04:55 11 Lipiec 2020
Opinie
Krótki link
Autor
10488
Subskrybuj nas na

Tranzyt gazu z Rosji do Europy, który realizowany jest przez terytorium Polski przy pomocy gazociągu Jamał-Europa, został wstrzymany. Wielkości tranzytu gazu we wtorek rano 26 maja w punkcie Mallnow na polsko-niemieckiej granicy została zredukowana praktycznie do zera.

Ilości pompowanego paliwa zaczęły zmniejszać się już od weekendu. Wcześniej poinformowano, że w dniach 23-24 maja dostawy gazu w punkcie Mallnow zaczęły stopniowo spadać i rankiem 25 maja były 105 razy mniejsze od zadeklarowanych wcześniej ilości. Świadczą o tym dane niemieckiego operatora Gascade.

Sputnik rozeznał się, czy gwałtowny spadek poziomu pompowania gazu wiąże się z tym, że 16 maja 2020 roku wygasł 25-letni kontrakt, regulujący warunki tranzytu przez terytorium Polski gazociągiem Jamał-Europa. Od 17 maja pompowanie na polskim odcinku gazociągu odbywa się tylko na podstawie aukcji.

„Teraz nasze stosunki będą się najwyraźniej rozwijać na zasadzie potrzeby produkcyjnej. Jeśli będzie zapotrzebowanie, to będą nabywane moce. Nie będzie zapotrzebowania – tranzyt będzie ograniczany” – skomentował sytuację wiceszef Narodowego Funduszu Bezpieczeństwa Energetycznego (NFBE) Aleksiej Griwacz.

Polska strona zrezygnowała z przedłużenia kontraktu ws. tranzytu gazu, powołując się na to, że Warszawa poniosła wielomilionowe straty. Według szacunków polskich ekspertów w latach 2010-2017 Polska straciła rzekomo na przesyle rosyjskiego gazu 400 mln dolarów.

Co w praktyce oznacza wygaśnięcie kontraktu jamalskiego? Jakie są perspektywy pracy Gazpromu na europejskim rynku? Z tymi pytaniami Sputnik zwrócił się do dyrektora Instytutu Energetyki Narodowej Siergieja Prawosudowa.

– W jakim stopniu uzasadnione są pretensje polskiej strony?

– Kiedy był podpisywany kontrakt, gazociąg nie był jeszcze zbudowany. W celu realizacji projektu powstała firma EuRoPol GAZ, która jest właścicielem polskiej części rurociągu. To spółka Gazpromu i PGNiG, do których należy po 48% akcji, a także polskiej firmy Gas Trading S.A., będącej właścicielem 4% udziałów. Na operatora gazociągu został wybrany polski koncern Gaz-System, który od 17 maja odpowiada za organizację aukcji.

Jeśli chodzi o tranzyt gazu przez terytorium Polski, to po wygaśnięciu kontraktu nic się praktycznie nie zmieniło.

Gazprom wygrywa aukcje i rosyjski gaz w dalszym ciągu płynie do Niemiec. Innych pretendentów do pompowania gazu oprócz Gazpromu nie ma i nawet teoretycznie być nie może. Należy podkreślić, że finansowanie budowy polskiej części gazociągu wziął na siebie Gazprom. Wówczas zostały uregulowane taryfy, które zapewniły odzyskanie przez firmę zainwstowanych środków. I koncern stopniowo je odzyskiwał.

Zasadniczo ważną sprawą było dla Gazpromu również to, żeby stawki na pompowanie gazu do Europy nie były zbyt wysokie i nie przewyższały stawek tranzytowych przez terytorium Ukrainy, która była wyłącznym właścicielem swojej części i tranzytowym monopolistą w dostawach rosyjskiego gazu do Europy.

Jednak w ostatnich latach polskie władze zaczęły wyrażać niezadowolenie z warunków kontraktu tranzytowego, nalegając na podwyższenie taryf.

Obecnie aukcje na podstawie krótkoterminowego kontraktu są organizowane z krótkim wyprzedzeniem, a zgodnie z podpisaną umową na trzeci kwartał 2020 roku stawka tranzytowa, którą podała polska strona, jest praktycznie taka sama, jak w przypadku kontraktu długoterminowego.

– Kto zyskał po wygaśnięciu kontraktu tranzytowego?

– Nie widzę w tej sytuacji wygranych. Obie strony można nazwać przegranymi: brak nowego porozumienia jest rezultatem tego, że w Europie ma miejsce nadwyżka zasobów energetycznych. Spadek zapotrzebowania na gaz jest złą wiadomością zarówno dla państwa-dostawcy, jak i dla państwa, realizującego tranzyt, ponieważ jest to ich wspólny interes.

– Gazprom będzie musiał zmniejszyć dostawy gazu z powodu nadwyżki zapasów surowca. Dlaczego magazyny gazu są przepełnione?

– Przyczyna jest prosta – ciepła zima i pandemia koronawirusa.

Odpompowywanie gazu magazynów zmniejszyło się gwałtownie w związku ze wstrzymaniem pracy wielu zakładów przemysłowych. W związku z tym spadło zapotrzebowanie na energię elektryczną i co za tym idzie również na gaz. Doprowadziło to do spadku cen gazu na giełdach. Obecnie nie ma ani jednego dostawcy na świecie, któremu opłacałoby się sprzedawać gaz za taką cenę.

– Przejdzmy do gazociągu Baltic Pipe, ktory po zakończeniu budowy ma zostać podłączony do norweskiej sieci gazotransportowej i dostarczać gaz ziemny z Norwegii do Polski. Czy można mówić o tym, że ta nowa trasa gazowa stanowi zagrożenie dla Gazpromu?

– Jeśli rozpatrywać rynek Europy jako całość, to bez wątpienia tak, ponieważ norweski gaz będzie wypierać gaz Gazpromu z polskiego rynku. (...) Zdajemy sobie jednak sprawę, że Norwegia, która jest drugim największym dostawcą gazu do UE po Rosji, nie ma możliwości istotnego zwiększenia wydobycia gazu. Wręcz przeciwnie, zgodnie ze wszystkimi ich prognozami, wydobycie będzie w perspektywnie spadać wraz z eksploatacją norweskich złoż i braku jakichś dużych, nowych zapasów. Dlatego Gazpromowi jest w zasadzie wszystko jedno.

Chodzi o to, że balans konsumpcji gazu ziemnego w całej Europie pozostaje taki sam i jeśli część norweskiego surowca trafi do Polski, to jego deficyt pokryje rosyjski gaz. Innymi słowy, jeśli do Polski popłynie więcej norweskiego gazu, to mniej norweskiego gazu trafi do Niemiec i w RFN znajdzie się odpowiednio więcej surowca Gazpromu.

– Niedawno PGNiG wygrał sprawę przeciwko Gazpromowi w Trybunale Arbitrażowym w Sztokholmie, dotyczącą zawyżonych rzekomo cen gazu. Kontrakt ten wygasa w 2022 roku. Sąd zgodził się na możliwość skorygowania cen, obowiązujących w okresie z 1 listopada 2014 roku do 29 lutego 2020 roku. W związku z tym polska spółka liczy na odszkodowanie w wysokości około 1,5 mld dolarów. Zdaniem wicedyrektora Narodowego Funduszu Bezpieczeństwa Energetycznego Aleksieja Griwacza, biorąc pod uwagę 60 miliardów metrów sześciennych dostarczonych do Polski w ciągu ostatnich 5 lat 1,5 miliarda dolarów nie wydaje się dużą sumą. Obliczenia pokazują, że odpowiada to zniżce na gaz w wysokości 10-12% – powiedział Aleksiej Griwacz. Jakie jest stanowisko Gazpromu w tej sprawie?

– O ile mi wiadomo, firma Gazpromeksport informowała, że mówienie o wysokości odszkodowania jest na razie przedwczesne. Gazprom nie potwierdził publicznie, że zamierza wypłacić tę sumę. Z pewnością dojdzie do apelacji. Tym niemniej kontakty robocze i negocjacje ze stroną polską cały czas trwają.

– Niedawno amerykański senator Ted Cruz zagroził Rosji nowymi sankcjami, jeśli Nord Stream 2 zostanie  ukończony. Czy naprawdę dojdzie do nowych restrykcji?

– Co do tego, że Nord Stream 2 zostanie ukończony nie ma wątpliwości. Nikt nie porzuci budowy gazociągu, który został zrealizowany w ponad 90%. Tym bardziej, że rosyjski statek do układania rur „Akademik Czerski” przybył już z Dalekiego Wschodu i znajduje się w niemieckim porcie. W najbliższym czasie rozpocznie się układanie rur na pozostałym odcinku.

Czy zostaną wprowadzone nowe sankcje? Zobaczymy. Jeśli tak, to przeanalizujemy to i wyciągniemy wnioski. Amerykanie zawsze byli przeciwni wszelkim projektom dostaw rosyjskiego gazu do Europy. Pierwsze sankcje jak wiemy wprowadził jeszcze Regan na początku lat 70. Pomimo to, wszystkie projekty zostały zrealizowane i funkcjonują.

Jeśli Stany Zjednoczone będą stosować jakieś sankcje, to znajdziemy na nie odpowiedź.

– Gazprom ma obecnie dużo problemów. Jakie kierunki są teraz priorytetowe dla koncernu?

– Wszystkie koncerny naftowe i gazowe na świecie mają teraz podobne problemy – spadek zapotrzebowania na ich producję, Wiąze się z tym zmniejszenie wydobycia węglowodorów, spadek cen ropy, gazu, a więc straty finansowe. Wszystkim jest teraz ciężko. Niektórzy mają duże problemy, inni ponoszą wysokie koszty własne produkcji i zmierzają do bankructwa, innych ratuje państwo – dotacjami, nacjonalizacją itd. Gazprom również przechodzi trudny okres, który trzeba jakoś przetrwać, zmniejszyć wydatki, inwestycje.

Pomimo światowego kryzysu gospodarczego w Rosji omawia się obecnie budowę nowego gazociągu „Siła Syberii 2”. Jakie jest jego przeznaczenie.

Gaz płynie obecnie do Chin ze złoża w Jakucji. Ten gaz nigdy nie był rozpatrywany jako możliwe dostawy do Europy. „Siła Syberii 2” zakłada dostawy dodatkowych ilości gazu z nowych złóż we wschodniej Syberii i w obwodzie irkuckim. Teoretycznie gazociąg ten może przebiegać przez terytorium Mongolii w kierunku Chin.

Zasoby będą pochodzić nie tylko ze wschodniej Syberii, ale także z zachodniej części, z półwyspu Jamał. Odległość od półwyspu Jamalskiego do Pekinu i do Paryża będzie mniej więcej jednakowa, dzięki czemu powstanie konkurencja w ramach dostaw tych samych wielkości gazu.

– Jakie są obecnie perspektywy rozwoju branży gazowej w porównaniu z sektorem energetyki odnawialnej?

– Europejscy politycy mówią, że w zasadzie trzeba rezygnować z gazu, ropy, węgla i zastępować je odnawialnymi źródłami energii. Z drugiej strony przyznają, że to przejście będzie bardzo drogo kosztować. Rzeczywiście, w krajach, będących liderami w sferze energii odnawialnej – Danii, Niemczech odnotowuje się najwyższe ceny prądu.

Konsumentom się to oczywiście nie podoba. Niektórzy specjaliści twierdzą, że oprócz globalnego ocieplenia czeka nas także globalne ochłodzenie. Na razie faktem pozostaje to, że Europa nie ma dużych, własnych zapasów gazu, a te, które posiada, maleją.

Gazociąg Jamał-Europa o przepustowości około 33 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie przebiega przez terytorium Rosji, Białorusi, Polski i Niemiec. Obecnie właścicielem polskiego odcinka, który liczy ok. 683 km i 5 stacji kompresorowych, jest spółka EuRoPol GAZ.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Moce polskiego odcinka gazociągu „Jamał-Europa” zarezerwowane w 66%
Dostawy gazu gazociągiem Jamał-Europa przez Polskę gwałtownie spadają
Tagi:
Nord Stream-2, sankcje antyrosyjskie, Baltic Pipe, Gazprom, gaz, tranzyt, Rosja, Polska, gazociąg
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz