Opinie
Krótki link
Autor
Walka z pandemią koronawirusa (110)
5172
Subskrybuj nas na

Koronawirus uderzył w Ekwador ze zdwojoną siłą. Lekarka, która została zarażona COVID-19, opowiedziała o chaosie i tragicznej rzeczywistości w mieście Guayaquil, które już nazwano „ekwadorskim Wuhan”.

Psychiatra Julieta Sagnay zaraziła się COVID-19 podczas leczenia pacjentów. O mały włos nie trafiła na oddział intensywnej terapii. Ponadto od środka mogła zobaczyć, jak koronawirus uderzył w system opieki zdrowotnej w Ekwadorze. – To, co zobaczyłam, było katastroficzne – powiedziała w rozmowie ze Sputnikiem Mundo.

Guayaquil potrzebuje pomocy humanitarnej. Ciała zmarłych gniją w domach. Mam pacjenta, który zmarł pięć dni temu w swoim domu, nikt go nie pochował. Tymczasem infekcja się rozprzestrzenia – powiedziała Sagnay.

Sagnay nadal przyjmowała pacjentów jako psychiatra, gdy koronawirus pojawił się w Guayaquil – w drugim co do wielkości mieście na wybrzeżu Ekwadoru. Pomimo tego, że zakładała maskę, po jakimś czasie zaczęła odczuwać symptomy choroby. – Dostałam temperatury, silnego bólu głowy, bólu oczu i stawów – mówiła.

Lekarka najpierw postanowiła się odizolować, aby nie zarazić członków rodziny i pacjentów. Jednak „nie doceniła niebezpieczeństwa” choroby, co było błędem, który – jej zdaniem – popełnia większość Ekwadorczyków. – Miałam nadzieję, że to gorączka minie, a jeśli nawet to COVID-19, to minie, jak każde inne przeziębienie – dodała.

Sagnay nie wiedziała, że choroba może zaostrzyć się po pierwszym tygodniu objawów, rozwijając się w zapalenie płuc. „Zaczęłam mieć duszności i trudności z oddychaniem” - wspomina. Koledzy zaproponowali jej przeprowadzenie tomografii komputerowej, co stało się początkiem całej epopei, podczas której psychiatra stanęła w obliczu chaosu, jaki obecnie odczuwa ekwadorski system opieki zdrowotnej.

Postanowiła zrobić tomografię prywatnie, „ponieważ podróż do szpitala była ryzykowna”, a na wyniki trzeba byłoby dłużej czekać. Ponadto zdała sobie sprawę, że w szpitalach „lekarze nie są chronieni, mają tylko fartuchy chirurgiczne i nie mają specjalnych osłon”. Zauważyła również, że „na izbie przyjęć w szpitalu wszyscy byli przemieszani: dzieci, dorośli, starcy”.

Po tomografii komputerowej okazało się, że Sagnay wymaga hospitalizacji. Nie mając środków na opłacenie prywatnego szpitala, musiała wrócić do szpitala państwowego w Guayaquil. Tam przed jej oczami pojawił się straszny obraz.

„To, co zobaczyłam, było katastroficzne. Widziałam ciała w reanimacji, w toalecie. Nikt mi tego nie powiedział, widziałem to na własne oczy” – podkreśliła.

Sagnay została powiadomiona, że ma wolne łóżko na oddziale, ale po tym, co zobaczyła w szpitalu, odmówiła hospitalizacji. „Nie poszłam tam, bo bałam się, że nie wrócę. Poczekałam i wcześnie rano znalazłam inny szpital państwowy” - powiedziała. Udało jej się dostać do szpitala w Milagro, małym miasteczku oddalonym o 45 kilometrów od Guayaquil. Znała tam kilku lekarzy, a sytuacja wydawała jej się znacznie lepsza: opieka nad pacjentami była doskonała.

Poszukiwanie leków przeciwko koronawirusowi

Gdy 23 marca wiceminister zdrowia Ekwadoru Ernesto Carrasco w wywiadzie dla telewizji Teleamazonas powiedział, że stosowanie chlorochiny u pacjentów z koronawirusem „zapobiega postępowi ciężkiego zapalenia płuc” u co najmniej 50% pacjentów, zapotrzebowanie na ten lek w aptekach gwałtownie wzrosło.

Ten sam lek jest stosowany w leczeniu malarii i tocznia, a także w leczeniu COVID-19 w takich krajach, jak Chiny, Rosja oraz Francja. Mówił o nim również prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump. W Ameryce Łacińskiej rozpoczęto jego testowanie w Brazylii, Wenezueli, Meksyku i Ekwadorze.

Po dotarciu do szpitala w Milagro Sagnay dowiedziała się, że w tym ośrodku, pomimo znacznie lepszych warunków opieki, nie było również chlorochiny do leczenia pacjentów z koronawirusem. Ona i członkowie jej rodziny próbowali zdobyć ją w aptekach i laboratoriach, ale tam też została wyprzedana. Według lekarki to właśnie słowa wiceministra spowodowały gwałtowny wzrost popytu, który spowodował, że apteki zostały bez tego lekarstwa.

„Ludzie boją się, dlatego wielu wykupuje leki, nie potrzebując ich. Zajmują się samoleczeniem z powodu błędu tego człowieka (Carrasco)” – powiedziała Sagnay.

Ona i jej bliscy musieli skorzystać z sieci społecznościowych i pomocy byłych pacjentów, aby znaleźć chlorochinę w innych miastach Ekwadoru. Po lek pojechał jej mąż. Tymczasem Sagnay miała już sinicę: stan, w którym skóra zmienia kolor na niebieski z powodu braku tlenu. Miała być przewieziona na oddział intensywnej terapii.

„Przyjmowałam leki antyretrowirusowe na własną odpowiedzialność, chociaż lekarz chorób zakaźnych zapisał mi inne preparaty” - przyznała Sagnay. Zażywała połączenie chlorochiny z lekami przeciwretrowirusowymi. Obecnie badany jest wpływy tych leków na koronawirusa. Jak podkreśliła, „leczenie jest skuteczne, jeśli jest przeprowadzone na czas i połączone z dodatkowymi lekami”.

Przypadek Sagnay nie jest wyjątkowy. Od początku epidemii koronawirusa w Ekwadorze 30 lekarzy zmarło na COVID-19, a ponad 80 zostało zarażonych. Sytuacja ta pogłębia niedobór personelu medycznego i zmusza specjalistów do wykonywania procedur, co do których nie zostali przeszkoleni.

Dlaczego koronawirus wywołał chaos w Ekwadorze?

Po tym, jak przeżyła koronawirusa, Sagnay proponuje własną odpowiedź na pytanie, dlaczego po Brazylii Ekwador zajmuje drugie miejsce w Ameryce Łacińskiej pod względem liczby zachorowań (ponad 120 zmarłych i 3000 zarażonych; dane, które - zdaniem lekarki - powinny być „pomnożone przez trzy, ponieważ wielu umiera w swoich domach, nie wiedząc, czy to COVID-19”).

Rosyjscy eksperci wojskowi dezynfekują kombinezony po wizycie w szpitalu dla osób starszych w Bergamo, we Włoszech, w celu walki z zakażeniem koronawirusem COVID-19
© Sputnik . The Ministry of Defence of the Russian Federation
„Tutaj było zminimalizowane postrzeganie niebezpieczeństwa. Organy zdrowia wygłosiły przemówienie, które zminimalizowało znaczenie profilaktyki i demonizowało maski, bo – według nich – tylko ci, którzy mają objawy powinni z nich korzystać. Władze twierdzą, że to tylko grypa i umiera jedynie 2% chorych” – zaznaczyła Sagnay.

Jej zdaniem, po takich wypowiedziach Ekwadorczycy nie zrozumieli skali zagrożenia i przez długi czas nie przestrzegali zalecanej przez władze izolacji. Jak podkreśliła, kiedy 14 lutego kobieta zarażona wirusem przybyła z Hiszpanii do Ekwadoru, nie poddano jej kwarantannie.

„Problemem jest dezinformacja. Nasi politycy ukrywają informacje, albo nie chcąc wywołać paniki, albo bardziej martwiąc się o gospodarkę” - podsumowała.

Sagnay twierdzi, że poważny kryzys w Guayaquil jest wynikiem późnej reakcji władz, które nadal zezwalały na organizowanie masowych wydarzeń, nawet po zarejestrowaniu w mieście pierwszych przypadków zarażenia. Ponadto mieszkańcy Guayaquil wciąż wychodzili na ulice, nie zwracając uwagi na konieczność izolacji. Jednak w Quito, które jest „bardziej zdyscyplinowane”, tak się nie stało.

Sagnay obwiniła przedstawicieli władz Ekwadoru o to, że „mówią o chorobach, nie będąc lekarzami” i podejmują decyzje „bez wiedzy medycznej”.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Walka z pandemią koronawirusa (110)

Zobacz również:

Kody QR, inteligentny zamek: „małe technologie”, które odegrały dużą rolę podczas epidemii w Chinach
Flash mob parodiowania obrazów zyskuje popularność w Internecie
Defender Europe 2020: na drodze NATO do rosyjskich granic stanął koronawirus
Tagi:
opieka, szpital, pandemia, epidemia, koronawirus, Ekwador
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz