08:52 26 Listopad 2020
Opinie
Krótki link
Autor
51710
Subskrybuj nas na

Elektrownia atomowa to temat, który w Polsce przez ostatnie dziesięciolecia wywołuje dużo emocji. Tym razem nabrał nowych kolorów po zapowiedzi Andrzeja Dudy odnośnie budowy w kraju elektrowni jądrowej z wykorzystaniem amerykańskich technologii. Czy dojdzie do referendum, które proponuje marszałek Senatu Tomasz Grodzki?

Prezydent Andrzej Duda nie przywiózł z wizyty w USA konkretów, dotyczących realizacji projektu, informując przy tym, że w najbliższym czasie zostanie podpisana umowa pomiędzy USA i Polską, która umożliwi rozpoczęcie prac projektowych. Obaj prezydenci stwierdzili, że prace są zaawansowane.

Wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin dodał, że liczy także na kapitałowe zaangażowanie Amerykanów w projekt.

– To jest program budowy kilku reaktorów przez 20 lat. Pierwszy z nich ma być oddany w 2033 roku. Szukamy partnera, który się zaangażuje finansowo, który z nami będzie budował, a także pozostanie z nami podczas długiego okresu eksploatacji. To kwestia zbudowania 6-9 GW mocy elektrowni jądrowych – mówił w RMF FM pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski o porozumieniu, które ma zostać zawarte między rządami Polski i USA. Dodał, że udział atomu w polskiej produkcji prądu ma w perspektywie lat 2040-45 wynosić około 20 procent.

Która firma po stronie amerykańskiej będzie realizować ten projekt, za ile, kiedy i gdzie powstanie elektrownia? Konkretów brak - na te pytania RMF FM odpowiedzi nie uzyskało. 

Polityka ma więcej do powiedzenia, niż technologia czy wiedza merytoryczna

Sputnik poprosił o komentarz w tej sprawie Jerzego Markowskiego, polityka, byłego wiceministera przemysłu i handlu oraz gospodarki.

Zdaniem ministra, po to, żeby powstała elektrownia jądrowa, trzeba przede wszystkim świadomej decyzji i wyboru: po pierwsze technologii, a po drugie inwestora.

„Technologie są nie tylko amerykańskie, natomiast ważniejszy jest inwestor, który musi mieć zdolność do zgromadzenia finansów. Dla przykładu, elektrownia atomowa o potencjalnej mocy zainstalowanej 1000 MW może kosztować nawet do 50 mld zł., czyli 10 razy więcej, niż taka sama elektrownia na węgiel. Jest oczywiste, że tego typu kosztowne inwestycje nie powstają ze środków własnych żadnego inwestora. Zgodnie z ustawą o finansach publicznych możliwe jest uruchomienie polecenia z budżetu państwa, które dopuszcza zaciągniecie kredytu w kwocie do 60 proc. Niestety, w naszym przypadku więcej ma do powiedzenia polityka, niż technologia czy wiedza merytoryczna” – mówi Jerzy Markowski.

– To by była inwestycja o szczególnym znaczeniu dla gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego państwa. Wszystko sobie można w Polsce wyobrazić, jeżeli chodzi o problemy gospodarcze, ale naprawdę nie można sobie wyobrazić tego, że Polska zostanie pozbawiona dostępu do podstawowego dobra cywilizacyjnego, jakim jest elektrownia jądrowa i jakim jest energetyka – przekonuje Jerzy Markowski.

Zaprzepaszczone szanse?

Jerzy Markowski przypomina, że Polska w 1982 roku już miała zaawansowaną w budowie elektrownię atomową „Żarnowiec”. Jej „pech” polegał na tym, że miała wejść do krajowej dyspozycji mocy w czasie, kiedy była potężna nadpodaż energii elektrycznej.

„Wtedy mieliśmy w kraju prawie 38 tysięcy MW mocy zainstalowanej w sytuacji, kiedy polska gospodarka potrzebowała niewiele więcej, niż 24. I wszystkim się wydawało, że tak będzie zawsze. Ówczesny minister przemysłu i handlu Tadeusz Syryjczyk uważał, że Polska pławi się w dostatku energii elektrycznej, którą odziedziczyła po PRL i w ogóle nie należy niczego budować. Dziś mamy sytuację diametralnie inną. Dziś okazuje się, że elektrownia jest potrzebna” – stwierdza Jerzy Markowski.

Mówi, że od momentu, kiedy w Polsce zlikwidowano zrealizowaną w 60 proc. elektrownię jądrową w Żarnowcu, trwa debata o celowości wznowienia budowy.

Czy Polsce grozi blackout?

„Dzisiaj, kiedy Polska staje przed dylematem deficytu energii elektrycznej dla własnych potrzeb gospodarczych i socjalnych, debata nabiera zupełnie innego wymiaru. Niestety, wszystkie te dyskusje mają jeden wspólny mianownik: nikt niczego nie buduje. Do dziś nie ustanowiono nawet miejsca, w którym elektrownia ma powstać. Wiadomo tylko, że taka elektrownia może powstać tylko w sąsiedztwie potężnego zbiornika wodnego, który służył będzie potem do schładzania reaktora”.

Minister Markowski twierdzi, że dziś w sytuacji, gdyby latem nastąpił szczyt zapotrzebowania na energię elektryczną, Polacy zetknęliby się z wizją blackoutu.

Jest przekonany, że elektrownia jądrowa byłaby bardzo potrzebna dla celów utrzymania potencjału energetyki węglowej, gdyż w bilansie mocy produkowanej energii elektrownia atomowa nie będzie emitowała dwutlenku węgla w przeciwieństwie do elektrowni na węgiel, co pozwoliłoby istnieć niektórym elektrowniom węglowym.

Cały potencjał w Ośrodku Badań Jądrowych w Świerku

Na pytanie, jakim potencjałem w dziedzinie energetyki jądrowej dysponuje dziś Polska i co ma do zaoferowania, Jerzy Markowski odpowiada, że do dyspozycji są dwie-trzy lokalizacje i... olbrzymi brak doświadczonych ludzi, którzy w tej branży kiedyś pracowali, a teraz albo pracują poza granicami kraju, albo nie są już czynni zawodowo.

– Na szczęście mamy jeszcze Ośrodek Badań Jądrowych w Świerku. I to wszystko razem jest całym potencjałem – powiedział Jerzy Markowski.

„Wszystko się zawsze sprowadza do rozmów”

Odnosząc się do słów marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego, że decyzji o powstaniu elektrowni atomowej nie można podejmować w ogniu kampanii wyborczej i, że wobec obaw Polaków „należałoby naród finalnie zapytać w referendum”, Jerzy Markowski liczy jednak, że tym razem o powstaniu elektrowni atomowej decydować będą fachowcy, a nie jak ponad 30 lat temu mieszkańcy gminy.

„To jest paradoks, że w takiej podstawowej kwestii, jak bilans energetyczny kraju, bezpieczeństwo energetyczne państwa i losy miliardowej inwestycji de facto zostały oddane w ręce mieszkańców i samorządu, którzy w imieniu całej wówczas prawie 40-milionowej populacji Polaków zadecydowali, że elektrowni nie będzie.

Fabryka metalurgiczna
© Sputnik . Aleksandr Korkka
Jak ja znam życie, to znowu się zaczną protesty lokalne. Musimy wszystko w kraju kontestować. Wyposażyliśmy samorządy lokalne i mieszkańców w takie uprawnienia, że na dobrą sprawę nie powinno się niczego budować. Zawsze będą tacy, którzy będą kontestowali budowę autostrad, kontestują budowę lotnisk, kontestują właściwie wszystko, tylko nie za bardzo wiedzą, co powstanie na ich miejscu. Bo im tak można, bo oni za nic nie ponoszą odpowiedzialności. Najgorsze jest to, że nawet jeśli coś zniszczą, to potem nikt ich nie pociągnie do odpowiedzialności za to, że nic nie powstało” – powiedział Jerzy Markowski.

Na pytanie, co będzie się dalej działo, powiedział: „Doświadczenie uczy, że niewiele, ponieważ to wszystko się zawsze sprowadza do rozmów...”

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Czesi zatrzymali trzeci blok w elektrowni jądrowej Dukovany
Rosyjscy budowniczy Białoruskiej Elektrowni Jądrowej zakażeni koronawirusem
Historyczne wydarzenie: pływająca elektrownia jądrowa „Akademik Łomonosow” oddana do użytku
Tagi:
Polska, elektrownia
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz