15:57 30 Październik 2020
Opinie
Krótki link
Autor
59666
Subskrybuj nas na

Prezydent USA oświadczył, że jego kraj „broni Niemiec przed Rosją”. Ta ciągła retoryka „rosyjskiego zagrożenia” ma najprawdopodobniej na celu usprawiedliwienie w oczach Europejczyków polityki NATO wobec Ukrainy.

Eksperci w dziedzinie bezpieczeństwa uważają jednak taki sposób myślenia za przestarzały – przecież Rosja już od dawna koncentruje się na zupełnie innych sprawach.

„Stany Zjednoczone cały czas okrążają Rosję i Chiny, ciesząc się wsparciem między innymi Niemiec” – napisał znany polityk Partii Die Linke Oskar Lafontaine. Co miał na myśli? NATO planuje ściślejszą współpracę z Ukrainą i zaproponowało już jej „program rozszerzonych możliwości”, w ramach którego będzie mogła brać udział w manewrach NATO i wspólnych projektach.

Oprócz tego Kijów może liczyć na uzyskanie dostępu do niektórych tajnych danych, dotyczących sojuszu. Wśród krajów postradzieckich w programie tym już od dawna uczestniczy Gruzja.

Kijów będąc „partnerem NATO” zdaniem ministra spraw zagranicznych Ukrainy Dmytra Kułeby, „już dawno zasłużył” na ten status: na przykład udostępniał sojuszowi swoje wojska w celu operacji kolektywnych w Afganistanie i Kosowie, a także brał udział w manewrach NATO.

Chociaż przyznanie Ukrainie nowego statusu nie oznacza wcale przyśpieszenia procesu jej wejścia do NATO, Oskar Lafontaine nie ma wątpliwości: wielu polityków i dziennikarzy nie rozumie, że Stany Zjednoczone, okrążając Rosję i Chiny stwarzają coraz większe niebezpieczeństwo na świecie. Przy czym wsparcie, jakiego Merkel udziela w tej kwestii USA „jest sprzeczne z niemieckimi interesami” – podkreślił przedstawiciel partii Die Linke.

Ogłaszając 15 czerwca w Waszyngtonie częściowe wycofanie wojsk USA z Niemiec, Trumpowi chodziło o konkretną rzecz: RFN powinny płacić NATO więcej pieniędzy. Oprócz tego uważa on za niedopuszczalne, żeby Amerykanie „bronili” Niemiec przed Rosją, podczas gdy Berlin kupuje od Rosjan surowce energetyczne.

Obrona Europy „przed Rosją?”

Politycy i media często powtarzają starą już narrację: USA czy NATO muszą bronić Niemiec (lub Europy wschodniej) przed agresywnie nastawioną Rosją. W swoim niedawnym wywiadzie dla gazety „Die Welt” polski politolog Wojciech Przybylski, kierujący instytutem badawczym Visegrad Insight i fundacją Res Publica Foundation, nakreślił kilka scenariuszy rozwoju sytuacji po zakończeniu pandemii koronawirusa i wyraził przekonanie, że Rosja będzie robić co w jej mocy, żeby wywołać chaos w Europie.

„Nie powinniśmy mieć iluzji, że się wycofa, ponieważ ucierpiała z powodu koronawirusa” – podkreślił Przybylski. Jego zdaniem Moskwa „będzie kontynuować swoją agresywną politykę zagraniczną” w stosunku do Europy, a nawet jeszcze bardziej rozszerzy ją „w stronę wojny hybrydowej”. Rosja nie podejmie raczej ryzyka i nie rozpocznie konfliktu zbrojnego z NATO, ale scenariusze, jak „rosyjska napaść na Gruzję w 2008 roku” są według niego możliwe, ponieważ Moskwa wykorzystała wtedy „niezdecydowanie społeczności międzynarodowej” i wywołała rzekomo długofalowy konflikt. Jednocześnie Rosji zależy bardzo na osłabieniu NATO, twierdzi politolog.

W tym miejscu nasuwa się pytanie: w jakim stopniu potęga wojskowa Rosji jest zorientowana na Europę i NATO i w związku z tym niebezpieczna dla Europy? Czy ta retoryka nie jest anachronizmem z czasów zimnej wojny, podobnie jak zamiar szefowej Ministerstwa Obrony Niemiec Annegret Kramp-Karrenbauer zakupu od USA nowych bombowców jądrowych ( o czym mówił w poprzednim wywiadzie Sputnika na ten temat podpułkownik Luftwaffe w stanie spoczynku Jochen Scholz)?

Dla strony rosyjskiej NATO z punktu widzenia samoświadomości strategicznej nie jest już tak ważne, między innymi w związku z tym, że Rosja, w odróżnieniu od czasów po zakończeniu II wojny światowej nie koncentruje się obecnie na „europejskiej arenie działań wojskowych – podkreślił ekspert ds. problemów polityki bezpieczeństwa, a także specjalista ds. Rosji z Instytutu Polityki Międzynarodowej WeltTrends Siegfried Fischer.

„Ponieważ my, Europejczycy mieszkamy tutaj, koncentrujemy się na tej historii między NATO, Europą i Rosją” – powiedział.

„Chociaż Rosję de facto wygnano z Europy i dosłownie popchnięto w „objęcia Chin”, a teraz jeszcze w geopolityczną dwubiegunowość między USA i Chinami, „pod względem wojskowym to właśnie Stany Zjednoczone, które przeprowadzają modernizację wojskową nie w Europie, a w innych regionach geograficznych, stanowią o wiele większe zagrożenie, na przykład w Arktyce”.

W ten sposób nowy balans w sferze polityki bezpieczeństwa znajduje się teraz poza granicami Europy. Ekspert zwrócił również uwagę, że okręty wojenne USA dotarły już do Cieśniny Beringa, wkrótce amerykańskie okręty podwodne pojawią się na wysokościach arktycznych, a tankowce z LNG dotrą Północną Drogą Morską do Chin. I biorąc pod uwagę tę tendencję Rosja zdaniem Fiszera poświęca o wiele więcej uwagi skrajnej Północy, Regionowi Pacyfiku i Bliskiemu Wschodowi.

Oprócz tego ekspert przestrzega Niemców przed euforią z powodu wycofania amerykańskich wojsk z RFN. Sam fakt, że 10 tys. żołnierzy USA opuści kraj, nie zmieni istoty amerykańskiej polityki rozmieszczania swoich wojsk w różnych krajach. Obecnie kluczową rolę odgrywa wcale nie liczebność wojsk, a broń cybernetyczna i zbrojenia sterowane zdalnie.

I jeśli Stany Zjednoczone chcą teraz osłabić Rosję, to próbują również osłabić Chiny i pozbawić Europejczyków samoświadomości. Działają zgodnie z zasadą: Każdy, kto współpracuje z Rosją, może «wykiwać» USA i należy zrobić wszystko, by do tego nie dopuścić.

W Rosji nowy status Ukrainy z pewnością zostanie odebrany jak prowokacja, napisała na temat nowej decyzji NATO gazeta Der Spiegel. Ale elita polityczna w Moskwie milczy, jak gdyby ta wiadomość nie miała dla niej żadnego znaczenia. „Chociaż kwestie europejskiego bezpieczeństwa już od dawna znajdowały się w centrum uwagi, teraz nie są już kluczowym elementem dialogu między Rosją i NATO” – napisał znany rosyjski politolog, kierownik Centrum Carnegie Dmitrij Trenin w artykule dla berlińskiego periodyku Das Blättchen.

W jego opinii Rosja musi przyznać, że najważniejsze decyzje o charakterze wojskowo-politycznym są podejmowane nie NATO, w Białym Domu, a europejscy przywódcy po prostu je uznają i wypełniają.

„Dlatego skuteczne kroki powinny być skierowane na USA”. Właśnie to potwierdzają najprawdopodobniej projekty wojskowe Rosji w Arktyce i rozszerzenie jej potencjału lotniczego i obronnego na Dalekim Wschodzie.

15 czerwca rosyjski premier Michaił Miszustin ogłosił, że niedługo powstanie nowoczesna i potężna flota lodołamaczy, której zadaniem będzie również rozwój potencjału transportowego Północnej Drogi Morskiej. W marcu rosyjskie media, powołując się na źródła w Ministerstwie Obrony pisały, że pięć z ośmiu okrętów podwodnych z napędem atomowym projektu „Borej” zostanie przekazanych Flocie Oceanu Spokojnego.

Oprócz tego w Niemczech również coraz częściej słychać głosy, popierające wycofanie amerykańskich żołnierzy. „Niemcy znajdują się w otoczeniu przyjaciół – żaden kraj nie planuje napadać na nasz kraj” – podkreślił pełnomocnik partii Die Linke ds. polityki zagranicznej Gregor Gysi w oświadczeniu prasowym, którym dysponuje Sputnik.

I o ile błędem była zgoda na żądanie NATO zwiększenia składki do 2% PKB, o tyle logiczne byłoby wyjaśnienie ze strony rządu federalnego, że pieniądze niemieckich podatników powinny być wydawane nie na broń, czołgi i samoloty wojskowe, a na inwestycje i edukację, służbę zdrowia, infrastrukturę i politykę socjalną.

„Rząd już dawno powinien pokazać Trumpowi, że ma charakter” – podkreślił Gysi.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Niemcy uciekali w popłochu: odtajniono dokumenty o pierwszych dniach II wojny światowej
Ekspert: Polska ma inny stosunek do amerykańskich żołnierzy niż Niemcy
Niemcy i Polska zajmują odmienne stanowisko ws. Nord Stream 2
Niemcy czekają na konkretne informacje od USA ws. wycofania wojsk
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz