Opinie
Krótki link
234411
Subskrybuj nas na

Przez ostatni rok próbowano nam wmówić, że w II wojnie światowej zwyciężyły Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, a do wybuchu konfliktu doprowadziły nazistowskie Niemcy i Związek Radziecki – oświadczyła w czasie konferencji prasowej w Sofii profesor historii stosunków międzynarodowych Nina Duglerowa.

„Wmawia się nam to od ubiegłego roku: kiedy 6 czerwca 2019 roku amerykański prezydent udał się z wizytą do Wielkiej Brytanii, my wszyscy mieliśmy wrażenie, że udał się tam nie po to, żeby spotkać się z premier Theresą May, lecz po to, żeby uczcić największe zwycięstwo, a dokładnie otwarcie drugiego frontu, któremu początek dało lądowanie w Normandii (…) Od tamtego czasu zaczęli uporczywie powtarzać myśl o tym, że właśnie otwarcie drugiego frontu było decydującym czynnikiem zwycięstwa nad III Rzeszą” - oświadczyła bułgarska historyk.

Społeczność usiłowano również przekonać, że właśnie zawarcie paktu Ribbentrop-Mołotow wywołało II wojnę światową – uważa ekspertka.

„Po czym w ciągu kilku kolejnych miesięcy strona polska występuje z oświadczeniami, z których wynika, że winę za wszystko, co miało miejsce – wybuch II wojny światowej, jak i wszystko, co działo się w jej trakcie, a zwłaszcza po wojnie – ponosi Związek Radziecki” - oświadczyła Duglerowa.

Po wojnie i do dziś USA nie przestają bronić pozycji, zgodnie z którą zakończenie II wojny światowej było możliwe dzięki zwycięstwom USA i Wielkiej Brytanii – uważa ekspertka. Bułgarska profesor przypomniała, że wszystko, co robili sojusznicy, byłoby niemożliwe bez Armii Czerwonej.

„Przepraszam, to może być częścią całego procesu wojennego, ale nie było to zwycięstwo osiągnięte za sprawą operacji wojskowych Londynu, Waszyngtonu czy tak zwanych aliantów” - oświadczyła ekspertka.

W ostatnich miesiącach często wspomina się o pakcie Ribbentrop-Mołotow, ale zapomina o działaniach Frontu Zachodniego na początku II wojny światowej – uważa politolog Stanisław Baczew.

Politolog przypomniał, że armie Francji i Wielkiej Brytanii liczyły wówczas 115 dywizji wobec 11 dywizji nazistowskich Niemiec.

„I mimo to nie zrobili nic. Świadomie dali Hitlerowi [możliwość – red.] rozwinięcia całej swej potęgi wojskowej. Jeszcze wtedy byli w stanie powstrzymać przebieg wojny, ale tego nie zrobili. Dziś zachował się pamiętnik ministra spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii z tamtych lat Aleksandra Kadogana, który pisze: „przy obecnych nastrojach i sytuacji premier prędzej podałby się do dymisji aniżeli zawarł pakt z Sowietami”. O czym to mówi? O świadomej polityce przeciągania, wyczekiwania i cierpliwości. To samo robią w Monachium (Konferencja w Monachium – red.). Dlatego kierowanie uwagi na pakt Ribbentrop-Mołotow jest błędem i wypaczaniem prawdy, bo zdrada zaczyna się już w Monachium, a następnie kontynuowana jest na Froncie Zachodnim” - oświadczył Kadogan.

Bułgarski politolog powrócił też do tematu antysemityzmu w Polsce w latach II wojny światowej i w okresie poprzedzającym te lata. Przypomniał, że przywoływał już źródła w odpowiedzi na oświadczenie polskiej ambasady w Bułgarii.

My oczywiście mówimy o władzy, a nie o narodzie. Co to znaczy – nie było polskiego antysemityzmu? (…) Ich historyk Jan Tomasz Gross pisze książkę „Złote żniwa” (…) Zawiera ona coś w rodzaju anegdoty – mówi, że Polacy w czasie wojny zabili więcej Żydów niż Niemców. Tą kwestią nie można dysponować, jak się chce, prawdy nie można wypaczać - podsumował Kadogan.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Rzeczniczka MSZ Rosji o „wygranym” sporze historycznym Polski: Tak myślą wszyscy Napoleoni
Rosyjski ekspert: My mamy dokumenty, a Warszawa domysły
„I tak rozumieć trzeba Jałtę”: co zyskała Polska dzięki ZSRR?
Tagi:
II wojna światowa, Bułgaria
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz