03:43 21 Październik 2020
Opinie
Krótki link
Autor
9258
Subskrybuj nas na

Spory na temat tego, czy należy wycofywać broń jądrową z Niemiec, trwają zarówno wewnątrz kraju, jak i poza jego granicami.

Pod koniec maja na posiedzeniu Bundestagu przedstawiciel kierownictwa Socjaldemokratycznej Partii Niemiec, deputowani z ramienia lewicowych i względnie lewicowych frakcji wezwali USA do wycofania z RFN swojej broni jądrowej. Była to reakcja na wystąpienie amerykańskiego ambasadora w Niemczech Richarda Grenella, który po raz kolejny powtórzył, że amerykańska broń jądrowa to gwarancja pokoju w Europie.

Wcześniej Grenell niejednokrotnie w formie ultimatum żądał od niemieckiego rządu, by przestał kwestionować udział kraju w działaniach NATO w zakresie powstrzymywania jądrowego. Potem dołączyła do niego ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher, mówiąc, że jeśli Berlin planuje ograniczyć ilość głowic jądrowych na swoim terytorium, a tym samym osłabić NATO, bomby B-61 (obecnie ich ilość w bazie lotniczej Büchel wynosi 20 sztuk) można by było przewieźć do Polski, która płaci należyte składki do budżetu NATO, jest świadoma ryzyka i znajduje się na wschodniej flance Sojuszu.

Nigdzie indziej amerykańska broń nie znalazłaby się równie blisko Rosji. Zarówno w Berlinie, jak i w Warszawie nie znalazł się nikt, kto ośmieliłby się sprzeciwić waszyngtońskiej ambasador.

Kiedy przedstawiciel frakcji Socjaldemokratycznej Partii Niemiec w Bundestagu Rolf Mützenich na początku maja nazwał amerykańskie bomby atomowe w Niemczech „reliktami Zimnej wojny” i opowiedział się za ich wycofaniem z terytorium kraju, szef MSZ Heiko Maas i rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert natychmiast opowiedzieli się za dalszym udziałem Niemiec w siłach powstrzymywania jądrowego.

Czy pomysł przeniesienia amerykańskiej broni do Polski ma szanse realizacji? Sputnik omówił ten problem z politologiem Lutzem Kleinwächterem. Niemiecki politolog pracował wcześniej w MSZ NRD i w biurze ONZ w Genewie, a obecnie jest profesorem w Wyższej Szkole Ekonomii (Hochschule der Wirtschaft) w Berlinie, przewodniczącym klubu politologicznego WeltTrends, a także członkiem zarządu Instytut Międzynarodowej Polityki WeltTrends.

Sam w sobie udział w powstrzymywaniu jądrowym to absurdalna historia – uważa Lutz Kleinwächter.

Według niego oświadczenia Grenella należy rozpatrywać w kontekście krytycznej dyskusji, jaka rozwinęła się w Niemczech. W tym sensie ekspert uważa, że rozważania na temat przeniesienia amerykańskiej broni jądrowej do Polski nie są niczym więcej, jak tylko prowokacją i próbą wywarcia presji ze strony neokonserwatywnych i transatlantyckich środowisk w Niemczech w celu potwierdzenia dalszego udziału Berlina w tak zwanych „siłach powstrzymywania jądrowego” NATO, „choć żadne zagrożenie nie istnieje”.

Grenell i Mosbacher zdaniem niemieckiego politologa są tylko „pomocnikami Trumpa wykonującymi jego polecenia”. Ekspert określił ich mianem „prowokatorów pozbawionych doświadczenia dyplomatycznego”, „dla których nie ma miejsca w Europie i którzy nie pasują do dzisiejszych czasów, nie ma z nich żadnego pożytku”. A zatem Berlin i Warszawa nie powinny ulegać tym prowokacjom, lecz wypracować własne stanowisko.

„Rozmieszczenie broni jądrowej w Polsce stanowiłoby naruszenie Aktu Stanowiącego Rosja-NATO z 1997 roku i byłoby całkowicie bezużyteczne zarówno z punktu widzenia wojenno-politycznego, jak i z punktu widzenia bezpieczeństwa”. Niedawno zresztą wspominał o tym szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow.

Większość Niemców ma więcej rozumu niż rząd federalny?

Liczne badania opinii publicznej świadczą o tym, że absolutna większość Niemców opowiada się za wycofaniem amerykańskich bomb z terytorium ich kraju. Zgodnie z sondażem gazety Handelsblatt w 2019 roku opowiedziało się za tym 86% ankietowanych.

Kleinwächter wskazał też na to, że w niemieckich kręgach politycznych rosną różnice zdań z tego powodu. Jego zdaniem istnieje potężna grupa neokonserwatywnych zwolenników transatlantyzmu, w której skład wchodzą między innymi przewodniczący komitetu ds. stosunków międzynarodowych Norbert Röttgen, minister obrony Annegret Kramp-Karrenbauer, która niedawno wystąpiła z propozycją zakupu nowych bombowców atomowych, a także przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen (wszyscy reprezentują CDU). Przeciwwagą dla nich jest wielu przedstawicieli SPD, Lewicy, a także siły prawicowo-konserwatywne, „które oceniają sytuację realistycznie, trzeźwo i krytycznie”.

Ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher
© AP Photo / Czarek Sokolowski
Kleinwächter przekonuje: „Obecne zachowanie zwolenników transatlantyzmu nie odzwierciedla realnego stosunku sił w Niemczech. Większość mieszkańców rozumie nową sytuację wielobiegunowego stosunku sił i wykazuje się większym rozsądkiem niż rząd, który ignoruje opinię większości odnośnie problemu broni jądrowej”. Coraz częściej o udziale Niemiec w siłach powstrzymywania jądrowego NATO mówi się w nawiązaniu do prawa głosu Berlina przy podejmowaniu decyzji o potencjalnym użyciu broni jądrowej. Rozmówca Sputnika odnosi się do tego sceptycznie.

Mocarstwo niejądrowe nie będzie miało realnego prawa głosu w kwestii użycia bomb atomowych. Każde mocarstwo atomowe, czy to USA, czy to Rosja, Chiny, czy Francja, samo będzie podejmować decyzje o użyciu swojej broni jądrowej. Mechanizmy konsultacyjne będą tu odgrywać rolę drugorzędną. Koniec końców, decyzje odnośnie bomb atomowych w Büchel podejmuje prezydent USA i w razie poważnego zaostrzenia sytuacji nie będzie interesować się opinią Niemiec – podkreślił Kleinwächter.

Jego zdaniem zorientowani na USA niemieccy politycy tylko tworzą wobec swoich współobywateli iluzję, że ci mogą na coś wpłynąć.

Ekspert przekonuje, że obecność broni atomowej na terytorium Niemiec szkodzi jej interesom w sferze bezpieczeństwa. I to niezależnie od tego, jaki rząd dojdzie do władzy w Berlinie w 2021 roku.

Dzisiaj świadome są tego różne siły polityczne, między innymi przedstawiciele partii „Zielonych”. Ich ekspert ds. polityki bezpieczeństwa Tobias Lindner powiedział, że broń w Büchel to „drogi, niebezpieczny i przestarzały symboliczny wkład” w nadziei na prawo głosu w szeregach NATO.

Z tego punktu widzenia rezygnacja Niemiec z broni jądrowej byłaby zdaniem Kleinwächtera dobrą opcją na przyszłość. Trzeba mieć też na uwadze, że prezydent Francji Emmanuel Macron zaproponował w lutym tego roku omówienie perspektyw utworzenia europejskiej „tarczy jądrowej”, które zagwarantować mógłby jego kraj.

„Do tego USA są niepotrzebne” – podkreślił na zakończenie politolog. Francja, która ani Rosji, ani Chin nie rozpatruje w kategorii przeciwników NATO, jest dla Niemiec dużo lepszą opcją – bardziej stabilną, bezpieczną i pewną niż USA.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Tu-160: Czy Rosja potrzebuje najcięższego bombowca w historii?
Białoruś zostanie nową „potęgą rakietową”? Łukaszenka komentuje
USA widzą ogromny potencjał we współpracy z Rosją
„Zabójca” F-35A wkradł się niezauważony. I jest Skandynawem
Gdzie dotrze nowy chiński bombowiec? Nawet do Europy
Rosyjska flota podwodna: radzieckie dziedzictwo i okręty piątej generacji
Tagi:
NATO, wojsko, polityka, Polska, USA, broń jądrowa, Niemcy
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz