17:31 22 Październik 2020
Opinie
Krótki link
Autor
Wybory prezydenckie 2020 (102)
2304
Subskrybuj nas na

„Resztki autorytetu państwa polskiego już przebiły dno i lecą w dół wyjątkowo bagnistym kanałem, i wszyscy politycy poszczególnych partii przyglądają się temu radośnie i jeszcze do tego dolewają” - uważa politolog Konrad Rękas.

Jego zdaniem, to politycy w najlepsze grali w swojego ulubionego cymbergaja pod tytułem „Jak zepsuć prawo w Polsce” i wszystkich zniechęcili do polityki.

Marszałek Sejmu Elżbieta Witek ogłosiła oficjalnie, że wybory prezydenckie 2020 odbędą się 28 czerwca. Głosować będzie można zarówno w lokalu wyborczym, jak i w sposób korespondencyjny.

Podczas swojego wystąpienia Marszałek Sejmu krytycznie wypowiedziała się na temat partii opozycyjnych, obarczając je winą za przełożenie wyborów. Jak podkreśliła, wybory powinny były się odbyć już 10 maja.

Znany polski analityk polityczny i dziennikarz Konrad Rękas odpowiada na pytania komentatora Sputnika Leonida Swiridowa.

— Już znamy datę wyborów prezydenckich w Polsce – 28 czerwca. Czy ma Pan żal do polskich polityków, że z tak poważnej sprawy, jak wybory prezydenckie, zrobili kabaret?

— Po pierwsze, trzeba powiedzieć, że mamy wybory, ale nie mamy kandydatów. Dlatego, że nie ma kandydatów poważnych, i to jest największy problem. Kandydaci są niepoważni, to trudno się dziwić, że i procedura jest niepoważnie traktowana.

Niestety, tak krawiec kraje, jak mu materia staje. Politycy są dość uważnymi obserwatorami społeczeństwa polskiego, wiedzą, na co mogą sobie pozwolić.

Okazało się, że społeczeństwo polskie po nie najlepszych doświadczeniach ostatnich prezydentów nie nadzwyczajnie przywiązuje wagę do tego, kto zasiądzie na tym najważniejszym stanowisku w państwie. A więc, politycy mogą sobie prowadzić gierki z tym związane.

W przedostatnie kilkanaście tygodnie takie gierki w zasadzie trwały. Społeczeństwo było zajęte mniej lub bardziej uzasadnionym lękiem przed koronawirusem, to politycy w najlepsze grali w swojego ulubionego cymbergaja pod tytułem „Jak zepsuć prawo w Polsce” i wszystkich zniechęcili do polityki. I ta pseudokampania prezydencka jest wisienką na torcie całej operacji zohydzania Polakom życia publicznego.

Tak naprawdę jest to już dosyć oczywiste i jasne, że ktokolwiek by nie został prezydentem w ten sposób, w tej formie, po takich rozgrywkach, ani nie będzie się cieszył autorytetem społecznym, ani nie będzie symbolem jedności narodowej – a w zasadzie tym powinien być. Ani nie będzie silnym przywódcą politycznym, który będzie w stanie zaproponować Polakom jakieś zupełnie nowe otwarcie, nowe rozwiązania wobec oczywistego kryzysu klasy politycznej w Polsce.

Konrad Rękas
© Zdjęcie : Facebook
Konrad Rękas

Być może, o to chodziło, aby w tych wyborach nie było nikogo, kto mógłby wyjść poza tę miernotę, poza tę małość, poza tę nijakość polityki III Rzeczypospolitej.

I wszyscy kolejni kandydaci głównego nurtu idealnie do tego celu się dopasowują: są mierni, nijacy, marni.

— Nowy kandydat na prezydenta z PO pan Rafał Trzaskowski, jak się wydaje, jest człowiekiem świeżym, doświadczonym, niby nowym. Najważniejszym zadaniem prezydenta jest pozycja Polski na arenie międzynarodowej, stosunki dyplomatyczne, dbanie o to, jak jest odbierana Polska poza granicami kraju. Ale to, co czytałem i słyszałem, jak wypowiadał się pan Trzaskowski o polityce zagranicznej, to naprawdę wywołuje zdziwienie i zdumienie.

Dziennikarz MIA „Rossiya segodnya” Leonid Swiridow
© AP Photo / Alik Keplicz
Bo z mojego osobistego punktu widzenia, pan Trzaskowski absolutnie nie zna się na polityce zagranicznej, chociaż jest prezydentem m.st. Warszawy, był europosłem i ministrem. Wypowiedział się, na przykład, na spotkaniu z wyborcami w Poznaniu, cytuje: „Ja nie głosowałem na Lecha Kaczyńskiego, ale pamiętam, jaki byłem dumny, jak razem z innymi prezydentami regionu bronił w Tbilisi gruzińskiej demokracji przeciwko atakowi Rosji. Pamiętam, jaki byłem z niego dumny” – ale Lech Kaczyński, to jest inna opcja polityczna. Oprócz tego, okazało się, że Rafał Trzaskowski nawet nie wie, że wojna w Gruzji zaczęła się od tego, że Michaił Saakaszwili zbombardował Cchinwał.

— O personach takich, jak pan Trzaskowksi, zawsze się w Polsce mówiło: „jak z żurnala wycięty”. Gdyby to była gra komputerowa albo karciana, to taka karta byłaby imponująca, bo każdy chciałby taką postać wylosować. Pan Trzaskowski ma i wykształcenie w kierunku stosunków międzynarodowych, i doktorat z politologii, był ministrem najnowocześniejszego resortu, nie potrzebnego, ale bardzo nowoczesnego, czyli cyfryzacji, i wiceministrem spraw zagranicznych i europosełem. Zna pięć języków. Teraz kandyduje na prezydenta Polski. Po prostu cud, miód i orzeszki. Sęk w tym, że jest to tylko kartonowy kandydat na prezydenta. Jest pusty, jak wydmuszka.

Są takie osoby, które ubierają się wychodząc z domu, patrząc na sąsiada, nie na termometr, nie na prognozy, ale na sąsiada. Jak patrzą, że oni są w płaszczu, a sąsiedzi w krótkich majtkach, to wracają do domu i się przebierają, nie patrząc, że jest im zimno.

PO też się tak zachowała. Wyszli z domu, popatrzyli, że o! cholera, to nie sezon na kobity. Trzeba wystawiać takich ślicznych pustaków, to my też wystawimy. Wycofali kobitę, wystawili pustaka. Bo kiedy się przepuści takiego Trzaskowskiego przez magiel logiki i zdrowego rozsądku, to tam jest zawartość słowna „zero”.

Pan Trzaskowski, jak wynika z jego wypowiedzi w Poznaniu, chciał podobać się wszystkim. Pomijając już, że pomylił dwa powstania, no, bo on nie zna historii, bo jest specem od spraw zagranicznych, a nie od historii, może mu się tak wydawać. Więc pomylił czerwiec poznański z powstaniem wielkopolskim. Prawda, kogo to obchodzi poza Poznaniem?

Ale kiedy mówi o polityce zagranicznej, jest jeszcze gorzej. I tak było zawsze. Kiedy był wiceministrem spraw zagranicznych, to jak występował wspólnie w programach telewizyjnych chociażby z obecnym senatorem panem Bielanem czy innym przedstawicielem PiS-u, to nie można było odróżnić, który jest z której partii. Dlatego, że wypowiedzi ich obu tak wspólnie pięknie brzmiały czy to w sprawach rosyjskich, czy ukraińskich, czy we wszystkich innych. To jest ciągle ten sam głos – „Głos Ameryki” – tak to należy powiedzieć.

I jeśli prezydent Warszawy nawet w Ratuszu Warszawskim powołał własne biuro ds. międzynarodowych, czy ogłaszał, że Warszawa prowadzi niezależną politykę zagraniczną (to też ewenement na skalę krajową) i będzie sam się ubiegał o środki unijne, bez Polski, będzie sam zawierał układy, m. in. z Budapesztem i z Pragą, ambicje ma ogromne. Ale, umówmy się też: jeśli on mówi, że chce być drugim Lechem Kaczyńskim, jeżeli on mu tak szalenie imponował i po prostu prawie szlochał na baczność przy Lechu Kaczyńskim w Tbilisi, to po co mamy na niego głosować? To możemy wybierać człowieka, którego by Kaczyńscy poparli, czyli innego byłego europosła Andrzeja Dudę. Jaka jest różnica?

Co więcej, kiedy on mówi w tym swym wystąpieniu w Poznaniu o tym, że chciałby być aktywnym prezydentem, takim, jak w czasach swej prezydentury byli Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, Lech Kaczyński, to ja się boję, że on z tych trzech postaci nie weźmie wcale tego, co było w nich akceptowalne.

Czyli nie weźmie z Lecha Wałęsy samodzielności w myśleniu, tylko jego destrukcję. Nie weźmie z Aleksandra Kwaśniewskiego jego umiejętności poruszania się w środowisku międzynarodowym, tylko skłonność do gaf i nadmiernego serwilizmu, zwłaszcza wobec oligarchów, na przykład, ukraińskich. I jeśli będzie naśladował Lecha Kaczyńskiego, to nie wtedy, kiedy ten potrafił się cofnąć, kiedy leciał do Smoleńska po to, żeby wygłosić przemówienie pojednawcze wobec Rosji. Tylko weźmie od Lecha Kaczyńskiego awanturniczość, tę najgorszą awanturniczość, którą Kaczyński objawił, na przykład, w kryzysie gruzińskim.

Pan Trzaskowski sam mówi, że będzie naśladował najgorsze cechy polskiej polityki ostatnich trzech dekad, zwłaszcza na arenie międzynarodowej. To zdyskwalifikuje się i jako dyplomata, i jako kandydat na prezydenta. Bo przypomnijmy, że prezydent Rzeczpospolitej Polskiej nie może się zajmować ani reformowaniem służby zdrowia, ani ratowaniem polskiej kultury, ani ochroną środowiska naturalnego.

Przede wszystkim kandydat na prezydenta powinien pamiętać o tym, że kompetencją prezydenta RP jest reprezentowanie Polski na arenie międzynarodowej. A do tego pan Rafał Trzaskowski odpowiednich kompetencji i kwalifikacji nie posiada.

— Chciałem zwrócić uwagę Pana i czytelników Sputnika na to, że w Polsce będzie można głosować zarówno w lokalu wyborczym, jak i w sposób korespondencyjny czyli drogą pocztową. W Rosji 1 lipca też odbędzie się głosowanie, referendum, związane ze wprowadzeniem zmian do Konstytucji Federacji Rosyjskiej. Szefowa Centralnej Komisji Wyborczej Rosji pani Ełła Panfiłowa zadecydowała, że w Rosji nie będzie głosowania korespondencyjnego, czyli takiego, jakie planowano w Polsce. Pani Panfiłowa uważa, że tradycyjny sposób głosowania jest bardziej demokratyczny. Jakie jest Pana zdanie?

— Problem polega na tym, że klasa rządząca w Polsce zagoniła się za procedurą wyborczą, co jest szczególnie żenujące. Bo tak naprawdę co mogę teraz powiedzieć? Gdyby powiedzieli: no, dobra, idźcie sobie normalnie zagłosować – to dlaczego wybory nie odbyły się 10 maja?

Umówmy się, przecież tak naprawdę nic nie stało na przeszkodzie. Skoro stwierdzono, że nie ma podstaw dla stanu wyjątkowego, można było po prostu znieść wcześniej te wszystkie ograniczenia, które w Polsce wprowadzono. Ale teraz przecież nie mogą się przyznać, że narobili zamieszania po to, żeby pan minister Szumowski pohandlował sobie różnymi atrakcyjnymi towarami ratującymi życie.

Teraz też się nie mogą przyznać, że przez 12 tygodni kłócili się o pietruszkę. Że tak naprawdę możemy odstąpić od tych wszystkich pomysłów, pisanych na kolanie.

Ale nie po to są w Polsce politycy, żeby coś zrobić normalnie i zachowywać się zgodnie ze zdrowym rozsądkiem. Kłopot polega też na tym, że ta ustawa, nad którą znowu teraz pracował Senat i teraz znowu cyzelowała i dopieściła w swym ostatnim przemówieniu marszałek Witek, ona jest znowu fatalnie napisana, jest znowu niespójna. Znowu wszystko jest w ręku urzędników i polityków, którzy będą interpretować, bo tam nic z niczym się nie zgadza, włącznie z tym, że nie wiadomo, co zrobić z tym, co na pewno, wydaje się im, że napisali.

Że nie trzeba zbierać stu tysięcy podpisów, jakie zbierali kandydaci, którzy rejestrowali się do to tych wyborów, które być się miały, ale się nie odbyły. Nie jest to wcale proste pisanie, bo to jest norma konstytucyjna w Polsce i ustawą jej w taki sposób zmienić nie można. Wiadomo, że nie takie rzeczy w Polsce deptano i łamano.

Nie wiadomo, co robić z komisjami wyborczymi. Czy to są prawa nabyte, czy te, które zgłosili, jeszcze raz je zgłaszać i tak dalej. Znowu mamy do tych wyborów nieco ponad trzy tygodnie, problemy ujawnią się dopiero w trakcie stosowania tej ustawy, w trakcie odbywania tych wyborów.

I jaki by ten wynik nie był, powtórzę, jak one by się nie skończyły, one zawsze dla części społeczeństwa staną się kłopotem: czy nastąpiła manipulacja, czy nastąpiło przynajmniej umożliwienie oszustwa, jeśli nie wprost oszustwo wyborcze. Słowem, resztki autorytetu państwa polskiego już przebiły dno i lecą w dół wyjątkowo bagnistym kanałem, i wszyscy politycy poszczególnych partii przyglądają się temu radośnie i jeszcze do tego dolewają. Niestety.

Powinno się zapalić światełko w umysłach polskich wyborców: po co oni się starają o ten urząd, skoro sami go tak upodlili? Bo gdzieś tam musi być inny interesik w tym wszystkim. Niech Polacy o tym pomyślą. Gdzie oni mają  interesik, jeśli sami starają się o prezydenturą, którą sami zamienili w pośmiewisko?

— Czy Pan jako wyborca będzie głosować?

— Zastanawiam się nad tym, ponieważ w tym nowym terminie będę miał taką możliwość. To znaczy, że będę mógł udać się do swojego lokalu wyborczego i oddać głos.

Mógłbym tak zrobić, tylko nie jestem głęboko przekonany, czy miałbym na kogo ten głos oddawać.

Bo na razie żaden z kandydatów nie prezentuje w całości tego programu, który widziałbym jako właściwy i realny dla Polski. A głosowanie przeciw gdyby była taka opcja, jak w niektórych krajach – „przeciw wszystkim”, to taki głos byłby, z całą pewnością na pierwszym miejscu.

— Dziękuję bardzo za komentarz.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Wybory prezydenckie 2020 (102)

Zobacz również:

Bajkowa inicjatywa Trójmorza: Europa-bis Donalda Trumpa
Polski „Bóg rapu” z koroną na sweterku podbija rosyjski Internet
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Waszyngton to nie Moskwa. Zdewastowano pomnik Tadeusza Kościuszki
Polska akcja w Internecie: „Rosjanie, przyjaciele! Polska na was czeka!”
Z przedmieść Paryża (oczami Polaka): Czy istnieje alternatywa dla kapitalizmu?
Tagi:
Konrad Rękas, Andrzej Duda, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, Prawo i Sprawiedliwość, Platforma Obywatelska, Rafał Trzaskowski, PiS, polityka, wybory prezydenckie, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz