15:55 02 Kwiecień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
13373
Subskrybuj nas na

Światowe media i politycy z różnych krajów nie przestają omawiać wyników spotkania „normandzkiej czwórki” w Paryżu poświęconego uregulowaniu sytuacji na Ukrainie. Wyniki oceniane są bardzo różnie. Za główne osiągnięcie uważa się sam fakt podjęcia na nowo dialogu pomiędzy przywódcami Ukrainy i Rosji.

Francja i Niemcy wyrażają zadowolenie. Polska tymczasem utyskuje, że z jej zdania nikt nie wziął pod uwagę.

Na szczycie w formacie normandzkim (z udziałem Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy) osiągnięto ustalenia w kwestii stopniowego wycofania sił na całej linii frontu, rozminowania i wymiany jeńców w formacie „wszystkich na wszystkich”. Strony wyraziły stanowczość w kwestii zatrzymania rozlewu krwi na Donbasie.

Jest rzeczą naturalną, że wiele państw europejskich z większym lub mniejszym zainteresowaniem śledzi rozwój wydarzeń na Ukrainie. Baczną uwagę wschodniemu sąsiadowi udziela Polska. Polskie środowiska polityczne dotkliwie odbierają decyzje dotyczące Ukrainy, podejmowane przez inne państwa bez udziału Polski, uważając, że każda decyzja w sprawie Ukrainy rodzi dla Polski jakieś konsekwencje.

W artykule, który ukazał się na łamach „Rzeczpospolitej" były wiceminister spraw zagranicznych RP, poseł Koalicji Obywatelskiej Paweł Kowal utyskuje: wszystkie decyzje w sprawie Ukrainy tak czy inaczej odbiją się na Polsce, tymczasem do rozmów jej nie zaproszono, a na Paryż i Berlin Warszawa wpłynąć nie może.

Autor artykułu pod tytułem „Paweł Kowal: Format normandzki bez Polski” pisze, że „nie jest jasne, czy w 2014 r. Polska mogła się stać częścią formatu normandzkiego (choćby ze względu na sprzeciw Rosji), nie jest też jasne, czy byłoby to dla Polski korzystne”.

– Z drugiej jednak strony widać dzisiaj, że nie mamy praktycznie żadnego mechanizmu wpływania na politykę dwóch państw unijnych – Francji i Niemiec – i na ich politykę w Donbasie. W sytuacji, kiedy nie ma żadnego sensownego unijnego mechanizmu ustalania wspólnej polityki wobec kryzysu na Ukrainie a USA umywają ręce (miejmy nadzieję, że chwilowo), polityka Francji i Niemiec w sprawie Donbasu jest ich własną polityką porozumiewania się z Rosją, jednak ponad naszymi głowami – stwierdza Paweł Kowal.

Kwestia sensowności włączenia Polski do procesu negocjacyjnego wypłynęła na konferencji prasowej „Wyniki szczytu w Paryżu: co czeka Donbas i Ukrainę?”, która odbyła się międzynarodowym centrum prasowym MIA „Rossiya Siegodnya”.

Odpowiadając na pytanie korespondenta Sputnika, deputowany do Rady Najwyższej Ukrainy IV-VII kadencji Oleg Cariew zauważył, że nie jest rzeczą dziwną, że Polska chce uczestniczyć w rozmowach na temat uregulowania sytuacji na Donbasie.

„Uczestnictwo w roli niejakiego rozjemcy byłoby dla Polski wygodne: stać jak gdyby ponad starciem, określać, kto ma rację, a kto się myli, coś ugrać… Przy czym nie tylko w sensie politycznym...” – powiedział Oleg Cariew.

Uczestnicy konferencji prasowej przypomnieli, że Polska korzysta w pewnym sensie na Majdanie, a także dalszych procesach, które miały miejsce na Ukrainie. Z osobistych obserwacji wiadomo im, że już na dworcu kolejowym w Kijowie, przy wejściu do wagonów pociągu jadącego w kierunku Polski sprawdzane są dokumenty, przez co tworzą się tam ogromne kolejki. To przede wszystkim migranci zarobkowi. Uczestnicy konferencji zauważali, że ci ludzie uzupełniają deficyt siły roboczej w Polsce. Witani są tam z otwartymi ramionami i władze kraju robią wiele na rzecz zalegalizowania pobytu Ukraińców w Polsce.

Z kolei członek Rady Federacji Rosji Oleg Morozow oświadczył, że według ocen ekspertów obecnie w Polsce pracuje około 2 milionów Ukraińców.

– A nie zapominajmy, że w Rosji pracują kolejne trzy miliony obywateli Ukrainy. Można sobie wyobrazić, jaki stanowią procent w strukturze społeczeństwa Polski i jaki w Rosji. Biorąc pod uwagę, ilu jest w Polsce Ukraińców, proszę sobie wyobrazić jaką korzyść Polacy będą usiłować wyciągnąć z obecności ukraińskiej siły roboczej w gospodarce kraju – zauważył Morozow.

Zauważmy, że zarówno Polska, jak i Ukraina prowadzą statystyki dotyczące liczby ukraińskich migrantów zarobkowych w Polsce, ale oficjalne dane nie dają prawdziwego obrazu. Przeważająca część takich emigrantów zatrudnia się do pracy nielegalnie. Dane ukraińskiego Ministerstwa Polityki Socjalnej przywołują liczbę 3,2 mln migrantów zarobkowych, którzy w ciągu roku stale znajdują się za granicą i 7-9 mln osób, których dotyczy tak zwany ruchomy proces migracyjny. Według danych MSZ Ukrainy w Rosji mieszka około trzech milionów Ukraińców, z tymże ważne zezwolenie na pracę – według danych Federalnej Służby Statystki Państwowej na koniec 2016 roku – miało tylko 2,7 tys. Ukrańców.

W Polsce natomiast – według Jacka Czaputowicza – pracują 2 miliony Ukraińców. Według danych NBP natomiast przez polski rynek pracy "przewija się" ok. 1,2 mln Ukraińców, z czego 330 tys. ma zezwolenia na pracę, a pozostali pracują na podstawie wizy w zw. oświadczeniami pracodawców).

Jak mówi Oleg Morozow, wiadomo, dlaczego ani Francja, ani Niemcy nie widzą Polski w roli uczestnika tego procesu. Te kraje zazdrośnie odnoszą się do tego, że Polska dzisiaj usiłuje przejąć rolę proamerykańskiej twierdzy, uzyskać polityczne, gospodarcze i wojskowe dywidendy, odgrywać rolę głównego rusofoba, większego nawet niż Wielka Brytania. Wszystko to „starym Europejczykom” nie bardzo się podoba.

„Dlatego nie sądzę, by byli gotowi się dzielić z Polską swoim wpływem na ten proces” – zakończył Oleg Morozow.

Szczyt w formacie normandzkim odbył się po raz pierwszy od 2016 roku. Brali w nim udział liderzy Rosji, Ukrainy, Niemiec i Francji. 

Strony potwierdziły przywiązanie do porozumień mińskich w sprawie Donbasu, porozumiały się w kwestii zawieszenia broni do końca 2019 roku, a także wycofania sił na całej linii frontu do końca marca 2020 roku. Wymiana jeńców według formuły „wszystkich na wszystkich” powinna nastąpić przed końcem 2019 roku. Strony opowiedziały się za wprowadzeniem „formuły Steinmeiera” do konstytucji Ukrainy. 

„Czwórka” wyraziła chęć uzgodnienia wszystkich aspektów prawnych specjalnego statusu Donbasu w celu zapewnienia mu funkcjonowania na trwałych fundamentach; potwierdziła konieczność rozszerzenia misji OBWE tak, aby mogła czuwać nad zawieszeniem broni. „Czwórka” porozumiała się ponadto w kwestii udzielenia Czerwonemu Krzyżowi i innym organizacjom międzynarodowym pełnego dostępu do wszystkich zatrzymanych osób w Donbasie. Kolejne spotkanie w formacie normandzkim ma się odbyć w ciągu czterech miesięcy.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Konferencja prasowa na szczycie normandzkim w Paryżu
Szczyt „normandzkiej czwórki” w Paryżu
Tagi:
Niemcy, Ukraina, Francja, Rosja, Format normandzki
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz