03:55 29 Wrzesień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
5610965
Subskrybuj nas na

Przyczyną, dla której Polska została upokorzona w Izraelu, jest jeden Ruski. To Mosze Kantor, który założył fundację Światowe Forum Holokaustu, która wspólnie z Jad Waszem organizuje izraelskie obchody, które stają się w ten sposób „prywatną imprezą rosyjskiego oligarchy”.

Jednym z moich ulubionych zjawisk w polskich mediach jest wysiłek, jaki koledzy i koleżanki wkładają w dopasowanie rzeczywistości do swoich poglądów. Gdyby choć połowa tej energii, którą polscy żurnaliści poświęcają na komentowanie świata w sposób zgodny ze góry założoną tezą, poszła na obiektywne ukazywanie prawdy – mielibyśmy znacznie lepiej poinformowane społeczeństwo i, zapewne, znacznie lepiej wybraną klasę polityczną.

Najnowsza edycja tego zjawiska dotyczy sporu o obecność prezydenta Andrzeja Dudy na izraelskich obchodach rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, organizowanych w instytucie Jad Waszem. Prezydent obraził się na  Jad Waszem, ponieważ nie pozwolili mu przemówić, gdy tymczasem – dodając krzywdę do zniewagi – dają głos Władimirowi Putinowi. Ale przecież obrażanie się na Żydów – a szczególnie na żydowską instytucję, poświęconą pamięci o ofiarach holokaustu – nie mieści się w paradygmacie polskiej prawicy, tyleż pisowskiej, co platfromerskiej, albowiem antysemityzm uważany jest za niewybaczalny grzech człowieka cywilizowanego (w odróżnieniu np. od islamofobii).

Trzeba zatem zrzucić winę za tę sytuację na kogokolwiek innego. Komentatorzy opozycyjni mają o tyle łatwiej, że winę – albo jej kawałek – zawsze mogą przypisać pisowskiemu rządowi. Ci prorządowi są w o wiele trudniejszej pozycji.

Jednym i drugim w sukurs, jak zawsze, przychodzi Kreml.  

„Prywatna impreza rosyjskiego oligarchy”

Otóż przyczyną, dla której Polska została upokorzona w Izraelu, jest jeden Ruski. To Mosze Kantor, który założył fundację Światowe Forum Holokaustu, która wspólnie z Jad Waszem organizuje izraelskie obchody, które stają się w ten sposób „prywatną imprezą rosyjskiego oligarchy”. Kantor jest to bowiem „oligarcha powiązany z Kremlem”, a nawet „przyjaciel Putina”. Więc oczywiście za zamknięcie ust „prezydentowi Rzeczpospolitej” (jak 18 razy nazwał sam siebie Andrzej Duda skarżąc się na niegościnność Izraela przy okazji posiedzenia Rady Gabinetowej) odpowiada prezydent Federacji Rosyjskiej. On i nieudolność polskiej dyplomacji – dorzuca opozycyjny komentariat (trudno przegapić taką okazję, żeby przywalić PiS-owi), ale na pewno nie Izrael.

W ramach pełnej jawności, wyznam w tym miejscu, że znam Mosze Kantora.

Byłam na kilku organizowanych przez niego wydarzeniach – i wszystkie bez wyjątku dotyczyły kwestii antysemityzmu, w kontekście historycznym oraz dzisiejszym. Byłam na uniwersytecie  w Tel Awiwie, kiedy wraz z prof. Diną Porat prezentował przygotowany przez uczelnię we współpracy z Centrum Kantora na rzecz Współczesnych Studiów Żydowskich raport pt. „Antysemityzm na świecie”.

Byłam w Bukareszcie, kiedy dostawał najwyższą nagrodę państwową Rumunii – Wielki Krzyż Orderu Narodowego „Za zasługi” – za wkład w prace Komisji Wiesela, której raport z 2004 roku był pierwszym uczciwym rozliczeniem Rumunii z jej kolaboracji z Hitlerem i udziału w holokauście. Byłam w Pradze i Terezinie na obchodach 70 rocznicy wyzwolenia Auschwitz, połączonych z forum poświęconym odrodzeniu antysemityzmu i innych prawicowych ekstremizmów we współczesnym świecie, z udziałem premiera Czech i szefów obu izb czeskiego parlamentu. Inaczej mówiąc: tak, Kantor jest rosyjskim biznesmenem; tak, jest jednym z najbogatszych ludzi w Rosji i tak, nie mam problemów z uwierzeniem, że  ma dobre stosunki z Kremlem – ale w swojej działalności publicznej jest przede wszystkim działaczem żydowskim.

Dr. Wiaczesław Mosze Kantor z prof. Diną Porat
© Zdjęcie : Europejski Kongres Żydowski
Dr. Wiaczesław Mosze Kantor z prof. Diną Porat

Można dyskutować ze sposobem, w jaki Izrael i diaspora posługują się zarzutami antysemityzmu do tłumienia wszelkiej krytyki izraelskiej polityki, zwłaszcza wobec Palestyńczyków.

Można dyskutować czy to, co środowiska żydowskie – i Kantor, jako ich poczesny przedstawiciel – nazywają antysemityzmem, naprawdę jest antysemityzmem, czy też jest merytoryczną i uzasadnioną etycznie pretensją do Izraela. Ale – niezależnie od tego, jak oceniamy używanie Zagłady jako oręża we współczesnym politycznym sporze – trudno odmówić Żydom prawa do mówienia prawdy o historii II wojny światowej. A w niej także o Polakach.

Owszem, prawdą – i słusznym powodem do dumy – jest fakt, że Polacy, jak był to łaskaw ująć prezydent, „mają najwięcej swoich drzewek w ogrodzie Jad Waszem”. Prawdą jest, że Polska należała do nielicznych okupowanym przez Hitlera krajów, gdzie za pomoc Żydom groziła kara śmierci (choć nieprawdą jest, że jedynym: podobne zapisy obowiązywały w Serbii i w części Ukrainy). Ale prawdą jest także to, że nie wszyscy Polacy bohatersko ratowali Żydów.

„Pedagogiką wstydu” pana prezesa

Prawda o polskiej postawie wobec Zagłady to zarówno 7 tysięcy Polaków, uhonorowanych tytułem „Sprawiedliwi wśród Narodów Świata”, jak i 200 tysięcy Żydów, którzy zginęli na ziemiach okupowanej Polski z rąk Polaków lub przy ich współudziale. Profesorowie Barbara Engelking i Jan Grabowski, redaktorzy książki „Dalej jest noc”, opracowanej przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów, piszą:

Dwóch spośród każdych trzech Żydów poszukujących ratunku zginęło – najczęściej za sprawą swoich sąsiadów, chrześcijan. (...) Historyczne dowody zgromadzone w książce nie pozostawiają w tej materii najmniejszych wątpliwości: znaczne, w dużym stopniu możliwe do określenia oraz do identyfikacji, grupy polskiej ludności wzięły udział w akcjach likwidacyjnych, a następnie w okresie 1942-1945 przyczyniły się bezpośrednio do śmierci tysięcy Żydów szukających ratunku po aryjskiej stronie.

Dr Alina Cała, autorka książki „Żyd wróg odwieczny” wymienia 67 pogromów, do których doszło w czerwcu i lipcu 1941 roku na wschodzie Polski odbitym z rąk Rosjan przez Niemców – takich mniejszych czy większych Jedwabnych. Żaden poważny historyk nie kwestionuje faktu, iż sanacyjna Polska była krajem instytucjonalnie antysemickim, wiadomo też, że antysemityzm był powszechny w polskim podziemiu. Marek Edelman, bohater powstania w getcie, w powstaniu warszawskim walczył w AL, bo nie chcieli go w AK.

Jeśli zatem prezydent Rzeczpospolitej ogłasza, że chce w Izraelu mówić o „rzekomym polskim antysemityzmie” – trudno się dziwić, że państwo żydowskie nie chce go wysłuchiwać w Dzień Pamięci Holokaustu.

Cała polityka historyczna Prawa i Sprawiedliwości – będąca wszak jednym z filarów politycznej tożsamości tej formacji – nastawiona jest na zwalczanie tego, co prezes Kaczyński nazywa „pedagogiką wstydu”. Narzucona pod naciskiem amerykańskim idiotyczna ustawa o karaniu więzieniem za „przypisywanie Narodowi Polskiemu współodpowiedzialności za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie” – była tylko jednym z przejawów tej szczególnej filozofii.

Winy za niezaproszenie prezydenta RP do wystąpienia w Jad Waszem nie ponosi ani Mosze Kantor, ani Władimir Putin, ani polska dyplomacja, która – zdaniem opozycji – mogła, ale nie umiała wytargować dla Dudy miejsce wśród mówców. Ponosi ją sam prezydent i jego formacja polityczna, która otwarcie przyznaje, że jest przeciw mówieniu prawdy na temat postawy Polaków wobec holokaustu.

W Izraelu to nie przejdzie.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Trump porozmawiał z Dudą o wizycie w Polsce
Polski bohater z Londynu nie spotkał się z prezydentem Dudą
Czy Izrael „wpuści” Dudę przed Putinem?
Tagi:
Dzień Pamięci Ofiar Holokaustu, Władimir Putin, stosunki dyplomatyczne, dyplomacja, antysemityzm, Auschwitz-Birkenau, Jad Waszem, Izrael, Mosze Kantor, Żydzi, Andrzej Duda, Rosja, stosunki międzyetniczne, stosunki międzynarodowe, polityka, Holokaust, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz