18:59 11 Sierpień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
4211
Subskrybuj nas na

Z naszych analiz wychodzi, że czerwiec był lepszy niż planowaliśmy, szczególnie w dochodach podatkowych. Na ten moment wygląda, że najgorsze już za nami. Oczywiście nie wiemy, co jest przed nami – powiedział niedawno publicznie Tadeusz Kościński, minister finansów. Ale coś tu jest nie tak, skoro minister ma teraz bardzo ciekawe plany.

Kościński jest już piątym ministrem finansów w ciągu ostatniego roku, a rządzi resortem od sześciu miesięcy. I nagle w kwietniu złożył oficjalnie swoje CV w konkursie na fotel prezesa Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju z siedzibą w Londynie. Wystartował jako jeden z pierwszych kandydatów na to stanowisko. Być może cyferki, na których niewątpliwie się zna, lekko go zaskoczyły...

W kasie nie przybywa

Po pierwszych pięciu miesiącach roku deficyt budżetowy wyniósł niemal 26 mld zł. Tylko w maju deficyt wzrósł o dodatkowe 7 mld zł. Natomiast gwałtownie spadły dochody państwa z najważniejszych podatków. Szło to skokowo: w pierwszym kwartale deficyt obliczano na 9,4 mld zł; na koniec kwietnia wzrósł do prawie 19 mld aby na koniec maja sięgnąć 25,88 mld zł.

W komunikacie z 21 czerwca Ministerstwo Finansów podało, że przez pierwsze pięć miesięcy roku dochody budżetu państwa były niższe o 5,8 mld zł w porównaniu z podobnym okresem roku ubiegłego. Jednocześnie dochody podatkowe tegoż budżetu, znów porównawczo, spadły aż o 14,2 mld zł. Czyli np. z głośnego hasła uszczelniania poboru VAT zostało tylko echo...

Niewątpliwie poważną przyczyną gwałtownego zmniejszania się dochodów państwa jest pandemia koronawirusa i zastój w wielu gałęziach gospodarki. Ale jak jest źle, to trzeba zaciskać pasa, a wychodzi na to, że od kilkunastu miesięcy obowiązuje saska zasada: zastaw się a postaw się...

Sztuczki księgowe

Ministerstwo Finansów podało, że dług Skarbu Państwa urósł w maju o ponad 10 mld zł do 1,087 biliona zł. Mieliśmy szczęście, że kurs euro w maju spadł aż o dziesięć groszy i wartość naszego zadłużenia zagranicznego zmniejszyła się o ponad 7 mld zł. Inaczej sprawdziłaby się prognoza o wzroście długu do 18 mld zł. Lecz do tych wyliczanek związanych z długami Skarbu Państwa trzeba podchodzić ostrożnie; są tam prawdy, pół prawdy i jak mawiał ksiądz Tischner g... prawdy.

Rząd zadłuża się na potęgę aby finansować politycznie nośne tarcze antykryzysowe. Ale oficjalnie tych zadłużeń nie ma.

Mechanizm jest dość skomplikowany, jednak kreatorzy dzisiejszej polityki finansowej mają dużą wyobraźnię. Można to zrobić na przykład tak: wypuszczać na rynek obligacje jakichś instytucji nie mających w nazwie „Skarb Państwa”.

W maju Bank Gospodarstwa Krajowego wyemitował swoje nowe obligacje o wartości prawie 17 mld zł. Z kolei Polski Fundusz Rozwoju przeprowadził podobną operację o wartości ponad 33 mld. W cywilizowanych układach to Skarb Państwa powinien emitować swoje obligacje, ale wtedy dług Skarbu w maju wynosiłby grubo ponad 60 mld zł, a nie jak zapisano w oficjalnych statystykach 10 miliardów.

Po co to wszystko?

W Konstytucji RP jest zapisane, że długi państwa nie mogą być większe niż 60 proc. PKB. Na dodatek trzeba się z tego tłumaczyć w Unii Europejskiej. Raporty należy składać w wyznaczonych terminach, ale wiecie rozumiecie: zaraza i inne kłopoty, więc wyliczenia wyślemy gdzieś na jesieni... Zdaniem „Gazety Wyborczej” premier Mateusz Morawiecki jest specjalistą od „kręcenia licznika z długiem”; upycha go tak aby nie było go widać w statystykach krajowych, a za granicę nie wysyła się informacji.

Najwyższa Izba Kontroli skrytykowała to już w ubiegłym roku. Teraz Senat poprosił premiera o przedstawienie stanu finansów państwa, szczególnie stanu zadłużenia. Bo np. służba zdrowia ma już dziurę na 13 mld zł. Ale Morawiecki nie znalazł czasu dla senatorów, a jego rzecznik usprawiedliwiał: przecież dziś premier ma cały kraj na głowie...

Dla rządzących nie do wyobrażenia jest przyznanie, że pieniądze budżetowe wyciekają jak z durszlaka. Przecież prowadzą bardzo oszczędną gospodarkę groszem publicznym. Dlatego stworzono Fundusz Przeciwdziałania COVID-19, którego wydatków nie zalicza się do sektora finansów publicznych.

Koparka węgla brunatnego w kopalni Tagebau Hambach w Elsdorf, Niemcy
© AFP 2020 / Federico Gambarini
Można w ten sposób wydać dowolne sumy na dowolne cele: bon turystyczny, postojowe w państwowych zakładach, „czternastka” dla emerytów, druk bezsensownych kart do majowego głosowania, ale też maseczki czy respiratory z szemranych źródeł.

Wszystko się przyda dla poparcia odpowiedniego kandydata na prezydenta. Bez żadnej ustawy zatwierdzonej przez Sejm i Senat. Ekonomiści ostrzegają, że to się źle skończy. Już niedługo przyjdzie za to wszystko zapłacić choćby wzrostem obsługi długu zaciągniętego za granicą. Ale co tam, po nas choćby potop...

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Polska gospodarka „ruszyła z kopyta”: wysyp firm po pandemii
Gospodarka w czasie pandemii: „tarcza” goni „tarczę”
Schröder: Sankcje wobec Nord Stream 2 to atak na europejską gospodarkę
Tagi:
Senat RP, Unia Europejska, deficyt, budżet, Mateusz Morawiecki, bank, podniesienie podatków, podatki, Polska, gospodarka, kryzys gospodarczy
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz