22:30 31 Marzec 2020
Opinie
Krótki link
Autor
Wybory prezydenckie w Polsce 2020 (41)
444925
Subskrybuj nas na

Wśród polskiej klasy politycznej funkcjonuje kilka pojęć, które konstytuują współczesną polską politykę. W tej kategorii spraw, wolność jest traktowana jako wartość podstawowa tylko wtedy, gdy wskażemy, że chce nam ją odebrać Rosja, bowiem gdyby miał to uczynić ktoś inny, problem można traktować, jako dyskusyjny.

Słowa Roty, że „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz” zostały zapomniane, ale na historycznej patelni ciągle podgrzewa się nienawiść do Rosji. Już z samej zasady, że czynią to wszyscy politycy, sprawa jest podejrzana.

Podobnie jest z relacjami polsko-rosyjskimi, których obecnie praktycznie nie ma, ale sam fakt, że mogłyby być wzbudza tak wiele emocji, że mówienie o Rosji w innych kategoriach niż wróg, podpada pod zdradę stanu.

Kandydata na męża stanu nie widać

„Nikt, nam, Polakom, nie zabierze wolności” – powiedział podczas inauguracji swojej kampanii prezydenckiej Andrzej Duda, a że koniunkturalizm i oportunizm w partyjnym światku jest o wiele silniej ugruntowany niż wartości, to wśród kandydatów mamy: Dudę – od wolności, Kidawę – od pewnej przyszłości, Kosiniaka – od nadziei, Biedronia – od bezpieczeństwa, Hołownię – od sztafety i Bosaka – od interesu narodowego, a wszystkich łączy buńczuczny stosunek do Rosji i poddańczy do pozostałych.

Prezydent elekt RP Andrzej Duda
© REUTERS / Agata Grzybowska/Agencja Gazeta
Posiłkując się Diogenesem można powiedzieć, że kandydatów na prezydenta wielu, ale kandydata na męża stanu nie widać.

Przez ostatnie lata kampanii wyborczych byłem na tyle skutecznie „przymuszany” do wyzbycia się praw wyborczych, że nawet korzystając z biernego prawa wyborczego rezygnowałem z czynnego. Nic nie wskazuje na to, abym swój pogląd polityczny zademonstrował na karcie wyborczej 10 maja 2020 roku. Nie zwalniam się tym samym od wyrażenia opinii na temat kandydatów i od przewidywań, co do ewentualnego zwycięzcy, w ramach „okrojonej” wolności słowa.

Każdy następny prezydent jest gorszy od poprzednika

Rozważając to, co może być na karcie wyborczej, należy stwierdzić, że większości wyborców imponuje Andrzej Duda. Dokonał on, wydawałoby się rzeczy niemożliwej, to znaczy zamiast próbować kształtować gusta polityczne Polaków, przyjął gusta polityczne większości tzn. zszedł do ich poziomu. Chwały mu to nie przynosi, ale sukces wybroczy to i owszem.

Stał się tym samym przejawem swojskości, gwarantem stabilności bez określenia jej poziomu, poręczycielem bezpieczeństwa przy wirtualnym wrogu i żyrantem narodowych wartości, których większość nie potrafi określić.

Dla mnie, wybór Andrzej Duda, jest szansą na przerwanie „klątwy prezydenckiej”, według której każdy następny prezydent jest gorszy od poprzednika, zatem wybór Dudy jawi się, jako specyficzna forma stabilizacji i daje nadzieję, że w ciągu następnych pięciu lat wyjdzie z ukrycia jakiś, „choć malutki” kandydat z cechami męża stanu.

Samodzielna jak Kidawa

Gdyby puścić wodze fantazji i Kidawę uczynić Prezydentem Najjaśniejszej, to po pierwsze przekonamy się o istnieniu „klątwy prezydenckiej”. Po drugie, wokół Kidawy utworzy się dwór, który w wewnętrznej walce nie wykazywałby więcej litości niż w jej zewnętrznej odmianie.

Stwierdzenie „samodzielna jak Kidawa” nabrałoby mocy mądrości ludowej, czego próbki otrzymujemy już teraz, kiedy kandydatka „włącza funkcje samodzielnego myślenia”.

Nikt nie chciał być kandydatem Lewicy na prezydenta

Biedroń jest kandydatem lansu. Kiedy przyszedł do sejmowej polityki to Konwent Seniorów kojarzył mu się z Radą Starców, eksperymentował, jako prezydent Słupska, na przedwiośniu założył Wiosnę i „wprowadził się” – ku własnemu zaskoczeniu – do Parlamentu Europejskiego. Niewątpliwie są to sukcesy ale osobiste.

Kiedy wydarzenia przybrały dla niego nieoczekiwany obrót, wolał zakończyć projekt Wiosna, niż dotrzymać słowa, i jak obiecał zrzec się mandatu. Dziś, kiedy nikt nie chciał być kandydatem Lewicy na prezydenta, zgodził się na kolejny poziom lansu.

Polityk ponoć nie może być zbytnio przywiązany do wypowiadanych słów, ale kiedy traktuje politykę jak pracę w korporacji, jest bardzo źle.

W polityce międzynarodowej porusza się tak samo jak w początkach kariery sejmowej, przy czym tym razem „błysnął” w programie „Tłit”, próbując podsumować kolejną walkę o samolot do Smoleńska.

Jak tak dalej będzie, zaangażuje się w to Putin, bo w jego interesie jest doprowadzić do eskalacji konfliktu – podsumował swoje wywody.

Nie wiedząc czy jest to dowód na przystąpienie Biedronia do sekty smoleńskiej, zapytałem o opinię przedstawiciela wiejskiej opinii społecznej, który po wysłuchaniu wypowiedzi Biedronia udzielił następującego komentarza, cytat: „Nie wypowiadam się w temacie orientacji seksualnych, ale kiedyś Biedroń był młodym gejem a dziś jest podstarzałym pier...łą”.

W polskich warunkach nigdy z tatusiowego synka nie było dobrego polityka

Kolejnej „gwieździe” wyborczego wyścigu, Kosiniak-Kamyszowi, od kiedy udało się rzutem na taśmę zakwalifikować do Sejmu, to nabrał wiary, że jest politykiem zdolnym unieść prezydenckie obowiązki, popadł w samouwielbienie, które mąci mu zmysł oceny. Jednym tchem mówi o „ruskim węglu” i o zniesieniu embarga na polskie jabłka do Rosji.

Dobrze, że na jego spotkania przychodzą jedynie etatowi działacze PSL-u, a lajkowaniem jego tweetów zajmuje się tylko sztab wyborczy, bo przekazywany obraz jest żałosny.

Różnie rozpoczynają się kariery polityczne, ale w polskich warunkach nigdy z tatusiowego synka nie było dobrego polityka. Młody Kosiniak-Kamysz nie przełamie tej reguły. Jeśli niemożliwe stałoby się możliwe, a Władysław Kosiniak zostałby prezydentem, to pałac prezydencki stałby się największym targowiskiem w Polsce.

Hołownia niczym Filip z konopi

Szymon Hołownia wyskoczył niczym Filip z konopi i jest kolejnym w skali polskiej i kolejnym w skali europejskiej projektem politycznym zorganizowanym w myśl korporacyjnych zasad.

Mówienie o jego zaletach jest mówienie o niczym. Być może jego praca w różnego rodzaju „telewizorach” predestynuje go do tego, aby zajmować się zabawianiem gawiedzi przed ekranem, ale ta sama gawiedź dyskwalifikuje go z roli kandydata na prezydenta.

Nie wiem ile napisanych przez niego książek przetrwa próbę czasu, wiem jedynie, że w czasach, kiedy dużo mówi się o ochronie drzew, drukuje się tyle makulatury.

Narodowcy bardzo zajmują się sobą

Krzysztof Bosak jest kandydatem Konfederacji, tej bardziej narodowej. Nie ma w tym nic ujemnego ani ujmującego.

Narodowcy tak bardzo zajmują się sobą, że zapominają o celu i koncentrują się na drodze. I chwała Bogu za to, że obdarzył ich tą zdolnością.

Mają jakiś tam elektorat, ale wyborca narodowców jest „przechodni” i tak naprawdę nie rozumie polityki, a w politycznym radykalizmie widzi narzędzie do dokuczania innym politykom.

Można zatem powiedzieć, że polityk-narodowiec jest traktowany przez wyborców bardzo instrumentalnie.

Koń, jaki jest każdy widzi

Najbardziej wiarygodnym kandydatem w tej kampanii prezydenckiej jest Andrzej Duda. Na swoją „wiarygodność” zapracował działaniami w czasie upływającej kadencji. Pokazał tak wiele, że niemożliwą jest rzeczą, aby można było do tego coś jeszcze dorzucić. On jeden gwarantuje swoistą „stabilność”.

„Koń, jaki jest każdy widzi”, rozpisywanie się o jego wadach czy zaletach jest działaniem zbytecznym, szczególnie, że wśród pozostałych kandydatów w stawce, brak wiary w zwycięstwo.

Polska publicystka Agnieszka Wołk-Łaniewska i komentator agencji Sputnik Leonid Swiridow. Moskwa
© Sputnik . Aleksandr Nastruskin
Mam wrażenie, że żaden z kandydatów – oprócz Dudy – nie chciałby żyć w kraju urządzonym wedle własnego programu wyborczego.

Jeśli Duda wygra w pierwszej turze, co jest bardzo prawdopodobne, to wszyscy – szczególnie wyborcy – odetchną z ulgą. Druga tura będzie wiązała się z odpowiedzialnością, do której nikt z wyborców nie przygotowuje się od 30 lat, a współcześnie głoszony patriotyzm to miłość do dojnej krowy, którą porzuca się, gdy tylko „przestaje być mleczna”.

Gdyby wszystko to, co określa się opozycją, chciało realnej zmiany w Polsce, to pierwsza tura – 10 maja 2020 roku – byłaby rozstrzygająca na warunkach opozycji, tj. przy jednym/wspólnym kandydacie. A okoliczności wskazują, że będzie rozstrzygająca na warunkach Jarosława Kaczyńskiego, który określając swoje cele polityczne powiedział: „Zmierzamy ku temu, by zlikwidować imposybilizm polskiego państwa” i na gruncie praktyki politycznej jego diagnoza była i jest aktualna.

Platformę Obywatelską cechował imposybilizm rządzenia, dziś cechują ją imposybilizm opozycyjności.

PiS zdąża w niezbyt ciekawym kierunku, ale przynajmniej wprawia coś w ruch, PO tej umiejętności nie posiada.

Natchniony mądrością życiową Tewje Mleczarza z powieści „Skrzypek na dachu” mogę na wstępie kampanii wyborczej, dokonać jej podsumowania w sposób następujący. Z jednej strony Duda nie jest najlepszym kandydatem, ale z drugiej strony … lepszego nie ma.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Wybory prezydenckie w Polsce 2020 (41)

Zobacz również:

Duda: Tak, będę kandydował w wyborach prezydenckich
Duda nie Korwin
Duda: Celem jest budowanie Polski, w której zwycięża uczciwość, a nie draństwo
Tagi:
Władysław Kosiniak-Kamysz, Szymon Hołownia, Krzysztof Bosak, wybory prezydenckie, propaganda, Andrzej Duda, rewizja historii, wolność, stosunki polsko-rosyjskie, stosunki międzynarodowe, stosunki dyplomatyczne, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz