13:06 27 Listopad 2020
Opinie
Krótki link
Autor
291
Subskrybuj nas na

Premier Mateusz Morawiecki ogłosił dziś, że od 4 maja znosi obowiązek 14-dniowej kwarantanny dla osób, które uczą się i pracują w sąsiednich państwach na terenach przygranicznych. Co ta decyzja oznacza dla mieszkańców?

Decyzja polskiego rządu o obowiązku 14-dniowej kwarantanny po wjeździe do kraju pozbawiła możliwości zarobku pracowników transgranicznych, którzy każdego dnia pracują w Niemczech i wracają do Polski. Problem dotknął mieszkańców Zgorzelca (woj. dolnośląskie), które z niemieckim miastem Görlitz teraz dzieli nie tylko most nad Nysa Łużycka, ale także tymczasowa granica między dwoma krajami z powodu kwarantanny koronawirusa.

Koronawirus nie przed wszystkimi zamknął granice

Podczas akcji protestacyjnej, która odbyła się zarówno w Zgorzelcu oraz w pobliżu innych przejść granicznych Rosówek-Rosow (woj. zachodniopomorskie), Lubieszyn-Linken (woj. zachodniopomorskie), Porajów-Hrádek (woj. dolnośląskie) mieszkańcy polskiego pogranicza wyrażali niezadowolenie z powodu zamkniętych granic i domagali się zniesienia obowiązkowej kwarantanny.

Jedni protestujący wprost mówili reporterom, że rząd musi wpuścić pracowników do pracy. Inni zwracali uwagę na to, że nie mogą ze Zgorzelca przejść na osiem godzin do pracy do Görlitz, natomiast kierowcy ciężarówek codziennie przekraczają granice bez kwarantanny (i nie ma gwarancji, że wjeżdżają „czyści”). Dla kolejnych ważnym był problem tego, że system szkolny w Niemczech został wznowiony, jednak na skutek kwarantanny zamknięte granice uniemożliwiają polskim uczniom ze Zgorzelca wypełniać obowiązek szkolny w Görlitz.

Życie i gospodarka przenikają się

Chociaż sytuacja z pracownikami transgranicznymi została rozwiązana, to, co się działo, połączyło sporo osób. 

Niepokój mieszkańców m. in. dzielił burmistrz Zgorzelca Rafał Gronicz, który udzielił komentarza Sputnikowi.

Teraz najważniejsze jest uświadomić naszym władzom w Warszawie, że pogranicze to system naczyń połączonych, gdzie przenika się życie ludzi i gospodarka - podkreśla burmistrz.

Jak wyjaśnia, ten mały ruch graniczny zawsze był znakiem szczególnym obu miast.

„Przygraniczne regiony państw, należących do wspólnoty europejskiej, a więc miejsca takie jak nasze pogranicze i nasze miasto, przez lata wypracowały bardzo międzynarodowy i przenikający się na wielu płaszczyznach model rynków pracy i styl życia, polegający na łączeniu mieszkania po jednej stronie granicy z pracą, nauką, czy opieką zdrowotną w sąsiednim kraju” - mówi burmistrz Rafał Gronicz.

Jak dodaje, przynależność do Unii Europejskiej w takim miejscu jak ten powiat i miasto oznacza po prostu codzienne korzystanie z szeregu możliwości - nie tylko tych wymienionych wyżej, ale też z rozrywki, dostępu do handlu i usług.

„Bardzo sobie cenimy wolność wyboru miejsc, w których chcemy pracować, mieszkać, spędzać czas i swobodę przemieszczania się, jaką daje przynależność do międzynarodowej wspólnoty, dlatego wielu mieszkańców Zgorzelca, Görlitz i ich okolic dzieli codzienne życie między Polską a Niemcami” - mówi Rafał Gronicz.

Co łączy powódź sprzed 10 lat i kryzys na pograniczu?

Jest zdania, że należy też rozmawiać z partnerami i szukać wspólnych rozwiązań - tego uczy każda sytuacja kryzysowa.

„Powódź w 2010 roku pomogła nam wypracować i usprawnić wspólny system informowania o zagrożeniach i procedury postępowania, z których dzisiaj korzystamy wymieniając się wiedzą i doświadczeniami walki z epidemią po obu stronach granicy. Wspólnie też reagujemy na problemy, szukamy rozwiązań, sygnalizujemy decydentom na szczeblach krajowych możliwości wychodzenia z kryzysu. Jestem przekonany, że dzięki sile jaką nam daje przynależność do państw unijnych, poradzimy sobie także tym razem. I, że także ta lekcja nas wzmocni, nauczy czegoś nowego. Na szczęście nie zostaliśmy sami ze swoimi problemami” - uważa burmistrz Zgorzelca.

Państwo powinno czynić to nie tylko z myślą o swoich potrzebach

Nic dziwnego, że zmiany wprowadzane w związku z pierwszym kryzysem zdrowotnym o skali pandemii, który zaskoczył świat, dla mieszkańców tych dwóch miast stały się bardzo dotkliwe.

„Chcemy razem szukać rozwiązań, potrafimy być dla siebie wsparciem i możemy liczyć na pomoc sąsiadów. Dlatego jako mieszkaniec, ale też gospodarz jednego z miast pogranicza uważam, że każde z państw członkowskich, które decyduje się wprowadzić ograniczenia w przekraczaniu granicy, czy niemal całkowite jej zamknięcie, jak to miało miejsce obecnie w przypadku granicy Polski, powinno czynić to nie tylko z myślą o swoich potrzebach, ale też z poszanowaniem postanowień Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej i w sposób niebudzący prawnych wątpliwości” - podkreśla Rafał Gronicz.

Jak za czasów NRD

Z kolei dyrektor zarządzający Europastadt Görlitzgotz Zgorzelec GmbH (organizacja odpowiedzialna w imieniu miasta Görlitz za rozwój biznesu/promocję gospodarczą) Andrea Friederike Behr, z której też skontaktował się Sputnik, powiedziała, że „osobiście dorastała w NRD i nigdy nie myślała, że kiedykolwiek będziemy musieli ponownie zmierzyć się z zamkniętą granicą”.

„Obywatel polski należy do naszego europejskiego miasta Görlitz-Zgorzelec zarówno jako mieszkaniec, jak i pracownik. Nasze firmy potrzebują pracowników z powrotem. A polscy pracownicy potrzebują z powrotem pracy! Więc sytuacja była bardziej niż trudna dla wszystkich zaangażowanych. Rozwiązania należało znaleźć bardzo szybko, aby pracownicy nie stracili pracy i przedsiębiorstwa nie zamknęły się” - uważa Andrea Friederike Behr.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Polscy pracownicy transgraniczni znaleźli się „w pułapce”. Niemcy apelują o otwarcie granic
Mały ruch graniczny w rękach rządu. Na co mogą liczyć pracownicy?
Kontrola na granicach przedłużona
Tagi:
granica, Niemcy, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz