08:45 26 Październik 2020
Opinie
Krótki link
Autor
6302
Subskrybuj nas na

Ekskluzywny wywiad Sputnika Česká republika z członkiem rady nadzorczej Czeskiej Agencji Informacyjnej (ČTK), byłym wiceprzewodniczącym Czeskiego Związku Dziennikarzy Petrem Žantovským.

– Dlaczego Unia Europejska jest tak zainteresowana poszukiwaniem dezinformacji? Jaka jest różnica między oznaczaniem mediów jako źródła dezinformacji a próbą ograniczenia wolności słowa? Věra Jourová jest komisarzem ds. wartości i transparentności w Komisji Europejskiej. Czy zna Pan kryteria identyfikowania dezinformacji w KE i jak ocenia Pan pracę komisarz? Czy Pana zdaniem w Komisji Europejskiej jest lista mediów, z którymi jej przedstawiciele się nie komunikują? Na przykład Sputnik kilkakrotnie zwrócił się do Jourovej z bardzo konkretnymi pytaniami dotyczącymi roli paktu Ribbentrop-Mołotow w wybuchu II wojny światowej, ale nigdy nie otrzymał odpowiedzi.

– Niewątpliwie jest to oznaka walki ideologicznej, takiej złożonej technologicznie formy zimnej wojny. Około pięciu lat temu w Brukseli zauważono, że media internetowe często mają większy wpływ na odbiorców niż media standardowe, zwiększają ilość i różnorodność informacji, dlatego narzucanie komuś opinii nie jest już tak łatwe jak w mediach analogowych. Internet przyniósł hipertekst, ciągłe korzystanie z kontekstu i relacji, a przede wszystkim interaktywność. Każdy jest czytelnikiem i autorem. To duży krok dla demokracji. Ale ci, którzy chcą interpretować słowo „demokracja” jedynie jako okazję do pozostania przy władzy, są z tego niezadowoleni i starają się temu zapobiec na wszystkie możliwe sposoby.

Dlatego na szczeblu Unii Europejskiej i w poszczególnych państwach członkowskich tworzone są różne grupy cenzury, jak Centrum Terroryzmu i Zagrożenia Hybrydowe (Centrum proti terorismu a hybridním hrozbám) w naszym Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, które powinny podawać oficjalną prawdę, a przede wszystkim wskazywać tych, którzy odważą się zadawać pytania. Widzicie, niektóre strony internetowe, takie jak Manipulátoři, Neovlivní.cz i inne, sporządzają listy wrogów liberalnej demokracji, nie zapominając o dodaniu, że ci ludzie służą Kremlowi. Kilku moich przyjaciół, którzy znajdowali się na takich listach, jak na ironię mówią, że gdyby służyli Kremlowi, prawdopodobnie otrzymaliby za to jakąś zapłatę, ale nadal nie otrzymali ani jednego rubla. To może wydawać się śmieszne, ale jest raczej smutne. To jest bardzo niebezpieczne.

Petr Žantovský
Gdy tylko zaczniesz robić listy, drugim krokiem jest usunięcie tych ludzi z przestrzeni publicznej, ostracyzowanie ich i zwolnienie z pracy, i wszystko to już się z nami dzieje. Boję się przewidzieć, jaki krok może być następny. A wszystko to dzieje się tylko dlatego, że ktoś próbuje myśleć samodzielnie, a nie wierzyć w pierwszą lepszą propagandę, która się pojawiła.

Poszukiwanie związków i relacji jest niepożądane. Podobnie jak w jednej słynnej bajce, może się okazać, że król jest nagi.

– W wywiadzie dla Info.cz powiedział Pan, że Sputnik rozpowszechnia rosyjską propagandę, ale istnieje także amerykańska lub europejska propaganda, którą można dość łatwo określić. Dlaczego potrzebujemy amerykańskiej i europejskiej propagandy, skoro nikt nie wierzy w rosyjską propagandę, komunizm nie obronił się i dawno upadł, rzekome prorosyjskie partie w Europie Środkowej z trudem weszły do parlamentu, albo wręcz wcale się tam nie dostały? O czym powinno się przekonać obywateli? Jakie współczesne media nazwałby Pan niepropagandowymi (niekoniecznie czeskie)?

– To dobre pytanie. Po pierwsze: odpowiadałem wówczas na pytanie dotyczące dezinformacyjnych mediów i podano mi (jako przykład) Sputnik. Powiedziałem, że Sputnik pojawił się jako „klon” rosyjskiej agencji prasowej; czyli czytając Sputnik, dowiaduję się, jakie jest oficjalne stanowisko Federacji Rosyjskiej w niektórych kwestiach. Czytam go, wiedząc, że przynajmniej częściowo jest nośnikiem propagandy państwowej. Nie ma w tym niczego złego. Podobnie jest w przypadku USA i Voice of America, Niemiec oraz Deutsche Welle, Watykanu i Radio Vaticana...

Mam zatem okazję porównać oficjalne stanowiska, na przykład Federacji Rosyjskiej i Stanów Zjednoczonych. Rzeczywiście, kiedy pisze Pan z pewną ironią, „nikt nie wierzy w oficjalną rosyjską propagandę”, to nie mogę tego powiedzieć, nie ma żadnych relewantnych badań, komu ludzie w większości ufają - Sputnikowi czy Forum-24 (liberalne czeskie media - red.).

Jeśli spojrzeć na to przez pryzmat czeskich „liberalno-demokratycznych” dziennikarzy, nikt tak naprawdę nie wierzy rosyjskiej propagandzie, a ściślej rosyjskim poglądom. Ale skąd pochodzi 30% wyborców głosujących na (czeskiego premiera - red.) Andrieja Babisa?

To dwa razy więcej niż dwie partie następujące za nim w rankingu (zgodnie z najnowszym sondażem 34% głosujących jest gotowych głosować na ruch ANO kierowany przez Babisa, a na kolejne w rankingu partie - „Piratów” i „Partię Obywatelsko-Demokratyczną” odpowiednio 16 i 11,5% - red.).

Skąd wzięły się dwa kolejne zwycięstwa Milosa Zemana w bezpośrednich wyborach prezydenckich? Rzeczywiście, na Forum 24 czytamy każdego dnia, że Babis i Zeman są zaufanymi ludźmi Kremla. Jakoś tutaj liczby się nie zgadzają, nie sądzi Pan?

Przypuszczam, że chodzi raczej o pojedynek w decybelach. Niektórzy myślą, że jeśli są głośniejsi (wydaje mi się, że znaczną część pieniędzy przeznacza się na tego rodzaju propagandę), wówczas ludność automatycznie im bardziej zaufa. Najwyraźniej tak to nie działa.

Jeśli chodzi o ostatnią część pytania - które media uważam za niepropagandowe... łatwo jest na nie odpowiedzieć. Dla mnie gwarancją wykluczenia propagandy w środkach masowego przekazu są media, które przekazują nie opinie, ale suche informacje.

U nas to jest CTK (Czeska Agencja Informacyjna). Nie zawsze jestem zachwycony wszystkim, co tam czytam, ale przynajmniej jej misją jest rozpowszechnianie informacji, a nie komentarzy. Dlatego ufam jej najbardziej.

– W wywiadzie powiedział Pan także, że opozycja „proeuropejskie Forum 24” i prorosyjski Sputnik wydają się Panu niepotrzebne. Czy uważa Pan, że jest to wygodne dla czeskiej sceny politycznej? Oznacza to, że nie służy obywatelom, ale upraszcza polityczną walkę w Czechach...

– Jest to oczywiście niewłaściwe etykietowanie. Sputnik jest zasadniczo prorosyjski, jak napisałem powyżej, i jako taki można ufać, że wykonuje swoją pracę. Forum 24 i podobne strony to oddziały jednej grupy interesów, którym brak oczywistych powiązań z państwami.

Mógłbym się po prostu poddać i powiedzieć, że są to marginalne publikacje z minimalnym wpływem na opinię publiczną. Ale, jak to się mówi, „kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą”. Dlatego liczba takich portali rośnie, rozpowszechniają te same treści, cytują się nawzajem i, co mi się najbardziej nie podoba, są związane z ludźmi z Telewizji Czeskiej, z którymi mają wspólne interesy. W ten sposób uzyskują wyższy status.

Jeśli chodzi o wyrażenie „proeuropejski”, jest to takie powszechne miejsce. Jestem obywatelem państwa europejskiego, to znaczy, że bycie antyeuropejskim oznacza dla mnie z pewnością bycie przeciwko mojej ojczyźnie.

Tutaj pojęcia „proeuropejski” i „prounijny” są celowo mylone, tak, aby sprawiać wrażenie, że UE jest synonimem całego kontynentu i że bez Unii Europejskiej Europa by zniknęła. Ale tak nie jest, co widzimy dzisiaj na przykładzie Wielkiej Brytanii. Wyrażenie „antyeuropejski” jest jedną z wielu pałek używanych do bicia tych, którzy odważą się analizować rzeczywistą sytuację w Unii Europejskiej i mówić o niej krytycznie.

Za komunistów mówiono: „Kto nie jest z nami, jest przeciwko nam”. Wydaje się, że dziś to hasło jest znowu aktualne.

– W swoim najnowszym materiale dla „Gazety Parlamentarnej” wspomina Pan o kilku umowach podpisanych przed zawarciem paktu Ribbentrop-Mołotow. Poprzedził go pakt o nieagresji z Polską, zawarty w 1934 roku. A następnie w 1935 roku nastąpiła anglo-niemiecka umowa morska, czy umowa w sprawie przyjaźni między Niemcami a Francją w 1938 roku. Jak Pan myśli, dlaczego zdaniem Komisji Europejskiej to właśnie Pakt Ribbentrop-Mołotow utorował drogę do rozpoczęcia II wojny światowej? Dlaczego przedstawiciele Unii Europejskiej nie mówią nic o roli innych państw europejskich?

– Nie jestem politologiem, w tym przypadku jestem tylko takim aktywnym historykiem-amatorem, a przede wszystkim poszukiwaczem powiązań. Niewiele ważnych rzeczy dzieje się przypadkowo. Wątpię, aby milczenie na temat dwustronnych inicjatyw Hitlera z lat 30. było spowodowane czymś innym niż próbą uproszczenia interpretacji lub ewentualnie ponownej interpretacji ówczesnych wydarzeń z wykorzystaniem optyki dzisiejszych poglądów i interesów politycznych.

W rezultacie Parlament Europejski niedawno przyjął rezolucję, w której stwierdza, że oprócz Niemiec, ZSRR był także winny wybuchu II wojny światowej. W świetle faktów historycznych jest to odkrycie nie tylko odważne, ale również w dużej mierze ostrzegawcze. Coś podobnego przetestował na nas jakiś czas temu pewien czeski dziennikarz, który stwierdził, że „w 1945 roku Związek Radziecki nas nie uwolnił, ale nas zaatakował”.

Wtedy stukaliśmy palcem w czoło, było to oświadczenie jednej osoby, zresztą nie autorytetu, a ponadto pracującej w amerykańskich organizacjach. Dzisiaj, gdy takie tezy przybierają formę umów międzynarodowych lub deklaracji, moja skóra cierpnie. Oczywiście przedwojenny Związek Radziecki nie był standardem demokracji, ale myślę, że nikt tak nie twierdzi. Ale oskarżanie go o wojnę jest naprawdę niewłaściwe.

I powtarzam po raz kolejny - mówię o tym wszędzie, gdzie to jest omawiane - ZSRR Stalina nie był tym samym, co Federacja Rosyjska Putina. Widzę to jako pewną taktykę propagandową - zastępującą te dwa pojęcia i te dwie osobowości.

Dla wielu krajów i osób, które miały złe doświadczenia z ZSRR (mówię zarówno o powstaniu w 1956 roku na Węgrzech, jak i o sierpniu 1968 roku w Czechosłowacji), ten uproszczony rysunek podobieństw może być akceptowalnym wyjaśnieniem. Dlatego staram się publikować autentyczne dokumenty historyczne świadczące o tym, co i jak było, bez celów propagandowych.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Czechy o rosyjskim dyplomacie z trucizną: Nie mamy dowodów
Polska chce otworzyć granice. Czechy: Wiąże się to z pewnym ryzykiem
Tagi:
propaganda, rewizja historii, II wojna światowa, demokracja, fake news, UE, stosunki międzynarodowe, stosunki dyplomatyczne, epidemia, koronawirus, Rosja, polityka, media, Czechy
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz