Opinie
Krótki link
Autor
0 41
Subskrybuj nas na

Ciepły grudzień sprawił, że wędkować jeszcze nadal warto, mimo, że sezon się już właściwie skończył. W Warszawie i okolicach można spotkać wędkarzy na Wiśle, Bugu, Narwii czy Pilicy.

Stołeczni wędkarze łowią też na jeziorkach i stawach. Można ich spotkać także w parkach. W Parku Szczęśliwickim spotkałem takiego jednego, który łowił na muchę. W naszych okolicach to raczej rzadkość. Technika ta jest raczej uprawiana w górskich wodach, gdzie wykorzystuje się ją, by złapać pstrąga. Co ciekawe, od wędkarza dowiedziałem się, że Polski Związek Wędkarski zarybia Jeziorko Szczęśliwickie m.in. pstrągiem tęczowym.

Nie wszyscy wędkarze są skorzy do rozmów. Spotkałem takich trzech, którzy gdy wyciągnąłem kamerę, chcieli mnie pobić. Inny chętnie porozmawiał, ale nie zgodził się na filmowanie. Różne tego mogą być powody. Może żonie powiedział, ze idzie do kochanki, a poszedł na ryby? I by się wydało?

Są też tacy, którzy w ogóle ryb łowić nie potrafią, a łowią. Przed powrotem do domu wstępują do sklepu rybnego, by coś tej żonie przynieść. Muszą tylko uważać, by nie kupić tuńczyka czy dorsza albo fileta czy śledzika w oleju. Chyba, że żona na rybach się nie zna.

Gdy ktoś wam zaproponuje pójście na ryby, nie zawsze oznacza to pójście na ryby. Jak w tym dowcipie:
Wędkarz telefonuje do kolegi:
- Wpadnij do mnie jutro rano, pojedziemy na ryby.
- Ale ja nie potrafię łowić! - odpowiada ten drugi.
- Co w tym trudnego? Nalewasz i pijesz.

Jeden z wędkarzy powiedział mi, że łowi tylko w Warszawie w granicach miasta. Tu, jak twierdzi, jest najwięcej ryb. A to ponoć dlatego, że w Warszawie kłusownictwo jest zbyt ryzykowne i nikt ryb nie łowi sieciami czy za pomocą prądu. Problem kłusownictwa w ogóle się zmniejszył. Jeszcze dwadzieścia lat temu było ono powszechne. Kłusowały całe wsie. Najczęściej z biedy. Teraz się poprawiło to i kłusować nie trzeba – stwierdza jeden z wędkarzy spotkanych nad Wisłą. Od niego dowiedziałem się też jak poznać wiek ryby? Ponoć po oczach. Im dalej są od ogona tym ryba starsza.

Powszechnie znanym jest fakt, że wędkarze to ściemniacze. W ich opowieściach każda złowiona przez nich ryba … rośnie. Każda ryba to taaaaaka ryba! Spotkany przeze mnie wędkarz w Parku Szczęśliwickim powiedział, że złowił tego dnia już trzy szczupaki. Nie pokazał mi ich jednak, bo ponoć wypuścił z powrotem do wody. Być może. Teraz jest taka moda wśród wędkarzy – no kill.

Ryby na naszych stołach goszczą przede wszystkim w Wigilię. To stara polska tradycja sięgająca lat … 50 tych, gdy za sprawą ministra Hilarego Minca w całym kraju pobudowano gospodarstwa rybne, hodujące karpia. O tę tradycję od lat toczy się w Polsce co roku batalia. Obrońców karpia z jego smakoszami. Tym bardziej, że tradycja nakazywała zakup żywej ryby i trzymanie jej w wannie do samej wigilii Bożego Narodzenia, gdy żywot karpia się kończył na patelni lub w piekarniku.

W tym roku prawie wszystkie sieci handlowe w Polsce zrezygnowały ze sprzedaży żywych karpi. Jedynie w sieci Carrefour stoją wielkie pojemniki ze stłoczonymi w nich żywymi rybami. Ale by wilk był syty i owca cała, co prawda karpia żywego wybieramy z tego akwarium, ale żywego go zabrać do domu nie możemy. Zapytałem pracownicy, jak te karpie pakują? Czy w torebce dają tyle wody ile waży ryba?

Pakują je bez wody, bo po wybraniu karpia, które jest dla niego wyrokiem, jest on na zapleczu pozbawiany życia i pakowany do torebki.

Ja nie kupiłem. Nie chciałem być sędzią i skazać któregoś na śmierć. Takie teraz zamieszanie z tymi sądami, że każdemu się wydaje, że sędzią może być. Ja nie chcę. Ja i tak wolę śledzika w oleju i w cebulce, bo taka rybka lepiej „pływa”.

Wesołych Świąt!

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Ogromny szczupak w centrum miasta: „Aż musiałem wejść do wody” – foto
Tagi:
Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz