07:45 26 Styczeń 2020
Opinie
Krótki link
1391
Subskrybuj nas na

Były szef jednostki antyterrorystycznej KGB i pułkownik rezerwy FSB Władimir Łucenko nie wyklucza, że Gruzin zabity w Berlinie mógł być informatorem „pewnych, prawdopodobnie niemieckich” służb specjalnych.

W ten sposób skomentował informację, że Zelimchan Changoszwili, pomimo wniosku Rosji o ekstradycję, nie został wydany.

Czy Changoszwili mógł być informatorem? Całkiem możliwe. Tacy łajdacy zwykle zwracają się do służb specjalnych, oferując im swoje usługi, aby zapewnić sobie wygodne życie. Osama bin Laden był kiedyś związany z CIA – powiedział 72-letni weteran FSB Łucenko w wywiadzie dla Sputnik Deutschland.

Na konferencji prasowej w Paryżu rosyjski prezydent Władimir Putin powiedział, że Moskwa skierowała do Berlina wniosek o ekstradycję Changoszwilego jako organizatora zamachów terrorystycznych w metrze, ale strona niemiecka „nie uwzględniła prośby”. Ekspert frakcji lewicowej ds. polityki europejskiej w Bundestagu, Andrei Hunko, zauważył w komentarzu dla mediów, że są to pytania otwarte, które należy wyjaśnić. Z kolei polityk CDU i przewodniczący komisji spraw zagranicznych Norbert Röttgen oskarżył Moskwę o kłamstwo. Władze niemieckie rzekomo nie wiedzą nic o wniosku o ekstradycję, powiedział Röttgen "Süddeutsche Zeitung". To samo dotyczy oskarżeń Changoszwilego o terroryzm.

Mężczyzna został umieszczony na międzynarodowej liście poszukiwanych przez Interpol i poprosił Niemcy o azyl. Być może zwykły poseł nie wie o tym, ale wybaczcie, służby specjalne wiedzą wszystko – kontynuuje Łucenko.

„Co więcej, służby specjalne są ze sobą w kontakcie. Niemcy mogli zadzwonić na Łubiankę, nikt nie odmówiłby im udzielenia informacji, ponieważ walka z terroryzmem nie jest polityką, ale walką nas wszystkich. Możliwe, że oficerowie wywiadu nie byli zbyt kompetentni i nie rozumieli, z kim mają do czynienia. Jeśli to prawda, to mężczyzna nie był uczciwy wobec niemieckich tajnych służb w swoich oświadczeniach” – powiedział Łucenko.

„Wyobraźcie sobie, że Anis Amri przeżył...”

Podczas drugiej wojny czeczeńskiej Changoszwili, Czeczeniec posiadający obywatelstwo gruzińskie, walczył po stronie czeczeńskich terrorystów kierowanych przez islamistów Szamila Basajewa, Abu al-Walida i czeczeńskiego nacjonalistę Aslana Maschadowa. Nawet "Der Spiegel" wskazał na gang Basajewa podczas swojego śledztwa dzienikarskiego w sierpniu. Od 2008 roku był podejrzany o przygotowywanie ataków terrorystycznych na terytorium kaukaskiej republiki Inguszetii, a Centrum Zwalczania Ekstremizmu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych tej republiki aktywnie zaangażowało się w jego poszukiwania.

Po nieudanej próbie jego zabójstwa, według rosyjskiej gazety "Kommiersant", uciekł z Tbilisi przez Ukrainę do swojego starego znajomego, byłego gruzińskiego prezydenta Micheila Saakaszwilego, który natychmiast po śmierci Changoszwilego określił go „prawdziwym patriotą Gruzji”. Według pisma "Focus", Changoszwili mieszkał w Niemczech od 2016 roku, po tym jak złożył tam wniosek o azyl. W Gruzji Changoszwili, zgodnie z informacjami ze środowiska rosyjskich służb specjalnych, został umieszczony na międzynarodowej liście poszukiwanych dopiero w 2016 roku.

Kiedy Łucenko po raz pierwszy usłyszał, że zamordowany mieszkał w Niemczech, to jak sam powiedział, „obraził się” na swoich niemieckich kolegów. Rzeczywiście, w latach 90. aktywnie pracował nad tym, aby wiele krajów walczyło z terroryzmem wspólnie, aby „terroryści nie mogli się nigdzie ukryć”.

Wyobraź sobie, że Anis Amri (terrorysta, który skierował ciężarówkę na przechodniów na świątecznym jarmarku bożonarodzeniowym w Berlinie – red.) przeżył i może teraz spokojnie spacerować po jakimś moskiewskim parku. Niemcy obraziliby się, prawda? – zapytał Łucenko.

Pozwalać ludziom takim jak Changoszwili spacerować po Berlinie jest „nieuczciwe” zarówno w stosunku do rosyjskich, jak i niemieckich ofiar terroryzmu. Łucenko jest szczególnie krytyczny wobec udziału Changoszwilego w gangu Basajewa, ponieważ Łucenko był naocznym świadkiem ataku terrorystycznego w Budienowskim w Kraju Stawropolskim w 1995 roku, kiedy banda Basajewa wzięła około 1600 osób jako zakładników w szpitalu, z których 130 zostało zabitych. Changoszwili nie był wtedy jeszcze członkiem bandy, ale „ideologia i psychologia pozostały takie same”. Banda rozpadła się w 2006 roku po wyeliminowaniu jej przywódcy.

„Niekorzystne i szkodliwe działania”

Kiedy tzw. zabójca z Dubaju w 2010 roku, który otrzymał niemiecki paszport na nazwisko Michael Bodenheimer, pozostawił swoje ślady zarówno w Kolonii, jak i w Herzliy w Izraelu, izraelskie tajne służby nie chciały „potwierdzić ani zaprzeczyć” swojemu udziałowi w eliminacji handlarza bronią Hamasu al-Mabhuha. Wtedy izraelscy dyplomaci nie zostali wydaleni z Niemiec. Ale czy rosyjskie służby specjalne mogą naprawdę być zaangażowane w zabójstwo Changoszwilego?

„Z historycznego punktu widzenia nasze służby specjalne są bardzo zdyscyplinowane i spełniają wolę kierownictwa. Dzięki Bogu, kierownictwo jest rozsądne i wystarczająco trzeźwo patrzy na świat. Jeśli patrzeć strategicznie, to tam, gdzie stosunki z Zachodem ze względu na ciągłe oskarżenia i tak są już złe, nie potrzeba takich działań w Niemczech. To nie jest opłacalne i tylko może zaszkodzić”, powiedział Łucenko. Jego zdaniem wersja o zemście grup kaukaskich jest bardziej realistyczna.

Brał udział w mordowaniu wielu ludzi na Kaukazie. Tego na Kaukazie nie wybaczają. Był jednym z liderów i zdecydowanie miał dostęp do dużych pieniędzy ze wspólnej puli. Może czegoś nie podzielili? – sugeruje ekspert.

Łucenko żałuje, że państwa gromadzą broń, czołgi i pociski, ale nie mogą chronić swoich obywateli na ulicach. ONZ przyjęło ponad 200 rezolucji w sprawie przeciwdziałania terroryzmowi, ale nic się nie robi w tym zakresie.

Po wrześniu 2001 roku istniała nadzieja, że Amerykanie zmienią zdanie i wszyscy będziemy współpracować. Niestety tak się nie stało. Dziś najbardziej krwawi terroryści – tacy jak ideolog Mowladi Udugow – ukrywają się w Londynie lub w Arabii Saudyjskiej – mówi Łucenko.

Tymczasem rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert zanegował istnienie wniosku Rosji o ekstradycję Changoszwilego. „Nie mamy żadnych informacji na temat prośby o ekstradycję” - powiedział w środę Seibert w Berlinie.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

„Współpraca duchownych z KGB to nie grzech”
Berlin uznał rosyjskich dyplomatów za persona non grata. Rosja komentuje
WSJ: Berlin może nałożyć sankcje na Rosję z powodu zabójstwa w Niemczech
Tagi:
zabójstwo, Berlin, Niemcy
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz