18:10 11 Sierpień 2020
Opinie
Krótki link
Autor
111
Subskrybuj nas na

Komisja Europejska poinformowała w czwartek, że wszczyna przeciwko Polsce procedurę o naruszenie unijnego prawa. Chodzi o wprowadzone w związku z pandemią przepisy w sprawie rozliczeń między biurami turystycznymi i ich klientami za niewykorzystane pakiety wyjazdowe. Czy Bruksela ma rację?

Unijne przepisy w tej sprawie wskazują, że zwroty dokonywane są „bez zbędnej zwłoki, w ciągu 14 dni od rozwiązania umowy o udział w imprezie turystycznej", ale Polska łamie – zdaniem KE – unijne reguły przez umożliwianie organizatorom podróży wydawania voucherów zamiast zwrotu pieniędzy w określonym terminie.

W ramach tarczy antykryzysowej Polska zdecydowała jednak, że biura turystyczne będą mogły oferować klientom vouchery na wyjazdy w ciągu roku od dnia, w którym miała się odbyć impreza odwołana w związku z przeciwdziałaniem Covid-19, a ci, którzy chcieliby zwrotu wpłat, będą musieli na to poczekać do 180 dni. Celem tych przepisów było zapewnienie płynności firmom turystycznym, które znalazły się w bardzo trudnej sytuacji w związku z kryzysem.

KE utrzymuje, że prawa konsumentów, w tym dotyczące zwrotu środków, zachowują ważność w okresie kryzysowym, a krajowe przepisy wspierające firmy nie mogą osłabiać unijnych regulacji. Za takim rozumowaniem stoi argument, że klienci, którzy nie skorzystali z wyjazdów, często sami odczuwają kryzys i nie mogą kredytować działalności firm turystycznych.

Pracownicy polskich biur podróży odczuwają napięcie z powodu powstałej sytuacji, nie są w stanie oddać klientom pieniędzy, boją się o przyszłość.

Zwrot pieniędzy jest ogromnym problemem

„Nie jesteśmy w stanie w większości przypadków oddać pieniędzy, bo te pieniądze są, na przykład, we Włoszech. Z Włoch, Niemiec, Holandii, Belgii, Wielkiej Brytanii dostałajemy voucher zwrotny. Co my z tym voucherem możemy zrobić, jak klientowi mamy oddać gotówkę? Gdyby Włosi oddali nam pieniądze, moglibyśmy klientowi bez zbędnej zwłoki oddać 100% zwrotu. Z czego mamy oddać? I tak nie pracujemy w ogóle, nie ma żadnych rezerwacji, nie ma żadnych nowych grup, są dalej anulacje. Nie ma znaczenia, czy to jest 180 dni, czy 14 dni, i tak zwrot pieniędzy jest ogromnym problemem” – wyjaśnia w rozmowie ze Sputnikiem pani Agata, pracowniczka jednego z biur podróży na Dolnym Śląsku, które istnieje na rynku turystycznym od 30 lat.

Protesty nic nie dają

„Potrzebujemy przede wszystkim kredytów, bardzo nisko oprocentowanych, żebyśmy mogli oddać. Potrzebujemy również jednakowych przepisów zwrotnych w ramach całej Unii. Tak, że ci Włosi też nam muszą oddać te pieniądze.

To jest problem właśnie płynności, spójności. To, co mówi Bruksela, że nie możemy trzymać 180 dni pieniędzy klienta, nie wygląda dobrze. Nasi klienci dostali propozycję: albo zwrot pieniędzy, albo voucher, albo zmiana terminu. 90% klientów opowiedziało się za zwrotem pieniędzy. Vouchery wybrały pojedyncze osoby, zmianę terminów - pojedyncze osoby. Był protest w środę, praktycznie we wszystkich większych miastach Polski. Nic to nie dało. Rząd w tej chwili odbija piłeczkę i mówi, że w nieskończoność nie może nas finansować”.

Cały czas liczyliśmy na to, że się wszystko uspokoi i wrócimy do normalności. A tej normalności nie będzie przynajmniej przez następny rok. Nie widzę tego wcześniej. Transport stoi, bo my, jako biura podróży, nie dajemy pracy. To wszystko jest powiązane? – dodaje pani Agata.

Jak wyjaśnia, firma pisze pisma do Polskiej Izby Turystyki i do ministerstwa z prośbą o wyjaśnienia, jak to wszystko ma się trzymać kupy, jak to się ma do prawa unijnego? Skarży się, że nie dostają na to żadnej odpowiedzi. Pisanie, pisanie, pisanie, aczkolwiek efekt jest żaden – wyjaśnia rozmówczyni.

Pani Agata uważa, że perspektywy są bardzo nieciekawe.

„W Krakowie podali: w czerwcu 2019 hotele miały zapełnione prawie 85% miejsc, w tym roku, o tej samej porze, kiedy granice były już praktycznie otwarte w połowie czerwca – 2%, niecałe 3%. Jest źle dla każdego: dla hotelarzy, dla biur podróży, dla przewoźników, pilotów i dla transportu. To wszystko jest w bardzo złym stanie” – mówi pani Agata.

Włochy są kością w gardle

Dla polskich biur podróży Włochy są kością w gardle. Z takim stwierdzeniem zgadza się Andrzej Goch, współwłaściciel biura podróży „Remedium” we Wrocławiu.

W rozmowie ze Sputnikiem zdradza, że Chorwaci zwrócili pieniądze, Czarnogóra, Czesi, Hiszpanie, wszyscy oddali, Włosi nie.

Włosi dają tak zwany voucher. Ten voucher jest rok ważny. Tylko nie wiadomo, czy przez rok hotel gdzieś tam w Rimini czy w Wenecji nie zbankrutuje. Hotelarz może sprzedać ten hotel. Nigdy nie wiadomo. Przecież u was w Moskwie też nie wiadomo – mówi Andrzej Goch.

Według niego to rząd włoski zabronił oddawać pieniądze: tak mówią hotelarze, że zamiast pieniędzy mają dawać vouchery. A voucher to nie pieniądz. Ludzi trudno przekonać, żeby pojechali ponownie do Włoch. Po pandemii już się boją tam jechać...

Przewoźnicy też nie chcą oddawać pieniędzy

Jak się okazuje, zwrot pieniędzy za hotel to jednak pół biedy. Pozostają jeszcze koszty transportu.

„Biuro podróży zapłaciło za hotel, zapłaciło za samolot, to jak może oddać koszty? Biuro podróży nie ma tych pieniędzy. Jak hotel zwrócił pieniądze, to ludziom oddaliśmy. A przewoźnik mówi, że odda za 180 dni, albo proponuje inny termin wyjazdu, ale nie ma rozkładu na rok 2021. Nie wiadomo, jednak, czy samoloty będą za rok latać na tych liniach. We wrześniu czy październiku ludzie nie chcą lecieć. Teraz, jak bilet kosztował 100 euro, to na październik każą płacić 150. Nie dość, że trzymają pieniądze klienta prawie pół roku, to trzeba jeszcze dopłacić. To nie jest fair. Teraz już wiemy, że nawet rok możemy czekać na te pieniądze. Ludzie muszą się uzbroić w cierpliwość, bo biura podróży też tych pieniędzy nie mają. Ma przewoźnik. Czekamy, aż odda” – mówi pan Goch.

Kolejny sezon może być zmarnowany

Jak twierdzi Andrzej Goch, w marcu, kwietniu, maju  wszystkie wycieczki były odwołane. Żaden samolot nie latał. Wszystkie biura były zamknięte, nikt nie pracował. Dopiero od 1 lipca samoloty zaczynają latać.

Plażowicze nad Morzem Bałtyckim
© REUTERS / Fabian Bimmer
„Są w lipcu bardzo dobre ceny. Bilet z Wrocławia do Odessy kosztuje 12 euro. Tylko co z tego? Sezon to lipiec – sierpień. W lipcu nie ma chętnych, bo każdy się boi. Jednak przez cały rok trzeba utrzymać pracowników, to duże koszty, olbrzymie wydatki. I tak nam pomogli, zwrócili część pieniędzy dla biur podróży. Nasze biuro dostało zwolnienie z VAT-u, otrzymało dopłaty dla pracowników, żebyśmy tylko utrzymali się, bo tak byśmy zamknęli firmę i zwolnili ludzi. Hotelarze, przewoźnicy robią wszystko, żeby zmusić klienta, żeby poleciał w innym terminie. Trudno, żeby ktoś leciał w innym terminie, bo za rok nie wiadomo, jak będą fruwać te samoloty, jaka będzie cena. Nic nie wiadomo” – powiedział na zakończenie  Andrzej Goch.

Poza Polską problem z tym mają także Czechy, Cypr, Grecja, Francja, Włochy, Chorwacja, Litwa, Portugalia i Słowacja. KE dała krajom dwa miesiące na odpowiedź w tej sprawie.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Kaczyński: UE wymaga poważnych reform, kryzys z koronawirusem uświadomił jej słabość
Prezes największego rosyjskiego banku nie wyklucza długiego kryzysu w kraju
Nadchodzący kryzys gospodarczy nie będzie „konkursem piękności”
Czeka nas wielki kryzys? Bank Światowy przewiduje rekordowo głęboką recesję
Morawiecki uspokaja: Przez kryzys przejdziemy raczej suchą stopą
Tagi:
pieniądze, Polska, turystyka, turyści, turyzm, strata, gospodarka rynkowa, gospodarka, kryzys gospodarczy, kryzys, koronawirus
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz