06:02 20 Październik 2020
Opinie
Krótki link
Autor ,
61063
Subskrybuj nas na

Jak wynika z danych platformy informacyjnej Gas Infrastructure Europe, w czerwcu po raz pierwszy od 2,5 roku nieprzerwanego wzrostu dostawy ciekłego gazu ziemnego na europejski rynek zmniejszyły się o 11% w stosunku do czerwca 2019 roku.

Gwałtowny spadek popytu spowodowały ograniczenia wprowadzone w związku z pandemią COVID-19.

Nie wpłynie to jednakże na plany Polski dotyczące całkowitego zerwania z rosyjskim gazem, co ma nastąpić w 2022 roku, kiedy wygaśnie kontrakt między Warszawą i rosyjskim Gazpromem. Tę datę wskazał też ostatnio przedstawiciel amerykańskiej administracji.

Suma zakontraktowanych przez Polskę dostaw LNG wynosi już 50 miliardów dolarów. W 2018 roku jego cena, po uwzględnieniu wszystkich kosztów, wynosiła od 230 do 260 dolarów za 1000 m3, a surowiec Gazpromu kosztował średnio 245 dolarów za 1000 m3 – podawały polskie media.

Przy tym w lipcu 2019 roku Jarosław Kaczyński (a rok wcześniej prezes PGNiG Piotr Woźniak) mówił, że dostarczany na pokładzie tankowców amerykański LNG kosztuje Polskę o 20-30% taniej niż rosyjski gaz ziemny. Na ile odpowiada to rzeczywistości i czy prawdą jest, że tracąc Polskę, Gazprom utraci znaczącego nabywcę rosyjskiego surowca? Te pytania Sputnik skierował do starszego analityka ds. sektora ropy i gazu Raiffeisenbank, eksperta czasopisma „Forbes” Andrieja Poliszczuka.

– Jak wiemy, podpisane w 1996 roku porozumienie między polską spółką energetyczną PGNiG i Gazpromem na dostawy gazu do Polski wygasa w 2022 roku. Strona polska oświadczyła, że nie zamierza go przedłużać. Na ile realny jest taki scenariusz, zważywszy na to, że rosyjski gaz stanowi prawie 2/3 wolumenu „błękitnego paliwa” importowanego przez polski koncern?

– Umowy w jej poprzednim długoterminowym kształcie Polska najprawdopodobniej przedłużać nie będzie. Co nie oznacza, że Polska zrezygnuje z rosyjskiego gazu. Po pierwsze Warszawa może kupować go od Gazpromu bezpośrednio, nie na podstawie kontraktów długoterminowych, lecz na giełdzie energii, na której Gazprom przeprowadza dziś aukcje. Możliwe, że do końca 2022 roku Gazprom będzie uczestniczyć w dodatkowych giełdach rynku spot. W ten sposób można będzie podpisać krótkoterminową umowę dostawy opartą na cenach spot, niepowiązanych z ropą, ale to już kwestia negocjacji.

A zważywszy na to, że Polska ma kilka wariantów, podpartych umowami przedwstępnymi (gaz z Norwegii, który ma płynąć gazociągiem Baltic Pipe, amerykański LNG), łatwiej jej będzie rozmawiać z Gazpromem na temat bardziej wygodnych warunków. Ostatecznie, jeśli Polska chce podążać wyznaczonym kursem politycznym i pozbyć się konkretnie rosyjskiego gazu, zawsze może kupować surowiec od sąsiednich krajów, wciąż jednak ten gaz będzie rosyjski.

Andriej Poliszczuk
© Zdjęcie : Andriej Poliszczuk
Andriej Poliszczuk

– Dlaczego Polska stawia właśnie na amerykański ciekły gaz ziemny? Ile tu polityki, a ile ekonomii?

– Myślę, że to bardziej decyzja polityczna. Warszawa mówi, że w przypadku LNG zaoszczędzi pieniądze. Ciężko mi zrozumieć, jak to możliwe. Z pewnością chodzi o subsydiowanie ze strony rządu, żeby amerykański LNG dla Polski był tańszy od rosyjskiego gazu.

Trzeba zrozumieć, że Rosja i Polska leżą bardzo blisko siebie, łączy je infrastruktura, dlatego dostawy rosyjskiego gazu do Polski to rzecz dość prosta. Natomiast w przypadku LNG to ogromne odległości, infrastruktura w Ameryce znajduje się dopiero w stadium budowy. Trzeba będzie kupować gaz od Ameryki, transportować go do Polski, poddawać regazyfikacji i dopiero na końcu sprzedawać konsumentowi.

– „Gazeta Wyborcza” pisała, że cena amerykańskiego LNG jest uzależniona od ceny gazu na Henry Hub, gdzie cena zmienia się z dnia na dzień. A polityka cenowa Gazpromu względem gazu opiera się na średnich cenach ropy. Czy jest to zgodne z rzeczywistością?

– Tak naprawdę, to już nie do końca tak. Indeksacja ceny gazu ziemnego do cen ropy naftowej ma miejsce gdzieś w 30%, a w rzeczywistości taka indeksacja ma miejsce w 15% kontraktów. Gazprom już dawno odchodzi od formuły cenowej powiązanej z notowaniami ropy przede wszystkim z powodu zmiany sytuacji rynkowej i preferencji klientów. Ten udział maleje, może maleć w dalszym ciągu, choć już teraz jest na dość niskim poziomie. Gazprom jest gotów do przechodzenia na warunki spotowe, gdzie nie ma powiązania formuły cenowej z ceną ropy, ale to kwestia ustaleń.

Cena gazu na Henry Hub rzeczywiście zmienia się z dnia na dzień, ale przecież ceny ropy też zmieniają się z dnia na dzień. Dlatego że wszystkie ceny muszą być ustalane względem czegoś – bez tego nie ustalono by ceny w kontrakcie. Zwykle dokonuje się okresowego przeglądu cen. Ale w przypadku takiego nabywcy, jakim jest Polska, oba te warianty ustalania ceny, to znaczy indeksacja do ceny gazu ziemnego w punkcie Henry Hub i do ceny ropy, są takie same, jeśli chodzi o korzyści. Przy czym trudno przewidzieć, jaka indeksacja będzie korzystniejsza dla kupującego w perspektywie długoterminowej.

– To znaczy, że rację miał były prezydent Polski Lech Wałęsa, gdy mówił niedawno w wywiadzie dla rosyjskich mediów, że dla Polski korzystniej i łatwiej byłoby kupować gaz w Rosji, a nie w USA? „Z Moskwy do Warszawy bliżej niż z Nowego Jorku. Tam zwyczajnie musi być drożej. Po co nam drożyzna?” – zadał sobie pytanie były polski przywódca.

– Koszty własne wydobycia i dostawy gazu z Rosji do Polski są rzeczywiście dużo niższe niż z USA. Wynika to z oczywistych faktów, o których była mowa wcześniej – od odległości między krajami, a także braku konieczności poddawania surowca dalszym manipulacjom. Ale tutaj mówimy o kosztach własnych, a ostateczna cena zależy już od czynników rynkowych, które na dany moment są po stronie kupujących.

– Eksperci zauważają, że cena amerykańskiego LNG zależy od traderów i rynku, a nie od woli Waszyngtonu. Jeśli się z tym zgodzić, to wychodzi na to, że paliwo popłynie nie tam, gdzie sobie życzy Donald Trump i Andrzej Duda, a tam, gdzie więcej za niego zapłacą. Czy w tym sensie Polska może konkurować na przykład z azjatyckimi odbiorcami LNG?

– To się rozumie samo przez się. Po co sprzedawać taniej, jeśli można drożej? Oczywiście są określone decyzje polityczne, na mocy których państwom sojuszniczym sprzedaje się gaz po niższej cenie – analogicznie do tego, jak Rosja udziela Białorusi zniżki na gaz. Innymi słowy państwo ma do czynienia z partnerem strategicznym i jest gotowe do ponoszenia strat finansowych, żeby zyskać gdzie indziej. Nie należy zapominać, że w Ameryce system pracuje na rzecz zmaksymalizowania zysku dla akcjonariuszy przedsiębiorstw. Dlatego praktycznie nie sposób tam z pomocą mechanizmów politycznych kierować przedsiębiorstwami lub poszczególnymi przedsiębiorcami – zmuszać ich do tego, by komuś coś sprzedawali.

Można to zrobić tylko z pomocą bodźców finansowych – udzielać określonych ulg, jeśli ta firma, powiedzmy, sprzedaje gaz określonym nabywcom. W tym przypadku firma może uzyskać dodatkowe subsydia od państwa w postaci niższych stawek procentowych. Trump w żaden sposób nie może rozkazywać, co kto ma sprzedawać. Powiedziałbym, że obecnie rynek gazowy to rynek kupującego. Znajduje to odzwierciedlenie w cenach. Sprzedający rywalizują o kupujących, a nie na odwrót. Ci ostatni znajdują się dziś w bardzo korzystnej sytuacji, mogą wybierać spośród dużej liczby ofert i walczyć o najlepsze warunki. Ale wcześniej czy później rynek zmieni się na korzyść sprzedających.

– Panuje opinia, że Gazprom ma możliwość obniżki cen dzięki gigantycznym, odkrytym zapasom i zwiększenia w krótkim czasie eksportu gazu. Czy faktycznie tak jest?

– Z ceną ma to raczej mało wspólnego, dlatego że dla Gazpromu ważnym czynnikiem jest koszt własny wydobycia gazu, poniżej którego spółka nie zgodzi się na jego eksport. Wszystko, co powyżej to jej zysk. Gazprom, jak każde inne przedsiębiorstwo, które pracuje na swoich akcjonariuszy, próbuje ten zysk maksymalizować. W tym celu szuka najkorzystniejszych warunków na europejskim, azjatyckim i innych rynkach. Teoretycznie w przypadku nadejścia trudnych czasów Gazprom jest gotów do obniżki ceny do poziomu zbliżonego do kosztów własnych dla swoich odbiorców, żeby ich nie stracić. Mało kto może sobie na to pozwolić. Według naszych ocen (wydział analityczny Raiffeisenbank) Gazprom może sprzedawać gaz niektórym odbiorcom w Europie poniżej ceny 100 dolarów za 1000 m3 z minimalnym zyskiem dla siebie.

– Ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher uważa, że Polska stanie się centrum reeksportu amerykańskiego LNG w UE. Czy oznacza to, że Polacy zamierzają na poważnie zarabiać na ponownej sprzedaży amerykańskiego LNG i na ile im się to uda?

– Dlaczego nie? Gazprom też para się ponowną sprzedażą zarówno gazu azjatyckiego za pośrednictwem gazociągów, jak i LNG. Nie jest powiedziane, że Polska będzie na tym zarabiać, ale nie należy tego wykluczać. Mimo wszystko to ryzykowny biznes – można tu zarobić, a można stracić. Nie mówimy tu też o jakimś istotnym zysku, przecież tego rodzaju trading sam w sobie jest marginalny. To znaczy dokonując ponownej sprzedaży, zarabia się raczej na wolumenach.

– Na ile utrata takiego nabywcy gazu jak Polska okaże się dotkliwa dla Gazpromu?

– Jeśli ma Pani na myśli to, że Gazprom zbankrutuje, to oczywiście nie. W ubiegłym roku rosyjski gaz dla Polski stanowił 5% ogółu eksportu do Europy. Gazprom oczywiście nie chciałby tracić takiego klienta, zważywszy na to, że wolumeny dla Polski mogą wzrosnąć – 10 mld m3 w którymś momencie mogłyby wzrosnąć do 15 mld m3. Jedno jest pewne - Gazprom chce utrzymać swój udział na rynku Europy. A zważywszy na to, że w Norwegii wydobycie najprawdopodobniej zacznie spadać, Polska jako względnie duży klient jest dla Gazpromu ważna.

– Jakim innym kierunkiem Gazprom mógłby zrekompensować tę stratę? Może rynek wschodni? Chiny?

– Nie chodzi o to, żeby zastępować Polskę innym odbiorcą. Gazprom bez tego z łatwością może zwiększyć wydobycie o 10 mld m3 i sprzedawać gaz temu, komu chce. Gazprom i tak rozwija siatkę kierunków niezależnie od tego, czy Polska będzie kupować od niego gaz czy nie. Spółka chce też oswoić bardziej wschodni rynek – Gazprom planuje zwiększyć dostawy do Chin. Nie ma to jednak związku z tą czy inną decyzją Polski.

– Jak Pan uważa, czy Polska będzie nalegać na otrzymanie zysków z tytułu tranzytu gazociągiem „Jamał-Europa” do Niemiec?

– Oczywiście, jakże inaczej. Jak inaczej będzie utrzymywać stan techniczny gazociągu, jeśli nie będzie miała z niego zysku? W przeciwnym razie stanie się niezdatny do użytku i o jakichkolwiek dostawach trzeba będzie zapomnieć.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

PGNiG ma litewską stację dystrybucyjną LNG na wyłączność
USA: Polska zerwie z zależnością od gazu z Rosji. Będą kupować LNG od nas
Tagi:
LNG, USA, Rosja, Polska, Gazprom
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz