22:24 18 Styczeń 2021
Opinie
Krótki link
Autor
3510
Subskrybuj nas na

Polscy rolnicy z pogranicza polsko-litewskiego, którzy z powodu koronawirusa nie mogą zacząć uprawiać należących do nich pól, nie widzą w tym „złej woli” Litwy. Boją się jednak, że może grozić im bankructwo.

Koronawirus zepsuł plany 104 rolnikom z gminy Puńsk, Sejny, Rutka Tartak, Wiżajn w województwie podlaskim. I chociaż, na szczęście, nie ma wśród nich osób zakażonych COVID-19, zdrowi polscy rolnicy jednak nie mogą uprawiać pól po stronie „sąsiadów”, póki Litwa nie wyda stosownego pozwolenia z powodu obaw przed rozprzestrzenieniem się epidemii koronawirusa.

W imieniu polskich rolników do szefa litewskiego resortu rolnictwa zwrócił się wójt gminy Puńsk Witold Liszkowski, po czym otrzymał odmowę. Prośba została ponowiona, a rolnicy są też zachęcani do samodzielnego interweniowania – pisania wniosków do Ministra rolnictwa Litwy, które mają być rozpatrywane.

Rolnik ma po stronie polskiej 30 ha, a po stronie litewskiej – 150

Jestem wójtem już 20 lat i złej woli ze strony „sąsiadów” nigdy nie wyczuwałem. Myślę, że litewska strona boi się różnych skutków tego koronawirusa, nie wie, co będzie z kontrolą na tym polu, żeby rolnik z kimś się nie spotkał. Wydaje się to im taką ryzykowną operacją. Myślę, że stąd wynikają obawy. Ale w moim przekonaniu, jeśli jest problem, to siada się i się rozmawia, w dobie epidemii – telefoniczne, premier – z premierem, minister – z ministrem i tak powinny być załatwiane sprawy. W tym przypadku chyba tego zabrakło – wyjaśnia w komentarzu dla Sputnika wójt gminy Puńsk Witold Liszkowski. 

Jednak ostrzega, że jeśli nie uda się znaleźć kompromisu, polskim rolnikom może grozić bankructwo. Po litewskiej stronie mają oni 1,5-2 tysiące hektarów ziemi, która czasami jest zasiana trawą, bo polscy rolnicy mają krowy mleczne i siano jest do produkcji mleka potrzebne. Czasami rosną tam zboża. W niektórych miejscach są zboża ozime, z kolei w maju zacznie się kukurydza. 

„Jeśli połowa ziemi rolnika jest po stronie polskiej, a połowa po stronie litewskiej – nie mówiąc już o tym, gdy jeden rolnik ma po stronie polskiej 30 hektarów, a po stronie litewskiej – 150, no to o połowę może być mniej dochodów. Plus troszeczkę spadające ceny mleka, wzrost cen na zakup nawozów. Ludzie mogą nie mieć pieniędzy. A jeśli będzie susza? Dla bydła trzeba kupować paszę, przy suszy ceny paszy też pójdą w górę. Cały czas to jest takie ryzyko i mówię, że nie tylko koronawirus zabije. Boję się najbardziej właśnie suszy” – dzieli się swoimi obawami Witold Liszkowski. 

Litewskie firmy są drogie, a na granicy są puste domy

Ze swojej strony litewskie władze sugerują, żeby polscy rolnicy wynajęli litewskich gospodarzy lub znaleźli firmy do pomocy przy uprawie pól i ich uporządkowaniu. Ale rolnicy z Polski nie uważają tego za dobre rozwiązanie.

Litewskie firmy są drogie. Często jest tak, że firmy z Polski, z gminy puńskiej jadą na Litwę, żeby pomagać tam, bo są tańsze konkurencyjnie. Po litewskiej stronie, przy samej granicy, jest kilku dobrych rolników, którzy po pracach na swoim polu mogliby obrabiać i nasze pola, byłaby to dobra pomoc sąsiedzką, już z nimi rozmawiałem. Ale w większości na granicy są puste domy, starsze osoby mieszkają samotnie, nie ma tam kto pomóc. Jeśli nie będzie to innej możliwości i polscy rolnicy zatrudnią te firmy, to zysku żadnego nie będzie absolutnie – mówi wójt Liszkowski. 

Zbyt Długa droga na pole. A kiedy pracować?

Jak wyjaśnia, jeśli zgoda na przejazd ze strony Litwy się pojawi, to tylko i wyłącznie przez bardzo odległe przejścia graniczne Budzisko i Ogrodniki. Jednak w tym przypadku też nie będzie łatwo. 

„To jest bardzo daleko, ale to już lepsze niż nic. Bo można sprzęt zapakować na TIR-a, ciężarówkę, zawieźć, pracować (nawet wynająć jakiś samochód, jeśli nie jest to trudnością). Tu chodzi o to, żeby już tej kwarantanny nie przechodzić przez 2 tygodnie, jak tylko przyjedziesz do pracy z zagranicy. Lepiej byłoby jechać prosto na pole, z domu widać te pola przez granicę. Jeśli nawet swoim sprzętem pojechać 25 albo nawet 50 kilometrów w jedną stronę i później wrócić, to nie ma czasu na pracę” – wyjaśnia Witold Liszkowski. 

Wszyscy czynią starania, żeby rolnicy mogli te pola uprawiać

Na propozycję stworzenia, na przykład petycji, która ewentualnie pomogłaby rozwiązać skomplikowaną sytuację, wójt gminy Puńsk odpowiada, że „próbowałem już wszystkiego”. 

„Można powiedzieć, że lista rolników, którzy mogą ponieść straty, służy jako petycja. Bo są tam wszystkie nazwiska, ludzie zgodzili się, żebym je podał. Podpisy ich też są. Pisałem do litewskiego premiera, ministra rolnictwa Litwy. Wszystkie materiały też wysłałem do Prezydenta Litwy. Liczę, że Pan minister w swojej decyzji, w swoim rozsądku zadecyduje i ci rolnicy będą mogli przyjechać, nie zaszkodzą oni nikomu, jeśli chodzi tutaj o koronawirusa. Niektórzy posłowie z Litwy, jak i po stronie polskiej też wiedzą o tej sytuacji, zarówno marszałek województwa podlaskiego, Podlaska Izba Rolnicza. Wszyscy czynią starania, żeby ci rolnicy mogli te pola uprawiać” – mówi Witold Liszkowski.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

MFW: Świat czeka najgorszy od prawie stu lat kryzys gospodarczy
Parlament Europejski chce walczyć z „wykorzystywaniem przez Rosję i Chiny kryzysu” z koronawirusem?
Kaczyński: UE wymaga poważnych reform, kryzys z koronawirusem uświadomił jej słabość
Tagi:
rolnictwo, Litwa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz