08:06 01 Kwiecień 2020
Opinie
Krótki link
Pandemia COVID-19 (106)
6326
Subskrybuj nas na

Bardzo duża ignorancja i lekceważenie tematu ze strony niektórych instytucji i firm odbiły się dość negatywnie na obrocie sprawy – skomentowała sytuację we Włoszech Polka Aleksandra Bai.

Aleksandra od trzech lat pracuje w chińskiej firmie telekomunikacyjnej w Mediolanie i prowadzi o tym blog Sinokopro. W wywiadzie dla Sputnika opowiedziała o sytuacji w Mediolanie w warunkach kwarantanny.

– Jak obecnie wygląda sytuacja w mieście?

– Sytuacja w Mediolanie rozwijała się dość szybko. Niewiele mniej niż miesiąc temu w pobliskich miasteczkach Codogno i Lodi odkryto pierwsze przypadki i zamknięto je jako objęte oficjalną kwarantanną czerwone strefy. Potem przez pierwszy tydzień wiele instytucji i firm wahało się, co zrobić, bardzo duża ignorancja i lekceważenie tematu ze strony niektórych z nich odbiły się moim zdaniem dość negatywnie na późniejszym obrocie sprawy. Mnie to szczęśliwie nie dotyczyło, bo, pracując w chińskiej firmie, mieliśmy już wysoki alert, maseczki i inne środki bezpieczeństwa ponad miesiąc przed kryzysem we Włoszech. W drugim tygodniu coraz więcej ludzi zaczęło pracować z domu, podobnie jak ja i moje koleżanki z działu. Wszystkie sklepy, bary i restauracje były otwarte, poza tymi prowadzonymi przez społeczność chińską, która zareagowała natychmiast i zamknęła wszystkie typy działalności, żeby solidaryzować się z Włochami w tym trudnym momencie.

Tydzień temu w sobotę późnym wieczorem ogłoszony został dekret, na mocy którego Lombardia i Veneto zostały całe objęte kwarantanną jako czerwone strefy. Ludzie spanikowali, bo ogłoszenie zostało nadane w wiadomościach, zanim zostały przygotowane odpowiednie środki bezpieczeństwa jak kordony policji i armii na granicach regionu, kontrole. W rezultacie uciekinierzy, którzy „na hura” chcieli wydostać się z tych dwóch regionów, przyczynili się do dalszego rozprzestrzeniania się choroby. W zeszłym tygodniu nastąpiło wiele obostrzeń w sferze publicznej, zamknięte zostały sklepy i każda działalność, która nie jest niezbędna do realizacji podstawowych potrzeb życiowych obywateli, wstrzymano ruch podróżnych w całych Włoszech i do krajów europejskich.

W samym Mediolanie ulice, nawet te główne, są puste, ludzie uciekają prawie na widok innych osób. Ponadto od dziś nie można już swobodnie spacerować bez podpisania oświadczenia, w jakim celu jest ten nasz spacer, pod karą wysokiej grzywny pieniężnej.

Bezludne ulice w Mediolanie
© REUTERS / Daniele Mascolo
Bezludne ulice w Mediolanie

– Co się zmieniło w życiu mieszkańców miasta?

– Mediolan nie jest może miastem, które nigdy nie śpi, ale ma bogate życie i nocą, i za dnia. Obecnie główne place jak ten przed katedrą Duomo i ulice handlowe takie jak Corso Buenos Aires świecą pustkami. Ludzie wychodzą czasem do sklepu, apteki czy na pocztę, aczkolwiek często bywają też bardzo wystraszeni i wręcz opryskliwi w stosunku do innych, bo sytuacja tego rodzaju jest naprawdę stresująca i sprzeczna ze zwyczajną codziennością we Włoszech. Na przykład to, co dla wielu Włochów jest świętym obrządkiem, czyli poranna kawa i brioszka w kawiarni, nie jest już możliwe ze względu na najnowszy dekret.

– Jakie miejsca publiczne zostały zamknięte?

– Nieczynne są wszystkie instytucje kultury jak kina, muzea, teatry, hale koncertowe. Zamknięte są stadiony, siłownie, hale do tańca, dyskoteki. Ponadto szkoły i uniwersytety zawiesiły oficjalnie działalność do 3 kwietnia. Co do firm prywatnych do zeszłego tygodnia rząd tylko sugerował im, by pracownicy zostali wysłani na home office bez względu na to, czy mają dzieci, czy objawy przeziębienia. W tym tygodniu jest to już obowiązkowe w całych Włoszech, bez względu na sektor publiczny czy prywatny. Co do tego, ile to potrwa, jeszcze nie ma oficjalnych potwierdzeń, ale datą najbardziej prawdopodobną jest także co najmniej 3 kwietnia.

– Czy dozwolone jest wychodzenie do sklepów?

– Tak, chociaż są pewne restrykcje. Do supermarketu może iść tylko jedna osoba na raz na rodzinę. Osoby są też wpuszczane po kolei, nie wszyscy na raz. Personel sklepowy musi mieć obowiązkowo rękawiczki lateksowe, jeśli nas obsługuje i jeśli zauważy się nieprawidłowość, należy im to wypomnieć i poczekać, aż się dostosują. Osobiście zdarzyło mi się, że na stoisku z warzywami chłopak nie miał rękawiczek i musiałam zawołać jego szefową, bo nie chciał się sam dostosować. Naprawdę nie ma co ryzykować, więc jeśli sami bierzemy coś z półki, też lepiej w rękawiczkach, bo trudno jest ciągle dezynfekować dłonie w miejscu publicznym. Od dzisiaj też jeśli wychodzimy z domu, to wyjście do sklepu czy apteki jest jednym z niewielu powodów, dla których straż miejska może zaakceptować, że przemieszczamy się po mieście.

Mężczyzna na balkonie w Mediolanie
© REUTERS / Daniele Mascolo
Mężczyzna na balkonie w Mediolanie

– Czy nie brakuje produktów w sklepach, masek, leków w aptekach?

– Maseczek zabrakło już w pierwszym momencie histerii, która wybuchła trzy tygodnie temu. Co do produktów w sklepach, nie ma pustych półek, aczkolwiek może być tak, że nie znajdziemy jakiegoś najpopularniejszego produktu tak od razu. Nie oznacza to jednak, że nie ma co jeść, bo wielu ludzi, tak jak i ja, robi zakupy przez internet, a do sklepu wybiera się tylko po świeże produkty. Obecnie jednak nawet na dostawy internetowe jest już około tygodnia do dziesięciu dni kolejki. Dla porównania – normalnie wystarczy zamawiać z nich dwa-trzy dni wcześniej. Sklepy są nieczynne także w weekend i powinny zamykać o godzinie 6 wieczorem. Co do leków, nie mam na szczęście większych potrzeb, ale samo zagęszczenie aptek we Włoszech – tylko na mojej ulicy jest ich aż trzy i to nie jest najwięcej – na pewno na ten aspekt nie można też aż tak bardzo narzekać.

– Czy działa komunikacja miejska?

– Komunikacja miejska działa, ale niewielu ludzi jej używa, bo sugerowane jest, by unikać miejsc zatłoczonych, a wcześniej zawsze panował tam ścisk. Co do kolejek podmiejskich, teraz trzeba mieć specjalne dokumenty i pozwolenia, by się nimi przemieszczać, głównie ze względu na to, że z jednego do drugiego powiatu nie powinno się ruszać, jeśli nie ma ku temu specjalnie ważnego powodu.

– Czy jest dużo ludzi na ulicach?

– Na ulicach jest dość pusto w porównaniu z tym, jak jest zwykle w Mediolanie, ale nie jest też tak, że nikogo kompletnie tam nie ma. Są służby porządkowe, chociaż nie tyle, ile byśmy sobie wyobrażali w takiej szczególnej sytuacji, bo wczoraj mimo przejścia ok. 2 km nikogo nie spotkałam. Są ludzie, którzy muszą zrobić zakupy albo po prostu szukają pretekstu, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza, bo bycie zamkniętym w domu przez ponad kilka tygodni jest dość ciężkim psychicznie doświadczeniem. W Chinatown, gdzie mieszkam, już od ponad miesiąca ulice są puste, a jeśli ktoś w ogóle po nich chodzi, to ma na sobie najczęściej maskę.

Bezludne ulice w Mediolanie
© REUTERS / Daniele Mascolo
Bezludne ulice w Mediolanie

– Jak jest organizowana kontrola stanu zdrowia mieszkańców w miejscach publicznych?

– Poza kontrolą przez służby porządkowe nie ma raczej kontroli sanitarnej w miejscach innych niż stacje czy lotniska, które już obecnie są zamknięte. W innych miejscach publicznych szczerze nie widziałam żadnych specjalnych środków ostrożności, ale od ponad trzech tygodni nie ruszam się dalej niż dwa kilometry na piechotę od domu. Nie twierdzę więc, że gdzieś indziej może nie być inaczej.

– Czy w Mediolanie jest mniej turystów?

– Jeszcze tydzień temu widywało się jakieś zagubione stadka turystów, chociaż było ich wyraźnie jak na lekarstwo. W związku z najnowszym dekretem nie widuję już raczej nikogo przyjezdnego, bo skoro większość przewoźników odwołała loty z i do Włoch to trudno, żeby tutaj byli, prawda? Ponadto wszystkie atrakcje, które można by zwiedzić, są zamknięte ze względów bezpieczeństwa, więc nawet gdyby przyjazd do Mediolanu byłby możliwy, nie dałoby się z tego czerpać pełnymi garściami ze względu na ograniczenia.

Bezludne lotnisko w Mediolanie
© REUTERS / Daniele Mascolo
Bezludne lotnisko w Mediolanie

– Co dla Ciebie jest najtrudniejsze w tej całej sytuacji?

– To, że po dość długim czasie pracy z domu zdecydowanie mnie nosi. I nie zrozum mnie źle, nie chodzi o to, że chciałabym gdzieś wyjść i normalnie żyć, tak jak to wszyscy nastolatkowie, których tu wyśmiewa się w internecie przez to, że woleli wyjść na aperitivo, niż siedzieć w domu i nie roznosić wirusa. Po prostu jedną rzeczą jest być w domu, bo chcemy się skupić na sobie, pracy, czy po prostu odpocząć od reszty świata, a drugą jest to, że nie mamy już innego wyboru. Taki trochę dylemat przekornego dziecka, ale działa tak chyba u wszystkich.

– Jak radzisz sobie z całą sytuacją, jakie masz obawy?

– Uważam, że ogólnie radzę sobie z tym dobrze, bo mimo wszystkich ograniczeń udaje mi się pracować i wykonywać wszystkie zadania zdalnie i wydajnie. Mam też więcej czasu na pasje, hobby i nawet zrobienie dokładniejszych porządków. Moją największą obawą jest, że ta sytuacja przeciągnie się przez długie miesiące i zrujnuje bardzo ekonomię UE. Moją drugą obawą jest, jak Polska poradzi sobie z tą sytuacją, która tak na dobrą sprawę dopiero w ostatnich dniach zaczęła być traktowana z całą powagą, na jaką zasługuje.

– Czy ta sytuacja zmieniła Włochów?

– Trudno mi jeszcze na to pytanie odpowiedzieć, bo to długie i złożone procesy. Na pewno wreszcie będzie jakieś doświadczenie spajające całe pokolenia, które je przeżyły. Włosi nie są jednak zjednoczonym narodem, a raczej zbiorem regionów, w których każdy sobie rzepkę skrobie, a w tej sytuacji niewiele się raczej zmienia. Widać to chociaż w ucieczce z Lombardii i Veneto do centrum i na południe Włoch zaraz po ogłoszeniu dekretu, które przyczyniło się do znacznego pogorszenia sytuacji w kraju.

Zdecydowanym pozytywem, który widzę w tej smutnej i ciężkiej sytuacji, jest to, że pomoc medyczna i ciepłe słowa płyną tu także z Chin i ludzie zaczynają znacznie lepiej postrzegać Chińczyków. Do tej pory Włosi nie mieli na ich temat bardzo pochlebnej opinii, ale fakt, że to właśnie z Chin albo od chińskiej społeczności we Włoszech przybywają leki, maseczki i dotacje pieniężne, by wspomóc ludzi w potrzebie, nie powinien pozostać bez znaczenia. Osobiście mam nadzieję, że ta przykra sytuacja może pomóc wielu narodom współpracować i współczuć sobie bez budowanych latami, a nawet wiekami uprzedzeń. Bo w końcu wirus nie ma ani rasy, ani płci, ani innych cech, które nas dzielą, a nie powinny.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Pandemia COVID-19 (106)

Zobacz również:

Amerykańskie sankcje przeszkadzają walczyć z koronawirusem?
Chiny „nakryje” druga fala koronawirusa?
Produkty spożywcze, które wzmacniają układ odpornościowy i mogą chronić przed koronawirusem
Tagi:
kwarantanna, koronawirus, pandemia
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz