06:55 20 Wrzesień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
22983
Subskrybuj nas na

W stolicy Ukrainy trwają obchody Dnia Bohaterów Niebiańskiej Sotni - ludzi, którzy zginęli podczas wydarzeń na Majdanie na przełomie lat 2013-2014. Właśnie 20 lutego doszło do najbardziej krwawych wydarzeń. W ich wyniku życie straciło ogółem około 100 osób.

W wyniku zajść w centrum Kijowa sześć lat temu doszło do zamachu stanu, obalony został także ówczesny prawowity prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz.

Polskie Radio, informując słuchaczy o tych wydarzeniach, stwierdziło, że do pacyfikacji demonstrujących ukraińskie władze wysłały siły Berkutu, czyli wyspecjalizowanej jednostki milicji podległej ministerstwu spraw wewnętrznych. Chociaż dotychczas nie wyjaśniono, kto jest winny tego rozlewu krwi.

Jak było w istocie? Na ten temat Sputnik rozmawia z politologiem Januszem Niedźwieckim, który jako prezes Stowarzyszenia na rzecz Demokracji i Praw Człowieka niejednokrotnie odwiedzał Ukrainę i zajmował się tą sprawą.

— Kto strzelał w centrum Kijowa 20 lutego? Jaka była w tym rola polityków, którzy później w wyniku tych wydarzeń doszli do władzy?

— Przede wszystkim należy powiedzieć, iż ta hucznie świętowana rocznica wydarzeń, jakie miały miejsce na Majdanie, symbolizujących geopolityczny zwrot Ukrainy w stronę Zachodu, jest jednocześnie największym cieniem we współczesnej historii Ukrainy, ale też we współczesnej historii Europy. Minęło blisko 6 lat. Mimo zapewnień najpierw prezydenta Poroszenki, a obecnie również ekipy pana Zełenskiego nie wyjaśniono, kto strzelał na Majdanie.

Władze, które miały wszelkie możliwe środki, aby to śledztwo sprawnie przeprowadzić, nie wywiązują się ze złożonych obietnic. Natomiast sam przebieg śledztwa dotyczącego zabójstw, które miały miejsce na Majdanie, ale również zabójstw, które miały miejsce później w Odessie, nasuwa bardzo daleko idące wątpliwości co do jego bezstronności. Po prostu, mówiąc bardzo łagodnie, można obserwować typową obstrukcję sądową i brak woli do tego, aby kogokolwiek skazać za zbrodnie, które zostały tam popełnione.

Teza, jakoby za zbrodnie odpowiadali funkcjonariusze Berkutu, dzisiaj w zasadzie jest nie do utrzymania. Gdyby tak faktycznie było, ci funkcjonariusze dawno zostaliby skazani. Natomiast nie ma żadnych dowodów, które by ten fakt potwierdzały. Należy również przypomnieć, iż nie rozstrzygając, kto faktycznie strzelał (bo to jest kwestia, w moim odczuciu, sądów ukraińskich), należy przypomnieć fakt, iż strzelano do obu stron protestu.

Tak więc ginęli zarówno funkcjonariusze Berkutu, którzy starali się opanować zamieszki, jak również demonstrujący. Więc sam fakt pokazuje, iż ten, kto strzelał, miał na celu sprowokowanie obu stron do tego, aby zamieszki miały bardziej krwawy i wybuchowy charakter.

Przyjmując tę oczywistą tezę, bardzo wątpliwy staje się zarzut, jakoby za strzelającymi do protestujących stał ówczesny prezydent Janukowycz. Próbuje się jakoby jego obwinić za tamte zbrodnie, ale de facto to on był główną ofiarą tych wydarzeń. Gdyby nie strzały, gdyby nie zbrodnie popełnione na Majdanie, nigdy nie doszłoby do jego obalenia, ponieważ protestujący nie zradykalizowaliby się do tego stopnia.

Do tego dochodzi teza, która pojawiła się jakiś czas temu i do której ukraińskie sądy dość niechętnie podchodzą: teza o tak zwanych gruzińskich snajperach. Moim zdaniem powinna zostać włączona do materiału dowodowego.

Teza mówiąca o tym, iż pojawili się ludzie, którzy twierdzą, iż brali udział w tych zbrodniach i są gotowi odpowiadać i ponieść karę za te zbrodnie po prostu z tego powodu, że się obawiają o swoje życie i twierdzą, że pozostałe osoby, które brały udział w tych zbrodniach, już nie żyją. I jako zleceniodawców wskazują byłego prezydenta Gruzji pana Saakaszwilego i byłego przewodniczącego Rady Najwyższej pana Parubija. Bardzo zastanawiający jest fakt, iż przy tak mocnej tezie ukraińskie sądy nie starają się włączyć jej do materiału dowodowego i rozstrzygać, albo też wziąć chociaż pod uwagę, żeby sprawdzić. Tym bardziej że na ten moment de facto śledztwo tkwi w martwym punkcie.

— Wydarzenia na Majdanie, o których mówiliśmy, przeszły już do historii. Albo raczej do lamusa historii. Jaka była rola w ich przygotowaniu i w toku tych wydarzeń rzekomych „przyjaciół” Ukrainy, a w szczególności polskich „przyjaciół”?

— Niestety, była kluczowa. Podobnie jak wcześniej, w przypadku tak zwanej „pomarańczowej” rewolucji, tak samo w przypadku zajść, jakie miały miejsce na Majdanie. Polacy bardzo aktywnie się włączyli w to, aby zagrzewać demonstrujących do działań i do samego końca wspierali to, co tam miało miejsce. Gdyby nie wydarzenia na Majdanie – i należy to powiedzieć z całą mocą tych słów – nigdy nie doszłoby również do oderwania Krymu od Ukrainy ani do późniejszej wojny w Donbasie i na Ługańszczyźnie. Nie wiem, czy ten geopolityczny zwrot Ukrainy faktycznie warty był tej ofiary, jaką Ukraina musiała ponieść za to. I również miliony Ukraińców, którzy opuścili ten kraj po Majdanie, zdają się potwierdzać fakt, iż Ukraina dzisiaj jest gorszym miejscem do tego, by żyć, niż była przed 2014 rokiem.

Mówiąc o roli Polski, warto przypomnieć postać ówczesnego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego i jego kolegów z Niemiec i Francji, którzy właściwie wymusili na Janukowyczu, żeby nie używał siły wobec swoich przeciwników. Radosław Sikorski odgrywał dość pozytywną rolę w negocjacjach. Starał się działać tak, aby zminimalizować przemoc, ograniczać radykalne postawy protestujących. I w mojej ocenie porozumienie, do którego doprowadził, było bardzo korzystne. Niestety nie zostało ono jednak dotrzymane, ponieważ proces miał się zakończyć pokojowo i pewnymi ustępstwami, i de facto zmianą decyzji administracji Janukowycza względnie podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. I gdyby wszystko potoczyło się tym torem, można by było dzisiaj zupełnie inaczej ocenić wydarzenia na Majdanie.

Miting zwolenników Partii regionów w Kijowie
© Sputnik . Ilya Pitalyev
Niestety protestujący zdecydowali się pójść zupełnie inną ścieżką. Do tego zaczęto strzelać do obu stron konfliktu i wydarzenia na Majdanie potoczyły się zupełnie inaczej, niż jakby planował pan Radosław Sikorski.

— Pan osobiście jeździł na Ukrainę z misją wyjaśnienia pewnych spraw. Czy może Pan powiedzieć, o co chodziło i z czym Pan wrócił z Ukrainy?

— Brałem udział w misji humanitarnej, która miała na celu spotkanie ze stowarzyszeniem tak zwanej „Rady Matek 2 maja”, więc matek osób, które zginęły (a właściwie zostały zamordowane) w pożarze, jaki wybuchł w Domu Związków Zawodowych w Odessie. Jechaliśmy tam, żeby zobaczyć, czy rodziny ofiar otrzymują należytą pomoc. Okazało się, że jest przeciwnie, nie tylko tej pomocy nie otrzymują, ale de facto są ciągle poddawane szykanom. Natomiast osoby, które ponoszą odpowiedzialność za zbrodnię, są na wolności, są powszechnie znane w Odessie, i ze względu na atmosferę strachu nikt nie jest pociągany do odpowiedzialności. A rodziny ofiar są w dalszym ciągu terroryzowane.

Niestety, do dzisiejszego dnia, podobnie jak kwestia zbrodni na Majdanie, również ta kwestia nie została wyjaśniona. I panuje zmowa milczenia przy cichym udziale ukraińskich służb specjalnych, które koordynują działania tamtejszych radykałów w celu zablokowania jakichkolwiek prób upamiętniania tej zbrodni bądź jej wyjaśnienia. Niestety, podobnie jak tragedia na Majdanie kładzie się to olbrzymim cieniem na tak zwane demokratyczne przemiany na Ukrainie.

I, moim zdaniem, jeżeli nie zostanie to wyjaśnione - kto mordował na Majdanie i kto mordował w Odessie, wówczas na Ukrainie nigdy nie dojdzie do pojednania narodowego, będzie tu ciągle linia podziału. Ale też nie będzie można ze spokojnym sumieniem traktować Ukrainy jako w pełni demokratycznej i przestrzegającej elementarne prawa człowieka, ponieważ Majdan 2014 to największa zbrodnia polityczna we współczesnej historii Europy.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tagi:
Radosław Sikorski, Petro Poroszenko, stosunki polsko-ukraińskie, stosunki międzynarodowe, stosunki dyplomatyczne, Rosja, rocznica, Majdan, Ukraina, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz