03:30 03 Grudzień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
2136
Subskrybuj nas na

Z Polski nadeszła kolejna ekscytująca wiadomość. Odtajniono treść jednego z pamiętników spisanego przez niemieckiego oficera SS. Z ujawnionych – nie wszystkich - treści dziennika wynika, że na terenie Dolnego Śląska ukryto 28 ton złota, artefaktów i skradzionych przez hitlerowców dzieł sztuki ze światowych kolekcji.

Dotychczas lokalizacje w tzw. Dzienniku Ollenhauera pozostawały tajemnicą. Teraz badacze ujawnili 5 z 11 domniemanych lokalizacji skrzynek z kosztownościami, które ponoć opisał były SS-man, i podali do wiadomości publicznej miejsce pierwszej z nich. Jest to teren XVI-wiecznej posiadłości, pałacu, który należał do rodu Hochbergów w Roztoce niedaleko Wrocławia. Cztery pozostałe lokalizacje są znane organom rządowym i na razie nie zostały upublicznione.

Dariusz Franz Dziewiatek oraz Roman Furmaniak z polsko-niemieckiej Fundacji „Śląski Pomost” mieli ponoć otrzymać liczący 500 stron dziennik w 2009 r. od niemieckiej organizacji Quedlinburger w ramach pomocy dla polskiej fundacji.

Sputnik Polska zwrócił się do prezesa Fundacji „Śląski Pomost” Romana Furmaniaka z  prośbą o podanie szczegółów na ten temat.

- Jaka jest historia tak zwanego Dziennika Ollenhauera?

- Media w swoich informacjach podają, że to jest Dziennik Egona Ollenhauera. Od razu sprostuję: jest to pseudonim człowieka o nazwisku Michaelis, który jest autorem wszystkich tych tekstów. W dziennikach on również się podpisuje jako Michaelis.

Wiemy, że jest to oficer, który uczestniczył w ukryciu kosztowności wraz z prof. Guentherem Grundmannem, głównym konserwatorem zabytków na Dolnym Śląsku w czasie II wojny światowej. Miał być szlachcicem niemieckim, oficerem SS, osobą ściśle związaną z Heinrichem Himmlerem - był nie tylko jego kolegą, lecz również jego przyjacielem, a także osobą odpowiedzialną za transport samochodowy. 

Miał pomagać Guntherowi Grundmannowi w przewożeniu i ukrywaniu kosztowności, do czego miało być użytych 260 ciężarówek. Świadków transportu ślad zaginął. O ich losie można tylko się domyślać.
Od samego początku tzw. Dziennik Ollenhauera znajdował się w posiadaniu konwentu, loży masońskiej, a w rzeczywistości w rękach samego Michaelisa i jego rodziny. Te depozyty były schowane na terenie ówczesnych Niemiec jeszcze przed marcem 1945 r., zanim Armia Czerwona zajęła to terytorium. Niemcy już wiedzieli, że te tereny przypadną właśnie Polsce.

- O jakich kosztownościach mowa w Dzienniku?

- To jest 28 ton złota w różnej postaci: sztaby, monety i antykwariat. Niemcy te depozyty składali z Deutschebanku w Breslau na terenie posiadłości Pałacu w Roztoce.

W innym jeszcze pałacu ma być zdeponowane 37 obrazów, zrabowanych z kolekcji rodzin żydowskich we Francji - Rothschildów, Rothsbergów, Levych i jeszcze kilku innych rodzin. Są to dzieła m.in. Boticellego, Rubensa, Cezanne’a, Caravaggia, Moneta, Dürera, Rafaela i Rembrandta, przywiezione z Berlina, Wrocławia i Książa.

Kolejne lokalizacje zawierają artefakty pozyskane przez organizację Ahnenerbe (nazistowska organizacja badawcza założona przez Himmlera– pol. Stowarzyszenie Badawczo-Dydaktyczne Dziedzictwo Przodków – red.), które ta organizacja pozyskała na całym świecie, między innymi, w Tybecie, w Azji Mniejszej, w Europie. Pozyskaliśmy też pewne informacje, których jeszcze nie ujawniamy.

- Dlaczego pamiętniki Michaelisa tak długo czekały, żeby ujrzeć światło dzienne?

- Po pierwsze, dlatego, że od 1945 roku aż do 1990 Polska była pod wpływem Rosji, były tu wojska radzieckie. Po drugie, Niemcy przez lata liczyli, że te tereny powrócą do macierzy. Jednak po wojnie było to niemożliwe. Poza tym, członkowie loży rozsiali się po całym świecie, wylądowali w Chile, w Argentynie.

- Czyżby miało coś się zdarzyć, że w 2009 roku potomkowie nazistów zrezygnowali z tych dążeń, o których marzyli po wojnie, przekazując stronie polskiej, konkretnie polsko niemieckiej Fundacji „Śląski Pomost”, wspomniane pamiętniki.

- 2009 rok to był czas, kiedy ostatni naziści jeszcze żyli, zaś dzienniki miały być ujawnione dopiero po śmierci ostatniego nazisty.

Nadszedł więc czas na przekazania tych depozytów. Polskę wybrano, między innymi, dlatego, że została przyjęta do Unii Europejskiej. Nie ma już granic, jesteśmy wspólną Europą i ten akt przekazania nie budzi kontrowersji. Dlatego przekazanie Dziennika na ręce Fundacji nastąpił właśnie przed śmiercią właściciela.
Jestem reprezentantem Polski.

Jestem pierwszą nitką polską, która w sprawę jakby wchodzi, i której się przekazuje - jeszcze nie rządowi! - wszystkie wiadomości. Natomiast założycielem Fundacji jest osoba, która jest bardziej Niemcem, niż Polakiem, aczkolwiek też posiada obywatelstwo polskie, bo jest rodowitym obywatelem właśnie Dolnego Śląska i Opolszczyzny. Więc tutaj jakby znaleziono „złoty środek”.

I to właśnie jemu niemiecka organizacja Quedlinburger przekazała Dziennik od potomków Michaelisa i jego rodziny. W tym samym czasie powstaje Fundacja i te Dzienniki przechodzą w nasze ręce z określonym celem, który właśnie realizujemy.

- Jaki to jest cel?

- Tutaj bardzo proszę o uwagę. Tym celem jest nie tylko kwestia skarbów. Z całą stanowczością podkreślamy, że nie będziemy podejmować żadnych kroków prawnych i faktycznych, które mogłyby stać w sprzeczności z obowiązującymi w tym zakresie regulacjami prawnymi. Jednocześnie deklarujemy pełną gotowość do współpracy z odpowiednimi organami administracji publicznej.

W zasadzie jeszcze nie ujawniamy ani, co zawierają, ani, gdzie się znajdują kosztowności. Na pewno w dalszej przyszłości te lokalizacje będą ujawniane. Dlatego, że czekamy na rozwój sytuacji, m.in. związanej z Rosją.

Nie wykluczamy, że radziecki wywiad wojskowy mógł wiedzieć o dokładnych miejscach schowku. Właśnie Rosjanie posiadają materiały, które mogą tę historię wzbogacić. Jesteśmy o tym przekonani. Jako Fundacja „Śląski Pomost” będziemy czynili wszelkie starania, żeby ktoś z rosyjskiej strony nas odwiedził.

Według portalu „Zwiadowca Historii” szef  Fundacji Roman Furmaniak liczy także na pomoc Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w celu lokalizacji kryjówek. Według Ministerstwa zgłoszenie jest w trakcie weryfikacji. Sprawą wciąż zajmują się jednak badacze, którzy otrzymali dostęp do treści zawartych w Dzienniku. 

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Szafiry, rubiny, szmaragdy ukryte w kominku: skarby w byłym domu księdza
Córka oficera radzieckiego wywiadu: „Łączyła nas wielka przyjaźń z Polską”
Tagi:
Unia Europejska, skarb, złoto, ZSRR, wywiad, III Rzesza, II wojna światowa, Polska, Dolny Śląsk
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz