05:29 04 Sierpień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
15582
Subskrybuj nas na

Ambasador Polski w Niemczech Andrzej Przyłębski napisał list do redakcji niemieckiego dziennika „Märkische Oderzeitung”. List miał być reakcją na wywiad, jakiego tej gazecie udzielił rosyjski ambasador w Niemczech Siergiej Nieczajew. Stał się jednak kolejną ilustracją interpretacji historii najnowszej przez polskich urzędników i polityków.

O intrygującym przypadku ambasadora Przyłębskiego porozmawiałem z politologiem dr. Mateuszem Piskorskim.

— Czy ambasador Przyłębski jest autorem jakiejś nowej, przełomowej koncepcji w badaniach nad historią najnowszą?

— Pan ambasador jest profesorem filozofii. Badał filozofię niemiecką, Heideggera, fenomenologów. Pisał całkiem niezłe: prace w tej dziedzinie są wysoko oceniane w świecie naukowym. Zajmowanie się historią najnowszą wyraźnie mu nie służy, podobnie, jak nie służy mu kariera dyplomatyczna. Po prostu mija się chyba jakoś z powołaniem.

— Ale w swoim liście do redakcji niemieckiego dziennika lansuje tezę, że Związek Radziecki skorzystał z II wojny światowej.

Ten list do redakcji, zresztą nieopublikowany na stronach internetowych „Märkische Oderzeitung”, miał być podobno reakcją na wywiad, którego tej gazecie udzielił ambasador Nieczajew.

Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński
© AFP 2020 / Wojtek Radwanski
Z kolei w tym wywiadzie rosyjski dyplomata odniósł się do niedawnej rozmowy dziennikarzy dziennika „Bild” z Jarosławem Kaczyńskim. Zaciekła obrona prezesa PiS, wykazywanie się w tej dziedzinie niezwykłą gorliwością jest znakiem charakterystycznym dla ludzi, którzy zawdzięczają kariery i stanowiska tej partii. Tu chyba trzeba sięgnąć do psychologii społecznej…

— Skupmy się jednak najpierw na samym liście. Czy w czasie II wojny światowej Rosja zajęła Białoruś i Ukrainę?

— Ambasador Przyłębski zapomniał, że duża część terytoriów obecnej Białorusi i Ukrainy wchodziła w skład państwa polskiego. Zapomniał też, że jeszcze większa ich część była częścią Związku Radzieckiego. Może skoncentrował się do tego stopnia na filozofii, że umknęły mu jakoś te fakty historyczne, skądinąd powszechnie znane. Nie wiem, trochę trudno coś takiego komentować…

A wracając do tezy o korzyściach, jakie rzekomo ZSRR miał odnieść w wyniku II wojny światowej, warto przypomnieć o dziesiątkach milionów radzieckich ofiar tego konfliktu, o zniszczeniu ogromnych połaci europejskiej części kraju, o tragedii i traumie zamieszkujących go narodów.

Ale też powiedzieć wprost: rodziny Przyłębskich z Poznania dziś by po prostu nie było, gdyby nie Armia Czerwona. No, może byliby, ale z pewnością on nie byłby profesorem, a jego małżonka sędzią. Jeśli by przeżyli, byliby niewolnikami, i to pewnie gdzieś daleko od Poznania.
Mateusz Piskorski
© Zdjęcie : Igor Stanow
Mateusz Piskorski

— Ambasador jest też zdania, że dla Polski II wojna światowa nie zakończyła się w 1945 roku. Kiedy się wobec tego skończyła?

— Nowatorstwo koncepcji prof. Przyłębskiego znacznie utrudnia jakąkolwiek racjonalną interpretację. Nie wiem. Może w 1993 roku, kiedy ostatni żołnierz rosyjski opuścił Polskę; może w 2015, kiedy PiS doszło do władzy; a może wcale się jeszcze nie skończyła. Tu autor powinien sam doprecyzować, co miał na myśli…

Kreml w Moskwie
© Fotolia / yulenochekk
— Wśród rosyjskich dziennikarzy słyszałem, że podobno profesor występował kiedyś pod pseudonimem „Wolfgang”.

— Tak. I nie był to pseudonim artystyczny. Andrzej Przyłębski był zarejestrowanym tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Wykazywał zresztą w PRL postawę konsekwentnie daleką od opozycji, bo był też działaczem Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. Ale w nowym ustroju też był do bólu lojalny, bo podjął współpracę z Urzędem Ochrony Państwa. Jak na filozofa, dość osobliwa ta jego fascynacja światem służb specjalnych

— Skąd taka osobliwa gorliwość u człowieka ze świata nauki, akademika?

— I tutaj trzeba przypomnieć, że PiS miał problemy kadrowe od samego początku swego istnienia. I nagle pojawia się profesor, filozof, do tego z raczej antypisowskiego Poznania, który zakłada im w 2011 roku Akademicki Klub Obywatelski im. Lecha Kaczyńskiego. Już wtedy Przyłębski postawił wszystko na jedną kartę i czekał aż partia Jarosława Kaczyńskiego sięgnie po władzę.

Z punktu widzenia prowadzonej przez to środowisko polityki prorodzinnej warto było. Jego żona mgr Julia Przyłębska została prezesem Trybunału Konstytucyjnego, a jeden z synów objął dyrektorską posadę w PZU. To są ludzie, którzy całą swoją aktualną karierę zawdzięczają prezesowi PiS. Dlatego, dopóki to on jest decydentem, będą wściekle, czasem kompletnie irracjonalnie atakować każdego, kto tezy prezesa podda choćby delikatnej krytyce.

A to zrobił, dość dyplomatycznie zresztą, ambasador Nieczajew. Poziom emocji Przyłębskiego uniemożliwił mu racjonalną redakcję tekstu i stąd te lapsusy na temat rzekomego zajęcia Białorusi i Ukrainy. Zresztą, autor zapędził się do tego stopnia, że w pewnym momencie oskarża ZSRR, iż miał od początku agresywne zamiary wobec III Rzeszy. W porównaniu z takim stwierdzeniem w 2020 roku, głośna depesza ambasadora Lipskiego z roku 1938 to drobnostka…

— Jak takiego dyplomatę odbierają Niemcy?

— Niektórzy z oburzeniem, inni z politowaniem. Nikt z powagą. W „Die Welt” dziennikarze stwierdzili, że Przyłębski to „hardcorowy nacjonalista”. Myślę, że jest inaczej. Przyłębski to konsekwentny oportunista.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Warszawa: czy ktoś zrozumiał już trend?
Putin przemówił. Czy warto było rozdzierać szaty?
Mateusz Piskorski dla Sputnika: Zawsze mówię to, co uważam za słuszne
Czy Macron przyciągnie Polskę do Europy?
Tagi:
wywiad, Niemcy, Andrzej Przyłębski, II wojna światowa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz