanie życia, uratowanie biologicznego istnienia, tak, jak mówi chociażby Piotr Ikonowicz, lewicowy skądinąd polityk, odległy wobec moich poglądów, ale z którym się muszę zgodzić: żołnierze Armii Czerwonej uratowali naród polski przed całkowitą zagładą. Nie jestem przekonany, że Krzysztof Bosak powiedział o „nowej okupacji”...

— Absolutnie jestem przekonany, bo to jest nagrane na wideo i dostępne w Internecie.

Festiwal Moskiewska Maslenica
© Sputnik . Ilya Pitalev
— W tym punkcie nie mógłbym się zgodzić, ponieważ słowo „okupacja” ma tutaj swój konkretny określony kontekst.

Jest to niemiecka okupacja polskich ziem, która, jeżeli by trwała dalej, to doprowadziłaby do biologicznej zagłady narodu polskiego.

Natomiast to, co nastąpiło na ziemiach polskich po roku 1944-45, nie było tego typu okupacją. Takie zagrożenie wobec całości narodu polskiego nie miało miejsca. Dlatego termin „zajęcie ziem”, myślę, że jest tutaj bardziej właściwy do określenia tej sytuacji, która nastąpiła po 1944 r.

— Może, to wszystko jest związane z tym, że idą prawybory prezydenckie w Konfederacji? I dlatego Krzysztof Bosak jeszcze nie za bardzo jest zorientowany, co musi powiedzieć, zmienia czasami zdanie i czasami coś palnie?

— Nie wiem, czy tego typu retoryka rzeczywiście mobilizuje elektorat Konfederacji. Raczej zgodziłbym się w tym punkcie z dr. Mateuszem Piskorskim, iż elektorat Konfederacji cechuje przede wszystkim negatywny pogląd na obecne położenie międzynarodowe Polski, które jest uwarunkowane brakiem suwerenności politycznej państwa polskiego i to między innymi w stosunkach na linii Warszawa–Moskwa.

Uważam, że to raczej zdroworozsądkowe spojrzenie na Rosję było próbą mobilizacji elektoratu Konfederacji w prawyborach, ponieważ wiemy, że tą samą retoryką mogą zmobilizować elektorat chociażby Janusz Korwin-Mikke czy Grzegorz Braun. Oni mówią od dawna o tym, że Polska nie jest suwerennym podmiotem, lecz jest uzależniona od państw zachodnich.

— Co można zrobić, żeby coś zmienić w relacjach pomiędzy Moskwą a Warszawą?

— W kwestii polityki historycznej trzeba doprowadzić do jakiegoś rozsądnego kompromisu. Sądzę, że nie trzeba negować faktu, iż rzeczywiście żołnierze Armii Czerwonej wraz z żołnierzami Wojska Polskiego, sformowanego w Związku Radzieckim rozbili III Rzeszę Niemiecką w ramach wzajemnego braterstwa broni. I pomnik upamiętniający rzeczone braterstwo rzeczywiście miałby sens w polskiej przestrzeni publicznej jako hołd dla tych zwykłych żołnierzy.

To jest propozycja, która wydaje się strawna dla jednej i dla drugiej strony, nikomu nie urągająca, a podkreślająca rzeczywiście bohaterstwo tych żołnierzy, którzy  walczyli z III Rzeszą.

Natomiast w kwestii polityki zagranicznej uważam, że Warszawa powinna zdjąć kwestię ukraińską z agendy stosunków z Rosją i wówczas, myślę, że większość punktów spornych po prostu zejdzie z porządku dziennego.

Rzeczpospolita powinna uwzględniać swoje sąsiedztwo z Rosją i nie dać się sprowadzić do funkcji wschodnioeuropejskiej flanki interesów amerykańskich. Zarazem uważam, że musimy jako państwo zrezygnować z polityki promowania rozszerzenia NATO o Gruzję czy Ukrainę, co i tak jest zresztą nierealne. Rosja uważałaby takie posunięcie za zagrożenie dla swoich najbardziej żywotnych interesów, co może spowodować dotkliwą reakcję dla samej Rzeczypospolitej.

Należałoby miedzy innymi zmodyfikować postrzeganie Rosji jako podmiotu, który rzekomo zagraża Polsce egzystencjalnie, czego uzasadnieniem mają być absurdalne w tym kontekście przykłady przyłączenia krymu do Rosji czy też wojna w Gruzji, które są zupełnie innymi sytuacjami, i które nie mają przełożenia na jakąkolwiek odsłonę stosunków między Polską a Rosją.

— No właśnie, jeżeli Pan mówi o NATO, ja bym jeszcze przypomniał ostatni szczyt NATO w Londynie, gdzie pan prezydent Andrzej Duda powiedział zupełnie nieoczekiwanie dla wszystkich i tym bardziej dla Rosjan, że Rosja nie jest wrogiem i że nigdy nie była wrogiem. I już kilka dni Rosja jest partnerem i z Rosją trzeba rozmawiać.

To, oczywiście, spowodowało mnóstwo komentarzy polityków, ekspertów, parlamentarzystów w Federacji Rosyjskiej. Ale wszyscy zgodnie mówili: mówić coś - to jedno, a robić coś - to zupełnie inna rzecz.

Czy pan prezydent Duda w ogóle będzie coś robić w tym zakresie, czy to też jak zawsze?

— Z przykrością muszę stwierdzić, że prezydent Duda jest niesuwerenny w swych decyzjach, jest uzależniony od obcych ośrodków, tak jak zresztą cała obecna partia rządząca, która potrafiła nawet zmieniać w ciągu jednej nocy ustawy pod dyktando obcych państw.

Sądzę, że to, co mówi prezydent Duda, jest po prostu odbiciem nadchodzącej zmiany w postrzeganiu Rosji, której, być może, chciałoby obecne kierownictwo amerykańskie. O ile, oczywiście, nie przegra z tamtejszymi „jastrzębiami”.

Natomiast drugą ważną i istotną kwestią, którą należy zauważyć, jest to, iż w miarę rozsądne słowa prezydenta Dudy na temat Rosji, nie są pierwszą tego typu wypowiedzią, która wybrzmiewa z obozu PiS-u.

Przypomnijmy, między innymi, wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego w debacie prezydenckiej z Bronisławem Komorowskim z 2010 roku, gdy prezes PiS mówił o tym, że warto chociażby rozmawiać z Moskwą w sprawach Białorusi. Wówczas Kaczyński zauważył przytomnie, iż Rosja ma decydujący głos w kwestii białoruskiej.

Zarazem przypomnijmy także, że Kaczyński w roku 1988 był uczestnikiem bankietu w ambasadzie radzieckiej, do czego się przyznał w wywiadzie-rzece z Michałem Karnowskim i Piotrem Zarembą, co samo w sobie nie jest niczym nagannym. Gdy zginął Lech Kaczyński, niedługo potem jego brat wygłosił również pojednawcze wobec Rosjan przemówienie, w którym wspominał miliony żołnierzy Armii Czerwonej.

Zatem mamy do czynienia z politykiem czy też politykami, którzy potrafią spojrzeć na Rosję bez zbędnych emocji. Jednak nie podejmują oni w tym kierunku żadnych kroków, ponieważ nie są suwerenni politycznie, gdyż na własne życzenie uzależnili się od obcych mocarstw. A wiadomo, że te obce mocarstwa będą narzucać Polsce taką politykę wobec Rosji, która nie koniecznie musi Warszawie się opłacać.

Natomiast Kaczyński czy Duda są, oczywiście, zakładnikami tego zaplecza, które jest urobione antyrosyjsko i którego politycznym credo, a nawet synonimem polskiej tożsamości narodowej, jest sprzeciwianie się Rosji zawsze i wszędzie, nawet jeżeli szkodzi to interesom samej Polski.

Warto jednak podkreślić, że remedium na zły stan naszych stosunków nie jest żyrowanie polityki rosyjskiej w całości, tylko faktyczne uniezależnienie Rzeczypospolitej Polskiej od wszelkich zewnętrznych wpływów. Stąd mimo wszystko wypowiedzi polityków Konfederacji stanowią rzeczywistą „dobrą zmianę”. W kwestii uwzględniania rosyjskiej wrażliwości mogą zaś wzorować się na samym Jarosławie Kaczyńskim, czego przykłady przytoczyłem wcześniej.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Rosyjsko-polskie forum medialne w Soczi „Klimat może być lepszy” (14)

Zobacz również:

Niemiecka deputowana o stosunkach z Rosją: Trzeba spojrzeć na Polskę
Prezes Stowarzyszenia Współpracy Polska–Rosja: Klimat zmienia się na lepsze
Czy Polacy boją się Rosji?
Tagi:
Jarosław Kaczyński, katastrofa smoleńska, Krym, stosunki polsko-rosyjskie, stosunki międzynarodowe, stosunki dyplomatyczne, polityka, polityk, II Wojna Światowa, ZSRR, III Rzesza, Armia Czerwona, Sejm RP, Krzysztof Bosak, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz