06:25 11 Sierpień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
2284
Subskrybuj nas na

Pandemia koronawirusa pochłania coraz więcej ofiar. Inne problemy, bulwersujące społeczeństwo wcześniej, takie jak uchodźcy, LGBT czy zmiana płci, odchodzą na plan dalszy. Coraz więcej uwagi poświęca się walce z chorobą zakaźną na tle ogólnoświatowej recesji gospodarczej.

Dokonuje się już cięć w budżetach niektórych państw, w tym budżetach wojskowych.

Na przykład, aby kontynuować pakiet stymulacyjny, który ma złagodzić gospodarcze skutki pandemii w Republice Czeskiej, rząd musi zaoszczędzić miliardy koron, co wiązałoby się ze znacznymi cięciami w budżecie obronnym – o 2,9 mld koron (108 mln euro). Minister obrony Lubomír Metnar zgodził się z ministrem finansów Aleną Schillerovą w tej sprawie pięć dni przed ogłoszeniem stanu wyjątkowego w Czechach. Dziennikarz Pavel Otto zauważył, że w czasach kryzysu czeska armia jest zwykle pierwszą ofiarą cięć budżetowych. Dotyczyło to zarówno katastrofalnych powodzi w 2002 roku, jak i światowego kryzysu finansowego w 2008 roku.

Inaczej do kwestii wydatków wojskowych odnoszą się Niemcy

Claudia Major i Christian Moelling w artykule pod tytułem „Europejskie Bonsai-Armie nie mogą być dalej cięte” (Europas Bonsai-Armeen können nicht weiter getrimmt werden) na łamach Frankfurter Allgemeine Zeitung, przestrzegają przed perspektywą redukcji w budżetach obronnych, które mogłyby nastąpić wskutek pandemii. Jako przykład podaje się decyzję Czechów o odłożeniu zakupu bojowych wozów piechoty, jak też wycofanie niemieckich Tornado z misji w Syrii, choć na ich miejsce nie pojawiły się maszyny włoskie, które zamierzano rozmieścić na Bliskim Wschodzie.

A co na to NATO?

Natomiast według Sekretarza Generalnego NATO Jensa Stoltenberga kraje sojuszu nie dyskutują na temat zmniejszenia wydatków na obronę w związku z pandemią koronawirusa.

„Kraje NATO nie poinformowały nas o ograniczeniu wydatków na wojsko, ja także nie zamierzam podejmować tego tematu” – powiedział Stoltenberg.

W Warszawie nie ma zgody, co do celowości niektórych wydatków wojskowych w kraju. Polska opozycja skrytykowała kontrakt na zakup amerykańskich myśliwców F-35 przez Warszawę, uznając go za zbyt drogi, a samoloty za nieodpowiadające wymogom polskiej armii. Opozycja uważa, że polskie siły powietrzne nie mają możliwości pełnej eksploatacji najnowszych amerykańskich myśliwców. Wyraża również niezadowolenie z faktu, że zakup F-35 został dokonany bez wstępnego przetargu.

Eksperci i politycy opozycji uważają, że ciągle można renegocjować zakup samolotów F-35 albo wręcz z niego zrezygnować (kontrakt wart jest 4,6 mld dolarów «około 17,9 mld zł», w tym roku MON zaplanował na ten cel niemal 2 mld zł).

Krytykują transakcję nie tylko dlatego, że jest kosztowna, ale też dlatego, że nie jest oparta o głęboką analizę dotyczącą włączenia tych maszyn do systemu obrony państwa. Uważają, że być może tańszym i pilniejszym rozwiązaniem powinna być realizacja programu Narew, czyli obrony przeciwlotniczej opartej na zestawach rakietowych krótkiego zasięgu.

„Nie jestem przeciwnikiem budowy silnej polskiej armii”

Na ten temat Sputnik porozmawiał z niezależnym publicystą Tomaszem Jankowskim.

„Pieniądze na wydatki wojskowe zawsze się znajdą. I nie trzeba dokonywać cięć, przeznaczonych na programy socjalne. Natomiast można pieniędzy nadrukować albo wziąć kredyty na Zachodzie.

Nie jestem przeciwnikiem budowy silnej polskiej armii, natomiast trzeba zwrócić uwagę na priorytety. Otóż, priorytetem tak zwanej modernizacji polskiej armii – i to widzimy zarówno po kolejnych zakupach, jak i po kwotach, jakie są na te zakupy przeznaczane – jest zakup uzbrojenia w Stanach Zjednoczonych.

To znaczy uzbrojenia, które kierowałyby polską armię na tory ofensywne w naszym regionie. Nie bardzo rozumiem jednak, do czego miałoby to zmierzać” – stwierdził.

Według niego oczywiście, wszystko to jest argumentowane rzekomym zagrożeniem ze strony Federacji Rosyjskiej, natomiast nikt poważny nie jest w stanie powiedzieć, że polska armia, nawet po planowanej modernizacji, jest w stanie dążyć do jakiegoś militarnego konfliktu z Federacją Rosyjską i jeszcze mieć w tym jakieś szanse. Zdaniem publicysty rząd świadomie podsyca antyrosyjską propagandę, żeby przekonać Polaków, co do konieczności tych wydatków.

Cięcia nie obejmą zakupów w Stanach Zjednoczonych
Teraz przechodzimy do drugiego, bardzo istotnego zagadnienia. Pandemia koronawirusa dosięgła zarówno Polski, jak też innych krajów, w tym również USA, które wręcz bardzo głęboko ten kryzys mogą odczuć. Wiemy o dużej liczbie bezrobotnych, którzy pojawili się na przestrzeni ostatniego miesiąca. To oznacza, że amerykańskie lobby będzie tym bardziej naciskać na to, by Polska realizowała kolejne zakupy, by ratować swoją gospodarkę – mówi.

Publicysta przypuszcza, że jeżeli rzeczywiście dojdzie do cięć w budżecie MON-u, te cięcia nie obejmą zakupów w Stanach Zjednoczonych. Jak mówi, gdyby rzeczywiście objęły USA, wówczas polska polityka zagraniczna znalazłaby się w punkcie kolizyjnym z polityką Stanów Zjednoczonych.

„Wydaje mi się, że obecny rząd bardzo dużo sobie obiecuje po dobrych relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Zresztą, wykorzystuje je także do legitymizacji swojej władzy, do legitymizacji - mówiąc wprost – łamania prawa polskiego. To poparcie ze strony Stanów Zjednoczonych jest kluczowe dla pozycji Prawa i Sprawiedliwości” – uważa Tomasz Jankowski.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Błaszczak: posiadanie F-35 da Polsce przewagę nad agresorem
„Można pożegnać górnictwo na Śląsku, ale nie można pożegnać węgla”
„Zatrzymać Chińskiego Smoka!”: UE powinna się bronić?
Opinia: „Układ dał podstawy, że jesteśmy”
Wybory w czasie pandemii: Martwi nie stan zdrowotny, lecz gospodarka
Czy Polska dalej chce wydać miliony na F-35?
Tagi:
wojsko, pieniądze, budżet, UE, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz