08:42 15 Lipiec 2020
Opinie
Krótki link
Autor
4221
Subskrybuj nas na

Obowiązujący od czasów Rewolucji Francuskiej podział sceny politycznej na jej "lewą" i "prawą" część pozostaje przez cały czas przedmiotem dyskusji.

Tutaj chyba bardziej aktualnych niż kiedykolwiek, bo zwłaszcza polska scena polityczna odwraca kota ogonem.

Krótka ewolucja

Nauki społeczne, a już polityczne w ogóle - mają to do siebie, że są ciągle nową kategorią, a dodatkowo podlegają nieustannym i szybkim przemianom. Oś lewica-prawica to wynik z jednej strony rozwoju ekonomicznego, a z drugiej… przypadku. W końcu byłoby przecież na odwrót, gdyby deputowani "stanu trzeciego" w rewolucjonizującej się Francji zasiedli po innej stronie, niż to się zdarzyło. W każdym razie wybór ten miał aspekt klasowy i tylko tyle pierwotnie oznaczał. Oto lud postanowił sam reprezentować swoje interesy i od tej pory miał to robić po lewej stronie.

Pozostałości tego widzimy, co ciekawe, nie tylko we Francji. Tam na przykład słowo "radykalizm" pozostało przypisane do konkretnych tj. społeczno-liberalnych formacji i tak zostało po dziś dzień, choć przecież ciężko by było nazwać te formacje "radykalnymi", jeśli badać ich przekonania czy metody działania.

Z kolei w Skandynawii samo słowo "lewica" pozostało przypisane partiom liberalnym i taką też jest duńska "Venstre". Połączeniem obu tych ciekawostek jest stronnictwo "Radikale Venstre", które należałoby tłumaczyć jako "radykalna lewica", a które jest po prostu… socjalliberalne.

Wszystko bowiem wywróciło powstanie idei socjalistycznej, a ściślej: "socjalizmu naukowego" Karola Marksa i Fryderyka Engelsa. To socjaliści różnej maści zostali hegemonem lewicy od końca XIX wieku aż do upadku ZSRR, czyli do dziś. Równie interesująca zdaje się być tu historia idei w Rosji, gdzie "socjalizm" przynajmniej w deklaracji stał się ideą partii… chłopskich, jak - nomen omen - Partia Socjalistów-Rewolucjonistów, domagająca się przekształcenia caratu w republikę chłopską, co zapewne miało związek ze stosunkowo małą, jak na owe czasy, liczbą klasy robotniczej.

W każdym razie ewolucja podziału lewica-prawica nie była jednolita, a co zauważymy dalej, powoduje to ogromne kłopoty z definicją i rozumieniem obu terminów.

Nieudane próby syntezy

Rozmaici badacze próbują uchwycić stałe i niezmienne punkty na lewicy i prawicy, ale jest to zadanie niewdzięczne i karkołomne. W XXI wieku wiemy bowiem już, że świat nie składa się z samej Europy, a idee europejskie docierały w różne miejsca świata. Mianownik socjalistyczny dostrzegamy w samych Chinach, gdzie dla odróżnienia od "socjalizmu" pierwotnie deklarowanego przez Sun Yat Sena i jego Kuomintang Mao Zedong użył terminu "komunistyczny".

W krajach arabskich, gdzie świecki nacjonalizm kojarzony był właśnie z prądami socjalistycznymi, czego owocami były idee Gamela Abdela Nassera w Egipcie, Muammara Kadaffiego w Libii czy Socjalistyczna Partia Odrodzenia Arabskiego (BAAS) działająca z sukcesami głównie w arabskiej części tzw. "Żyznego półksiężyca". Wreszcie w Ameryce Łacińskiej, gdzie pod tymi samymi hasłami swoją rewolucję narodowowyzwoleńczą przeprowadzili Kubańczycy czy np. w Nikaragui, gdzie obowiązuje bardzo restrykcyjna ustawa antyaborcyjna.

Jak w tych warunkach uchwycić jasną i przejrzystą wspólnotę przekonań lewicowych i prawicowych? Zazwyczaj kończy się to europocentrycznym mędrkowaniem; czyli siadają sobie pan doktor habilitowany z panią profesor w jednym z europejskich państw kapitalistycznych i wydają "wyroki" odnośnie ustrojów państw z innego kręgu kulturowego, iż są one "niesocjalistyczne" bo A, B, C itd. czym oczywiście w opisywanym kraju nikt się nie przejmuje.

Autorowi łatwiej to pisać na przykładzie lewicy, bo nie ukrywa, że ma poczucie przynależności do niej, ale identycznie rzecz się ma w przypadku prawej strony.

W każdym razie, historycznie rzecz biorąc, można pokusić się tylko o bardzo ogólnikową tezę, że "lewicę stanowiły zawsze te siły polityczne, które w danym momencie optowały za przekazaniem większej władzy ekonomicznej klasom ludowym".

Expose premiera Mateusza Morawieckiego
© AP Photo / Czarek Sokolowski
Dowody? W warunkach feudalnych za "lewicę" robił liberalizm domagający się zniesienia pańszczyzny jako formy niewolnictwa, a więc uwolnienia większości od przywiązania do właścicieli w imię egalitaryzmu.

W warunkach kapitalistycznych "lewica" zwracała się ku ideom socjalizmu, jako że w uspołecznieniu środków produkcji dostrzegała aspekt wyzwoleńczy, tj. uwolnienie większości od przymusu pracy najemnej, czyli niekorzystnej transakcji dotyczącej własnej siły roboczej.

Nieprzypadkowo autor w swej definicji posłużył się terminem "władza", mając na myśli nie tyle wąskie jego rozumienie jako "władzy państwowej", ale raczej "prawo do rozporządzania owocami własnej pracy".

Upadek ZSRR, czyli polityka staje na głowie

Tzw. sowietolodzy skłaniają się ku tezie, że Związek Radziecki był państwem totalitarnym, w którym obywatel był pozbawiony możliwości decydowania itp. Pomijają jednak aspekt kluczowy, tj. społeczną własność środków produkcji, co przecież wykluczało pracę najemną. Anarchiści z kolei oceniają to jako "państwowy kapitalizm", tzn. żyjącym z cudzej pracy miało być samo państwo radzieckie. A jednak na poziomie idei dobrze to tłumaczył sam Włodzimierz Lenin.

Opracował on koncepcję "dyktatury proletariatu", która sprowadzała się do bezpośredniego zarządzania państwem socjalistycznym przez partię robotniczą mającą być awangardą swojej klasy społecznej, a więc poprawnie rozumiejącą jej interesy.

To dlatego wódz rewolucji odrzucił idee pełnej demokracji robotniczej - sądził, że klasa pracująca nie jest jeszcze świadoma swoich celów. Nie będziemy tu oceniać, kto ma w tym sporze rację, ten wstęp jest istotny o tyle, że ZSRR jak najbardziej chciał podlegać pod definicję lewicy przedstawioną w poprzednim punkcie.

Tymczasem wśród lewicy europejskiej dokonywało się już po drugiej wojnie światowej wielkie przewartościowanie. Zachodnioeuropejskie partie socjaldemokratyczne oficjalnie rezygnowały z "socjalizmu" jako swojego celu nadrzędnego, a poczęły się zadowalać "kapitalizmem z ludzką twarzą" i tak oto redukowały się do roli lewej nogi swoich reżimów.

Nawet w okresach samodzielnych rządów Labour Party w Wielkiej Brytanii, SFIO (później PS) we Francji czy SPD w RFN - nie podważały fundamentów państwa kapitalistycznego, a co najwyżej zwiększały poziom centralnej redystrybucji dochodów poprzez progresywny system pobierania podatków i inne metody będące już wtórnymi wobec kapitalistycznego sposobu produkcji. Lewica zaczynała więc tracić swoją naturalną bazę społeczną, jaką była klasa robotnicza.

Ta ostatnia być może zwyczajnie czuła, że socjaldemokraci jej już nie reprezentują. Trudno powiedzieć, czy pierwsza była kura czy jajko, ale niemały udział w tym zjawisku miał zwrot lewicy w Europie Zachodniej ku reprezentowaniu interesów mniejszości skupiających się wokół tożsamości - często już nie klasowych, a obyczajowych - jak homoseksualiści, nowoczesny ruch feministyczny, imigranci z krajów dalekich kulturowo czy głosiciele praw zwierząt. Oto ruchy, które do tej pory były uznawane jako "fanaberie burżuazji", zostały przez socjaldemokrację zaadaptowane.

Za "Żelazną Kurtyną" historia napisała jednak swój scenariusz, którego clou był upadek ZSRR. Dotychczasowi komuniści, poza Rosją i Czechami, postanowili przefarbować się na socjaldemokratów. W sporej części okazali się zresztą beneficjentami restytucji kapitalizmu, bowiem wykorzystując swoją uprzywilejowaną pozycję polityczną, brali udział w prywatyzacji majątku państwowego.

Taka "lewica" bardzo szybko zaczęła wiązać się ze swoimi zachodnimi odpowiednikami, także finansowo, w czym udział miały np. niemieckie fundacje im. Freidricha Eberta, Róży Luksemburg czy Heinricha Bohla. Prowadziło to do szybkiego importu idei i tak oto dojeżdżamy do końca naszej podróży, tj. do 2020 roku w Polsce.

Nieoczekiwana zmiana miejsc

Jeśli analizować rządy deklaratywnej lewicy w Polsce, tj. lata 1993-1997 i 2001-2005, to nietrudno odkryć, że mamy do czynienia z liberalną polityką ekonomiczną i dążeniem za wszelką cenę do integracji z kapitalistycznym zachodem. Mamy też demontaż resztek pozostałości po Polsce Ludowej i kontynuację fiskalizmu Balcerowicza. W tych warunkach, ponieważ natura nie znosi próżni, o miano "reprezentacji ludowych interesów" zaczęły walczyć inne formacje.

Najpierw Samoobrona Andrzeja Leppera, która odważnie stawała w obronie części zdobyczy PRL i pokrzywdzonych transformacją rolników czy robotników, a potem… Prawo i Sprawiedliwość - partia całkowicie popierająca (a nawet kształtująca!) prawicową tożsamość historyczną począwszy od zamiłowania do idei jagiellońskiej, przez kult sanacyjnej II RP, aż po tzw. dziedzictwo Solidarności.

To, co nazywaliśmy i nazywamy w Polsce lewicą, ma się nijak do reprezentacji interesów ludzi pracy i to nawet na poziomie samych deklaracji. Kandydat na prezydenta tej formacji, Robert Biedroń, nawet nie udaje socjalisty, a proponuje tylko przyśpieszenie konwergencji z zachodem Europy.

Czasem pewnych historycznych aspektów PRL bronią personalnie z tą tradycją związani politycy SLD, pewne klasyczne socjaldemokratyczne niuanse wprowadzają aktywiści Razem, ale suma sumarum to nadal jest tylko konglomerat radykalizmu obyczajowego i antyklerykalizmu, czyli żadna poważna oferta dla klasy pracującej.

Ten segment elektoratu bardzo zgrabnie i skutecznie zaczął przyciągać PiS swoją polityką ekonomiczną. Owszem, program "500 plus" to żaden tam "socjalizm", ale jest to (zwłaszcza na takim bezrybiu) potężny transfer socjalny w kierunku upośledzonych ekonomicznie członków klas ludowych, który wg ustalonej definicji powinien być raczej postulatem klasycznej lewicy.

Podobnie rzecz się ma z minimalną stawką godzinową czy rezygnacją ze ścigania nieubezpieczonych beneficjentów państwowej służby zdrowia. Jeśli do tego dodamy dosyć aktywną politykę państwa na polu zatrudnienia, owocującą niskim bezrobociem, to mamy obraz klasycznej socjaldemokratycznej polityki społecznej w wykonaniu partii deklarującej się jako prawicowa.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Rosyjscy politycy o słowach Wałęsy w kwestii reparacji
Polskie plany wzburzyły białoruskich polityków
Tagi:
Robert Biedroń, Leszek Balcerowicz, Europa, demokracja, prawica, Kuba, kapitalizm, Francja, Lewica, polityka, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz