23:31 21 Luty 2020
Opinie
Krótki link
Autor
241323
Subskrybuj nas na

„Gdybym ja decydował, to bym wprowadzał Polskę do euro i euro do Polski. Ale jest zbyt poważna reforma strukturalna, żeby ją przeprowadzać na siłę, wbrew większości społeczeństwa” - mówi dla Sputnika Grzegorz Kołodko.

W Moskwie 15-16 stycznia 2020 w Akademii Prezydenckiej odbyło się Forum Gajdarowskie. Jest to międzynarodowa naukowo-praktyczna konferencja w dziedzinie ekonomii nazwana na cześć rosyjskiego liberalnego reformatora Jegora Gajdara. Odbywa się corocznie od 2010 roku.

W tym roku uczestnikiem Forum był znany polski ekonomista i polityk, wiceprezes Rady Ministrów i minister finansów w latach 1994-1997 i 2002-2003, profesor Grzegorz Kołodko, który wyraził swoją opinię na temat przystąpienia Polski do strefy euro.

Czy Warszawa musi wejść do strefy euro?

— Nie musi. Może, powinna. Formalnie rzecz biorąc, niby musi. Dlatego, że my mamy regulację Traktatu ateńskiego, którego treści także negocjowałem jako ostatni raz wicepremier i minister finansów w rządzie Leszka Millera.

Ten traktat naszego członkostwa w Unii Europejskiej powiada, że Polska ma prawo i obowiązek przystąpić do wspólnego obszaru walutowego, jak będzie spełniała kryteria walutowe określone innym traktatem, wcześniejszym, z roku 1992 - Traktatem z Maastricht. My te kryteria w zasadzie obecnie spełniamy, z wyjątkiem jednego. To jest kryterium polityczne i to jest kwestia politycznej decyzji naszego parlamentu, naszej władzy.

Grzegorz Kołodko, doktor nauk ekonomicznych, były wicepremierem i minister finansów RP, profesor Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie
© AFP 2019 / Janek Skarzynski
Konstytucja RP mówi, że oficjalnym środkiem płatniczym w Polsce jest złoty.

Trzeba zmienić zapis w Konstytucji. To wymaga woli politycznej, której obecnej władzy brakuje z różnych powodów. W tej sprawie toczą się dyskusje. Więc, mamy prawo i mamy obowiązek traktatowy. Więc powinniśmy.

W zasadzie nie musimy, ale tak, formalnie biorąc, jeśli chcielibyśmy być w zgodzie z regulacjami, z prawem, to powinniśmy zmienić też zapis w traktacie. To byłoby awanturnictwo, wystąpienie z takim wnioskiem, dlatego, że zmiana jakiegokolwiek zapisu w traktacie członkowskim jakiegokolwiek kraju członkowskiego wymaga zgody wszystkich członków Unii Europejskiej. 

Gdyby Polska wyszła teraz z propozycją zmiany tego zapisu, to wywołałoby kolejny kryzys polityczny w Unii Europejskiej, jakbyśmy mało mieli problemów w Unii Europejskiej, poczynając od Brexitu, co jest osobnym zagadnieniem. Natomiast pytanie zasadnicze jest ekonomiczne. Bo ja nie mówię, że musi, ale powinna.

Natomiast nie twierdzę, że Polska zginie, jak nie wstąpi do euro.

Prof. Grzegorz Kołodko podczas wywiadu dla Sputnika z komentatorom Leonidem Swiridowym
© Sputnik . Ewgienij Bijatow
Prof. Grzegorz Kołodko podczas wywiadu dla Sputnika z komentatorom Leonidem Swiridowym

Ja się nie zgadzam z niektórymi moimi kolegami ekonomistami. A dzisiaj ja nie zgodziłem się, na przykład, na Forum Gajdarowskim, z byłym ministrem finansów Szwecji. Szwecja też ma podobną regulację, jak my. Ma prawo i obowiązek być w euro, ale nie jest, bo nie chce. Niektórzy ekonomiści i politycy tam uważają, że im by to się nie opłacało. W Polsce też takich znam.

Ja uważam, że powinniśmy wstąpić do euro. Jeśli chodzi o argumenty ekonomiczne, ich jest kilka.

Ryzyko kursowe

Banknoty o nominale 500 euro
© AFP 2019 / Miguel Medina
Pierwszy to, że eliminuje to ryzyko kursowe. Hiszpańscy biznesmeni, na przykład, robiąc interesy z francuskimi, nie muszą się martwić, czy im to się będzie opłacało, przez pryzmat po ile będzie pieniądz, jaki będzie kurs wymiany. Bo oni nie mają takiego problemu. A polski przedsiębiorca, robiący interesy z Niemcem, z Austriakiem, ja wiem, z Grekiem czy z Finem, ma ten problem.

On wie, że dostanie, na przykład, tysiąc euro w eksporcie, ale ile dostanie za te euro złotych, to nie wiadomo. Bywało, że to było tylko 3,20, bywało, że to było 4,90. Teraz ten kurs jest dosyć stabilny.

Polski złoty ma dosyć dobrą stabilność kursu, mniej się waha w stosunku do euro, niż amerykański dolar, co też pokazuje, że zupełnie niezła jest kondycja polskiej gospodarki.

Ale ryzyko kursowe istnieje. I niektórzy przedsiębiorcy, mając środki i możliwości ekspansji eksportowej, nie tylko w obszarze euro, ale także w obszarze rozliczeń z euro, na przykład, na Rosję czy na Ukrainę, nie inwestują dlatego, że nie wiedzą, czy im się to będzie opłacało. Bo my, ekonomiści, mówimy: euro może zejść poniżej czterech, a oni, jak tylko będzie 4 złote za euro, albo 3,80, to ja nie inwestuję, bo mi się nie będzie opłacało. I to ich zniechęca do inwestowania.

Wejście do euro eliminuje koszty transakcyjne

Drugi czynnik to jest to, że wejście do euro eliminuje koszty transakcyjne. No, wystarczy podejść do kantoru i wyjąć 1000 złotych, i z panienką z okienka, bo najczęściej to są panienki, wymienić to parę razy w tę i „nazad” - i wszystko jest w tym kantorze, a nic u nas.

Pośrednicy finansowi, w tym banki, zresztą, są często właścicielami sieci kantorowych, dla nich jest to duży interes, żadnego ryzyka. Wymieniają pieniądze. Skrajny przypadek – skandaliczny – to jest Okęcie.

Wewnątrz, już po przekroczeniu granicy, tam różnica na euro jest półtora złotego. Więc, gdyby Pan przyleciał z Moskwy i położył 100 euro, to Pan dostanie po 3,20. A ja, lecąc do Niemiec, kupię teraz za moje złote te 100 euro, to ja zapłacę 470. Czyli ta panienka w okienku, czyli ten bank, który jest jego właścicielem, ma 150 złotych na tym, że ja dostanę Pański euro. Dla nas to są koszty, nas to obciąża: i producentów, i przedsiębiorców, i konsumentów. I osoby podróżujące na konferencje czy turystycznie.

To są duże koszty. One koniec końców wchodzą w ceny, tylko ludzie nie są tego świadomi. Ludzie widzą, jak ceny rosną, jak podatki rosną, oni nie widzą tego, że marże z obrotu, z kosztów transakcyjnych są w końcu wliczone w te ceny.
Niższe jest oprocentowanie pieniądza

Portfel z polskimi pieniędzmi, polskie złote
© Depositphotos / UncleDima
Trzeci czynnik jest taki, że niższe jest oprocentowanie pieniądza, kredytów inwestycyjnych i obrotowych, konsumpcyjnych i mieszkaniowych w obszarze euro, niż w polskim złotym. A więc, gdybyśmy mieli euro, na przykład, tak, jak mają Słowacy albo Litwini, to mielibyśmy nieco mniejsze koszty z tego tytułu, że my jesteśmy zadłużeni jako ludność, gospodarstwa domowe, czy jako przedsiębiorcy.

Gdyby Polska nie tylko przystąpiła, ale zadeklarowała i rozpoczęła procedurę związaną z przystępowaniem do euro, to kończy to retorykę o „Europie dwóch szybkości”.

To znaczy o Unii Europejskiej „dwóch szybkości”, bo Europa jest „wielu szybkości”. Rosja też jest w Europie, Ukraina, po części także Turcja i na pewno Albania. I to są różne kraje europejskie.

Więc, ja nie lubię tego określenia, utożsamiającego Europę z Unią Europejską, co jest dosyć powszechne na Zachodzie. Uważam, że to jest trochę aroganckie. Także nie lubiłem tej głupoty w Polsce na początkuj lat 90-tych, albo i teraz, w wykonaniu niektórych, że my „wróciliśmy do Europy”. Nie ma bardziej środkowoeuropejskiego kraju, niż nasza Polska. Ale rozumiem, o co tu chodzi.

To jest retoryka polityczna. I ten wątek polityczny jest nie do wzgardzenia. Zwłaszcza, że jednak są teraz te procesy i dyskusje inspirowane, m.in., a może, przede wszystkim przez Francję, na temat osobnego budżetu dla strefy euro i różnicowania pewnej polityki w stosunku do państw, które są w euro, i które są poza tym że euro.

Jestem świadom pewnych innych konsekwencji euroizacji. Tak, wtedy byśmy stracili suwerenność nad monetarną polityką. Wtedy monetarnej polityki odnośnie do stóp procentowych, do podaży pieniądza, do rezerw walutowych nie będzie prowadził niezależny od rządu Narodowy - nasz Bank Centralny, ale Centralny Bank Europejski, w którym będziemy mieli swój udział i swojego przedstawiciela, więc coś na ten temat będziemy mieli do powiedzenia. Na pewno więcej, niż mała Estonia czy mała Słowenia, na pewno mniej, niż duża Francja czy duże Niemcy. Ale polityka Europejskiego Banku Centralnego, w ciągu ostatnich lat – trudnych - naprawdę była niezła.

W niczym nie widzę wyższości polityki naszego Banku Centralnego nad Bankiem Europejskim. Dlatego ja się nie obawiam utraty suwerenności nad polityką pieniężną, która byłaby w tym momencie przekazana do Frankfurtu, do Europejskiego Banku Centralnego.

Teraz opozycjoniści tych koncepcji mówią: my nie będziemy mogli używać złotego jako bufora w przypadku ewentualnych kryzysów itd., nie będzie można zrobić dewaluacji, bo nie będzie czego dewaluować, jak nie będzie narodowego pieniądza. No to nie należy doprowadzać do sytuacji, kiedy dewaluacja jest konieczna! Tak, Grecja na tym cierpiała. Myśmy - ekonomiści - wprowadzili taki dosyć niezręczny termin – „wewnętrznej dewaluacji”, to znaczy, że trzeba obniżyć koszty wytwarzania, żeby stać się bardziej konkurencyjnymi poprzez obniżkę płac, czy nawet świadczeń emerytalnych, czy innych.

Tego nikt nie lubi. Ale nie dlatego Grecja ma te problemy, że ma euro, tylko, że, prowadząc złą politykę, doprowadziła swoje finanse publiczne do takiego stanu. Bo, na przykład, euro ma również Austria albo Holandia, Belgia albo Finlandia, ale one nie mają takich problemów.

Otóż, można prowadzić dobrą czy złą politykę mając euro bądź nie mając euro.

Przekonać ludzi do euro

I na koniec ostatni wątek: tak, Polska może być dobrze funkcjonującą, rozwijającą się, konkurencyjną gospodarką, nie mając euro. Natomiast, moim zdaniem, pod każdym z tych względów, funkcjonowania konkurencyjności i rozwoju to będzie trochę mniej dobrze.

I z tego punktu widzenia, gdybym ja decydował, to bym wprowadzał Polskę do euro i euro do Polski. Ale to, co, podkreślam także w swych publicznych wystąpieniach i w publikacjach od dawna, to jest zbyt poważna reforma strukturalna, żeby ją przeprowadzać na siłę, wbrew większości społeczeństwa. A obecnie większość społeczeństwa jest skołowana poprzez manipulacje opinią publiczną, poprzez właśnie takie banialuki, że grecki kryzys jest spowodowany przez to, że oni mają euro, albo, że wszystko podrożało, że gdzieś wprowadzono euro, co jest kolejną nieprawdą.

Wobec tego trzeba ludzi przekonać: dlaczego euro, jakie są korzyści, jakie są towarzyszące temu koszty, dlaczego saldo tego procesu byłoby dla polskiej gospodarki korzystne, żeby mieć większość społeczeństwa po stronie takiego przedsięwzięcia.

Na tym też polega demokracja, żeby rządzili nie tylko ci, którzy mają większość w danym momencie w parlamencie, czy to polski Sejm czy to Duma, tylko żeby to było skorelowane w miarę możliwości z większościową opinią społeczeństwa, jeśli to ma temu społeczeństwu służyć. A tak jest przecież na pewno w tym przypadku.

Dalszy ciąg wywiadu ze znanym polskim ekonomistą i politykiem Grzegorzem Kołodką ukaże się na naszej stronie w wtorek, 21 stycznia.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Grzegorz Kołodko w Moskwie: Co na horyzoncie?
Ariadna Rokossowska: „Paweł Adamowicz był człowiekiem symbolem”
Polska zakazała dziennikarzowi Leonidowi Swiridowowi wjazdu do Schengen do 2020 roku
Spowolnienie gospodarcze w Polsce. Nie ma się czego bać?
Polski produkt „da kopa” gospodarce. A ty wiesz, jaki prefiks powinieneś wybrać?
Rosyjski senator: Nie zapominajcie, że ZSRR pomógł odbudować polską gospodarkę
Tagi:
polityka, Leonid Swiridow, Bank Centralny, Europejski Bank Centralny, bank, Warszawa, Europa, UE, ekonomia, złoty, euro, strefa euro, Grzegorz Kołodko, gospodarka, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz