06:43 11 Sierpień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
23312
Subskrybuj nas na

Premier Mateusz Morawiecki wezwał do uruchomienia „nowego planu Marshalla”, który miałby uratować Europę przed nadciągającą katastrofą gospodarczą. Nie wyjaśnił jednak, skąd miałoby pochodzić finansowanie takiego gigantycznego projektu.

O tym, jaki sens może mieć taki pomysł, red. Igor Stanow rozmawia z politologiem dr. Mateuszem Piskorskim.

— Premier Morawiecki reklamuje swoją inicjatywę ratowania europejskiej, w tym polskiej, gospodarki hasłem „nowego planu Marshalla”. Na czym taki plan mógłby polegać?

— Na poziomie haseł premier mówi o rzeczach absolutnie słusznych i oczywistych. Przecież w zasadzie nie ma sporu, co do tego, że trzeba stymulować rozwój gospodarczy w dobie postpandemicznego, a właściwie pandemicznego kryzysu.

Postulaty zwiększenia wsparcia dla dużych inwestycji infrastrukturalnych, wspierania nowych technologii czy start-upów są dość powszechne. Podobnie, jak nawoływania do zwiększenia poziomu wydatków na krytyczne sektory publiczne, jak służba zdrowia. To dziś zapowiadają wszystkie państwa.

Wybory
© Depositphotos / Vchalup2
Jak rozumiem, taki plan musiałby jednak polegać na gigantycznych inwestycjach, chodziłoby już nie o miliardy ale biliony czy tryliony euro…

— Właśnie, czy szef polskiego rządu wskazał źródła finansowania takiego ogromnego przedsięwzięcia?

— Na tym chyba polega cały problem pewnego surrealizmu tego postulatu, przynajmniej pod taką nazwą.

Przypomnijmy, że historyczny plan Marshalla realizowano po II wojnie światowej. I finansowali go w Europie Zachodniej Amerykanie. Nie była to zresztą pomoc bezinteresowna, bo, po pierwsze, pozwoliła na przejęcie kontroli nad całymi sektorami gospodarki europejskiej przez podmioty amerykańskie. A po drugie, wszystko to miało cel polityczny w warunkach zimnej wojny, polegający m.in. na niedopuszczeniu do wzrostu poparcia dla europejskich partii komunistycznych opowiadających się za współpracą ze Związkiem Radzieckim.

Ten ostatni, choć umęczony wojną światową, też zresztą okazywał pomoc i wsparcie w odbudowie, a czasem wręcz industrializacji od zera krajów Europy Środkowej.

Czyli mieliśmy tu dwa globalne mocarstwa zainteresowane w inwestycjach nie tylko finansowych, ale też technologicznych czy barterowych. Rozumiem zatem, że z tym Marshallem to u premiera Morawieckiego taki skrót myślowy. Pamiętam, że w 2018 roku nawoływał np. do uruchomienia „planu Marshalla” dla Afryki w obliczu kryzysu imigracyjnego. Tylko wtedy, teoretycznie, istnieli jeszcze dysponujący kapitałem sponsorzy.

— Dzisiaj takich zainteresowanych sponsorów nie widać?

— Oczywiście, że nie, bo kryzys dotknął wszystkich w skali globalnej. Chyba trzeba by ich szukać na innej planecie.

A mówiąc poważnie: Morawiecki żadnych źródeł finansowania owego planu nie wskazuje. Sądząc po jego rozmowach telefonicznych z ostatnich dni, zamierza w tej sprawie zwracać się do Unii Europejskiej – rozmawiał z szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen i przewodniczącym Rady Europejskiej Charlesem Michelem – oraz do Niemiec, w tej unii kluczowych; stąd jego kontakt z kanclerz Angelą Merkel.

Jednocześnie – co jest pewnym novum w retoryce polskich władz – szef rządu podkreśla, że Europa powinna strzec się przed wrogimi przejęciami firm ze strony nie tylko Chin, ale i Stanów Zjednoczonych. Uważam, że w ten sposób próbuje się jakoś przypodobać Niemcom i Francji, które przed takimi przejęciami dokonywanymi przez korporacje spoza kontynentu od pewnego czasu ostrzegają.

Niestety, w całym tym adresowaniu prośby o pomoc występują pewne logiczne sprzeczności…

Mateusz Piskorski
© East News / Anna Abako
Mateusz Piskorski

— Unii, a przede wszystkim Niemiec, na to nie stać?

— Uważam, że niemiecka gospodarka też będzie miała spory problem, czego dowodzą kolejne prognozy. Bo jak zacznie się konfrontacja z Amerykanami, to i Trump może ograniczać import europejskich towarów za ocean.

Właściwie to już się dzieje. Gospodarka Niemiec oparta jest na koncepcji Mitteleuropy, to znaczy niemieckie firmy korzystały od lat z niższych kosztów pracy w Europie Środkowej. W obliczu kryzysu mogą być jednak zmuszone do relokalizacji, czyli przenoszenia ograniczonej produkcji do siebie.

Zrozumiałym jest, że Berlin dbać będzie przede wszystkim o miejsca pracy u siebie.

Polsce pozostaje liczyć na to, że w Niemczech nie będą chcieli destabilizacji na wschód od swych granic i dlatego, we własnym interesie, pomogą. Coś w tym rozumowaniu może i jest, ale mogą to być też błędne rachuby, w zależności od głębokości kryzysu.

— UE dyskutuje nad przeznaczeniem dodatkowych 500 mld euro na zwalczanie skutków kryzysu. Ile z tych środków może przypaść Polsce?

— Skuteczność Polski na arenie europejskiej jest znikoma, podobnie jak siła negocjacyjna i przetargowa Warszawy.

17 kwietnia Parlament Europejski przyjął rezolucję wzywającą do wyasygnowania większych środków na walkę z pandemią i jej skutkami. Europosłowie PiS jednogłośnie zagłosowali przeciwko niej. Dlaczego? Bo umieszczono w niej krótki fragment krytykujący władze polskie za dążenie do przeprowadzenia wyborów prezydenckich. I tak wygląda pozycja PiS w Brukseli.

Nie wiem, jakich akrobacji musiałby dokonać premier Morawiecki, by po kilku latach takich działań swojej partii, nagle pozyskać przychylność instytucji unijnych.

— Premier Morawiecki jest historykiem i znów w wypowiedziach na temat „nowego planu Marshalla” nawiązał do historii. Po co mu był ten akcent?

— Tego akurat zupełnie nie rozumiem. Premier stwierdził, że Polskę „ograbiono” w czasach komunizmu. Czyli uznał, że skok cywilizacyjny całego kraju był grabieżą, a dorobek Polski Ludowej nie ma żadnej wartości.

Zupełnie niezrozumiałe jest przywoływanie takich wątków, gdy mówi się o „nowym planie Marshalla” i zabiega o środki. Nie sądzę, by taka retoryka szczególnie przekonywała potencjalnych sponsorów.

I jestem naprawdę sceptyczny, że tacy rzeczywiście się pojawią.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Premier: Nie ma ważniejszego zadania przed Europą niż drugi plan Marshalla
Amerykańscy rewizjoniści upominają się o Kaliningrad
Kampania wyborcza czy wirusowa?
Pani minister „za godzinę” wśród „mędrców” NATO
Litwa przedstawi „plan Marshalla dla Ukrainy"
10. rocznica katastrofy smoleńskiej: Rozmowa ma sens, gdy po drugiej stronie jest partner
Tagi:
Bruksela, UE, pieniądze, budżet, Mateusz Morawiecki, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz