08:34 04 Kwiecień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
13695
Subskrybuj nas na

W rocznicę śmierci generała Iwana Czerniachowskiego, kolejny rok z rzędu Polacy i Rosjanie składali kwiaty na miejscu gdzie stał jego pomnik w Pieniężnie.

Na skromną uroczystość przyjechał ambasador Federacji Rosyjskiej, Siergiej Andriejew oraz polscy kombatanci ich potomkowie zrzeszeni w Stowarzyszeniu Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej.

Pomnik generała Czerniachowskiego zniszczono jesienią 2015 roku, kiedy to wyrok na niego wydał Instytut Pamięci Narodowej. IPN, całkowicie niezgodnie z prawdą historyczną oskarża generała o śmierć żołnierzy wileńskiej Armii Krajowej.

W 2015 roku na łamach Przeglądu wypowiedział się w tej sprawie prof. Tadeusz Krzymowski, żołnierz wileńskiej AK. „Jako były żołnierz AK, uczestnik wydarzeń na Wileńszczyźnie w 1944 r., zareagowałem na prasowe wypowiedzi burmistrza Pieniężna Kazimierza Kiejdy, który nazwał gen. Iwana Czerniachowskiego „katem Armii Krajowej, który kazał aresztować i rozstrzelać dowództwo Okręgu Wileńskiego AK oraz wysłać do sowieckich łagrów-obozów śmierci 6 tys. żołnierzy AK”.

Te oceny były sprzeczne z moją wiedzą i faktami. W lutym zeszłego roku wysłałem do burmistrza list oraz kopie fragmentów dwóch książek. Jedna to „Operacja Wileńska AK”, którą napisał Roman „Korab” Żebryk, ostatni komendant mojej brygady. Autorem drugiej, „Na zew Ziemi Wileńskiej”, jest major AK Edmund Banasikowski. Obie publikacje przedstawiają prawdziwy przebieg wydarzeń, w tym walkę ramię w ramię 2. Północnego Zgrupowania AK, dowodzonego przez mjr. „Węgielnego”, z żołnierzami 277. Dywizji Piechoty Armii Czerwonej, pod dowództwem gen. Stiepana Gładyszewa-Biełkina, podległego właśnie gen. Czerniachowskiemu. Te dwie jednostki wspólnie zdobywały miasteczko Mejszagoła i toczyły w tej okolicy, ściśle uzgodnione, walki z Wehrmachtem. O tym niechętnie dziś się mówi. Byłem szeregowym żołnierzem 2. Północnego Zgrupowania AK, a w ostatnich miesiącach ułanem zwiadu konnego 1. Wileńskiej Brygady AK. Co jednak ważniejsze, wraz z innymi żołnierzami AK byłem internowany przez Armię Czerwoną w obozie w Miednikach. I dobrze wiem, że w lipcu 1944 r. nikogo z dowództwa Wileńskiego Okręgu AK nie rozstrzelano, a kilka tysięcy naszych żołnierzy, wywiezionych z Miednik do Kaługi i rzekomo więzionych „w łagrach-obozach śmierci”, po dwóch latach wróciło do Polski.

W 1944 roku, gdy Armia Czerwona wkroczyła na nasze ziemie, wiele jednostek Armii Krajowej podporządkowywało się radzieckiemu dowództwu frontu i wspólnie z Armią Czerwoną biło się z Niemcami. Ci, którzy nie chcieli tego zrobić, byli rozbrajani. To rzecz oczywista. Żadna armia, także te na Zachodzie, nie zostawia na swoich tyłach uzbrojonych jednostek partyzanckich, które nie chcą się jej podporządkować. Przecież nie ma pewności do kogo tacy ludzie będą strzelać. Tak też czynił generał Czerniachowski. Jak każdy inny zdrowy na umyśle generał. Niechcących się podporządkować akowców rozbrajano. I to wszystko. To cała „zbrodnia”.


Uroczystości w Pieniężnie odbywają się co roku na miejscu gdzie stał pomnik w rocznicę śmierci generała. Zarówno Rosjanie jak i Polacy mówią, że będą to robić i w następnych latach.

Polacy i przedstawiciele Rosyjskiej Federacji złożyli również kwiaty na cmentarzu żołnierzy radzieckich w Pieniężnie. Jest tam pochowanych 166 żołnierzy Armii Czerwonej.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Rosja o pomniku Bandery u swoich granic: Niedorzeczny pomysł
MSZ Rosji o demontażu pomników w Polsce: Małostkowość
Rosja będzie wydalać ambasadorów krajów, w których niszczone są pomniki żołnierzy radzieckich?
Tagi:
pomnik wdzięczności Armii Czerwonej, pomnik, I Wojna Światowa, historia, Polska, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz