08:18 26 Wrzesień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
3161
Subskrybuj nas na

Weekendowa informacja o „zjednoczeniu lewicy” w Polsce, uświadomiła mi, że polska scena polityczna jest od dobrych kilku lat zabetonowana jak nigdy dotąd. Kolejne zmiany, przemiany, ruchy i transfery pozostają zamknięte i ograniczone do wiecznie tych samych person i – co gorsza – do tych samych nurtów ideowych.

To zabawne, że formacja, która będzie złożona z Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Wiosny Roberta Biedronia, zechciała się nazwać „Nową Lewicą”. Nie chcę już nad tą semantyką się specjalnie znęcać, ale jakoś nie bardzo wierzę, by ktokolwiek z liderów tego ugrupowania zetknął się kiedyś z pracami Louisa Althussera, czyli jednego z symboli ideowej formacji zwanej „nową lewicą”. Uwiąd intelektualny polskiej klasy politycznej jest zbyt oczywisty by się nad nim rozwodzić i trwa na tyle długo, że zdążyliśmy się do niego przyzwyczaić, jako do nieodłącznego elementu rzeczywistości. Tu bardziej chodzi o to, że za „nowość” mamy uznać Włodzimierza Czarzastego, wieloletniego barona SLD, którego na scenie obserwujemy dobre 20 lat. Wspomniany Biedroń też zresztą z SLD się wywodzi i również widzimy go od tylu lat, jako inicjatora tzw.

Parad Równości, potem posła z ramienia Ruchu Palikota i teraz z powrotem w, ekhm, „Nowej” Lewicy. Zresztą czym była jego szumnie ogłaszana „Wiosna”, jeśli nie „Ruchem Palikota bez Palikota”? Programowo i personalnie to wszystko się właściwie powtórzyło, z tą różnicą, że historia Wiosny była zdecydowanie krótsza od poprzedniczki. Jeśli patrzeć na nazwiska, to pewną nowością faktycznie może wydawać się Adrian Zandberg, ale przecież nie pod względem ideowym. Jego Partia Razem to nic innego jak nowoczesna socjaldemokracja, być może nieco bardziej konsekwentna niż SLD, ale w żadnym punkcie nie przekraczająca tego, do czego przywykliśmy. Na polu polityki zagranicznej Razemici potrafili być nawet bardziej antyrosyjscy niż PiS, gdy to pod ambasadą Federacji Rosyjskiej domagali się… zakończenia wojny w Syrii.

Ale przecież gdzie indziej jest podobnie! Czy ktoś jeszcze pamięta formacje powstałe niejako w proteście przeciwko nieskuteczności Jarosława Kaczyńskiego, na bazie PiS? Jacek Kurski i Zbigniew Ziobro i ich przebój w postaci Solidarnej Polski, Jarosław Gowin i jego Polska Razem, a nawet jeszcze wcześniejszą Polska Jest Najważniejsza? Cały ten zbiór jest dzisiaj przy korycie, to znaczy przy Prawie i Sprawiedliwości. Poza tym, że kilka razy się podzielili i na powrót zjednoczyli, nic się w tym obozie nie zmieniło. Wyborcy pamiętający rządy PiS w latach 2005-2007, nie mogą nie zauważyć, że ta formacja składa się z ciągle tych samych nazwisk i nurtów ideowych. Owszem, biologia bywa nieubłagana, stąd siłą rzeczy czasem do sejmu wdrapie się jakiś młodziak, jak to było z Patrykiem „Hatakumbą” Jakim, ale byłoby naprawdę dezynwolturą twierdzić, że to powiew ideowej nowości. Raczej możemy śmiało postawić tezę, że to wdrapujące się po szczeblach kariery „młode pokolenie” jest tylko marną kopią i kontynuacją generacji, którą zastępuje.

To może chociaż coś się zmienia u liberałów? Tam też mieliśmy nie jeden raz pączkowanie, gdy zmieniała swoje nazwy Unia Wolności, gdy na scenę wkraczał król wikicytatów, Ryszard Petru, a na koniec 2019 roku znów to wszystko mieści się pod jednym szyldem. Zmiany? Również biologiczne i bynajmniej niczego wielkiego nie wnoszące. Niech symbolem będzie emerytura Stefana Niesiołowskiego i wejście smoka niejakiej Klaudii Jachiry. Media głównego nurtu podały nawet ostatnio, że Donald Tusk rozważa swoją kandydaturę na prezydenta w 2025 roku. Można oczywiście wszystko sprowadzić do przywar samego byłego premiera, jego wodzostwa czy przyzwyczajenia do sprawowania wysokich funkcji, ale z drugiej strony już samo to, że jest gotów do takich deklaracji, oznacza przecież iż jego pozycja w swoim obozie jest na tyle silna i ugruntowana, oraz tak bardzo brak mu konkurencji, że „państwo to on”.

Nie można też zapomnieć o innej „nowości” jaką zaoferowało nam ostatnio Polskie Stronnictwo Ludowe, ze swoim starannie wykreowanym liderem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, który wszedł w alians z Pawłem Kukizem. Tutaj mamy do czynienia z pewnym ideowym novum, mianowicie rzekomy największy wróg partyjniactwa zawarł sojusz z symbolem tegoż w Rzeczypospolitej. PSL w sposób niemal idealny odtwarza się z pokolenia na pokolenie, tylko jakby coraz mniej w tym wszystkich ruchu ludowego. Z uczciwości napomnijmy też o Konfederacji, której spora część to przecież prawa strona upadłego konglomeratu Pawła Kukiza. Tam za „nowych” robią w końcu gwiazda (i to nawet tańcząca!) Krzysztof Bosak czyli dawny poseł zapomnianej Ligi Polskich Rodzin i choćby Robert Winnicki (eks-kukizowiec). Najlepszym podsumowaniem jest tu fakt, że najwięcej ideowej świeżości wniósł więc do naszego parlamentu oryginał na skalę europejską, konserwatywny libertarianin Janusz Korwin-Mikke. Szkopuł w tym, że ma już 77 lat, a swoje idee głosi w sposób praktycznie niezmienny od lat 30-tu.

Trudno się więc chyba dziwić, że polska polityka stoi w miejscu. Skoro cyrkulacja elit się tu praktycznie nie odbywa, a wszystkie ruchy mają charakter pozorny i dyktowane są potrzebami chwili, a nie wyzwaniami przyszłości, to ciężko oczekiwać by to właśnie w naszym kraju narodziła się jakaś nowość. W razie czego zadba o to zresztą ABW. A my naszą herbatkę ciągle mieszamy, tylko zapomnieliśmy dosypać cukru.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Korwin-Mikke o drzemce w Sejmie: Nie spałem, myślałem
Wicemarszałek Sejmu szydzi z żenskich końcówek: Posłanka to chyba jakaś kanapa
Co z reparacjami? W Sejmie „zabrakło miejsca” na zespół ds. odszkodowań
Tagi:
ruch, Lewica, polityk, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz