11:31 27 Październik 2020
Opinie
Krótki link
Autor
75. rocznica Zwycięstwa (117)
20879
Subskrybuj nas na

Ludzie wychowani w stolicy nie zapomnieli, że „Czterech Śpiących” to pierwszy pomnik wyzwolonej Warszawy: monument, do którego pozowali zdobywcy Berlina, autentyczni frontowi żołnierze, a odlewy wykonano z metali uzyskanych z przetopienia zdobycznej niemieckiej amunicji.

Żoliborz mojego dzieciństwa – szczęśliwych lat 70. i 80., kiedy nikt jeszcze nie kojarzył naszej dzielnicy z Jarosławem Kaczyńskim – uważał, że Praga leży na innym kontynencie. Unikaliśmy prawobrzeżnej Warszawy za wszelką cenę, przekonani, że można tam dostać w mordę i stracić zegarek. Pomnik na placu Wileńskim jest w zasadzie jedynym punktem „tej drugiej Warszawy”, który pamiętam z dzieciństwa.

Pomnik Braterstwa Broni

Zanim pomnik otrzymał swoją oficjalną nazwę – Braterstwa Broni – w latach 40. określany był mianem „pomnika wdzięczności” lub „wyzwolenia”, i zawsze był w Warszawie kojarzony właśnie z wyzwoleniem stolicy 17 stycznia 1945 roku.

Mieszkańcy mówili o nim, dość poufale, „czterech śpiących”, czasem już całkiem złośliwie dodając „trzech pijanych”. „Śpiący” – to 4 figury umieszczone na rogach cokołu: dwóch polskich i dwóch radzieckich żołnierzy ze spuszczonymi głowami. „Pijani” (życzliwiej: „walczący”) to trzej czerwonoarmiści na szczycie pomnika, uchwyceni w dynamicznej pozie, którą można interpretować jako natarcie, ale niektórzy chcieli w niej widzieć dwóch facetów, niosących trzeciego.

Ta wymierzona w monument złośliwość, którą pamiętam z czasów PRL, była raczej odruchowa: pomnik przedstawiał 5 żołnierzy radzieckich i tylko 2 polskich, miał napis po rosyjsku, sławiący „bohaterów Armii Radzieckiej” – więc oczywiście spotykał się z uszczypliwościami.

Ale po 1989 roku, wobec nawały prawackiej propagandy i narastającej przemocy symbolicznej wobec ludzi Polski Ludowej, postawy warszawiaków zaczęły się zmieniać. Im głośniej nawiedzeni prawicowcy krzyczeli, że miejsce tego „symbolu komunistycznego zniewolenia” jest „na śmietniku historii” – tym silniej mieszkańcy stolicy byli do niego przywiązani.

W sondażu przeprowadzonym na zlecenie stołecznego ratusza w ramach tzw. Barometru Warszawskiego, w 2012 roku, kilkanaście miesięcy po czasowym demontażu pomnika w związku z budową stacji metra, 72 procent warszawiaków opowiedziało się za tym, żeby „śpiący” powrócili na swoje miejsce.

Agnieszka Wołk-Łaniewska
© Zdjęcie : Leonid Swiridow
Agnieszka Wołk-Łaniewska

Wprawiło to prawaków w stan histerii. Już nie tylko pseudohistorycy z IPN, ale także samozwańczy aktywiści polityki historycznej, zaczęli pouczać lud Warszawy, co powinien myśleć.

„Podstawowa wiedza historyczna i moralność”

Do historii przeszła sędzia Ewa Grabowska z Sądu Rejonowego dla Warszawy-Pragi Północ, uzasadniająca umorzenie sprawy dwóch gnojków, którzy pobrudzili pomnik czerwoną farbą: napisała ona, że „śpiący” „nie spełniają definicji pomnika, bowiem ochronie prawnej podlega obiekt wzniesiony dla upamiętnienia zdarzenia bądź uczczenia osoby, której ta cześć jest należna”, tymczasem mamy do czynienia z „wymuszonym pomnikiem”, będącym „jedynie symbolem komunizmu, zakłamanej historii z dziejów Polski, kiedy to armia sowiecka nie udzieliła pomocy Powstaniu Warszawskiemu oraz namacalnym symbolem sowieckiej przymusowej okupacji”.

W 2017 roku sędzia rejonowa Grabowska została nagrodzona przez Ziobrę delegacją do sądu okręgowego.

Inny sędzia tego samego rejonu, Piotr Mioduszewski, orzekając w tej samej sprawie po zwróceniu jej do sądu rejonowego przez sąd apelacyjny – postanowił, że „śpiący” są „typowym elementem radzieckiej propagandy, usiłującej wmówić mieszkańcom Polski i innych krajów Europy Wschodniej, iż ZSRR za pomocą swojej armii obszary te wyzwolił, za co wszyscy winni są mu wdzięczność” i w związku z tym „żaden rozsądny człowiek, mając podstawową wiedzę historyczną i moralność, nie może oceniać pomnika Braterstwa Broni inaczej niż stan nienormalny, upokarzający Polaków”.

Sędziego Mioduszewskiego Ziobro nagrodził w 2018 roku stanowiskiem sędziego dyscyplinarnego apelacji warszawskiej.

Akceptacja imperialnej polityki Stalina?

W wydanej przez IPN książce „Od niepodległości do niepodległości. Historia Polski 1918-1989” informacje dotyczące wyzwalania ziem polskich spod okupacji niemieckiej zawarto w rozdziale „Utrata niepodległości”; data wyzwolenia stolicy z rąk niemieckich w ogóle się nie pojawia.

Przy okazji kolejnych rocznic wyzwolenia Warszawy, ipeenowscy historycy – przoduje w tym Andrzej Zawistowski, swego czasu szef Biura Edukacji Publicznej IPN, a obecnie kierownik Działu Historycznego Muzeum Powstania Warszawskiego – biegają po mediach, żeby opowiadać, iż „mówienie o wyzwoleniu Warszawy w dniu 17 stycznia 1945 roku to konserwowanie komunistycznego języka w narracji historycznej” oraz „akceptacja imperialnej polityki Stalina”, gdyż 17 stycznia jedynie „zmienił się okupant”.

Hanna Gronkiewicz-Waltz wyraźnie mijała się w prawdą

Tej histerycznej i kłamliwej narracji służą – ramię w ramię, jak to się niegdyś mówiło – obie partie polskiej prawicy. W 2015 roku warszawscy radni Platformy Obywatelskiej zagłosowali za uchyleniem uchwały Rady z 2011, przewidującej powrót pomnika Braterstwa Broni na plac Wileński po zakończeniu budowy metra.

Hanna Gronkiewicz-Waltz wyjaśniała wówczas zmianę frontu swojej formacji własnym światopoglądem: „Myślę, że nie ma w obecnej sytuacji historycznej woli, żeby taki pomnik wrócił. Nie chcą też tego mieszkańcy”.


W tej akurat kwestii pani prezydent wyraźnie mijała się z prawdą: w sondażu, przeprowadzonym dwa lata po zniknięciu pomnika, 55 proc. mieszkańców stolicy nadal domagało się powrotu „śpiących” na swoje miejsce, tylko 23 proc. było przeciw.

Pierwszy pomnik wyzwolonej Warszawy

Dziś wynik badania byłby pewnie inny: do miasta co roku przybywają nowe pokolenia „przyjezdnych warszawiaków”, którzy nie pamiętają praskiego pomnika, ale za to mają głowy pełne prawicowej pseudohistorycznej propagandy.

Jednak ludzie wychowani w stolicy nie zapomnieli, że „Czterech Śpiących” to pierwszy pomnik wyzwolonej Warszawy: monument, do którego pozowali zdobywcy Belina, autentyczni frontowi żołnierze, a odlewy wykonano z metali uzyskanych z przetopienia zdobycznej niemieckiej amunicji.

Pamiętamy także, że – w odróżnieniu od koszmarkowatych posągów, szpecących ulice polskich miast – to była po prostu bardzo dobra rzeźba.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
75. rocznica Zwycięstwa (117)

Zobacz również:

Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
Agnieszka Wołk-Łaniewska: Symetryzm mać wolności
Polska „bojkotuje” rocznicę wyzwolenia Warszawy: „Wyzwolenie bez wolności”
Wyzwolenie Warszawy: Relacja naocznego świadka
Tagi:
IPN, Powstanie Warszawskie, wojna z pomnikami, Jarosław Kaczyński, propaganda, Wyzwolenie Warszawy, stosunki polsko-rosyjskie, stosunki międzynarodowe, stosunki dyplomatyczne, II wojna światowa, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz