23:37 03 Sierpień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
363
Subskrybuj nas na

„Zmniejszenie oprocentowania kredytów o połowę byłoby najlepszą formą pomocy państwa przedsiębiorstwom. Gdyby jeszcze otrzymywali w sposób łatwy dostęp do wakacji kredytowych, przynajmniej dwuletnich, to gospodarka rzeczywiście miałaby szanse na szybkie wyjście z kryzysu” – uważa ekonomista prof. Marian Noga.

Prezydent Andrzej Duda 23 czerwca złożył swój podpis pod ustawą o tarczy antykryzysowej 4.0. Są to rozwiązania pomocowe dla firm, które mają im pomóc przetrwać trudny czas pandemii koronawirusa i nie doprowadzić do pogłębienia się kryzysu gospodarczego. Zmiany dotkną przedsiębiorców, pracodawców oraz osób zatrudnionych.

Jakie nowum wprowadza Tarcza 4.0? Czym się różnii od poprzednich tarcz? Czy będą kolejne? O tym Sputnik rozmawiał z ekonomistą prof. Marianem Nogą, dyrektorem Instytutu Współpracy z Biznesem Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

– Pierwsze pytanie: Kto jest beneficjentem Tarczy 4.0?

– Tarcza 4.0 skierowana jest do mikroprzedsiębiorstw, małych przedsiębiorstw i dużych przedsiębiorstw. Tarcza mówi o osłonie dla samorządu, ale właściwie nie jest to wyjaśnione, jak by ta osłona miała wyglądać odnośnie podatku PIT w wyniku spadku dochodów zarówno przedsiębiorstw, jak i gospodarstw domowych. Wiadomo, że samorządy mają udziały w tych podatkach, a będą miały zdecydowanie niższe dochody, co, oczywiście, utrudnia im walkę z bezrobociem, o miejsca pracy.

Od dawna głośno mówiłem, że przedsiębiorcy znaleźliby się w bardzo dobrej, wygodnej sytuacji w okresie pandemii, gdyby państwo we współpracy z systemem bankowym Polski, po pierwsze, zapewniło przedsiębiorcom wakacje kredytowe i dokonało przesunięcia terminów spłaty kredytów, a po drugie, jeszcze dopłacało do oprocentowania kredytów.

Przecież, zaciągając kredyt przedsiębiorstwa straciły w czasie epidemii popyt na swoje usługi i produkty, a kredyt, jak wiadomo, trzeba spłacać wraz z odsetkami. Dopiero w czwartej tarczy ten zapis się znalazł.

– O jaką dopłatę do oprocentowania chodzi?

– Zasada jest taka: jeżeli przedsiębiorstwo brało kredyt, powiedzmy, na 5 proc., to połowę bierze na siebie państwo, a połowę przedsiębiorstwo. Będziemy patrzeć, ilu się zgłosi przedsiębiorców za tymi kredytami i jaką sumę miałoby państwo przeznaczyć na połowę oprocentowania. Może, nie wszystkim przyznają, bo są różnego rodzaju uwarunkowania. Na przykład, że firma musi działać przynajmniej przez rok i nie zwolni ani jednego pracownika.

Ciekawy jest powrót do Tarczy 1.0 – tam były słynne 5 tys. zł pożyczki, które mogą być umorzone, gdyby firma nie zwolniła ani jednego pracownika i pracowała przez rok. W czwartej tarczy pożyczki 5 tys. zł nie trzeba będzie zwracać, zostanie ona umorzona z urzędu, bez składania jakichkolwiek wniosków, z automatu, jeśli przedsiębiorca będzie prowadził działalność gospodarczą przez trzy miesiące od jej przyznania.

Są dane, że wniosków zgłoszono 1 mln 400 tys. na ogólną sumę 7 mld zł. I to by było umorzone bez żadnych podań. Powiem szczerze: to bardzo dobra sprawa.

– Skąd bierze się pieniądze?

– Z deficytu budżetu państwa. Jednak nie przypuszczam, żeby jakiekolwiek kredyty były zaciągane. Poza tym budżet państwa, według przepisów, nie może zaciągać kredytu w bankach komercyjnych. To robi spółka Polski Fundusz Rozwoju (PFR), 100 proc. płatności tej spółki ma skarb państwa.

W ramach Tarczy 3.0 Polski Fundusz Rozwoju wyemitował obligacje za 100 mld zł z przeznaczeniem dla mikroprzedsiębiorstw 25 mld zł, dla dużych – 25, a 50 mld dla małych i średnich z możliwością umożenia w wysokości 75 proc. Spłata pozostałych 25 proc. ma nastąpić dopiero po dwóch latach. Niektórym ciska się na usta, że jest to drukowanie pieniędzy, ale ja bym nie chciał tak tego nazywać. Oczywiście, te obligacje są oprocentowane, i za dwa lata PFR będzie musiał zacząć skupywać te obligacje.

– Czy można twierdzić, że decyzje ujęte w ustawie o Tarczy 4.0 są już ostatecznie ustalone?

– De facto tarcza 4.0 jest rozdzielnikiem dla tarczy 3.0, tych 100 mld zł. Tam są pewne zasady, kto może dostać. Trzeba wejść na stronę i zobaczyć, kto może zgłosić się i dostać odpowiednią sumę. Jest też wiele rzeczy nie do końca skonkretyzowanych, jednak rozwiązania proceduralno-instytucjonalne złe nie są. Zależy od tego, ile tych środków będzie w budżecie.

Marsz przeciwko UE w Warszawie
© Sputnik . Aleksiej Witwicki
W tej chwili trwa dyskusja nad nowelizacją budżetu. Ja powiedziałem, że będzie minimum 50 mld zł deficytu. Niektórzy się doliczają dużo więcej. Przypomnę, że te 100 mld zł z PFR na obligacje nie obciążają ani budżetu tego roku, ani następnego, ani nawet 2022. Dopiero po dwóch latach zacznie się, jak fachowcy mówią, gaszenie tych obligacji, czyli ich wykupywanie. A to jest przecież drukowany pieniądz.

– Słychać głosy, że skutki walki z pandemią poniosą pracownicy, a w tym czasie państwo daje grubą kasę pracodawcom. Czy jest w tym prawda?

– Tarcze, o których mówiliśmy, nie są tylko dla pracodawców. Pracownicy też otrzymują. Tarcza 4.0 mówi o postojowych. Jest określone, kto, za co, kiedy i ile miesięcy może otrzymywać postojowe. Pracownicy, owszem, ponoszą konsekwencje z powodu pandemii w tym sensie, że otrzymują postojowe, ale nie jest to 100 proc. pensji.

Dobrze, że pracownik dostaje postojowe, ale on dostaje postojowe przez pół roku, a jeśli przedsiębiorstwo zostanie zamknięte, to on przejdzie na zasiłek dla bezrobotnych. Ten zasiłek jest bardzo niski, właściwie, najniższy w środkowej Europie.

Jest koncepcja premiera i rządu, żeby minimalny zasiłek był podniesiony do 881 zł, bo ten najwyższy, chyba to 1100. Co dotyczy tamtej pożyczki 5 tysięcy, to jest wymóg dla pracodawcy, by je mieć, przedsiębiorstwo musi pracować.

– Następny wątek. Tarcza 4.0 zakłada zwolnienie z płacenia składek dla osób duchownych. O kim tu mowa?

– Na nauczanie religii w polskich szkołach państwo z budżetu wydaje 1 mld zł. Od tego miliarda jest wprowadzany ZUS. I w tym przypadku duchowni otrzymują pensje, bo są już pracownikami oświaty. Sprawa ta została rozwiązan 7 lat temu, chyba. Przypuszczam, że 75 proc. nauczycieli religii to są księża albo siostry zakonne. Reszta to osoby duchowne. Notabene, katecheci nie muszą być księżmi.

– Czy chodzi wyłącznie o pracowników oświaty?

– Tak. Chyba że kościół prowadzi jakąś działalność gospodarczą, ale wtedy stosowana jest ogólna zasada. Kościół może prowadzić jakąkolwiek działalność gospodarczą, stołówki, na przykład. I wtedy państwo dopłaca do oprocentowania kredytu, ułatwia w przetargach.

– Czy jest to ostatnia tarcza?

– Tarcza 4.0 poprawia czy zmienia postanowienia tarcz 0.2, 0.3. Tarcza 4.0 jest niekonkretna, niedookreślona. W związku z tym absolutnie spodziewam się tarczy 5.0, która określi w sposób bardziej precyzyjny założenia tarczy 4.0. A jak będzie tarcza 5.0, to zobaczymy, czy będą dalsze, a wszystko wskazuje, że będą, bo, niestety, nie można wykluczyć drugiej fali pandemii na jesieni, a poza tym, prowadzenie gospodarki nie jest takie proste, jak by się wydawało. To przekonamy się tuż po wakacjach.

– Jak Pan ocenia te wszystkie 4 tarcze?

– W mojej ocenie przedsiębiorstwa mogłyby poszczególne elementy wykorzystać. W Tarczy 1.0 są zwolnienia z ZUS-u dla mikroprzedsiębiorstw. W Tarczy 2.0 – zwolnienia z ZUS-u przedsiębiorstw do 49 zatrudnionych, czyli już małych przedsiębiorstw. Pozytywnie oceniam Tarczę 3.0: jest dobra, moim zdaniem, bo te 100 mld zł to duży zastrzyk, a jednocześnie karencja, czyli wakacje spłat na dwa lata.

Tarcza 4.0 dla mnie ciekawe brzmi, ale jest niedookreślona. Od dawna mówiłem, że zmniejszenie oprocentowania kredytów o połowę byłoby najlepszą formą pomocy państwa przedsiębiorstwom, którzy mogliby utrzymywać zatrudnienie. Gdyby jeszcze otrzymywali w sposób łatwy dostęp do wakacji kredytowych, przynajmniej dwuletnich, to gospodarka rzeczywiście miałaby szanse na szybkie wyjście z kryzysu.

– Ale tego jeszcze nie ma?

– Tego nie ma i czekamy na tarczę 5.0.

– Dziękuję za rozmowę.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Polska gospodarka obroniła się przed koronawirusem?
Zagrożenie dla światowej gospodarki bardziej niebezpieczne niż pandemia
Tagi:
kościół katolicki, ZUS, kredyt, kryzys gospodarczy, gospodarka, koronawirus, epidemia, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz