06:13 16 Lipiec 2020
Opinie
Krótki link
Autor
3273
Subskrybuj nas na

„Gazeta Wyborcza” wyciągnęła ze swoich zakamarków zeznania świadka koronnego z 2009, obciążające żonę obecnego ministra sprawiedliwości. Patrycja Kotecka odgraża się, że Wojciech Czuchnowski wkrótce dostanie pozew. Broni jej premier oraz… znany detektyw Krzysztof Rutkowski!

„Zaprzeczam kłamliwym informacjom rozpowszechnianym przez 'Gazetę Wyborczą' na mój temat” – napisała Patrycja Kotecka w wydanym przez siebie oświadczeniu. Nic dziwnego, z materiału „GW” wyłania się obraz, którego nie powstydziłby się nawet Patryk Vega, twórca filmów o kobietach mafii. Zresztą nazwisko Vegi nie jest tu bez znaczenia… ale o tym za chwilę.

Wstydliwa przeszłość?

Na łamach „GW” Wojciech Czuchnowski obszernie cytuje zeznania Piotra K., ps. „Broda”, członka gangu pruszkowskiego, później tzw. grupy mokotowskiej, specjalizującej się w wymuszeniach i porwaniach. Według Czuchnowskiego Kotecka za czasów studenckich miała spotykać się z jednym z członków grupy, Sławomirem J.. pseud. „Bąbel”.

Co dokładnie napisano na temat przeszłości żony ministra, zatrudnionej obecnie w Link4?

W omawianym okresie czasu [Kotecka] była studentką dziennikarstwa lub zarządzania i mieszkała w Wilanowie. Sławek przyprowadził ją wtedy do mnie jako swoją dziewczynę. Patrycja po kilku tygodniach znajomości poprosiła J., aby pomógł jej rozwiązać problemy z właścicielami pizzerii zlokalizowanej na Ursynowie w rejonie ul. Rosoła”.

Potem jednak Patrycja miała pokłócić się ze swoim konkubentem…

„Podczas kolejnej naszej rozmowy przyszła do mnie już ze zleceniem na J. Kontekst tego był taki, że ja miałem go porwać i pobić, a potem nawet się pozbyć. Wobec Koteckiej przedstawiłem wersję, że przyjmuję to zlecenie, natomiast w rzeczywistości było inaczej, ponieważ o zleceniu powiedziałem wprost J.”.

Ostatecznie „Broda” razem z „Bąblem” postanowili ją nastraszyć. Wywieźli ją do lasu i tam grozili. Nagraniami ze „zleceniem” na byłego chłopaka szantażowali ją ponoć aż do 2006 roku.

„Kotecka na przestrzeni tych lat wykonywała dla nas wiele działań, a w szczególności z uwagi na jej charakterystyczną urodę „podrzucaliśmy” ją różnym osobom, także z kręgu polityki, biznesu, ale także funkcjonariuszom policji” – czytamy.

Patrycja Kotecka zaprzecza, jakoby fakty opisane przez Czuchnowskiego były prawdą.

– Publikacja jest oparta na złożonych 12 lat temu fałszywych wyjaśnieniach oszusta i gwałciciela o pseudonimie Broda, które były wielokrotnie sprawdzane przez prokuraturę, także w okresie wielu lat rządów Platformy Obywatelskiej – oświadczyła.

Wojciech Czuchnowski: musiałem

W rozmowie z WP autor twierdzi, że miał dostęp do akt od 5 lat.

– Gdy zdecydowała się zamienić dziennikarstwo na służbę partii, przyjąłem to z ubolewaniem. Nie potrafiłem zrozumieć jej wyborów, próbowałem usprawiedliwiać, broniłem jej w rozmowach ze znajomymi – powiedział, zapewniając, że ze względu na dawną znajomość miał opory ale w końcu zdecydował się na publikację tekstu.

Bronią Koteckiej

Premier Mateusz Morawiecki odniósł się do sprawy na Twitterze. „Redakcja Gazety Wyborczej wybrała osobliwą formę ataków politycznych. Zamiast krytyki (nieważne uzasadnionej czy nie) osób pełniących funkcje publiczne wolą atakować ich żony... Kiedyś mówiono o takich: damscy bokserzy” – napisał.

„Broda” sugerował już wcześniej, że to Krzysztof Rutkowski miał „podstawić” Kotecką Ziobrze. Detektyw poczuł się w obowiązku odnieść do tych rewelacji na łamach „Faktu”.

– To wierutne bzdury! – powiedział gazecie.– Nigdy nie widziałem Patrycji w żadnym towarzystwie ludzi ze świata przestępczego. Nawet jeśli miała wśród tych ludzi swoich informatorów, to jedynie w celu pozyskania na potrzeby dziennikarskiego śledztwa. To nie znaczy, że miała z nimi dobre kontakty towarzyskie.

Detektyw na łamach tabloidu również „rozpływał się” nad żoną ministra. – To uczciwa, kryształowa kobieta – stwierdził, nie miał natomiast litości dla świadka koronnego, „Brody”: – Obciążył wielu uczciwych ludzi fałszywymi oskarżeniami. Chwalił się tym, że jego zeznania doprowadziły do samobójstwa Opali. Tego się po prostu nie robi!

I tu do akcji wkracza… Patryk Vega. Dosłownie. To Vega bowiem nakręcił na podstawie historii detektywa Sławomira Opali (pierwowzór Despera) swój serialowy hit „Pitbull”.

– Pojadę na Ukrainę i dorwę "Brodę" z ogromną przyjemnością – zapowiada detektyw w rozmowie z „Faktem”. – Będzie to dla mnie podwójna satysfakcja – nie tylko dlatego, że jest ścigany i ganiany przez służby listem gończym, ale także dlatego, że opluwa niewinną dziewczynę.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Ziobro zaostrza prawo. Możliwe kary nawet za memy
Ziobro ostro o skardze na Polskę do TSUE: „To próba ingerencji w wybory”
Patryk Vega przeprasza Misiewicza: To wizja artystyczna
Tagi:
Mateusz Morawiecki, prokuratura, Polska, żona, Ministerstwo Sprawiedliwości, film, Patryk Vega
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz