02:08 08 Kwiecień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
48622
Subskrybuj nas na

Białoruskiej wsi Chatyń nie znajdzie się dziś na żadnej, nawet najdokładniejszej, mapie geograficznej. Wraz z mieszkańcami została ona spalona przez faszystów 22 marca 1943 roku. Nazwa wsi Chatyń stała się symbolem tragedii narodu białoruskiego w czasie II wojny światowej.

Po napaści hitlerowców na terytorium Związku Radzieckiego w ślad za armiami ofensywnymi Wehrmachtu szły dywizje SS, których głównym zadaniem było przełamanie wszelkiego oporu wobec okupantów. We wszystkich krajach Europy niemieccy okupanci stosowali system brania ludności do niewoli. Okrucieństwo w stosunku do cywilów tłumaczyli walką z ruchem oporu.

Nazistowska taktyka wypalonej ziemi

Na zajętym terytorium dzisiejszej Białorusi wprowadzono niezwykle brutalny reżim okupacyjny. Zaczęły się grabieże ludności, wywóz dóbr materialnych, zabójstwa cywilów. Mordy na ludziach tłumaczono walką z podziemiem i partyzantami. Na naradzie 16 czerwca 1941 roku Adolf Hitler powiedział: „Wojna partyzancka daje nam możliwość zniszczenia wszystkiego, co podnosi bunt przeciwko nam".

Rozkaz naczelnika Sztabu Generalnego Dowództwa Sił Zbrojnych Niemiec feldmarszałka Keitela z 16 grudnia 1942 roku głosił: „Ta walka nie ma nic wspólnego ani z rycerską szlachetnością, ani z porozumieniami genewskimi. Jeśli ta walka przeciwko partyzantom, zarówno na Wschodzie, jak i na Bałkanach nie będzie prowadzona za pomocą najbrutalniejszych metod, to za jakiś czas nie będziemy mieć już sił, żeby poradzić sobie z tą dżumą. Dlatego wojska muszą i są zobowiązane używać w tej walce wszelkich środków, nie licząc się ani z kobietami, ani z dziećmi, jeśli ma to zapewnić sukces”.

Zabójstwa niewinnych ludzi miały miejsce na terenie całej Białorusi i były dokonywane w różnych formach – od rozstrzelań w czasie obław do całkowitej eksterminacji wszystkich mieszkańców poszczególnych miejscowości. Hitlerowcy uważali, że masowe kaźnie, likwidacja całych wsi zasieją przerażenie i strach wśród ludności okupowanych terytoriów.

Spalenie Chatynia

Symbolem okrucieństwa hitlerowskich okupantów wobec cywilów stała się wieś Chatyń – mówi dyrektor Państwowego Kompleksu Memorialnego Chatyń Artur Zielski.

—  Dzień przed tą straszną tragedią, do której doszło 22 marca 1943 roku, do wsi Chatyń i sąsiedniej wsi Mokroś weszli partyzanci brygady woronianskiego oddziału „Mścicieli”.

Artur Zielski, dyrektor Państwowego Kompleksu Memorialnego Chatyń
© Sputnik . Leonid Swiridow
Artur Zielski, dyrektor Państwowego Kompleksu Memorialnego Chatyń

Wcześnie rano partyzanci wyszli ze wsi i podeszli do szosy, przerwali linię łączności i przygotowali zasadzkę. W celu przywrócenia komunikacji do miejscowości Pleszczenice wyjechała grupa niemieckich łącznościowców pod osłoną dwóch plutonów policji z 17. policyjnego batalionu ochrony.

Kolumna samochodów z łącznościowcami i policjantami poruszała się powoli drogą i około godz. 11 rano wpadła w zorganizowaną przez partyzantów zasadzkę. Wywiązała się walka, w wyniku której zabito i raniono kilku policjantów, w tym niemieckiego oficera, kapitana Schutzpolizei Hansa Woellke, człowieka dość znanego w Niemczech (w 1936 roku wziął udział w Olimpiadzie w Berlinie, gdzie zdobył złoty medal w lekkoatletyce, później przyjął go u siebie sam Adolf Hitler). Po walce partyzanci wycofali się bez strat, a policjanci wezwali wsparcie.

Na miejsce, gdzie dzisiaj skręca się w kierunku Chatynia, przybył z Pleszczenic 118. batalion bez jednego pododdziału, z Łohojska Policja i Służba Bezpieczeństwa SS rejonu łohojskiego oraz pododdział batalionu SS „Dirlewanger”. Faszyści podzielili się na dwie grupy i ruszyli śladem partyzantów, przeczesując las.

W Chatyniu Niemcy wchodzili do każdego domu i wszystkich, kogo znajdowali, zaganiali tu, do tego miejsca. Kiedyś znajdowały się tu budynki gospodarskie. I do jednego, największego z nich - pomieszczenia na siano zganiano ludzi rodzinami. Kiedy za ostatnią rodziną zamknęły się drzwi, ludzie przez szczeliny zobaczyli, jak faszyści obkładają budynek słomą i polewają benzyną. Pochodnię podniósł tłumacz i pozostali faszyści zaczęli rzucać nimi w budynek.

Był koniec marca, mokra słoma paliła się słabo i wówczas Niemcy otworzyli ogień z amunicji zapalającej. Kiedy poszedł ciężki, biały i duszący dym, kiedy zapalił się dach, kiedy na głowy ludzi zaczęła spadać płonąca słoma, płonące deski, rozległ się tak straszny krzyk, że nie było słychać nawet wystrzałów. Kiedy ogień całkowicie zajął budynek, przerażeni, płonący ludzie wyłamali drzwi i wybiegli.

Nie znaleźli jednak ratunku: wcześniej rozstawiono karabiny maszynowe i do bezbronnych, płonących ludzi zaczęto strzelać. Strzelali wszyscy: żołnierze, policjanci, oficerowie, esesmani. Całe to miejsce było pokryte ciałami martwych ludzi. Tego strasznego dnia w ogniu i od kul oprawców zginęło 149 mieszkańców Chatynia. 75 z nich to małe dzieci. Najmłodszy mieszkaniec wsi, Tolik Jaskiewicz, miał 7 tygodni. Spłonął razem ze swoją mamą, która miała 19 lat. Przeżyli tylko nieliczni.

Jedyny dorosły, któremu udało się uratować, to miejscowy kowal Josif Kaminski. Próbował uratować swoją rodzinę, wydostał się z ognia dosłownie na kolanach. Kiedy się ocknął, oprawców już nie było, wyjechali już z płonącej wsi. Zaczął szukać swoich bliskich, ale znalazł tylko syna Adama. Chłopczyk jeszcze żył, kule rozerwały mu brzuch. Upadł na kolana i próbował wcisnąć do środka wnętrzności, które wylewały mu się na zewnątrz. Kiedy chłopiec zobaczył ojca, zapytał tylko, czy mama żyje, i zmarł na rękach taty.

Ta dramatyczna scena zainspirowała twórców monumentu „Niepokorionnyj” („Niezłomny” – red.). Nie jest to pomnik Josifa Kaminskiego, a zbiorowy hołd – mówi dyrektor państwowego kompleksu memorialnego Chatyń Artur Zielski.

Pamięć. Dzwony biją co 30 sekund...

W kompleksie memorialnym Chatyń odtworzono układ wsi. Tam, gdzie stały cztery studnie, leżą teraz szare dachy. W Chatyniu było 26 domów, teraz jest to 26 zwęglonych pieców, które zostały po odejściu faszystów.

Chatyń. Dzwony biją co 30 sekund...
© Sputnik . Leonid Swiridow
Chatyń. Dzwony biją co 30 sekund...

Popielaty kolor dominuje na betonowych płytach ułożonych wzdłuż ulic wsi, w otwartych na oścież przed każdym obejściem furtkach – symbolu gościnności Białorusinów.

Miejsce po każdym spalonym domu wioski Chatyń otacza symboliczny fundament, w środku, niczym na zgliszczach, znajduje się przypominająca popiół ziemia.

Pionowe obeliski, zwieńczone dzwonem, symbolizują kominy po spalonych chatach. Tablice memorialne z nazwiskami mieszkańców umieszczono przed każdym domem. Co 30 sekund przenikające bicie dzwonów rozlega się w całej okolicy – jak gdyby opłakują zmarłych i wzywają żywych.

Niezłomny człowiek

W marcu 1966 roku Związek Architektów Białorusi ogłosił konkurs na projekt memoriału. Uczestnicy odwiedzili miejsce, gdzie znajdował się kiedyś Chatyń, żeby poczuć tę tragedię i spotkać się z jedynym dorosłym, który ocalał – Josifem Kaminskim.

Za najlepszy uznano projekt grupy młodych architektów – Jurija Gradowa, Walentina Zankowicza i Leonida Lewina. Do wykonania rzeźby zaproszono Siergieja Selichanowa.

W 1970 roku za projekt kompleksu memorialnego przyznano im najwyższe odznaczenie państwowe w dziedzinie architektury.

Opowiada jeden z autorów Kompleksu Memorialnego Chatyń, 85-letni Jurij Gradow.

Jurij Gradow, architekt, jeden z autorów Kompleksu Memorialnego Chatyń
© Sputnik . Leonid Swiridow
Jurij Gradow, architekt, jeden z autorów Kompleksu Memorialnego Chatyń

— Była to tragedia tej wsi i po prostu wzięliśmy ten temat. To, że doszło do tej tragedii, to, jak wyglądała, i po prostu przetłumaczyliśmy ją na język architektury i sztuki.

Josifowi Kaminskiemu cudem udało się przeżyć. Syn zmarł mu na rękach. I ta historia posłużyła nam do stworzenia postaci symbolicznego już, niezłomnego człowieka, który dzieli się swoim największym nieszczęściem z odwiedzającymi.

Ta rzeźba „wita” dziś każdego z nich.

Stodoła, w której spalono mieszkańców, również ma swoją symbolikę. Jest jak dach nieszczęścia, który spadł na naszą ziemię. Jest to więc nie tylko dach pomieszczenia, a hiperbola, która zmieniła się w symbol wojny.

Tu znajduje się wieniec pamięci, naprzeciwko miejsca, w którym pochowano mieszkańców Chatynia. To jak symbol nowego domu, to jasny wieniec. Republika odrodziła się i nadal żyje. Tak więc temat tragedii połączyliśmy z tematem życia, jego kontynuacji. Życie się zakończyło, ale Białoruś przetrwała.

Trzy brzozy przy wiecznym ogniu to także symbol zmarłych – co trzeciego z nich oraz tego, że to jednak życie. Drzewo to symbol życia – mówi architekt Jurij Gradow.

Cmentarz wsi

Na płytach memorialnych zastygłego w betonie płotu wybito liczby strat poniesionych przez Białoruś w latach II wojny światowej: 209 zniszczonych miast i osad miejskich, 9200 spalonych wsi, 2 miliony 230 tys. zabitych...

30 czerwca 1969 roku w Chatyniu odbyła się ceremonia złożenia do urn ziemi z białoruskich wsi całkowicie zniszczonych przez nazistów, które nie zostały odbudowane po wojnie.

Cmentarz wsi. Chatyń. Białoruś
© Sputnik . Leonid Swiridow
Cmentarz wsi. Chatyń. Białoruś

Obecnie na jedynym na świecie cmentarzu wsi znajduje się jeszcze 185 symbolicznych grobów. Sto osiemdziesiąty szósty należy właśnie do Chatynia.

Opowiemy o tym w naszym kolejnym reportażu.

Redakcja agencji Sputnik Polska dziękuje pracownikom Państwowego Kompleksu Memorialnego Chatyń za współpracę i udostępnienie archiwalnych materiałów wideo, a także kolegom z agencji Sputnik Belarus za pomoc w realizacji projektu.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Stosunki z Rosją „najgorsze od II wojny światowej”? Polscy dyplomaci odpowiadają
Amunicja z II wojny światowej na międzynarodowym lotnisku Ukrainy
Polska chce zrobić z Białorusi „strefę buforową na wypadek rosyjskiej inwazji”?
Kanclerz Austrii: Stanęliśmy przed najpoważniejszym wyzwaniem od czasu II wojny światowej
Tagi:
Chatyń, ZSRR, Adolf Hitler, nazizm, Niemcy, II Wojna Światowa, wojna, Historie wojenne, historia, Białoruś, tragedia
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz