15:27 02 Kwiecień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
Rosyjsko-polskie forum medialne w Soczi „Klimat może być lepszy” (15)
3233
Subskrybuj nas na

„Dzisiaj najczęściej jest po prostu czekanie na człowieka. Ktoś przyjdzie porozmawiać, nawet ktoś, kto nie ma nic wspólnego z Kościołem Katolickim, ale chce, żeby poświęcić mu trochę uwagi, odpowiedzieć na pytania ”– mówi ksiądz Jerzy Piluś.

Pod koniec roku odwiedziłem malutki, ale przepiękny kraj – Abchazję. Od 1992 roku jest niepodległym państwem poza zwierzchnością władz gruzińskich, uznawanym przez 5 krajów na świecie, w tym Rosję. Abchazja ze stolicą w Suchum, położona nad Morzem Czarnym na zachodnim Kaukazie, zajmuje powierzchnię 8550 km², zamieszkuje ją ponad 240 tys. osób.

Przygotowując się do delegacji do Abchazji, dotarłem do zaskakującej informacji, że jeszcze przed stu laty istniała tu duża wspólnota katolicka. Tereny te zamieszkiwało kilka tysięcy Polaków i było kilka kościołów katolickich.

Wszyscy Abchazi, z którymi przez tydzień rozmawiałem w Suchumie i okolicach, z wielkim szacunkiem mówili o Polakach.

Od razu zaczęli sobie przypominać, który z sąsiadów i krewnych ma polskie korzenie, oraz kto studiował lub pracował w Polsce.

Zrozumiałem, że pomiędzy Polakami a Abchazami na poziomie podświadomości istnieje pokrewieństwo dusz. Ledwo uchwytne, lecz odczuwalne.

Kościół katolicki, zlokalizowany w centrum Suchuma, znają wszyscy, choć parafian jest niewielu.

Sam kościół znalazłem dość szybko. A nawet dwa! Ale to już inna historia... W drugim budynku znajduje się w tej chwili kircha.

Mężczyzna, który w pośpiechu wsiadał do samochodu, okazał się miejscowym księdzem. Jerzy Piluś jest Polakiem, więc od razu przeszliśmy na język polski.

Tym, co urzekło mnie od pierwszej chwili był uśmiech kapłana. Trudno mi – jako osobie niewierzącej – opisać aurę promiennej radości, jaką roztaczał. Po prostu miał uśmiech w oczach, przez co wydał mi się ucieleśnieniem kapłana idealnego. Zgodził się udzielić wywiadu Sputnik Polska nieco później, tymczasem pozwolił mi samodzielnie obejrzeć kościół, w którym spędziłem dwie godziny. Wróciłem do hotelu nad morzem, a wieczorem znów poszedłem do kościoła.

— Przed chwilą byli tutaj u księdza ludzie. A kilka godzin temu ksiądz mówił mnie, że tak naprawdę jest tutaj nie dużo parafian. Okazało się jednak, że ludzie są. Co to było za wieczorne spotkanie?

— Mieliśmy spotkanie rady parafialnej, które jest każdego miesiąca. Rada parafialna to cztery osoby plus proboszcz tej parafii.

Jak mówiłem, że ludzi jest u nas mało, to nie znaczy, że nie przychodzą. Ci, którzy są, przychodzą często do parafii.

Ksiądz Jerzy Piluś. Abchazja. Suchum.
© Sputnik . Leonid Swiridow
Ksiądz Jerzy Piluś. Abchazja. Suchum.

— Pytanie być może trochę filozoficzne: co ksiądz robi w Abchazji?

— Czasami ja sam zastanawiam się też nad tym pytaniem. Co ja tu robię?

Posługuje tej miejscowej wspólnocie katolików. Jest bardzo niewielka, według moich obliczeń, w całej Abchazji jest około czterdziestu katolików. Tylko tylu zostało, kiedyś było więcej. Ja przyjechałem tu w 2006 roku, wtedy liczyliśmy, że jest około 60-70 osób. Wiele z nich zmarło w moim pierwszym okresie pobytu – od 2006 do 2011.

— A ten drugi pobyt?

— Wróciłem, z pewnej konieczności, po 5 latach przerwy, i od początku 2016 roku tutaj jestem cały czas.

— Abchazja przyciąga, jak magnez?

— Kaukaz w ogóle przyciąga jak magnez.Na Kaukaz łatwo przyjechać, ale trudno z niego wrócić. Kaukaz jest taki.

— Skąd ksiądz sam jest?

— Ja pochodzę z Polski, z południowo-wschodniej części Polski, z zamojskiego.

— Gdzie ksiądz studiował?

— W Lublinie. Filozofię i teologię w Wyższym Seminarium Duchownym, od strony naukowej byliśmy Wydziałem Teologicznym KUL-u.

— Ksiądz mówił, że katolików jest niewielu. Co to są za ludzie? Przecież wiadomo, że katolicy to Polacy. Rozumiem, że tu, w Abchazji, nie ma tak wielu Polaków.

— Ludzi polskiego pochodzenia zostało bardzo mało.

— Do jakich narodowości należą parafianie?

— Ta parafia w Abchazji kiedyś była duża, był taki okres, w latach 80-tych XIX wieku, że parafian było 2450 osób. Przynajmniej jest taka informacja w jednym z kalendarzy diecezjalnych, wtedy parafia należała do ogromnej diecezji tyraspolskiej.

Później ta parafia liczebnie się zmniejszyła, gdyż wyjechał stąd garnizon, który tutaj stacjonował.

Było w nim sporo Polaków. Przeniesieni zostali do Kutaisi. Ale jeszcze przed samą rewolucją było około tysiąca osób w parafii.

I wtedy byli to ludzie w zdecydowanej większości polskiego pochodzenia, z ziem polskich. Imperium rosyjskie rozciągało się na ziemie polskie.

Później, po roku 1915 do Abchazji przybyła duża grupa Ormian. Ale my nie mamy już żadnych konkretnych danych … Nie wiemy, co się działo w parafii.

— Ormian katolików?

— Tak, przybyli tutaj Ormianie z Kościoła Gregoriańskiego, Apostolskiego, i także Ormianie, którzy byli katolikami, należeli do Kościoła ormiańsko-katolickiego. Do tej pory w naszej parafii są ludzie, których przodkowie pochodzili na przykład z miejscowości Artwin w Turcji, katolicy.

W Artwin były dwie grupy Ormian: Ormianie z Kościoła Apostolskiego i Ormianie z Kościoła ormiańsko-katolickiego.

Znaleźli tutaj schronienie. Z tego, co wiemy, to byli z nimi też księża ormiańscy, którzy tu przyszli. Mamy kopię zdjęcia, które pokazuje trzy groby tych księży znajdujące się przed naszym kościołem. Z opowieści wiem, że później szczątki tych duchownych wykopano i przeniesiono w inne miejsce.

Wtedy, kiedy ja przyjechałem po raz pierwszy raz w 2006 roku, w parafii przeważali Ormianie. Stanowili główną część tej parafii.

— A w tej chwili jak jest?

— W tej chwili też osoby pochodzenia ormiańskiego są znaczną częścią parafii. Są także ludzie polskiego pochodzenia, Rosjanie, ukraińskiego pochodzenia, w 2006 roku w naszej parafii było jeszcze 7 osób narodowości gruzińskiej. Teraz została tylko jedna. I to w zasadzie wszystko.

— Jak często ludzie przychodzą na nabożeństwa?

— Generalnie ludzie spotykają się dwa razy w tygodniu. W niedzielę jest Eucharystia niedzielna, zawsze o pierwszej, poprzedza ją półgodzinna katechizacja. W ciągu tygodnia mamy w czwartek wieczorem spotkanie, jest to albo liturgia słowa, albo spotkanie modlitewne. Oprócz tego jeszcze w piątek jest katechizacja dla części dorosłych osób.

— W jakim języku ksiądz rozmawia ze wszystkimi?

— Tylko i wyłącznie w rosyjskim.

— Ksiądz uczył się rosyjskiego czy dopiero tutaj musiał się nauczyć?

— W Polsce w tych czasach, gdy chodziłem do szkoły, wszyscy mieliśmy rosyjski język.

— I przydało się...

— Nigdy nie wiedziałem, po co mi ten język rosyjski. A okazało się, że jest bardzo potrzebny.

Nigdy nie wiedziałem, dlaczego mieliśmy tak bardzo wymagającą nauczycielkę języka rosyjskiego w liceum. Zawsze narzekaliśmy. Później zrozumiałem, dlaczego.

Ktoś to wszystko przygotował... Ktoś mnie już wtedy przygotowywał dla tej misji.

— To prawda, we wszystkim tkwi jakiś sens. Jak byłem tutaj w parafii kilka godzin temu, jeszcze było słoneczko, cieplutko, wszedłem do kościoła, żeby zobaczyć, jak wszystko wygląda w środku. Zrobiłem zdjęcia. Ja nie jestem katolikiem, ale trochę mnie zdziwiły niektóre rzeczy, że wszystko jest bardzo proste. Oglądałem długo, posiedziałem sobie, przemyślałem, zrobiłem notatki. Czy to jakaś odmiana abchaska? Dlaczego tak to w środku wygląda u was?

— W tym kościele nie zachowało się prawie nic oryginalnego. Nic, poza kropielnicą, tutaj, obok wejścia.

— Co właściwie było wcześniej w tym budynku?

— Gdzieś w latach 20-tych, najprawdopodobniej, nie znamy daty, usunięto stąd parafię i zrobiono archiwum państwowe. To pomieszczenie stało się po prostu dużą pustą salą.

Kościół. Abchazja. Suchum.
© Sputnik . Leonid Swiridow
Kościół. Abchazja. Suchum.

Kiedy parafia otrzymała budynek z powrotem, to był bardzo kiepskim w stanie technicznym. Musieliśmy w ostatnich latach zrobić sporo remontu, żeby ten budynek w ogóle się nie zawalił. Duży wkład wnieśli w to wolontariusze z Polski. Głównie pochodzący z Podkarpacia, przyjeżdżali kilka razy, pracowali.

Wystrój kościoła wewnątrz – to zasługa właśnie tych wolontariuszy. Razem przygotowywaliśmy projekt, jak to ma wyglądać, długo szukaliśmy czegoś, co pasowałoby, według mnie, do miejscowej sytuacji, kultury, mentalności...

Trzeba też pamiętać, że jesteśmy na obszarze, gdzie dominuje prawosławie, gdzie ludzie są przywiązani do ikony, do określonego stylu przedstawiania świętych postaci, dlatego też taki styl w kościele.

— Ludzie przychodzą. O czym ksiądz z nimi rozmawia?

— Parafia jest zawsze pewną wspólnotą wiary. I to już narzuca główne tematy.

Tutaj dużo poświęcamy uwagi, na przykład, formowaniu dorosłych na katechizacji. Bo ci ludzie nigdy nie mieli takiej katechizacji w szkole, jaką na przykład, mają dzieci w Polsce.

Dużo pracowaliśmy i pracujemy, żeby razem studiować Katechizm Kościoła Katolickiego. A w nim mówi się o wszystkim, co się odnosi do życia chrześcijańskiego.

— Jak obecnie układa się współpraca księdza z miejscowymi władzami? Czy są jakieś problemy?

— W czasie mojego pobytu nie było żadnych problemów.

— Pomagają?

— Nie pomagają, ale nigdy nie przeszkadzają i na ogół sprzyjają.

— Czy jakieś wycieczki przyjeżdżają tutaj z Polski, jacyś pielgrzymi?

— Wycieczki, czy pielgrzymi nie, ale mieliśmy dużo wolontariuszy. Dla przykładu, w 2017 roku przez naszą parafię przewinęło się ich 28, prawie wszyscy byli z Polski.

Sprzęt wojskowy na paradzie na cześć Dnia Niepodległości Abchazji
© Sputnik . Tomas Tkhaitsuk
Co roku przyjeżdżają wolontariusze latem, na ogół dwie grupy, którzy organizują obozy w formie półkolonii dla dzieci. Byli też wolontariusze w ciągu roku, którzy pracowali tutaj, przy domu parafialnym, przy kościele. Niedawno były dwie młode absolwentki uczelni pedagogicznych, które spędziły tutaj trzy miesiące. Pomagały w kuchni dla ubogich, chodziły do niektórych potrzebujących osób, sporo pracowały przy bieżącym utrzymaniu Domu Parafialnego. Wniosły też swój wkład w liturgię i pracę z dziećmi na parafii.

— Jeśli już zaczęła się rozmowa o wolontariacie, to jaka pomoc jest tutaj księdzu potrzebna?

Jeśli chodzi o mnie samego, tak prywatnie, to ja nie oczekuję większej pomocy. Nie mogę powiedzieć, że jakaś konkretna pomoc jest mi w tej chwili niezbędna. Ale na pewno jest tutaj wiele osób i sytuacji, w których wsparcie jest bardzo potrzebne. Jest to cała dziedzina pomocy charytatywnej. Bo jest tutaj sporo osób, którym trzeba pomagać.

Oprócz osób starszych, samotnych znam też pewną grupę młodych, którym przydałaby się pomoc w nauce, w rozwijaniu się, w wykształceniu.

Na pewno jest potrzebna też pomoc na polu ochrony zdrowia. Coraz bardziej widzę taką potrzebę. Myśleliśmy o takim projekcie, który w pewnych krajach dobrze funkcjonuje, nazywanym często „home care”, czyli opieka domowa.

W ciągu ostatnich lat mogłem spotkać tutaj trochę osób, które są samotne, chore, zniedołężniałe, nie mają rodziny i im potrzebna jest jakaś forma opieki w ich domu, kiedy ktoś przyjdzie do nich, porozmawia, pomoże, ugotuje, posprząta. Nie byłaby to jakaś opieka medyczna, tylko przyjacielska pomoc, w tym, z czym sobie nie radzą. Tutaj jest miejsce, gdzie to potrzebne. Ale to na razie w planach.

— Mówimy o potrzebach, planach, ale co wy, jako mała katolicka parafia, która jest częścią dużego Katolickiego Koscioła, konkretnie tutaj robicie na tym, zaznaczonym już polu charytatywnym?

— Nasz konkret, to obiady dwa albo trzy razy w tygodniu dla trzydziestoosobowej grupy ubogich osób, dalej też jest kilkanaście rodzin, przeważają samotne matki, którym pomagamy w zakupie żywności, niekiedy leków lub odzieży.

Latem są nasze półkolonie dla dzieci, które organizujemy od czterech lat. Zostały zaprojektowane jako zorganizowanie wypoczynku, rozrywki i częściowo praca wychowawcza dla dzieci z rodzin, w których są materialne albo socjalne problemy. To nie jest wiele, ale to jakiś nasz mały wkład.

— Czy na tym się chcecie zatrzymać?

— Myślę też, że (ja nie jestem zorientowany w tej chwili dobrze w tych pytaniach o kwestiach ochrony zdrowia), cała dziedzina rehabilitacji w Abchazji wymaga wsparcia. Tu jest też jakieś miejsce na projekt medyczny.

Ważna jest też wymiana kulturalna. W Europie na ogół ludzie mało wiedzą o Abchazji. Nie znają historii, nie znają też historii konfliktu, który tutaj był, tego wszystkiego, co się tutaj działo. I ci, którzy tu przyjeżdżają, często na Abchazję zaczynają zupełnie inaczej spoglądać. Nie patrzą już oczami Internetu, czy pewnych publikacji. Tylko widzą ludzi, widzą konkretne przejawy życia, często słyszą konkretne historie tych ludzi, o ich cierpieniach, które były w czasie wojny, o krzywdach.

— Pod jakim wezwaniem jest ta parafia i kościół?

— Jest to parafia pod wezwaniem Świętego Szymona Apostoła z Kany. Kościół i parafia mają jedną nazwę. Jest to jeden z dwóch kościołów katolickich, które były tutaj przed rewolucją.

Po sąsiedzku mamy drugi kościół, który dzisiaj użytkują luteranie, ale był to również kościół katolicki, ten ostatni już wybudowany dość solidnie. Wcześniej był jeszcze inny kościół, który został zburzony przez Turków w czasie wojny rosyjsko-tureckiej w latach 70-tych XIX wieku. Był też jeszcze inny kościół katolicki w Agudzerach, to jest niedaleko, kilkanaście kilometrów.

 Witraż w kościele. Abchazja.Suchum
© Sputnik . Leonid Swiridow
Witraż w kościele. Abchazja. Suchum.
W tej chwili mamy tylko jedną świątynię katolicką w Suchumie; ale to nam w zupełności wystarcza, na razie nie ma większych potrzeb.

— Jednak, może, wrócimy do pytania „Co ksiądz tutaj robi”?

— Zawsze powtarzam, że jestem tutaj, żeby zagwarantować opiekę duszpasterską dla tych ludzi, którzy są katolikami. To jest pierwszy cel mojego pobytu. Później dla nas zawsze jest ważna strona charytatywna.

Kościół Katolicki zawsze chce dawać jakieś znaki tego, że los ludzi biednych nie jest nam obojętny.

Można powiedzieć, że robimy bardzo mało w tej kwestii, ale zawsze coś. I to też pochłania trochę mojego czasu. Każdego tygodnia zaglądam do niektórych ubogich.

Ja nie jestem tutaj bardzo zajętym księdzem. Mam sporo wolnego czasu z tego względu, że ludzi w parafii jest niewielu. Jest wystarczająco czasu na czytanie, na modlitwę. Przez wiele lat tutaj byłem zajęty najpierw budową, potem remontami.

Dzisiaj najczęściej jest po prostu czekanie na człowieka. Ktoś przyjdzie porozmawiać, nawet ktoś, kto nie ma nic wspólnego z Kościołem Katolickim, ale chce, żeby poświęcić mu trochę uwagi, odpowiedzieć na pytania.

Mówimy o osobach miejscowych, nie turystach. I też trzeba mieć dla nich czas.

— Bardzo dziękuję za rozmowę.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Rosyjsko-polskie forum medialne w Soczi „Klimat może być lepszy” (15)

Zobacz również:

Daur Kowe: „Mogę opisać jednym słowem, jak widzimy przyszłość z Gruzją – dobrosąsiedztwo”
Mówi Moskwa. Co Pan Borusewicz NA TO?
Konrad Rękas: „Putin twarzą polskiej polityki historycznej - takiej, jaką być powinna”
„Niezapraszanie Dudy do Moskwy byłoby logiczną decyzją”
Ariadna Rokossowska: „Paweł Adamowicz był człowiekiem symbolem”
Grzegorz Kołodko w Moskwie: Co na horyzoncie?
Tagi:
system opieki zdrowotnej, pomoc, wiara, Gruzja, Ormianie, parafia, ksiądz, kościół katolicki, kościół, Polacy, Abchazja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz