19:09 06 Sierpień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
Koronawirus 2019-nCoV (88)
2204
Subskrybuj nas na

Podczas gdy Chiny, przeżywające istną katastrofę z zachorowaniami na koronawirusa, masowo skupują maseczki ochronne w różnych krajach, a te zdążyły już stać się produktem deficytowym w USA, w Polsce sieć LPP postanowiła zebrać milion takich wyrobów medycznych w celu wysłania ich do Państwa Środka.

Jak podaje Rzeczpospolita, sieć handlowa ogłosiła akcję „Maski dla Chin” i apeluje do producentów i hurtowników o to, by do niej dołączyli.

Nic dziwnego, że w Chinach brakuje maseczek ochronnych, w związku z czym popyt na nie jest ogromny.

„W różnych krajach Chińczycy skupują jednorazowe maseczki po zawyżonych cenach. W mieście Wuhan, od którego zaczęła się epidemia nowego wirusa, zamieszkałym przez 11 mln osób, panuje zakaz wychodzenia na ulicę bez maseczki, a przecież trzeba ją zmieniać kilka razy dzienne.

Najlepiej, aby zapasy maseczek sięgały kilkudziesięciu milionów. W Chinach kwarantanną objęto niejedno miasto. Ponadto są miasta nieobjęte kwarantanną, w których też wszyscy chcą nosić maseczki

- tłumaczy w rozmowie ze Sputnikiem kierownik wydziału przewozów pasażerskich przedsiębiorstwa ATC Air Service Ltd Siergiej Mstislawski.

Epidemia czy może już pandemia?

Światowa Organizacja Zdrowia uznała już epidemię koronawirusa za sytuację nadzwyczajną w skali międzynarodowej. Jak oświadczył dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus, nie ma jak na razie ważkich podstaw do tego, by wprowadzać ograniczenia na podróże i handel międzynarodowy.

Tymczasem strumienie pasażerów do Chin topnieją, w miarę jak wprowadzane są środki kwarantanny. Straty turystyczno-logistyczne związane z przewozem ludzi aktywnie dają o sobie znać. Przedsiębiorstwa lotnicze USA, Wielkiej Brytanii, Korei Południowej, Polski i innych krajów odwołały rejsy do Chin kontynentalnych. Przy tym, zdaniem zastępcy dyrektora Instytutu Państw Azji i Afryki Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego Andrieja Karniejewa, niepokoi fakt, że eksperci wróżą epidemię nowego zachorowania w skali światowej.

Od niedawna niektórzy specjaliści zaczęli używać słowa „pandemia”, bowiem istnieją obawy, że zachorowanie sięgnie skali ogólnoświatowej. Wiadomo, że lwia część zachorowań przypada na same Chiny. Ale bez tego sytuacja wygląda dość niebezpiecznie. Każdego dnia rośnie liczba zachorowań

- wyjaśnia Andriej Karniejew.

Według danych państwowego komitetu ds. zdrowia ChRL łączna liczba chorych na zapalenie płuc wywołane przez nowy typ koronawirusa w momencie publikacji tego materiału sięgnęła już 20438 osób, 425 pacjentów zmarło.

Skończyć się może na milionach chorych. Jak wyjaśnia Karniejew, sytuacja może rozwinąć się według dwóch scenariuszy.

„Optymistyczny zakłada, że w połowie lutego epidemia osiągnie apogeum, a następnie zacznie się wycofywać. W danym wypadku straty w bilansie rocznym nie będą aż tak znaczące. Jeśli natomiast szczyt zachorowań nastąpi później, sytuacja będzie poważniejsza. Wirus może zaatakować dziesiątki tysięcy, setki tysięcy, a nawet miliony osób. To będzie straszna sytuacja i poważny cios dla gospodarki” - mówi Andriej Karniejew.

Wiele przedsiębiorstw w Chinach nawet nie zaczęło pracy, dlatego ocena bieżących strat gospodarczych nie wydaje się możliwa.

„W marcu będzie to łatwiejsze do wykonania.

Bardzo trudno ocenić w rzeczywistości straty ekonomiczne, bowiem wybuch epidemii przypadł na chiński nowy rok. W tym okresie w kraju przedsiębiorstwa otwierają się dopiero w połowie lutego. Chiński rynek walutowy też dopiero teraz zaczął reagować na wydarzenia, wcześniej panowało tam raczej czysto emocjonalne „poruszenie”

- mówi Mstisławski.

Dlaczego USA i Chiny spierają się w czasie epidemii?

Sytuacja z koronawirusem w tym czy innym stopniu rzuca cień na przebieg wojny wojny handlowej między Chinami i USA.

„Dla wielu państw, które utrzymują z Chinami ujemne saldo wymiany handlowej, powstała sytuacja stanowi dodatkowy atut w kontaktach z Państwem Środka. W jakimś sensie USA wygrywają, jak każdy inny partner ekonomiczny. Ja, oczywiście, nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, i z pewnością to zbieg okoliczności (śmieje się), ale nie można nie przypomnieć, jak w 2003 roku, kiedy w Chinach szalało atypowe zapalenie płuc, epidemia przypadła na okres poważnych sporów ekonomicznych między Chinami i USA” - zauważa Siergiej Mstisławski.

Jak z kolei rozważa Andriej Karniejew, naiwnie byłoby uważać, że ten kryzys pomoże zatrzeć sprzeczności handlowe między obydwoma państwami – one odejdą na drugi plan, ale nigdzie nie przepadną.

„Z jednej strony amerykański rząd jest gotów wysłać ekspertów, żeby pomóc chińskim lekarzom. Z drugiej, wiodące amerykańskie media lwią część publikacji poświęciły temu, że wirus ujawnił negatywne strony tak zwanego „chińskiego modelu” - systemu jednopartyjnego, koncentracji władzy itd. Mało tego, sekretarz stanu Mike Pompeo wystąpił z oświadczeniem, że partia komunistyczna to niemalże główne wyzwanie współczesności, co wywołało negatywną reakcję ze strony Pekinu. Widzimy, że nawet epidemia, która, wydawałoby się, powinna zbliżać narody, także stała się przedmiotem ostrej polemiki” - uważa Andriej Karniejew.

I nic dziwnego. Chiny w dalszym ciągu pozostają największym eksporterem na świecie, choć gospodarka kraju stara się być silniej uzależniona od popytu na towary i usługi na rynku wewnętrznym.

„W porównaniu z 2003 rokiem gospodarka Chin bardzo wzrosła, w tym również kosztem rynku wewnętrznego. Trudno jednak zbyt szybko zwiększyć konsumpcję wewnętrzną, bowiem nawyki ludzi tak prędko się nie zmieniają.

Ludzie w Chinach są bardzo oszczędni. Zawsze podkreślano, że jedną z zalet gospodarki Chin jest to, że ludzie w miarę możliwości starają się każdy juan przelać na rachunek w banku. Dlatego poziom oszczędności w Chinach jest dosyć wysoki, ludzie nie szastają tam pieniędzmi jak w USA i innych krajach rozwiniętych. Zmienić ten trend uda się z pewnością stopniowo, w miarę wzrostu podaży samochodów i innych tego typu dóbr. Ale tak czy inaczej stawia się na eksport.

Nie bez powodu Chiny nazywane są „fabryką świata” i nie bez powodu Chiny walczą z USA, żeby w dalszym ciągu eksportować ogromną ilość towarów o najróżniejszych właściwościach i coraz bardziej zaawansowanych” - tłumaczy rozmówca Sputnika.

Jedzenie węży – zajęcie prestiżowe, aczkolwiek nieco niebezpieczne

Komentując przyczyny epidemii koronawirusa w Chinach, Andriej Karniejew wysuwa przypuszczenie, że szalejące w kraju epidemie w 2003, 2009, 2017 i w bieżącym roku w zasadzie nie są przypadkowe. Słusznie, że za źródło epidemii koronawirusa w Chinach eksperci uznają dzikie zwierzęta.

„Być może powinniśmy zastanowić się nad tym, że w miarę wzrostu dobrobytu odporność współczesnego człowieka się zmniejsza. Na naszych oczach gwałtownie wzrósł poziom życia w Chinach.

Im bardziej wzrasta poziom konsumpcji i poziom życia, tym bardziej człowiek narażony jest na patogeny, bardziej niż kiedyś, kiedy ludzie jedli dzikie zwierzęta nie dlatego, że było to zajęcie prestiżowe, a dlatego, że uzupełniało inne nieliczne źródła pokarmu

- uważa Andriej Karniejew.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Koronawirus 2019-nCoV (88)

Zobacz również:

26 milionów dolarów na szczepionkę przeciwko koronawirusowi
Turyści masowo wracają z Chin
Chiny: Zakażona koronawirusem urodziła zdrowe dziecko
Tagi:
zwierzęta, ryzyko, Mike Pompeo, wojna handlowa, gospodarka, kwarantanna, leki, ofiary, choroba, zagrożenia, niebezpieczeństwa, epidemia, Polska, USA, koronawirus, Chiny
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz